sobota, 23 maja 2015

Jak to jest z tymi zakupami za gotówkę? 71

Jakiś czas temu przyjrzeliśmy się trochę sytuacji na rynku wtórnym w kontekście "rekordowych"(?) wyników sprzedaży, notowanych ostatnio przez deweloperów. Podstawowy wniosek był taki, że poprawa wyników deweloperów odbywa się głównie kosztem rynku wtórnego (udział w sprzedaży rynku pierwotnego rośnie, a wtórnego maleje) i wynika to z dwóch rzeczy: z niedostosowania cen na rynku wtórnym do aktualnych realiów oraz ze wzrostu rozmiaru produkcji deweloperów (zbliżamy się do historycznych rekordów, jeśli chodzi o wielkość oferty). Jest to w miarę zgodne ze zdrowym rozsądkiem, bo, przy stabilnej wielkości produkcji mieszkań oraz konkurencyjnych cenach na obu rynkach, powinno być dokładnie odwrotnie (wszak w polskich warunkach "potencjał" rynku wtórnego wciąż rośnie - liczba mieszkań przybywa, więc i udział tego rynku powinien rosnąć). 

W całej tej teorii jest właściwie tylko 1 wątpliwość - czy nie jest aby przypadkiem tak, że rynek pierwotny notuje teraz dobre wyniki nie dzięki odbieraniu klientów rynkowi wtórnemu, a dzięki znaczącemu wzrostowi liczby transakcji gotówkowych? Liczba kredytów spada, a sprzedaż deweloperów rośnie - musi więc rosnąć albo kosztem rynku wtórnego, albo ze względu na znaczy wzrost udziału transakcji gotówkowych. Pamiętamy przecież, że teraz lokaty są "wybitnie niedochodowe", więc Polacy wyciągają pieniądze z banku, czy innej skarpety i masowo biegają kupować mieszkania pod wynajem ;) Dziwne jest w tym wszystkim jedynie to, dlaczego mieliby tak biegać tylko po mieszkania deweloperskie, a po używane już nie, bo, jak wiemy, tam bumu nadal nie ma.

Przyjrzymy się dziś trochę temu, jaki jest udział transakcji gotówkowych na polskim rynku pierwotnym i czy takie transakcje mogły sprawić, że sprzedaż deweloperów jest wysoka mimo spadającej liczby kredytów, nie powodując jednocześnie znacznego spadku zainteresowania rynkiem wtórnym.

Na początek mała dygresja - zawsze nas ciekawiło, dlaczego kupno/sprzedaż mieszkania bez udziału kredytu nazywa się transakcją gotówkową. Przecież z gotówką nie ma to nic wspólnego - jakoś nie wyobrażamy sobie, żeby ktoś płacił kilkaset tysięcy złotych za mieszkanie, przynosząc walizkę wypełnioną stówkami ;) Domyślamy się, że praktycznie każda taka transakcja jest realizowana przelewem, więc transakcje bez kredytu powinny się raczej nazywać przelewowe, a nie gotówkowe ;)

Wielokrotnie też zastanawialiśmy się, jak to mogłoby być możliwe, żeby ludzie masowo "inwestowali" swoje oszczędności w kupno (taniejących) mieszkań pod wynajem, który to wynajem daje aktualnie stopę zwrotu na poziomie 3-3.5% (jeśli nie ma nieprzewidzianych problemów z najemcami). Jeśli uwzględnić nieuchronny spadek cen mieszkań, to kupno i późniejszy wynajem może spokojnie generować permanentne straty. Pozostaje jeszcze wziąć pod uwagę takie drobnostki jak koszty transakcyjne - jeśli mieszkanie ma być inwestycją, to trzeba uwzględnić także koszt wejścia oraz wyjścia z takiej inwestycji. Na wejście mamy koszty notarialne oraz (na rynku wtórnym) PCC i koszt pośrednika, na wyjście też jest często koszt pośrednika. W całości może to bez problemu wygenerować koszty na poziomie 10% wartości mieszkania, czyli "zjeść" nasz "zysk" z 3 lat! 
Poza tym... żeby założyć lokatę, wystarczy kilka minut - parę kliknięć i po sprawie. Żeby "zainwestować" w mieszkanie potrzeba dużo więcej zachodu (a sama transakcja jest całkiem kłopotliwa i trochę ryzykowna). Potem trzeba jeszcze "biegać" za najemcami, przeprowadzać naprawy itd. To nie jest zajęcie dla wszystkich (a już na pewno nie dla tych, którzy mają mało czasu, a tak się jakoś dziwnie składa, że ci, którzy zarabiają dużo, najczęściej cierpią właśnie na brak wolnego czasu). Należy też pamiętać, że dziś stopy procentowe są na historycznie niskich poziomach i kiedyś (może nawet całkiem niedługo) wzrosną, wtedy "inwestycja" w lokatę stanie się nagle bardziej "opłacalna". Natomiast w przypadku stopy zwrotu z wynajmu mieszkania nie zapowiada się na żadne wzrosty (wręcz przeciwnie). W Polsce wynajem (jak na warunki europejskie) jest bardzo drogi i wraz z cywilizowaniem się tego rynku najpewniej będzie taniał. W związku z tym porównywanie aktualnego oprocentowania lokaty bankowej z aktualną stopą zwrotu z najmu jest pozbawione sensu - mieszkania nie kupuje/sprzedaje się z dnia na dzień, a cała operacja generuje takie koszty, że minimalny czas trwania tego rodzaju "inwestycji" musiałby wynosić co najmniej kilka-kilkanaście lat. W tak długiej perspektywie przewaga najmu nad lokatą nigdy się nie utrzymała.

W związku z tym wszystkim jakoś trudno nam uwierzyć, że Polacy masowo zaczęli "inwestować" w mieszkania pod wynajem (za własne pieniądze) i to spowodowało mini "bum" na rynku deweloperskim. Zobaczmy jednak, co mówią liczby.

Na początek sięgniemy do najnowszego raportu NBP, w którym chłopaki standardowo raczą nas piękną tabelką, pokazującą udział transakcji gotówkowych na rynku pierwotnym:




Co tu widzimy? Ano okazuje się, że wg NBP prawie 2/3 transakcji na rynku pierwotnym (ostatnia kolumna) to transakcje bez udziału kredytu (czyli "gotówkowe"). Nie wiadomo, czy śmiać się tu, czy płakać, bo wydaje się być oczywistym, że to jakaś totalna bzdura. Co ciekawe, na początku 2012 roku, kiedy WIBOR był jeszcze na poziomie ponad 5% i kiedy Polacy ani myśleli o zamianie lokat na super zyskowne mieszkania na wynajem, udział transakcji gotówkowych był... jeszcze wyższy! To się nazywa profesjonalny raport szanowanej instytucji (może ktoś odpowiedzialny za ten raport zamiast go przeczytać poszedł na jakąś "służbowo-prywatną" kolację do Sowy? ;)

Wystarczy przeprowadzić małe obliczenia, żeby udowodnić, że z wartościami w ostatniej kolumnie coś jest ewidentnie nie tak.

NBP twierdzi, że 57% kredytów w 2013 roku (w 7 głównych miastach) to kredyty na rynku pierwotnym (z tym nie będziemy polemizować - przyjmiemy, że to prawda). Ponieważ prawie 2 na 3 transakcje na tym rynku w ostatnim kwartale mają być za gotówkę (a było ich wg Reas'a około 11.500), to kredytów mieliśmy 4.600. Nie do końca wiadomo, skąd się wzięły dane o wartości udzielonych kredytów (druga kolumna), bo ZBP (raport Amron-Sarfin) podaje coś zupełnie innego (prawie 9.2mld w ostatnim kwartale 2014). Jeśli przyjmiemy za prawdziwe dane ZBP (chyba banki wiedzą, na jaką kwotę udzieliły kredytów?), to wyjdzie nam, że 4.600 kredytów w 7 miastach miało wartość 3.3 mld PLN (udział 7 największych miast w rynku kredytowym wynosi wg ZBP około 60%, czyli 5.4 mld, z czego 57%, czyli 3.3 mld, to rynek pierwotny). Jak się podzieli wartość kredytów na rynku pierwotnym przez ich liczbę, to okaże się, że średnia wysokość kredytu musiała wynieść 720.000 PLN. Sporo :) Zwłaszcza, że w raportach ZBP od lat widzimy wartości w okolicach 200.000 (oczywiście największe miasta są powyżej średniej, ale nawet w najdroższej Warszawie średnia cena transakcyjna całego mieszkania ledwie przekracza 400.000 PLN). Widać więc, że coś tu jest mocno nie tak, bo wyszło ponad 3 razy za dużo :)

Patrząc z nieco innego kierunku - jeśli udział kredytów na rynku pierwotnym wynosił 57%, to znaczy, że w ciągu całego roku, w 7 największych miastach, udzielono około 30.000 kredytów mieszkaniowych (sprzedano 43.000 mieszkań, z czego wg NBP 40%, czyli 17.200, na kredyt - do tego dodajemy kredyty na rynku wtórnym w liczbie 13.000). Ponieważ 7 miast odpowiada za 60% wartości wszystkich kredytów (dane ZBP), to, zakładając, że średnia cena mieszkania a więc i wysokość kredytu w 7 największych miastach jest dwukrotnie wyższa niż średnia w pozostałych, okazuje się, że w Polsce w 2014 powinno zostać udzielonych maksymalnie 70.000 kredytów (a udzielono ponad 170.000).
Znowu widać, że wyliczenia lub założenia NBP są błędne.

Skoro wyniki w raporcie NBP to lipa, przeprowadzimy własne obliczenia, aby się przekonać, jak to właściwie jest z tymi transakcjami "gotówkowymi".

