piątek, 18 kwietnia 2014

Czy w Polsce mieszkania są drogie? 101

Sporo ostatnio artykułów o tym, jak to ceny mieszkań niektórym (chyba większości) rosną, innym (o dziwo) spadają, sprzedaż deweloperów bije rekordy, a mieszkań znowu ma zabraknąć. Tym wszystkim zajmiemy się wkrótce, jak tylko ukażą się najważniejsze raporty z punktu widzenia tego tematu (Amron-Sarfin, NBP oraz Reas), które pozwalają skupić się na obiektywnych danych (jak już człowiek wyrzuci z nich wnioski i wyciągnie je sobie samemu).

Żeby nie dać się zwariować w całym tym medialnym chaosie, zajmiemy się dziś trochę bardziej szczegółowo tym, czy mieszkania w Polsce są drogie, czy może są teraz tanie i wkrótce zaczną drożeć, bo... tanie przecież być nie mogą ;)

Na początek przypomnienie kilku podstawowych czynników fundamentalnych, które pozwalają oszacować aktualny stan na rynku w kontekście tego, czy jest drogo/tanio:
  • za stan zrównoważony zwykło się przyjmować sytuację, w której cena metra kwadratowego mieszkania odpowiada mniej więcej 1 pensji netto w danym regionie. Kiedy cena jest dużo wyższa, możemy mówić, że jest drogo, kiedy cena jest znacznie niższa, powiemy, że jest tanio. Wbrew pozorom jest to całkiem sensowny wskaźnik, bo bierze się z dwóch podstawowych rzeczy. Po pierwsze, wynika z obserwacji rynków o długiej historii, na których ceny oscylowały właśnie w granicy tej wartości, a po drugie pokazuje, jaką część dochodów można bezpiecznie przeznaczać na wydatki mieszkaniowe. Jednocześnie wykazuje związek z kosztami budowy - mieszkania ostatecznie budują ludzie i trzeba im jakoś zapłacić, a z reguły koszt ich pracy jest powiązany z kosztami pracy w innych branżach. Przy stabilnej sytuacji (brak bańki/kryzysu), cena rzędu 1 średniej pensji odpowiada nakładom, które trzeba ponieść, aby powstał 1m2 typowego mieszkania.
  • bardzo ważnym wskaźnikiem jest stopa zwrotu z wynajmu mieszkania. Wiadomo, że kupno i wynajem to dwa sposoby na zaspokojenie tej samej potrzeby. Oba mają swoje wady i zalety, ale jest im do siebie na tyle blisko, że zwykle o przewadze jednego nad drugim decyduje cena. Przy analizie stopy zwrotu z wynajmu przyjmuje się 2 progi: 4 oraz 8%. Jeśli stopa zwrotu (oczywiście netto, a nie jakieś tam przychody bez uwzględnienia kosztów remontów czy podatków) wynosi mniej niż 4%, oznacza to, że mieszkania są zbyt drogie (cena kupna jest zbyt wysoka w stosunku do ceny wynajmu). Jeśli stopa zwrotu jest powyżej 8% oznacza to, że mieszkania są tanie (przynajmniej w odniesieniu do wynajmu). Jeśli mamy coś pomiędzy, to wtedy sytuacja uznawana jest za stabilną. Przedział 4-8% jest dość szeroki... ale pozwala uwzględnić różne dodatkowe czynniki, jak chociażby wysokość stóp procentowych. Jasne jest, że przy niskich stopach procentowych, za stan stabilny uznamy np. 5%, a przy wyższych będzie to 7%. Tak, czy inaczej, wartości spoza tego przedziału zawsze są "podejrzane".
  • za maksymalną kwotę jaką powinno przeznaczać się na mieszkanie uznaje się 3-krotność rocznych dochodów. Oczywiście ta wartość też jest nieco "płynna", bo z reguły w takim przypadku mamy na myśli wysokość zaciąganego kredytu (co silnie zależy od aktualnej wartości stóp procentowych), jednak z punktu widzenia 30-letniego okresu spłaty, w którym stopy najpewniej uśrednią się do typowych wartości, tego typu kwotę uznaje się za rozsądną.
  • z powyższym punktem związany jest kolejny - maksymalna wysokość raty kredytu mieszkaniowego w odniesieniu do dochodów. Za poziom bezpieczny uznaje się spłatę kredytu z ratą w wysokości 25% swoich miesięcznych dochodów, a wartości powyżej 33% uznaje się za niebezpieczne. Oczywiście to także zależy od aktualnej wysokości stóp procentowych - wszak dużo bardziej niebezpieczna sytuacja jest wtedy, kiedy kredyt pochłania 1/3 naszych dochodów w czasach niskich stóp, które potem wzrosną, niż w czasach wysokich, które potem spadną.
Skoro już ustaliliśmy jak powinno być, zobaczmy, jak jest ;)