Będziemy korzystać z najważniejszych danych NBP zawartych w opisanej tabeli, co do których nie mamy obiekcji. Chodzi tu o udział kredytów dla rynku pierwotnego - 50% w 2012 roku i 57% w 2013 oraz wartość rynku pierwotnego w poszczególnych kwartałach, która zgadza się z danymi prezentowanymi przez Reas. Do tego skorzystamy z wartości udzielanych kredytów z raportu Amron-Sarfin oraz z ich struktury względem miasta, widocznej w tabeli poniżej:




Na początek dane za ostatni kwartał roku 2014:

1. Wartość udzielonych kredytów: 9mld (w tym kwartale oraz w kolejnych odjęliśmy końcówkę, czyli 0.2mld na ewentualne kredyty refinansowe, które aktualnie są dużą rzadkością)
2. Wartość kredytów w 7 największych miastach (60%): 5,4mld
3. Wartość kredytów w 7 miastach na rynku pierwotnym (NBP niestety nie podaje tych danych dla zeszłego roku, więc przyjęliśmy, że w 2014 będzie to 62% na podstawie wniosków z poprzedniego wpisu - udział rynku pierwotnego względem wtórnego wzrósł zauważalnie względem roku 2013): 3,35mld
4. Wartość rynku pierwotnego w 7 największych miastach: 4,05mld
5. Otrzymany udział transakcji gotówkowych: 17,3% (0,7mld)

Hmm... no i wyszło nam, że transakcji bez udziału kredytu było w ostatnim kwartale 2014 roku (w 7 największych miastach) zaledwie 17%. "Trochę" to inaczej niż w raporcie NBP, gdzie transakcji gotówkowych w tym kwartale było niby 63%. Patrząc na dane przyjęte do obliczeń (oraz na zdrowy rozsądek) nasz wynik zdaje się być dużo lepszy i dużo bliższy rzeczywistości (prawdopodobnie jest nawet jej bardzo bliski, bo jedyne założenia, które przyjęliśmy, a których nie dało się uzyskać z "twardych" danych, nie mogły wpłynąć znacząco na uzyskany rezultat).

Zobaczmy dalej, jak sprawa się miała w poprzednich latach, żeby ocenić, czy po obniżce stóp procentowych Polacy rzeczywiście wyciągnęli pieniądze z banków/skarpet i "uderzyli" w mieszkania pod wynajem ;)

Ostatni kwartał 2013 roku:

1. Wartość udzielonych kredytów: 9,5mld
2. Wartość kredytów w 7 największych miastach (60%): 5,7mld
3. Wartość kredytów w 7 miastach na rynku pierwotnym (57%): 3,25mld
4. Wartość rynku pierwotnego w 7 największych miastach: 3,95mld
5. Otrzymany udział transakcji gotówkowych: 17.7% (0,7mld)

Widać, że udział transakcji gotówkowych w 4q2013 był praktycznie taki sam jak w ostatnim kwartale 2014 roku (kiedy stopy procentowe były niższe o 0.5 p.p.). Wniosek z tego jest taki, że 2014 rok nie był tym, w którym Polacy porzucili lokaty i rzucili się na mieszkania - rzucało się ich praktycznie tyle samo, co rok wcześniej (a właściwie to nawet nieco mniej).

Zobaczymy jeszcze, co wychodzi dla czasów, kiedy stopy procentowe były znacznie wyższe (rok 2012, WIBOR w okolicach 4.5%).

Ostatni kwartał 2012 roku:
1. Wartość udzielonych kredytów: 8,6mld
2. Wartość kredytów w 7 największych miastach (60%): 5,15mld
3. Wartość kredytów w 7 miastach na rynku pierwotnym (50%): 2,58mld
4. Wartość rynku pierwotnego w 7 największych miastach: 2,8mld
5. Otrzymany udział transakcji gotówkowych: 8% (0,22mld)

W 2012 roku udział transakcji gotówkowych był rzeczywiście prawie dwukrotnie niższy. Należy jednak mieć na uwadze, że był to ostatni moment na kredyt z RnS - udział rynku pierwotnego mógł być wtedy niższy niż średnia dla całego roku (50%), bo w Rns zdecydowanie dominował rynek wtórny (nawet po wprowadzeniu niekorzystnego dla niego przelicznika). Gdyby tak było, to kwota z punktu 3 byłaby niższa niż nasz szacunek, a ostateczny rezultat w punkcie 5 byłby wyższy.

Nawet jednak gdyby tak nie było, to zauważmy pewną rzecz - wartość rynku pierwotnego wzrosła pomiędzy 4q2012 a 4q2014 o ponad 1,2mld złotych, tymczasem oszacowana wartość transakcji gotówkowych wzrosła zaledwie o niecałe 0,5mld (a prawdopodobnie mniej). Ponieważ wartość kredytów od tamtego czasu systematycznie spada, a wartość kredytów na rynku pierwotnym rośnie, to musiało się to odbyć kosztem rynku wtórnego. Wzrost udziału transakcji "gotówkowych" na rynku pierwotnym był zdecydowanie za niski, aby "samemu" tak znacząco poprawić sprzedaż deweloperów.


Podsumowując nasze dzisiejsze wywody... z całkiem niegłupiego szacunku wyszło nam, że udział transakcji mieszkaniowych bez kredytu na rynku pierwotnym wynosi aktualnie poniżej 20%. Podobnie było w 2013 roku. Największy spadek stóp procentowych miał miejsce w końcówce 2012 roku i widać to także po udziale transakcji "gotówkowych", która zauważalnie wzrosła po 2012 roku. 
Jednak, jeśli przyjrzeć się zaprezentowanym wynikom, to widać, że nie mamy mimo wszystko do czynienia z sytuacją, w której "inwestycje" w mieszkania na wynajem za własne oszczędności stały się hitem - w 7 największych miastach jest to dodatkowe 0,5mld złotych kwartalnie, co przy aktualnych cenach oznacza dodatkowe 1.500 mieszkań kupowanych za "gotówkę" w ciągu 3 miesięcy. Między bajki można włożyć teorię, że Polacy masowo wycofują pieniądze z banków/lokat/skarpet i kupują mieszkania. Jak widać, to się zdarza nie tak rzadko, ale nie ma to wielkiego wpływu na rynek (dla rynku pierwotnego powiększa to sprzedaż o nieco ponad 10%).

Z tego wszystkiego widać jeszcze jedną rzecz, o której piszemy od samego początku istnienia tego bloga - rynek mieszkaniowy w Polsce kredytem stoi. Bez kredytu nic by się nie stało, co się stało, a przy większym wzroście stóp procentowych zobaczymy na polskim rynku to, co nie śniło się filozofom (pokroju Bartka T. ;)

71 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ostatnio coś się nie mogę wstrzelić. Z drugiej strony wpisy "som" jakoby częściej co bardzo cieszy :)

      Usuń
  2. Myślę, że Krasoń, który już od dłuższego czasu podpisuje się pod wypocinami HB (przejął schedę po Turku) zasłużył już sobie na miano naganiacza #1 w PL.

    https://homebroker.pl/artykuly/analizy/1432-wzrost-cen-mieszkan-w-lodzi-na-najwiekszych-rynkach-spokoj

    Oczywiście ceny mieszkań będą rosły, bo:
    - niskie stopy % - zaciągamy kredyty (liczba i wartość kredytów spada kwartał do kwartału notując rekordowe minima)
    - przez niskie stopy % masowo likwidowane są konta i kupowane mieszkania (Autor w prosty sposób pokazał, że rynek zakupów bez udziału kredytu jest poniżej 20%)

    Dodatkowo HB, dorzuca często argument o rosnących dopłatach w MdM co może prowadzić do podnoszenia cen ofertowych mieszkań, bo limity w wielu lokalizacjach przeskoczyły już poziom danego rynku (a ułomnych ekonomicznie wciąż jeszcze trochę jest) - i to akurat jest prawda, bo MdM z limitami dopasowywanymi do przeszacowanego rynku to bandyctwo i złodziejstwo.

    Teza wzrostu cen mieszkań oparta jedynie na niskich stopach % i rosnących limitach dopłat w MdM (bo już kompletnie nie zostało nic innego), gdzie wystarczy, że stopy % zaczną iść w górę i wszystko się posypie ...to jest jeszcze zawracanie rzeki kijem w Return to "normal"?, bo mi to już wygląda prawie na Fear :)

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4b/Stages_of_a_bubble.png

    Oczywiście wiemy, że w PL takiego widocznego zjazdu cen mieszkań nie było i nie będzie, m.in. przez opieszałość KNF i okradanie budżetu przez RnS i teraz MdM, ale trend, chociaż mocno wypłaszczony jest jeden.

    A prof.Łaszek w mocno zawoalowany sposób wspomina (właśnie teraz), że katastrofa na rynku mieszkaniowym to rzecz, która jest jak najbardziej możliwa. (ale ostrożnie, bez większych aluzji do rynku w PL)

    http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/wielkie-katastrofy-na-rynku-mieszkaniowym/stjqvl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łaszek trochę się jakby nie może zdecydować, jakie właściwie zajmuje stanowisko (bo raz pisze od rzeczy, a raz zupełnie z sensem - pewnie to zależy, któremu akurat doktorantowi zlecił napisanie artykułu ;)

      Łódź ma rzeczywiście spory potencjał do wzrostu cen ;) Najgorsza w kraju demografia, najniższe ceny... sama słodycz.

      Za to Bartek coś ostatnio "słabuje" - zaczął pisać, że przed 2005 rokiem było taniej (znacznie). Nawet zauważył, że stopy procentowe mogą być dużo wyższe (o tym ostatnim sporo od pewnego czasu pisze się w mainstream'ie). Czyżby to już czas na to, żeby wahadło zawróciło? W końcu najlepiej zarabia się na zmienności - drożej już za bardzo być nie może, więc trzeba zrobić tanio, żeby potem znowu mogło wzrosnąć (o ile to w ogóle w Polsce jest możliwe).

      Wiele osób pisze, że Amerykanie nie podniosą stóp procentowych, bo będzie kryzys... pozostaje pytanie, czy przypadkiem nie jest tak, że w czasie kryzysu i tuż po nim zarabia się najwięcej? I czy mając maszynkę do wywołania kryzysu w dowolnym momencie właściciel tej maszynki nie będzie jej używał? No chyba, że ktoś uważa, że upadek Lehman Brothers i jego konsekwencje nie miały żadnego związku z wcześniejszym podniesieniem stóp procentowych przez FED....

      Usuń
  3. Czekając na wyższy WIBOR....

    http://stooq.pl/q/?s=plopln3m&d=20150522&c=mx&t=c&a=lg&b=0&r=ukousd6m

    Jak widać na linkowanym wykresie, WIBOR3M generalnie podąża za LIBOR. Znamienny wyjątek to lata 2006-2009, kiedy to WIBOR był wyraźnie niższy, co zaowocowało bańką spekulacyjną na nieruchomościach....

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ponieważ prawie 2 na 3 transakcje na tym rynku w ostatnim kwartale mają być za gotówkę"
    Ale NBP nic takiego nie twierdzi - w tabeli widać wartość transakcji a nie ich liczbę. Jeśli mieszkanie zostanie kupione za 1 mln gotówką, a 5 innych po 200k na kredyt to stosunki wartości i ilości mieszkań są diametralnie różne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak, ale... dlaczego mieszkanie kupione za gotówkę miałoby być (średnio rzecz biorąc) droższe od tego kupionego na kredyt? Jest raczej zupełnie odwrotnie (pamiętamy, że rynek kredytem stoi ;) No i wtedy wyjdzie nawet więcej niż 2 gotówkowe na 3 transakcje ;)

      PS. Mieszkanie to rzeczownik policzalny, więc piszemy "liczba mieszkań", a nie "ilość mieszkań" ;)

      Usuń
    2. Słaba argumentacja. Równie dobrze mogę napisać, że najdroższe mieszkania w centrach miast są kupowane przez ludzi bogatych, którzy kredytem posiłkować się nie muszą. I dlatego statystyka odnośnie wartości wygląda tak a nie inaczej.

      Po drugie robisz chyba kolejny błąd jeśli o negowanie wartości kredytów pokazanego przez NBP. Przykład z życia: Kowalski kupuje większe mieszkanie (+wykończenie, bo to pierwotny) posiłkując się kredytem, sprzedaje własne, potem kredyt nadpłaca pieniędzmi ze sprzedaży. I masz różnicę między wartością nowego kredytu a przyrostem salda kredytu.

      Usuń
    3. Wszystko można napisać - ważne, żeby to miało jakieś logiczne (a najlepiej poparte danymi) wsparcie. Przyjęcie, że (średnio rzecz biorąc) mieszkania kupowane za gotówkę są "droższe" od tych kupowanych na kredyt wydaje się być mocno naciągane, dlatego przyjęliśmy, że (średnio rzecz biorąc) ceny takich mieszkań są podobne (pamiętajmy, że inwestorzy wymieniający pół miliona z lokaty na mieszkanie w bloku mają to przecież robić pod wynajem... a najbardziej opłacalne jest wynajmowanie mieszkań małych, czyli raczej "tanich" - nawet BGK już pewnie to rozumie ;)

      Przyjęliśmy liczbę/wartość udzielonych kredytów raportowaną przez banki, bo... jest to liczba/wartość udzielonych kredytów - nie wiemy, jak można z tym polemizować :) Nie negujemy danych NBP, tylko twierdzimy, że na ich podstawie nie da się policzyć tego, co NBP próbuje policzyć (udział transakcji gotówkowych). Czy naprawdę, już na pierwszy rzut oka, nie wydaje Ci się dziwne to, co wychodzi w tabeli NBP?

      A Twój przykład z życia... Kowalski sobie "kupił na kredyt", a potem nadpłacił - fajnie, ale co z tego? Przecież nawet w tym przypadku to była transakcja z udziałem kredytu, a nie gotówkowa (przypominamy, że wg Bartka i innych transakcje gotówkowe mają rzekomo pochodzić od inwestorów, kupujących na wynajem, a opisany przez Ciebie przypadek transakcji pseudo-częściowo-gotówkowej do tej grupy się zdecydowanie nie zalicza). A tak swoją drogą, to "autor" tego przypadku taki średni interes zrobił - trzeba było pewnie prowizję zapłacić (od całości) i potem może jeszcze coś od wcześniejszej spłaty...

      Usuń
    4. 1. Właśnie o poparciu argumentacji danymi pisałem - bo na razie to coś się komuś wydaje to przyjmuje sobie coś odwrotnego. Wygląda to na dorabianie faktów do teorii. Ja zrobiłem to samo tylko w drugą stronę.

      2. Nie chodzi mi o liczba/wartość udzielanych kredytów tylko skąd się wzięła różnica miedzy wartością udzielanych kredytów pokazywana przez NBP (poniżej 8mld) a ZBP (ponad 9mld). I tego tez dotyczy przykład.

      3. Jeśli znasz instytucje udzielające kredytu bez prowizji to podziel się wiedzą ;-)

      Usuń
    5. 1. Jak nie ma danych, to przyjmujemy to, co wydaje się być logiczne - kiedyś mieszkania były "tanie", bo ludzie kupowali za gotówkę. Teraz mieszkania są "drogie", bo rynkiem rządzi kredyt - dzięki kredytowi ceny wzrosły/sprzedają się mieszkania droższe niż kiedyś. Wyciąganie z tego wniosku, że za gotówkę kupuje się mieszkania droższe niż na kredyt wydaje się zupełnie absurdalne. Dlatego założyliśmy, że ceny są zbliżone (ale pewnie mieszkania kupowane na kredyt są droższe).

      2. Nie wiem, skąd się wzięła różnica NBP/ZBP (ona zawsze była) - NBP robi "szacunek" na podstawie przepływów pieniężnych, a ZBP podaje po prostu liczbę/wartość udzielonych kredytów. A że w tym wpisie zajmowaliśmy się liczbą/wartością udzielonych kredytów, to wzięliśmy tą właśnie wartość (bo niby czemu brać inną, skoro to jest dokładnie to, czego potrzebujemy?)

      3. Nie znam, więc tym bardziej dziwi mnie zachowanie "znajomego" - ot taki po prostu dodatkowy koszt w wysokości ~5% wartości mieszkania przy tego rodzaju "zamianie". Co to jest te kilkadziesiąt tysięcy, nie? ;) A tak poza tym, to... nie wiem, jaki to ma związek z czymkolwiek. Transakcja tak, czy inaczej, była z udziałem kredytu.

      Usuń
    6. Również uważam, że zmiana mieszkania prawie zawsze kończy się kilkadziesiąt tysięcy "w plecy". Pośrednik, bank, deweloper, firma remontowa - w rozmaitych konfiguracjach. Osobiście wobec coraz bardziej przeszkadzającego mi niewielkiego metrażu mojego obecnego mieszkania najpoważniej biorę pod uwagę zakup lub wynajem mieszkania sąsiedniego, a po wypuszczeniu moich dzieci w świat powrót do korzystania z jednego mieszkania.

      Usuń
  5. Nie masz wystarczających danych, żeby robić tego typu analizy.

    1. Reas nie monitoruje całego rynku deweloperskiego
    2. Gotówka to też kredyt niehipoteczny, konsumpcyjny, ale jednak kredyt pozwalający na ucieczkę od zlicytowania mieszkania w razie problemów - narzędzie więc bardzo wygodne.
    3. Nie wiadomo jak liczą się mieszkania kupowane pakietami przez fundusze inwestycyjne na etapie dziury w ziemi, a potem odsprzedawane.

    Cała Twoja analiza wobec powyższych faktów jest bezsensowna i w zasadzie nic poza tym nie można z niej wydedukować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... wszystkie dane wymagane do otrzymania wyników zaprezentowane są we wpisie (jak więc widać, okazały się być zupełnie wystarczające ;)

      1. Nie monitoruje... ale co z tego? W naszych wynikach też wyszły wartości dla 7 największych miast, a nie dla całej Polski (w mniejszych miastach logicznym się wydaje, że udział transakcji gotówkowych jest wyższy).
      2. Nie bardzo rozumiemy... twierdzisz, że w transakcjach gotówkowych powinno się uwzględnić, że ta gotówka może pochodzić z kredytu? Czyli ktoś kupuje mieszkanie na kredyt... nazwijmy go konsumpcyjnym? Ale nawet, gdyby tak było, to to tylko wzmacnia całą tezę, bo udział "prawdziwych" transakcji gotówkowych wyjdzie jeszcze mniejszy ;)
      3. Z pewnością teraz mnóstwo funduszy kupuje dziury w ziemi w nadziei (po prezydencku powinniśmy napisać raczej "w nadzieji" ;) na wzrost cen ;) Poza tym, nie bardzo wiadomo, co to ma do rzeczy - jeśli byłyby takie zakupy, to jest to rynek pierwotny, a sprzedaż mieszkań to już wtórny. Reas jest kreatywny, wliczając do sprzedaży "płatne rezerwacje", ale o takie rzeczy ich nie podejrzewaliśmy.

      Powyższe "fakty" mają się do naszego wpisu niczym piernik do wiatraka ;) Zachęcamy do polemiki z wykorzystaniem liczb, danych, albo... czegokolwiek.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Reas monitoruje tylko wybrane firmy deweloperskie, również w aglomeracjach. Więc zestawianie danych z NBP jest czy a-s jest bez sensu. Takie zakupy pakietowe są, i jeśli nie jest płacony podatek pcc, to transakcja zaliczana jest jako pierwotna.

      Nie rozumiem dlaczego kontynuujesz nieuzasadniony sarkazm zamiast merytorycznej dyskusji. Co w tym nieopłacalnego, że firma kupuje pakietami mieszkania na etapie dziury w ziemi, a potem je po 2 latach odsprzedaje z 10% zyskiem (od ryzyka, wartości pieniądza w czasie). Nie jest to zakup "w nadziei". Zysk jest do osiągnięcia przy stałych cenach, a nawet lekkich spadkach.