Na początek link do nieco już podstarzałego artykułu Emila Szwedy, jeszcze z czasów, w których pracował w Open Finance (ciekawe, czy zrezygnował właśnie po tym artykule, bo produkcja trochę nie trzyma linii "partyjnej" ;)

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Liczby-nie-klamia-czyli-mieszkania-sa-za-drogie-2086901.html 

W artykule możemy przeczytać rzecz zupełnie nietypową dla OF - otóż w Polsce mieszkania są zbyt drogie i raczej nie jest to najlepszy moment na kupno ;)

Na początek tabela z powyższego artykułu (dane z roku 2010):



Widzimy tu wartości, które w artykule opatrzone są dłuższym komentarzem - wynika z niego w skrócie, że mieszkania w Polsce są drogie. Ładny wniosek :) Patrząc z punktu widzenia naszych fundamentalnych wskaźników, rzeczywiście są drogie. Jednak do tabeli należałoby wprowadzić kilka modyfikacji. Po pierwsze, najczęściej mieszkania kupują pary, więc zakładając średnie zarobki obu osób liczba lat potrzebna do zakupu mieszkania zmniejsza się o połowę. Jednak rodzina raczej nie powinna mieszkać na 50m2, więc powinniśmy przyjąć chociażby naszą "średnią krajową", czyli 70m2. Branie do obliczeń zarobków brutto jest takim sobie pomysłem (Emil pisze, że tak robią wszyscy), jednak nie będziemy w tej chwili z nim polemizować.
Biorąc to wszystko pod uwagę, można przeprowadzić uproszczone obliczenia i wysnuć wniosek, że w celu osiągnięcia wskaźnika P/E = 3 z powyższej tabeli, dla średniego mieszkania przy średnich zarobkach 2 osób, mieszkania w Polsce musiałyby stanieć jeszcze o mniej więcej 1/3. I to jest zgodne z tym, o czym od zawsze piszemy na blogu. Przy czym należy pamiętać, że otrzymamy wtedy wartość uznawaną za maksymalną dopuszczalną (3-krotność rocznych dochodów), a nie jakąś okazję cenową.

Skoro mamy już podejrzenie, że w Polsce jest drogo, zobaczmy, jak sprawa wygląda na tle innych krajów. Ale na początek porównanie polskich miast (wszystkie dane wzięte z serwisu numbeo.com), a jeszcze wcześniej krótkie wyjaśnienie prezentowanych dalej na obrazkach wartości.

Price to income ratio - podstawowy wskaźnik pokazujący dostępność mieszkania. Im wyższy, tym mieszkania droższe (mniej dostępne). Wskaźnik wyznaczony jest na podstawie mediany cen m2, mediany dochodu rozporządzalnego rodziny, a do obliczeń przyjęto mieszkanie 90m2 - zauważmy, że w "normalnych" krajach tego typu powierzchnie uznaje się za średnie - w Polsce najczęściej w kontekście przeróżnych obliczeń wspomina się o 50 m2 jako o standardzie (lub najbardziej popularnej powierzchni).

Mortgage as Percentange of Income - współczynnik pokazujący, jaką część średniego dochodu rodziny trzeba przeznaczyć na spłatę kredytu mieszkaniowego. Im większa wartość tym koszt kredytu w odniesieniu do dochodów jest wyższy (wysoka wartość oznacza, że mieszkania są drogie lub kredyty są wysoko oprocentowane... albo jedno i drugie jednocześnie). Do obliczeń przyjęto mieszkanie 90m2 w średniej cenie, kredyt na 100%, 20 lat. Zwróćmy uwagę, że tu standardem jest 20-letni okres kredytowania - w Polsce najczęściej mamy kredyty 30-letnie, rzadziej 25-letnie.

Loan Affordability Index - odwrotność wskaźnika wyżej. Im wyższa wartość tym łatwiejszy dostęp do mieszkania na kredyt (czyli lepsza relacja całkowitych kosztów kredytu do osiąganych dochodów).