      Usuń
    4. Reas w swoich raportach pisze, że monitoruje rynek największych miast - jakoś nie widzieliśmy, żeby to miały być tylko wybrane firmy (jak jest to gdzieś napisane, to podziel się cytatem). Zauważ też, że NBP w swoim raporcie ocenia wielkość rynku wtórnego na podstawie.... danych Reas'a :) Dodatkowo Reas raportuje sprzedaż deweloperów w największych miastach na poziomie ~45 tys. mieszkań - 6 największych miast to jakieś 2/3 rynku pierwotnego i to się zgadza z danymi GUS o liczbie budowanych (a więc poniekąd także i sprzedawanych) mieszkań w całym kraju (60+ tys.). Ciężko tu się do czegoś przyczepić.

      Co do zakupów pakietowych, to nadal trudno nam w nie uwierzyć, ale pal licho... niech będzie, że takie są. Tylko wciąż nie wiemy, co miałoby z nich wynikać - fundusz kupuje mieszkania za "gotówkę" i to jest rynek pierwotny, raportowany jako sprzedaż deweloperów. Później ten fundusz sprzedaje mieszkania i tego już raczej nie uznaje się za rynek pierwotny (byłoby zupełnie bez sensu, żeby mieszkanie dwukrotnie wystąpiło jako sprzedaż na rynku pierwotnym). Ale nawet gdyby tak było, to... jaki właściwie miałby być z tego wniosek z punktu widzenia naszego wpisu o udziale transakcji gotówkowych?

      Usuń
    5. http://metrohouse.pl/?idNode=135&newsId=571

      Tak to wygląda w metrohouse. Wprawdzie to rynek wtórny, ale w zasadzie nie ma powodu dla którego tam te transakcje miałyby być bardziej gotówkowe. Prawda więc leży gdzieś pośrodku, jak to w życiu zazwyczaj bywa ;)

      Usuń
    6. Nie żebym się jakoś strasznie nie zgadzał, ale brak MdM dla rynku wtórnego nie ma, według ciebie, zauważalnego wpływu na rozklad transakcji na kredytowe i bezkredytowe pomiędzy rynkiem wtórnym i pierwotnym? Na rynku wtórnym są (upraszczając) kupujący, którzy 1) kupują bez kredytu bo, go nie potrzebują i 2) którzy kupują z kredytem, bo ich na ten kredyt "stać". Na rynku pierwotnym jest jeszcze grupa 3) których nie stać na kredyt, ale dostają "pomoc" od państwa i biorą ten kredyt. Myślę, że rynku pierwotnym jest większy odsetek kredytów (może nieznacznie) niż na pierwotnym, więc odsetek transakcji bezkredytowych jest mniejszy.

      Ogólnie co do całej sytuacji. Obliczenia poszczególnych osób tutaj są trochę na tzw. dokładność kowalską, ale nawet jak te 17% autora jest chybione o 50% (a i to mi się nie wydaje), to i tak odsetek transakcji bezkredytowych nie przekracza 25%. Dosyć nieźle zbiega się to po wzięciu poprawki na link powyżej (bo do takich informacji już przywykłem podchodzić z pewną korektą). Reasumując: z jako-takim poziomem istotności przyjmuję, że ten omawiany odsetek < 0,25.

      Usuń
    7. Sugerujesz, że gotówkowicz z kwotą 350 tys zł widząc szyld MDM, decyduje się jednak schować oszczędności do skarpety i zadłużyć się na kilkanaście lat dla dopłaty? Ja tak nie uważam. Wg mnie MDM zmienia jedynie preferencje wśród kupujących odnośnie ceny finalnej, lokalizacji, metrażu, natomiast na pewno nie zmienia udziału gotówki w rynku. Ja mogę np powiedzieć, że klienci z gotówką myślą o jak najlepszym ulokowaniu kapitału i w związku z tym, mieszkanie w wielkiej płycie czy starawej kamienicy nie przyciąga tak bardzo ich uwagi jak produkt dewelopera choćby ze względu na koszty eksploatacyjne i rozdmuchany czynsz.

      Usuń
    8. W Mdm można wziąć kredyt z dotacja, a następnego dnia go spłacić. Kredyt musi być przy braniu podpisany na 15 lat, mieszkania nie możesz sprzedać w ciagu 5 lat, ale prawo nie zabrania spłacić kredytu dzień po jego uruchomieniu. (ot taka mała luka), więc ludzie którzy mają gotówkę i tak biorą kredyt na 50% ceny żeby wziąć dotację. Niektórzy z nich spłacą kolejnego dnia, ale większość kredyt sobie zostawi na kilka lat, trzymając gotówkę na lokacie.

      Usuń
    9. @Stefan

      Nie, sugeruję, że niekredytowicz np. pan Zenek z 0–20 tysiącami zł oszczędności, który nie mógłby wziąć kredytu (a baaardzo chce,bo akurat urodził się w gatunku jelenii), nagle go dostanie. MdM "nie ma" więc wpływu na transakcje bezkredytowe, bo pan Zenek nie może kupić bez kredytu niezależnie od tego czy MdM jest czy nie jest. Ale dzięki MdM może "kupić" na kredyt, bez MdM nie mógłby tego zrobić. A MdM wprowadziło w rynku pierwotnym ożywienie jakieś 10% (z pamięci piszę), nie powiesz mi więc chyba, że pan Zenek jest fikcją literacką. Jedyna kwestia sporna (i przy mojej wiedzy nie do obliczenia) to analiza ilościowa – jaki to ma liczbowo wpływ na rozkład transkacji bezkredytowych. Natomiast analiza jakościowa (czyli podanie samego kierunku zmian) jest imho prosta. Jeśli MdM ma wpływ na rozkład, to zmniejsza udział transakcji bezgotówkowych.

      Argument o tym, że mieszkanie dewelopera bardziej przyciąga uważam wstępnie za sensowny, chociaż jak pomyślę sobie o tzw. "stanie deweloperskim" (czyli dodatkowe koszty)... Ale tutaj kwestia jest czy ludzie "inwestują" (ściślej, "kupują" bez kredytu), a nie czy robią to mądrze, więc argument się trzyma. Można jeszcze na korzyść twojej tezy próbować argument typu "na rynku wtórnym jest drożej" (więc większy udział kredytu), ale to chyba nie przejdzie. Transakcyjnie może wcale nie być drożej, a mieszkania na rynku wtórnym częściej bywają umeblowanie. Inna sprawa, że rynek wtórny powinien być sporo tańszy, a nie tak samo drogi jak pierwotny... ale, jak pisałem, dyskusja jest o stanie obecnym, nie docelowym.

      Usuń
  6. Dzień dobry, Autorze bloga, Szanowni Forumowicze.
    przyglądam się dyskusji tutaj już od wielu ale to wielu miesięcy. Tematem przewodnim jest oczywiście rynek mieszkaniowy, ale towarzyszą mu kwestie poboczne takie jak: 1. kredyty 2. inflacja 3. zarobki 4. demografia
    5. kryzysy 6. geopolityka 7. gospodarka na świecie 8. giełda 9. polityka banków 10. Ubezpieczenia.
    Jestem amatorem w sprawach ogólnogospodarczych (branża artystyczna -wykładowca akademicki), więc na pewno wiele ważnych spraw pominąłem, ale...
    Pracuję pół - zawodowo i dorywczo od 16-ego roku życia. Mam 43 lata a to oznacza coby nie było od ponad ćwierć wieku patrzę i z roku na rok coraz bardziej świadomie obserwuję ten nasz wspólny grajdół. Pamiętam czasy Pevexów i Balton hiperinflacji pierwszych videodtwarzaczy za marki czy dolary, okrągły "stolec", megaprzekręt Balcerowicza. Granicę pomiędzy DDR a RFN przekraczałem w Jenie jako szesnastolatek( 88 i 89). Jeździłem na występy z teatrem i wystawami plastycznymi. Było to szokujące surrelistyczne przeżycie, (strefa wojny). Okrągły Stół zdarzało mi się oglądać w CDF(TV). Pochodzę z głębokiej prowincji (Polska C) na szczęście jednak miałem zajawionego na sztukę i kulturę nauczyciela w liceum. Pochodzę też z ubogiej rodziny dlatego wcześnie musiałem zacząć na siebie zarabiać. Oj dużo by opisywać. No dobrze więc do meritum.
    1. Kredyty.
    w latach 80-tych to było jakieś kuriozum. Kto się nie bał i wziął kredyt na budowę domu, najczęściej mógł go spłacić w rok przysłowiowymi jajkami jeśli był to na przykład rolnik. W raz z nadejściem Balcerowicza zaczął się dziki kapitalizm. Skrzywdzono wówczas masę ludzi, nawet tych wykształconych. Zostali po prostu zmuszeni do pokera w którym nie mieli szans z wyjadaczami. Przełom lat 90-tych i milenium to, kryzys w Rosji i u nas. Znowu opłaciło się wziąć kredyt nawet konsumpcyjny na mieszkanie mimo wysokiego oprocentowania (+-30%)w skali roku. Inflacja jeszcze była gdzieś w granicach 10%,ale ceny mieszkań stały w miejscu bo nie było chętnych ze względu na biedę i brak możliwości zapożyczenia się. Ja z Żoną zaryzykowałem wziąłem konsump. (rok99) i opłaciło się, choć miałem tylko 50 zyla w kieszeni i prace dorywczą to po 4 latach byliśmy na czysto. Wszystko dzięki fikcyjnym umowom o dzieło pokazanym bankowi i kryzysowi w Rosji. Po 2004 roku to wiecie już jak było.
    2. Inflacja
    Niektórzy tu straszą hiperinflacją. ta która, wiąże się z t.z. dodrukiem QE to nie jest prawdziwa hiperinflacja, to kreatywna księgowość, puki się nie rozleje na realny rynek oczywiście. Hiperinflacja jest jak tsunami w realiach gospodarki rozumianej jako naczynia połączone. Uderza we wszystkich (prawie). Uratują się jedynie ci na najwyższych piętrach? A będzie ich mikron. No i widoku z okien tych apartamentów po tsunami im nie zazdroszczę. Oni to dobrze wiedzą a głupi nie są. PRL to nie były naczynia połączone a rozłączone.
    3. Zarobki
    No cóż dlatego rządzi kredyt i to on ustanawia realna cenę. Kilka lat temu była modna taka teoria na temat baniek spek. Bańka rośnie osiąga maksimum p czym zaczyna spadać ale nie za dużo. Znowu rośnie tyle że nie osiąga już poprzedniego maksimum potem leci na pysk bez widoków na dno. Podobno to się nie sprawdziło u nas. Rzecz jednak w tym że ceny u nas są podyktowane kredytem. Ja wziąłem nie cenę a wartość kredytów na rynku i przylega jak ulał. Rządzi rynek kredytów. A nie stosunek cen do zarobków.
    4. Demografia
    Wiadomo chyba że będziemy mieli gości? ale goście muszą przywieść miejsca pracy.

    OdpowiedzUsuń
  7. 5. Kryzysy
    Ja hołduje zasadzie że, mamy permanentny kryzys odkąd posiadam świadomość. Po prostu radze sobie lepiej lub gorzej.
    6. Geopolityka
    Według mnie może zacząć w końcu sprzyjać i tu widzę największą nadzieję na pozytywne dla nas zmiany.
    7. Gospodarka na świecie to naczynia połączone. Uważam że, sama się wybroni jak natura. Jak będzie przegięcie to będzie kataklizm i po nim catarsis - prawa natury.
    9. Giełda to teraz takie miejsce dla kreatywnej księgowości i dla hazardzistów. To jest taka wydmuszka może się okazać oderwana od rzeczywistości.
    10. Ubezpieczenia.
    Obawiam się że, w tym resorcie tkwi największe niebezpieczeństwo. Teraz można ubezpieczyć wszystko - nawet głupotę. a to mnie przeraża.
    Zapomniałem o podatkach. Otóż uważam że jakaś forma katastru oczyści nasz rynek nieruchomości. W realiach unijnych jest on nieunikniony.
    Podsumowanie
    Według mnie stopy pozostaną niskie tak długo jak to możliwe. Po to by jak najwięcej złapać w giełdowe sieci.
    Prędzej liczę na to że, wzrosną jeszcze podatki bo jest mimo wszystko pole manewru u nas. No i oczywiście uważam że należy wstrzymać się jeszcze z zakupem. Ja też chcę zmienić lokum i mimo że, jestem na plusie i mógłbym spokojnie już coś nabyć częściowo za gotówkę częściowo zamienić itp. w tym momencie wolał bym wynająć niż przepłacać. Bo to, co się dzieje to, rozbój i nie było tak w największym kryzysie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna ocena - zgadzamy się właściwie ze wszystkim. Tylko Yellen chce jednak te stopy podnosić w tym roku, a nasz Hausner w przyszłym. Poczekamy, zobaczymy... jednak jakiś kryzys by się przydał, bo teraz wszystko (akcje, obligacje, nieruchomości) jest horrendalnie drogie i elita nie ma za bardzo na czym szybko/łatwo zarobić.

      Usuń
    2. Ja bym Jeleniowej za bardzo nie wierzył. No ale kto wie ? Stopy muszą wzrosnąć ale będą przeciągać i odkładać tę chwilę. Zawsze lubiłem patrzeć wstecz i jakby metaforycznie wówczas łatwiej o dystans. Napiszę tak: Wszystkim młodym życzę nastania megakryzysu bo tylko wtedy będą mieć szansę dla siebie. Beton nie lubi zmian. Jednak jak wiemy stagnacja to destrukcja szczególnie dla zwapniałych choćby tylko mentalnie. Wiem, to sprzeczność ale, filozoficznie rzecz ujmując teza i antyteza znosząc się tworzą syntezę(Hegel). Nową jakość która musi się znowu doczekać czegoś przeciwległego co pozwoli ją tak naprawdę zdefiniować itd. Zmiany są po prostu nieuchronne a kryzysy oczyszczające i wiążą się z szansą dla młodych. Tak było jest i będzie. Im bardziej liczysz na siebie a nie swoich "Starych", z całym szacunkiem dla nich, to w burzliwych i "szybkich czasach masz szansę bo kierujesz się intuicją (instynktem) a nie stadnym rozumem. Innej niż stadnej mądrości nie posiadasz boś na to za młody. Zachowanie ludzi młodych w bumie mieszk. (Czasy prosperity?) ,to dla mnie wystarczający dowód na moją hipotezę.

      Usuń
    3. Jeszcze chwilę się powymonnndrzam, za co oczywiście przepraszam ale nawiązując do młodych i kryzysu. Zauważcie: Pokolenie Michnika umocowało się właśnie na megapermanentnym kryzysie trwającym ponad 20 lat. 68-89. Właśnie odbijają to sobie przez ćwierć wieku. Moje pokolenie trafiło w próżnię, na profity za młode na megahiperkryzys za stare. Nieco młodsi ode mnie jeszcze się umoczyli w niewolnicze kredyty. Dzisiejsi dwudziestolatkowie mają mega - szansę. Są niżem więc się nie pozagryzają nawzajem, w przeciwieństwie do poprzedników. Jeśli wystarczy im cierpliwości i nie wyemigrują i jeszcze postarają się o odpowiedni kryzysik nawet jakiś spreparowany i sukces gotowy. Według mnie młodzi maja taka okazję jak ci 50 lat temu. Mojemu pokoleniu zabrakło odpowiedniego kryzysu te co były to były niewystarczające

      Usuń
  8. Ale cyferek w tym wpisie - ciężko zrozumieć. Natomiast wg mnie to to ile wynosi liczba zakupów bez udziału gotówkowego jest mniej istotna niż to ile pieniędzy pochodzi faktycznie z kredytów (myślę, że większość ludzi kupujących pod inwestycje, bierze część swoich pieniędzy i część z kredytu, bo wyłożenie całej kwoty to raczej trudne zadanie, a większość ludzi którzy uwierzyli, że zakup mieszkania pod wynajem to dobry biznes to przedstawiciele klasy średniej. Przedstawicielowi klasy średniej ciężko oszczędzić na całe mieszkanie. No i pewno chcą użyć mechanizmu dźwigni, żeby się szybciej dorobić)
    Pytanko: gdzie w tych wszystkich cyfrach i danych są domy jednorodzinne budowane systemem gospodarczym? Na nie się bierze kredyty, jest to rynek pierwotny, ale nie jest to zakup od dewelopera.

    OdpowiedzUsuń
  9. hej
    a jak wyjaśnisz to, że w ciągu ostatniego roku cena wynajmu we Wrocławiu podskoczyła o ok 200-300 zł czyli ok 15%? to bardzo dużo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd takie dane? Możesz podać źródło? :) Bo może podajesz średnią OFERTOWĄ cenę najmu czyli mieszkań których po podanej cenie nikt nie chce wynająć. Wynajmują się tylko tańsze więc średnia ofertowa idzie w górę bo te tańsze znikają z ogłoszeń :)

      Usuń
  10. Amron Sarfin - Warszawa bierze 35% wartości wszystkich kredytów hipotecznych w kraju :) Obniżek cen w stolicy raczej się nie spodziewam. Wzrost o ponad 40% w relacji do I kwartału 2014.

    http://amron.pl/uploads/AMRON%20SARFIN/Raport%20AMRON-SARFiN%20Nr%201%202015_Pl_skrot.pdf

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie Warszawa jest tak przeceniona, że pensja mieszkańców tego miasta nie wystarcza na potrzeby mieszkaniowe jeszcze bardziej niż w innych miastach (żadne odkrycie). Czyli, jeśli kredyty się w końcu załamią, to tam dojdzie do największej korekty... Zresztą ceny w stolicy może są istotne dla wielu (większości? raczej wątpię) czytelników tego bloga, ale dla innych (jak ja) są istotne tylko pośrednio.

      Usuń
    2. @ Stefan @ xellos540 myślicie że to Warsiawe ominie?
      W sumie nie dziwię się gdyby Państwo samo umiejętna polityką podpompowywało ceny ...
      i już widzę jak landlord 10 zwykłych mieszkań tańczy lambadę
      zresztą co to jest ten flacik 1% rocznie. /przykład zza miedzy/

      Real Estate Tax in Lithuania

      Real estate located in Lithuania is subject to real estate tax, and the applicable rate ranges from 0.3% to 3%. For individuals, real estate tax is levied at a flat rate of 1% and the tax base is the taxable value of the property exceeding LTL1 million (approximately €290,000). The taxable value is deemed to be the average market value determined by mass valuation according to the major purpose and location of the property, or the replacement value in respect of some groups of immovable property.

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mizeria-w-hipotekach-7260979.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znamienne, że w mediach zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, wszystkie reklamy hipotek, wszystkich banków.
      taki produkt jak kredyt mieszkaniowy, to nie jest decyzja jaką podejmuje się pod wpływem reklamy, ale co do pierwszego wyboru kredytodawcy to już i owszem, mimo to niejeden naganiacz powiedziałby, że: "nie ma reklam, to i popyt osłabł" :), ja mówię: "banki nie inwestują w reklamę produktu, którego nie widzą sensu promować", co nie znaczy, że nie zaczną tego robić, jeszcze przed wzrostem stóp %, które przyznawalność kredytów pogorszą diametralnie

      Usuń
    2. Lubimy naśladować USA. Może coś takiego nas czeka?
      http://slomski.us/2015/05/27/juz-po/
      Jeśli tak, to brać bo taniej nie będzie ;-) .

      Usuń
  13. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mieszkan-przybywa-deweloperow-nie-3350559.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Wczoraj rozmawiałem o nieruchomościach ze znajomym Włochem, powiedział mi jak następca Berlusconiego zainaugurował swoją kadencję.
    Podniósł dwukrotnie podatek od nieruchomości.