Price to Rent Ratio - średnia wartość relacji ceny mieszkania do rocznych kosztów jego wynajęcia (nie uwzględnia podatków oraz innych kosztów). Im wyższa wartość tym kupno mieszkania droższe w stosunku do jego wynajęcia.

Gross Rental Yield - odwrotność powyższego wskaźnika, czyli szacunkowy dochód z wynajmu mieszkania, bez uwzględnienia jakichkolwiek kosztów (podatki, remonty, prowizje itd.).

Zaczniemy od polskich miast (porównanie parami, żeby było mniej obrazków):

  



Jak widać, "najdroższe" (od tej pory będziemy używać tego określenia w kontekście uwzględniającym wszystkie powyższe czynniki jednocześnie) miasta w Polsce to Warszawa i Kraków. Dalej mamy Poznań i Wrocław, z cenami (względnymi) około 10% niższymi, a dalej Gdańsk i Łódź - kolejne 10% taniej.
W Warszawie jest "najdrożej", bo najwyższe są ceny (mimo teoretycznie wyższych średnich zarobków ceny mieszkań są "wyższe bardziej"). Kraków to smutne miasto... nie dość, że ceny nominalne wysokie, to jeszcze stosunkowo niskie średnie dochody, co powoduje, że to miasto wydaje się być w tej chwili w Polsce najbardziej przewartościowane (a bezpośredni skutek jest taki, że Kraków osiąga najgorsze współczynniki zwrotu z mieszkania na wynajem). Wrocław, Poznań i Łódź to taka nasza średnia krajowa półka - kupno na 20-letni kredyt mieszkania 90m2 pochłania "jedynie" ~80-90% dochodów dwóch osób ;) Szczególnie kwestia Łodzi jest ciekawa - mimo prawie dwukrotnie niższych cen nominalnych niż w Warszawie, dostępność mieszkaniowa jest tylko o 25% wyższa.
Najtańsze w naszym zestawieniu są Katowice, co nie jest żadnym zaskoczeniem - stosunkowo niskie ceny przy prawie najwyższych dochodach skutkują dostępnością mieszkań prawie dwa razy wyższą niż w Warszawie. Czyli... da się? Da! ;)
Patrząc jednak na wszystkie wskaźniki dla Katowic nie uważamy, że tam jest specjalnie tanio. Rentowność z najmu w granicach 5-6% (bez podatków i remontów) nie powala - jest lepiej niż w pozostałych miastach, ale do cen "okazyjnych" jeszcze trochę brakuje.

Jak widać, najdroższe (nominalnie) miasta w Polsce okazują się także najdroższe wg naszej własnej metodologii. Polecamy to pod rozwagę wszystkim tym, którzy uważają, że ceny mieszkań w Polsce spadną, ale ceny w dużych aglomeracjach spadną mniej, albo wcale. My jesteśmy wręcz przeciwnego zdania - ceny w dużych aglomeracjach są zdecydowanie najbardziej przeszacowane i szanse na spadki mają największe.

Skoro już wiemy, jak rzecz wygląda w Polsce, porównamy Warszawę do kilku innych miast na świecie, a każdą parę opatrzymy krótkim komentarzem.



Na początek Budapeszt. Ponieważ do Węgier chyba nam najbliżej, to właśnie miasto wybrałem jako pierwsze. Na Węgrzech ceny całkiem mocno już spadły, a sam kraj ma ogromne problemy z kredytami we frankach (umowy węgierskie miały najczęściej w swoich zapisach oprocentowanie zależne od widzimisię banku, czyli coś w stylu umów z mBanku z tzw. "starego portfela"). W takiej sytuacji oczywistym jest, że oprocentowanie nie bardzo spadło po spadku stóp procentowych w Szwajcarii ;) Forint w 2008 roku spadł względem CHF jeszcze bardziej niż złotówka, więc spora część kredytobiorców wpadła z miejsca w problemy, do których naszym frankowcom jeszcze bardzo daleko. Tak, czy inaczej, w Budapeszcie nadal drogo (mimo że relatywnie jakieś 25% taniej niż w Warszawie). Dodatkowo, wynajem mieszkania jest w tym mieście stosunkowo tani, więc potencjał spadkowy cen jest nadal spory (zwłaszcza, że węgierskie stopy procentowe ustawione są dość wysoko, co widać w indeksie dostępności kredytowej).


Dalej na tapetę bierzemy Pragę. Widać, że ceny generalnie "warszawskie" z jedną, kluczową różnicą. Oprocentowanie kredytów mieszkaniowych jest zauważalnie niższe niż u nas (ze względu na dużo niższe stopy procentowe). Patrząc po cenach mieszkań w stosunku do zarobków, rentowności najmu i aktualnej "taniości" kredytu w Czechach, od Pragi trzymałbym się z daleka. Chociaż należy tu wziąć pewną poprawkę na to, że Praga to miasto nieco turystyczne (o renomie znacząco lepszej niż Warszawa), stąd i średnia cena w ogólności powinna być wyższa.


W stolicy Słowacji zauważalnie taniej niż w Warszawie (15%). Do tego sporo większa dostępność kredytowa mieszkań (prawie zerowe stopy procentowe w strefie Euro robią swoje). Jednocześnie w miarę wysokie wskaźniki zwrotu z wynajmu mieszkania pokazują, że dla "bezdomnego" mieszkańca Bratysławy nie ma dobrego wyjścia - ceny kupna  wysokie, ceny wynajmu także. Tak, czy inaczej, mimo dużo wyższej dostępności kredytu ceny w porównaniu z Warszawą (w stosunku do dochodów) są niższe. Prosty wniosek - u nas jest ewidentnie drożej.
U naszych zachodnich sąsiadów zdecydowanie taniej. Ceny względne prawie 2 razy niższe niż w Warszawie, wynajem też prawie dwa razy tańszy. Ze względu na bardzo niskie stopy procentowe, dostępność kredytowa mieszkania jest bardzo wysoka. Nie ma się co dziwić, że ceny niemieckich mieszkań rosną (może bez szału, ale zawsze). Jedyny problem jest taki, że Berlin zbyt dobrej renomy nie ma (multi-kulti się tam wybitnie nie sprawdziło), więc zobaczmy, jak to jest w mieście z zupełnie przeciwnego bieguna:

W Monachium już znacznie drożej niż w Berlinie, ale nadal sporo taniej niż w Warszawie (zwłaszcza patrząc na koszty kredytu, czy wynajmu). Rentowność najmu bardzo słaba, co każe przypuszczać, że Monachium nie ma już specjalnie perspektyw na wzrosty cen. Relacja ceny do średnich dochodów o wartości prawie 11 każe sądzić, że jest wręcz przeciwnie.


Polska miała dogonić Madryt poziomem cen, ale jakoś na razie nie dogoniła (mimo że w Madrycie ceny już spadły o połowę). Madryt to nadal jedno z nielicznych miejsc, gdzie jest drożej niż w Warszawie. Oczywiście w kwestii relacji cen do dochodów, bo koszt kredytu dużo niższy niż w Polsce.


W innym "pokryzysowym" mieście już znacznie taniej niż w Warszawie. Dublin, kiedyś bardzo drogi, teraz jest mniej więcej dwa razy tańszy niż Warszawa. Spadki rzędu 60% w ciągu 4-5 lat potrafią zrobić swoje ;) Napiszemy więc po raz kolejny... da się? Da! ;)
Dublin jest o tyle ciekawy, że osiąga najwyższe stopy zwrotu z wynajmu mieszkania, co każe sądzić, że ceny w Irlandii się ustabilizowały (co potwierdzają dane Eurostatu). Nie znaczy to oczywiście, że po podniesieniu stóp w strefie Euro z aktualnego "prawie zera" w jakieś rozsądne przedziały, proces spadków nie będzie kontynuowany.

Dalej przyjrzymy się dwóm miastom, do których często Warszawa jest porównywana przy okazji tego typu wywodów: Paryżowi oraz Londynowi. Należy tu jednak pamiętać, że oba te miasta można by określić jako "centrum świata" - ze względu na fakt, że klienci na paryskie/londyńskie nieruchomości pochodzą z całego świata, a w obu tych miastach są miejsca, których ceny przyprawiają o zawrót głowy (podnosząc przy okazji średnią dla całego miasta), należy brać pewną poprawkę (niestety nie umiemy powiedzieć jaką) na uśrednione wartości z tych miast.
Paryż jest, średnio rzecz biorąc, sporo droższy od Warszawy. Nawet dostępność kredytowa jest niższa. Niska rentowność najmu pokazuje, że ceny są tam absurdalnie wysokie. We Francji ceny zaczęły powoli spadać (mimo ultra taniego kredytu), co każe przypuszczać, że ten kraj może być następnym w kolejce do problemów w strefie Euro (po całej grupie PIIGS).
W Londynie minimalnie taniej niż w Paryżu (i sporo drożej niż w Warszawie). Jednak już nawet Bank Anglii oraz rząd wspominają o bańce w tamtejszych nieruchomościach. Ciekawe, że Francuzi, mając jeszcze bardziej przewartościowane mieszkania, są jacyś tacy dziwnie spokojni... ;)