    W Polsce jest on bardzo niski i w związku z poszukiwaniem przez samorządy większych wpływów (na pokrycie
    większych wydatków przerzucanych na nie przez władzę centralną) zostanie on podwyższony (a czy nazwie się to kataster czy inaczej nie ma znaczenia) po jesiennych wyborach. I według mnie nie ma znaczenia czy wygra Pis czy PO. W końcu właściciele nieruchomości są bardzo łatwi do opodatkowania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jednak spadków cen nie będzie, wszystko kupią Ukraińcy :D
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Ukraincy-kupuja-w-Polsce-coraz-wiecej-mieszkan-3350930.html?comments=1#boxArticleComment

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krasoń, HB ...było już :D, to jest jeden z kilku punktów odgrzebywanych no-stop co 2-3 miesiące, jeszcze są takie:
      1. Potencjalnie ileś tam % 25-35 latków wciąż mieszka z rodzicami. (dalej nieprzebrany popyt i ileś tam [milionów] "mieszkań brakujących")
      2. Budynki z wielkiej płyty mają już ileś tam lat. (podaż sama z siebie kurczy się bo się rozlatuje)
      3. Rentowność najmu to ileś tam % rocznie, ale znacznie więcej niż lokata bankowa. (tylko głupi trzyma pieniądze na lokacie, jak mieszkania lekką ręką dają zarobić minimum x2 razy tyle)
      4. Spadków cen mieszkań nie będzie, bo na rynek rzucone jest zaklęcie: >s-t-a-b-i-l-i-z-a-c-j-a< - słowo klucz, odmieniane we wszystkich możliwych formach.

      a jeszcze kiedyś z bardziej abstrakcyjnych powodów, braku korekty na cenach mieszkań było, że "Mieszkania nie stanieją, bo ...Euro 2012 Polska-Ukraina" - nikt do końca nie wiedział w jakiż to sposób jedno-miesięczna impreza piłkarska (do tego odbywająca się w dwóch krajach) miała wpłynąć znacząco na rynek nieruchomości w PL, ale i to zaklęcie było dobre jak każde inne :)

      Usuń
    2. No pewnie. Kupi taki ukrainiec 144k paczek papierosów na Ukrainie po 3 zł. Zapakuje na TIRa. Sprzeda w Polsce po 7 zł paczka i jest 576k PLN zysku (minus jeszcze koszty transportu). W taki sposób zarabia na przewartościowane mieszkanie w drodze z Ukrainy do Polski ;)

      Usuń
  16. Analiza rynku przez trader21
    http://independenttrader.pl/358,chcesz_kupic_mieszkanie_poczekaj_jeszcze_chwile.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to samo, o czym tu debatujemy od miesięcy, lat? :)

      Najciekawsze stwierdzenie:

      "...ale uważam, że problemy zaczną się w trzecim lub czwartym kwartale tego roku."

      Dość szybko, tyle, ze są to zmiany na rynku finansowym, które dopiero przeniosą się na rynek nieruchomości, po pewnym czasie - jakim nikt nie wie...

      Usuń
  17. http://rynekpierwotny.pl/wiadomosci/rynek-mieszkaniowy/slaby-zysk-deweloperow-w-i-kwartale-pracy-coraz-wiecej/3589/

    Stabilizacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tymczasem już od jakiegoś czasu można zaobserwować bardzo ciekawe zjawisko, nie widziane co najmniej od czasów pamiętnego nieruchomościowego boomu. W serwisach publikujących oferty pracy pojawiło się ostatnio niespotykanie dużo propozycji zatrudnienia w zespołach sprzedażowych firm deweloperskich. Co ciekawe, nowych handlowców intensywnie poszukują praktycznie wszystkie duże i renomowane spółki, z giełdowymi tuzami na czele."

      Poszukiwani są na CITO, naganiacze / sprzedawcy już bezpośrednio u deweloperów ...hmmm

      Pan Rynek Pierwotny, mówi że to: "rosnący optymizm branży deweloperskiej"

      A ja to widzę w takich barwach: "Branża deweloperska doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że popyt konsekwentnie przerzedza się zarówno pod kątem ilości osób (ujemna demografia, emigracja zarobkowa) skłonnych zakupić mieszkanie po cenach życzeniowych z wciąż bandycką marżą, jak również pod kątem jakości, czyli zdolności finansowych, tych którzy mimo wszystko pozostali (wkład własny 10% - najczęściej zerowe oszczędności, umowy śmieciowe) - i najważniejsze, że już w niedalekiej przyszłości wzrost stóp % i dodatkowe, głębokie zaoranie popytu!

      I dlatego zatrudniają już bezpośrednio u siebie ludzi "sprzedażowych" (i co to dalej będzie z HB, OF i Lion's Housami :D) bo na rynku z kwartału na kwartał będzie robić się bryndza i przetrwa najsilniejszy (a w tym ma pomóc Agresywny marketing i sprzedaż)

      A co do stabilizacji :D
      To już na sytuację na rynku kredytów zaczęto mówić, że doszło do - stabilizacji :D
      Ilość i wartość hipotek została przybita do ziemi, ale zaklęcie s-t-a-b-i-l-i-z-a-c-j-a jest lekiem na całe zło i już nie pozwoli, żeby dalej leciało na łeb, a po stabilizacji wiadomo co nas czeka ...nieprzerwane wzrosty :)

      Więc od dzisiaj, a co tam:
      "Stabilizacja dla każdego!"

      Usuń
  18. Dzisiaj dostałem pytanie od kolegi czy na jego miejscu kupiłbym mieszkanie.
    Powiem szczerze, że o ile mam dosyć dobrze poukładane teoretyczne postrzeganie rynku nieruchomości to jego prośba o moją radę trochę mnie zgniotła. W sumie nie za bardzo wiem, co mogę mu z czystym sercem doradzić.
    Mam pytanie, może wy macie jakiś pomysł, co najrozsądniej mógłby zrobić. Jego założenia wejściowe wyglądają następująco:

    - mieszka we Wrocławiu i tu chce mieszkać
    - ma żonę i dziecko
    - ma odłożone 200k zł na koncie + dosyć dobre perspektywy finansowe na przyszłość
    - chciałby mieszkanie 3 lub 4 pokojowe, w rozsądnym metrażu, ok 70m2, minimalnie ok 65.

    I teraz, ma 200k, za chwilę może nie mieć, różne scenariusze bankowe. Więc może w jakąś nieruchomość wrzucić. Tu z kolegi te 200k + pieniądz kredytowy może być opodatkowany katastrem + wartość nieruchomości może spaść. Więc w teorii sytuacja prosta, w praktyce już nie tak bardzo.

    Czasami dobrze jest sobie wyobrazić siebie w ten sposób, że np. "mam cel mieć 120k zł na wkład własny, jak to zrobię to..." i odpowiedzieć sobie na to pytanie. Możecie zrobić takie ćwiczenie. Zapewniam, że prawdopodobnie nie będzie to takie proste :)

    Dajcie znać czy macie jakieś rozsądne pomysły <:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega z rodziną i tak musi gdzieś mieszkać, jeśli przyszłość wiążą z Wrocławiem, to kupno mieszkania nie jest złym pomysłem. Ważne tylko mieć świadomość, że rata kredytu może wzrosnąć, więc nie brać pod korek no i po kupnie nie przejmować się, że ceny w sąsiedztwie mogą trochę spadać.

      Gdybym miał tak solidną kwotę na wkład własny i dzieci to właśnie taką decyzję bym podjął - wynajmując liczę się z tym, że raz na 2-3 lata muszę się przeprowadzić. Nie lubię tego już teraz, wyobrażam sobie, że gdy dochodzi przedzkole, szkoła itd. to sprawa się jeszcze komplikuje.

      Usuń
    2. Wynajmując ma się przeprowadzać co 2-3 lata? A to niby dlaczego?
      Ja bym na miejscu wspomnianego kolegi zdywersyfikował nieco swój majątek (trzymanie 200.000 zł na koncie to nie jest zbyt mądre rozwiązanie) lokując go w aktywa uchodzące za bezpieczne i spokojnie czekał w wynajmowanym mieszkaniu.
      Jeśli zgadzamy się co do tego, że kierunek zmian na polskim rynku nieruchomości będzie taki jak prognozuje gospodarz tego bloga, to nie ma co się śpieszyć. Mieszkania będą tracić na wartości, a koszta najmu powinny spadać - oba zjawiska są z naszego punktu widzenia korzystne.
      A jeśli kolega KONIECZNIE musi żyć we własnym a nie wynajmowanym, to niech przynajmniej poczeka do najbliższego kryzysu/bessy, kiedy siłą rzeczy ludzie zaczną tracić pracę, zaczną się wzrosty stóp, windykacje komornicze etc. Lepiej kupować po cenach promocyjnych.

      Usuń
    3. Problem nie jest oczywisty. Ważnym moim zdaniem czynnikiem jest fakt, że kolega chce zostać we Wrocławiu. To sporo zmienia. Zacząłbym od kalkulacji opłacalności nawet takiej jak w tym kalkulatorze:
      http://marciniwuc.com/mieszkanie-lepiej-kupic-czy-wynajac-finanse-osobiste/
      Bo przy pewnej wartości wkładu własnego może się okazać, że jednak warto to zrobić. Nie każdy inwestuje, nie każdy może/chce/umie generować taką stopę zwrotu z posiadanych oszczędności, aby posiadany kapitał zarabiał na siebie tyle, żeby pokrywać różnicę wynajem – kredyt wraz z opłatami. Niech kolega zacznie od kalkulacji.

      Z drugiej strony posiadanie takiej poduchy bezpieczeństwa to mega komfort – może to jednak jest dla niego ważniejsze. Nie zazdroszczę Ci roli doradcy :-) .

      Co do potencjalnego wzrostu raty warto imho pobawić się kalkulatorami jak choćby ten:
      http://www.symulator-kredytowy.pl/
      Widać wtedy namacalnie i w czasie rzeczywistym jaki wpływ na ratę mają stopy, jak na nią wpływa czas kredytowania, a jak sama wysokość kredytu. Do mnie takie coś bardzo przemawia.