Na koniec jeszcze jedno "centrum świata" - tym razem to, które w swej niedawnej historii zaliczyło już solidną (25%) korektę (w przeciwieństwie do Paryża czy Londynu).
W Nowym Jorku znacznie taniej niż w Warszawie (ceny względne o 1/3 niższe, dostępność kredytowa prawie 2 razy wyższa). Za to drogi wynajem (wysoka rentowność) pokazuje, dlaczego spadki cen zostały niedawno zatrzymane i następuje pewne odbicie. Tak, czy inaczej, patrząc na wykres niżej, trudno uznać, że w Nowym Jorku jest w tej chwili tanio:

Podsumowując nasze porównanie Warszawy z innymi miastami na świecie... w stolicach tych najbardziej do nas zbliżonych jest generalnie taniej (Budapeszt, Bratysława, za to w Pradze jest praktycznie tak samo jak u nas). W niektórych europejskich miastach, które są w fazie po bańce (Dublin) lub jeszcze nie doświadczyły bańki (Berlin) jest mniej więcej dwa razy taniej. Drożej jest jedynie w Paryżu i Londynie, które ewidentnie przejawiają oznaki bańki kredytowej (do tego na te akurat dwa miasta należy brać pewną poprawkę ze względu na ich "światowy" charakter). Wszystko to zdaje się potwierdzać nasze przekonanie, że mieszkania w Polsce są drogie. Ale oczywiście nie tylko u nas są drogie - drogie są wszędzie tam, gdzie doszło do bańki kredytowej, która nie została jeszcze przekłuta.

Dlaczego więc w niektórych miejscach ceny nie chcą spaść, mimo że powinny, bo jest (zbyt) drogo? ;) W ogólności dlatego, że mamy teraz bardzo tani kredyt. Zauważmy, że tam, gdzie "najbardziej" pękła bańka mieszkaniowa, doszło do tego w latach 2007-2008, kiedy stopy procentowe zostały znacząco podniesione, co widać na wykresie Euribor:


W krajach, które w tym momencie popadły w kłopoty (Irlandia, nieco później Grecja, Hiszpania, Portugalia, Cypr) ceny spadły bardzo znacząco.

U nas ceny też trochę spadły, ale nie były to spadki spektakularne (25%), zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejsze wzrosty (200-300%). Wynika to naszym zdaniem z tego, że w Polsce stopy procentowe właściwie nigdy nie wzrosły. A to z kolei wzięło się z tego, że wzrost polskich stóp procentowych został zniwelowany przez rozkręcenie akcji kredytowej w walutach obcych (głównie CHF), dla których stopy były dużo niższe. W ramach "dowodu" wykres naszego autorstwa, pokazujący wysokość raty potrzebnej do zakupu 50-metrowego mieszkania na przestrzeni kolejnych lat (cena ważona dla całego kraju):