      Co do zaproponowanego przez Ciebie eksperymentu – masz rację, jest trudniej niż w erze nieposiadania oszczędności. Zbierane przeze mnie i moją partnerkę pieniądze gdzieś tam kiedyś tam miały/mogły posłużyć do zakupu mieszkania. Nagle okazało się, że w sumie znalazłaby się niezła lokalizacja, niezłe rozkłady i nie tragiczne ceny (i to u deva), wkładu własnego mamy grubo ponad 50% a ja widzę, że jednak poducha bezpieczeństwa daje wielki komfort – spokojnie wytrzymałbym bez pracy kilka lat i cóż, waham się okrutnie. A kobieta ciśnie :-) . Do tego chętnie bym kupił auto, bo obecne to stary rupieć i już nie nadaje się do dalszych eskapad a czas leci i fajnie zwiedzać świat. Naturalnie używane, ale używane może kosztować 5000 ale też 35000. A to już zmienia nieco wysokość posiadanego wkładu własnego. A może udałoby się przenieść do większego miasta, gdzie perspektywy zawodowe lepsze? Wtedy zakup ogólnie sens ma znikomy. Reasumując – prościej było nie mając oszczędności :-D. Także pewnie ceny mieszkań spadać będą, ale to raczej powolne ruchy i krachu bym się nie spodziewał. Fajnie Indep o tym ostatnio pisał, choć on jest nieco większym ode mnie pesy/optymistą.
      http://independenttrader.pl/358,chcesz_kupic_mieszkanie_poczekaj_jeszcze_chwile.html

      Mnie osobiście żal ściska pośladki jak pomyślę o wydaniu takich pieniędzy na kawał betonu, z drugiej jednak strony milej pewnie będzie mieszkać za kilka lat u siebie i nie oglądać się na nic (poza katastrem).

      Także nie, nie pomogę Ci, ale za to sobie pogadałem ;-) .

      Trzymcie się.

      Usuń
    4. @ogólnie do wątków powyżej

      [wkład własny] problem myślę psychologiczny nabrzmiewa, gdy planujemy zakup mieszkania (jako zwykłą konsumpcję oczywiście a nie inwestycje ;-) gdy mamy w keszu ponad 50%, jak masz przykładowo powyżej 200k albo i 400k to robi się trochę ciepło patrząc jak system finansowy globalnie zachowuje się nieracjonalnie (na siłę wywołuje się inflację a tu nic....)

      [Trader] radzi poczekaj. ok ale jak poczytacie ten blog (skądinąd polecam) to tam jest opcja na reset systemu, albo cypryzację itd. Po co w takim razie czekać? Żeby jak kiedyś czerwonymi Waryńskimi palić w kominku?

      [Dywersyfikacja] ale w co? inne fiat money? gdy znaczenie lecieć to również jest tylko papier nie. papiery skarbowe? o nie!. papier ma w ogóle wartość papieru... tędżible assets ;-) i co trzymać to w wynajmowanym? PM? gdy w ciągu kliku lat wzrosło o 300%? a poza tym gdzie to trzymać przecież nie w skrytce bankowej ;-) przecież nie na rachunkach bankowych w Polsce (patrz kazus Cypru i bail-in, wszyscy co mieli powyżej 100k EUR bye bye...;-). W Polsce to może być 100k pln...
      Czy może ktoś z Was sprawdzał temat kont oszczędnościowy w bankach niemieckich norweskich lub szwajcarskich? tam kwota 200k pln nie zrobi na nikim wrażenia ...

      ogólnie jest z tym wkładem jest wielka d _ _ pa.... trzymać nie nada, kupować za drogo to bez 2 zdań,
      jak już się ma do wydania realną kasę i zestawia wysiłek poświęcony na jej zdobycie i oferowane mieszkanie np. używane , to człowiek sobie w myślach po oględzinach mówi: Panie z Księżyca, z tym mieszkaniem z 98 za8k to się Pan pocałuj w d_ _ pę jak potrafisz ". Nowe budownictwo już mniej ale nadal przy tych cenach miałbym niesmak zrobienia z siebie na własne życzenie i kasę frajera... to już by było frajerstwo do kwadratu...

      Czasami się zastanawiam, czy ten pewien "niepokój" - tracisz realną wartość swoich oszczędności z każdym rokiem ok 3%? , a nawet możesz stracić dużą ich część lub całość nie jest socjotechnicznie wywoływany aby ..... kupować i odetkać tę konsumpcyjną maszynę która zaczyna strzelać jak stary gaźnik.

      Póki co najlepiej przeznaczać oszczędności na siebie edukacja/podróże ;-) (dziewczyny, dzieci itd ;-). Tego system nie zabierze.

      Usuń
    5. @dalej ogólnie w temacie

      Dyrektywa bail-in zbliża się do nas szybciej, niż to by się mogło wydawać:
      http://dwagrosze.com/2015/06/dyrektywa-bail-in-owa.html

      Co do kolegi:
      -wkłady w bankach zagrożone
      -w mieszkaniówce wciąż bańka (powoli spuszczana)
      -na giełdzie od wielu lat hossa (na GPW to akurat boczniak od lat, ale jak w USA się sypnie to nie liczyłbym, że nasza nie dostanie rykoszetem)
      -inne waluty to też tylko papierki zadrukowane farbą

      Jak to się sypnie pozostanie tylko jedno - metale szlachetne. Wystarczy nabyć kilka jedno-uncjowych krugerrandów. W historii Republiki Weimarskiej było tak, że po I wojnie światowej jedna uncja złota była warta około jedną dobrą pensję miesięczną robotnika wykwalifikowanego. W ekstremalnej sytuacji, podczas hiperinflacji w Republice Weimarskiej za 1 uncję złota można było kupić wiele lokali handlowych na głównej ulicy w Berlinie.

      Usuń
  19. Doxa właśnie wrzucił link do ciekawego filmiku - rozmowy Petera Schiffa i Mike'a Maloneya:
    https://www.youtube.com/watch?v=RapC2-oxSRM
    Sporo oczywistych rzeczy, ale jak zwykle przedstawionych bardzo zacnie. Mnie tam się zrobiło gorąco... Jeśli panowie się za bardzo nie mylą (a jestem skłonny się z nimi dość mocno zgadzać), to podwyżki stóp procentowych do "normalnych" poziomów jeszcze długo nie zobaczymy. Czyli dalsze pompowanie. Czyli jak to pierdyknie, to dostaniemy srogim odpryskiem pewnie... Inne wskaźniki również za dobrze USA nie wróżą. Co myślicie? 41 minut, ale moim zdaniem warto.

    Później jest jeszcze możliwość zarejestrowania do dodatkowej prezentacji, ale to zostawię sobie na później, choć domyślam się o czym panowie będą rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  20. http://forsal.pl/artykuly/874827,gdzie-sie-podziala-dziura-mieszkaniowa.html

    Ciekawy wpis, ale taki nieco schizofreniczny...
    Z jednej strony z liczb (GUS) jasno wyszło, że mieszkań po prostu w Polsce już nie brakuje!
    A na potęgę dostawiamy nowe, ale...
    - przecież "wielka płyta" to już prawie nie mieszkania :)
    - a ogólnie prognozuje się przyrost zaledwie jedno lub dwuosobowych gospodarstw domowych przez co popyt na małe mieszkania wciąż będzie na "kilka dobrych, a może nawet kilkanaście lat"

    Chwila...
    Wielka płyta ma się dobrze, a poprzez warunek lokalizacji, wciąż jest na swój sposób atrakcyjna pomimo często niższego standardu.
    Nie do końca rozumiem prognozowaną strukturę gospodarstw domowych - jednoosobowa to OK, singiel/singielka = kawalerka ~30m2, lub bardzo małe mieszkanie dwupokojowe ~40-45m2. Ale że dwuosobowe gospodarstwo domowe to kolejny sygnał dobrej koniunktury na małe mieszkania, to chyba w przypadku gdzie to dwuosobowe gospodarstwo domowe to singielka z dzieckiem, na "swoich włościach", a ojciec sukcesu :) w "swojej jaskini singla" - nie są razem bo się nie dogadali - i sumarycznie mamy dwa małe mieszkania, zamiast np. jednego większego...zdarza się, tylko jak duże może być takie zjawisko :)

    Ogólnie we wpisie autor nie zająknął się o cenach, a szkoda, bo pomimo ewidentnego, konsekwentnego, chociaż bardzo wolnego spadku popytu i stwierdzenia, że mieszkań w stosunku do liczby gospodarstw już jest w zasadzie wystarczająco, raczej nikt nie prognozuje, że biznes deweloperski ma po prostu wyginąć w PL :)

    Mieszkania będą się produkowały i sprzedawały nadal (kluczem będzie faktycznie dobranie właściwej struktury), wymiana mieszkań w blokach z "wielkiej płyty" to też nie jest sci-fi, to kiedyś, kiedyś nastąpi (ale rozbiórka będzie rozłożona w czasie, a dodatkowo spadek liczby ludności będzie dyskontował potrzeby mieszkaniowe, dla przykładu w NRD bloki takie niekiedy gruntownie przebudowywano, co nie wpływało znacząco na ubytek substancji mieszkaniowej) i teraz: na dzień dzisiejszy to wiąż przeszacowane ceny! stoją na drodze zmniejszającemu się popytowi i to o korektę cen się rozchodzi przede wszystkim, a nie o sam fakt, czy jest sens budować dalej, a jak już to jakie mieszkania?, a może już zaprzestać kompletnie? :):D

    OdpowiedzUsuń
  21. http://biznes.onet.pl/wiadomosci/analizy/analizy-produktow-bankowych/raty-zaczna-rosnac-przed-decyzja-rady/xb4tq6

    Pal licho co jest w dalszej części artykułu, bo to mniej trafia do czytelników, ale "Mniej niż rok przyjdzie czekać na pierwszą od lat podwyżkę stóp procentowych" w pierwszym zdaniu po tytule. Czyżby jaskółka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "mniej niż rok" hehe, a jeszcze dość niedawno Turek odpychał podwyżki stóp % na koniec 2016r.

      http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/710047,1198163-Kiedy-raty-kredytow-w-zlotych-beda-wyzsze.html

      Na samym końcu artykułu:
      "Raczej nie ma co liczyć na dalsze obniżanie stóp procentowych przez RPP, a pierwsze podwyżki są prawdopodobne pod koniec 2016r."

      Za miesiąc Turek napisze, że podwyżki stóp % będą pod koniec 2015r. (czynników, których nie da się przewidzieć jest trochę)... i kto wie, może faktycznie będą, a wtedy Turek dumnie odtrąbi:
      "A nie mówiłem!" :):)

      Usuń
  22. Czyżby zmiany w MDM?
    http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,18096265,Zasady__MdM__do_zmiany__Poprawki__ktore_zmienia_program.html?biznes=local#BoxBizImg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że dzieje się to nagle bo zrobiła się zawierucha polityczna...a tak zbierając wszystko razem, to:

      1. MdM z kompletnie niejasno określanymi wartościami odtworzeniowymi 1m2 mieszkania [deweloperzy -> GUS -> wojewodowie], na starcie prowadzi już do nadużyć, dodatkowo dochodzi przelicznik 1,1, czyli jeszcze o 10% dokładane jest deweloperom do marży z pieniędzy nas wszystkich (nie ma racjonalnego wytłumaczenia dlaczego wartość odtworzeniowa powinna być jeszcze sztucznie podnoszona, jak deweloperzy kłamią do GUSu ile wlezie), a w dodatku same limity dopłat zostały już dwukrotnie podniesione!

      2. Wyłączenie rynku wtórnego na tak długo to, też mocno podejrzane działanie (RnS od samego początku obejmował oba rynki i nie było żadnych kontrowersji), a deweloperka w szale buduje na wyścigi...bo dzięki zakłamanemu programowi widzi perspektywy zbytu z wciąż bandycką marżą.

      3. Teraz propozycja dodania rynku wtórnego, ale przy założeniu limitu dopłat z przelicznikiem 0,9 wartości odtworzeniowej 1m2 mieszkania...hmmm, czyli deweloperka jednak chroniona dalej (takie zaniżenie limitu w stosunku do limitu z rynku pierwotnego z automatu rozminie się z lokalizacjami deweloperów), ale ilość beneficjentów programu pewnie mimo wszystko wzrośnie, czyli i ilość hipotek wzrośnie, no i znowu bardziej przesuwamy się w kierunku szukania rynku zbytu dla deweloperów i banków, a "ciemny lud" (znowu) ma to kupić...

      Zmiany w MdM (jeżeli założymy, że taki program jest w jakikolwiek sposób pożyteczny), to powinny obejmować:
      1. Rzetelne wyjaśnienie źródła, z którego brane są wartości odtworzeniowe 1m2 mieszkania i jaka jest metodologia [zalecany np. Sekocenbud lub inne formy wiarygodnych opisów kosztów] - absolutnie należy wykluczyć deweloperów z procesu powstawania tych wartości.
      2. Zabronienie próby wciskania innych produktów: typu garaż, po cenie 2x katalogowa itp. prób.
      3. Współczynnik przeliczeniowy - brak lub 0,8-0,9 - skoro mówimy o pomocy socjalnej, skierowanej na rynek mieszkań najtańszych.

      Ale, ogólnie moim zdaniem takie programy (dodatkowo wciąż w ewidentnie złodziejskiej formie), są szkodliwe.
      Dotujemy popyt, zastrzykami pustych pieniędzy na dużą skalę, a to prowadzi do dalszych zaburzeń proporcji z podażą, co pozwala podnosić / utrzymywać wciąż przeszacowane ceny. :(

      Usuń
    2. Kolejne komentarze nt. nagłych zmian w MdM w kierunku rynku wtórnego.

      http://forsal.pl/artykuly/876809,rewolucja-w-mdm-mieszkania-uzywane-namieszaja-na-rynku.html

      Fajnie, że w jednym artykule mamy zupełnie odmienne zdania, hehe

      Płochocki [PZFD]
      "Przyjmujemy tę decyzję z dużym zaskoczeniem. (...) Tymczasem teraz pieniądze z budżetu nie będą już zasilały jedynie nowej produkcji, ale także istniejące już zasoby mieszkaniowe. To w dłuższym okresie prosta droga do wzrostu cen i utrzymania problemów z dostępem do mieszkań"

      Maciej Wiewiórski [analityk DM BOŚ]
      "pojawienie się konkurencji w postaci rynku wtórnego może spowodować, że część deweloperów stanie pod presją obniżek cen."

      A naganiacze wszelkiej maści oczywiście się cieszą :)
      "To bardzo dobra wiadomość dla naszych klientów i właścicieli mieszkań. Tutaj MdM mocno wpłynął na spadek zainteresowania lokalami z drugiej ręki – wskazuje Małgorzata Janucewicz, prezes Stowarzyszenia Pomorskiego Pośredników w Obrocie Nieruchomościami."

      I na koniec:
      "Przesądzone jest jednak rozszerzenie MdM na rynek wtórny." - już na pewno?

      Usuń
  23. http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/nowelizacja-ustawy-o-budownictwie,58,0,1824570.html
    BGK próbuje zwiększyć liczbę mieszkań na wynajem "metodą" TBS.

    OdpowiedzUsuń
  24. Lepsze niż kabaret :)
    Znamienne, że po pierwsze komentarzy pod filmem mało (więc widać jak mocno spada w ogóle zainteresowanie tematem, w porównaniu do lat poprzednich), a dodatkowo same poprawne rozumowania i zlewa towarzystwa wzajemnej adoracji, kłamiących w żywe oczy, że:

    Ceny mieszkań, a jakże - Stabilllne :)
    Akcja kredytowa - Rośnie! (bo ostatni kwartał...dodali sobie kredyt do kredytu i wyszło więcej jak było, a to, że od wielu kwartałów to co przyrasta - maleje - to pikuś :D)
    Mieszkań wciąż brakuje...zależy jak się liczy :D, no ale to są miliony 1-2 co za różnica, no miliony i już :D
    A kukiełka w szpilach tylko się buja jak piesek na półce w samochodzie :D:D

    http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/czy-potrzebna-jest-ulga-mieszkaniowa-w-pit-co-dalej-z-cenami-mieszkan/ymr6v3

    OdpowiedzUsuń
  25. Często się mówi, że ekgzekucja długu hipotecznego przez bank jest ostatecznośćią i nie zdarza się często. Czy ten przypadek to wyjątek to nie wiem.

    Bank zagroził rodzinie mającej kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich eksmisją, mężczyzna nie wytrzymał.
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019393,title,Frankowicze-protestuja-przed-Sejmem-To-odpowiedz-na-samobojstwo,wid,17627581,wiadomosc.html?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to dobrze wróży? Jeszcze dojdzie do tego, że frankowcy wywalczą pomoc z moich podatków...

      Usuń
    2. Paradoksalnie, jak odblokują się mieszkania frankowe to może wpłynąć na zwiększenie podaży. A przewalutowanie np. po kursie z dnia zaciągnięcia + otwarcie MDM na rynek wtórny może oznaczać bombę podażową :D Ciekawe czasy idą, a przede wszystkim.... Wybory, taśmy.. Nice :D

      Usuń
    3. Bardzo fajny tytuł ma ten artykuł. Niestety nie mam dostępu do reszty, ale sam tytuł już jest ciekawy :)
      http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/876374,nieruchomosci-mieszkaniowy-balon-znowu-pecznieje-i-znowu-peknie.html

      Usuń
    4. powinno sie wprowadzić prawo jak w cywilizowanych krajach że biorący kredyt hipoteczny nie ma odpowiedzialności całym swoim majątkiem, a tylko jest zabezpieczeniem samo kupowane mieszkanie.
      To pomogloby frankowiczom i innym kredytobiorcom hipotecznym bo przesuneloby odpowiedzialnosc na lepiej poinformowane banki ktore sa silniejsze w relacji klient-bank

      Usuń
  26. http://finanse.wp.pl/kat,1033781,title,Ceny-mieszkan-w-Polsce-Najnowszy-raport-z-rynku-nieruchomosci,wid,17629313,wiadomosc.html

    Hmmm, ktoś mi może wytłumaczyć to zdanie z lead'u ?:
    "W maju średnie transakcyjne ceny mieszkań na rynku wtórnym wzrosły najbardziej w Gdyni i Łodzi - wynika z raportu Szybko.pl" - skąd szybko.pl ma ceny transakcyjne, skoro to portal ogłoszeniowy - chyba że piszący artykuł nie rozróżnia pojęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jest "skrót myślowy". To jest raport Szybko.pl, Metrohouse i Expandera
      http://renews.pl/uploads/Raporty/mieszkania062015.pdf
      Ci pozostali już mogą mieć trochę więcej informacji, ale i tak cała trójka to naganiacze.

      Usuń
  27. Polecam artykul: http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/bankowosc/rynek-mieszkaniowy-czeka-skomplikowana-terapia/

    Co do wprowadzenia MDM na rynek wtorny to jesli zwiazek deweloperow jest niezadowolony to znayczy,
    ze jest to dobra informacja dla kupujacych :)

    OdpowiedzUsuń
  28. tak sie przygotowuje masy na przyszłe strzyżenie wzrostem stóp:
    http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/kredyty-beda-coraz-drozsze-dlaczego,551022.html

    OdpowiedzUsuń
  29. "Nie do końca wiadomo, skąd się wzięły dane o wartości udzielonych kredytów (druga kolumna), bo ZBP (raport Amron-Sarfin) podaje coś zupełnie innego (prawie 9.2mld w ostatnim kwartale 2014)." -> Ależ wiadomo. ZBP podaje dane o przyznanych kredytach, a NBP o kredytach wypłaconych (wzrost salda kredytowego - spłaty). Wystarczy się dokładniej wczytać w dane.

    Ale już nie czepiam się. Wszak autor jest wybitnym analitykiem, a to są uwagi "politechniczne".

    Ps. W obliczeniach jest kilka KLUCZOWYCH błędów (takich, że ręce opadają), ale nie bardzo mam ochotę na polemikę, bo już się przekonałem, że autor nie przyznaje się do wpadek. Pozdrawiam również gorliwych wyznawców Mieszkaniowej Brzozy.

    OdpowiedzUsuń