Na zielono zaznaczono, która waluta w danym momencie miała (znaczącą) przewagę w liczbie udzielanych kredytów. 
Z tego wykresu wynika kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze widać, że średnia wysokość raty za mieszkanie 50-metrowe, akceptowalna dla Polaków to coś pomiędzy 1500 a 2000 złotych (przekroczenie tej wartości powodowało jej natychmiastowy spadek). W latach 2004-2006, kiedy rata za takie mieszkanie była znacząco niższa, doszło do bańki kredytowej i szybkiego wzrostu cen (wspomaganego dodatkowo czynnikami demograficznymi). Wzrost wysokości raty złotówkowej w latach 2007-2008 został zminimalizowany ogromnym wzrostem liczby udzielanych kredytów w CHF, dlatego rata nadal mogła wynosić około 1700 złotych i ceny nie miały specjalnych powodów do spadku. Ciekawą sytuację mamy za to w roku 2013 - wysokość raty za nasze przykładowe mieszkanie spadła poniżej "standardowej" wartości z ostatnich lat (po obniżeniu stóp procentowych do historycznego minimum). Nie dziwi zatem fakt, że Polacy zaczęli kupować/pożyczać droższe/większe mieszkania (niektórzy nazywają to wzrostem cen), a sprzedaż deweloperów ruszyła mocno do przodu (z racji tego, że są oni dużo bardziej elastyczni cenowo niż zabetonowany rynek wtórny). Jeśli więc ktoś spodziewałby się zauważalnych spadków cen w najbliższej przyszłości (rok?), to raczej się zawiedzie (jeśli nie dojdzie do żadnego niespodziewanego/nietypowego zdarzenia o zasięgu globalnym). Patrząc na ten wykres można by się nawet spodziewać pewnych wzrostów, ale mając na uwadze czynniki dodatkowe (wielkość podaży, czy też spadająca liczba małżeństw/studentów, co pokazuje pierwsze objawy tragicznej demografii) my na to za bardzo nie liczymy. Poza tym, byłoby to sprzeczne z dotychczasowym przesłaniem całej naszej twórczości ;) ;)

I ta zabawa będzie trwała, dopóki rata za nasze średnie 50-metrowe mieszkanie nie wzrośnie zauważalnie, a to może stać się dopiero po wzroście stóp procentowych (ostatnio NBP przebąkuje, że to może nie nastąpić w tym roku). Po przejęciu obligacji z OFE państwu nie grozi na razie przekroczenie progów ostrożnościowych zadłużenia (zwłaszcza, że 2 z 3 zostały usunięte) i bankructwo całego kraju, więc z tego kierunku też raczej nie można się (chwilowo) spodziewać specjalnych problemów.

W ramach podsumowania odpowiemy na tytułowe pytanie - czy w Polsce mieszkania są drogie? Naszym zdaniem tak. Są z reguły droższe niż w porównywalnych miastach Europy i są znacznie droższe niż tam, gdzie mamy już etap po pęknięciu bańki. Tyle, że mieszkania są drogie w sensie swojej całkowitej ceny - w końcu 350 czy 400 tysięcy złotych za mieszkanie, które właściwie nie nadaje się do mieszkania z rodziną, to w polskich warunkach bardzo dużo (ciekawe, ilu czytelników dysponuje taką kwotą, albo kiedykolwiek będzie dysponowało - my nie dysponujemy i specjalnie się na to nie zanosi ;) Wg nas ogólnie na rynku mieszkaniowym jest drogo... za to w sensie wysokości raty mieszkania aż tak drogie nie są - są nawet tańsze niż kilkuletnia średnia, co każę sądzić, że w najbliższej przyszłości zauważalnych cenowych ruchów w dół nie będzie. Skoro średnio zarabiająca polska para jest sobie w stanie pozwolić na spłatę raty za "typowe" mieszkanie, to dlaczego mieszkania miałyby szybko tanieć? To stanie się dopiero wtedy, kiedy stopy procentowe wzrosną, a rata nadal będzie musiała się utrzymywać w standardowym przedziale (żeby ktokolwiek cokolwiek kupił/pożyczył). Ewentualnie, rzecz może się przyspieszyć wraz ze wzrostem minimalnej wysokości wkładu własnego, który to wzrost jest jednak dosyć wolny (5% w każdym kolejnym roku).

Podsumowując ostatecznie... mieszkania w Polsce są drogie, ale wydają się być całkiem przystępne cenowo, bo można je "kupić na kredyt" i aktualnie rata takiego kredytu nie jest specjalnie wysoka. Czy zawsze taka będzie i czy zawsze będzie istniało coś takiego jak kredyt konsumpcyjny na 30 lat, zabezpieczony całym aktualnym i przyszłym majątkiem kredytobiorcy, każdy może sobie odpowiedzieć samemu.

101 komentarzy:

  1. ...nie ma wolnej milosci...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest prosty sposób na rozmontowanie systemu, ale niestety spowodowałby on wiele szkód w całej gospodarce. Udanie się do banku i wyczyszczenie konta z umieszczeniem oszczędności w skarpecie. Myślę, że w szybki sposób spowodowałoby to wzrost stóp procentowych, a co za tym idzie pęknięcie balonika:) To co we wtorek idziemy do banków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pomysł "położyłby" cały system finansowy w jeden dzień... trudno byłoby wtedy nawet mówić o stopach procentowych. Tak, czy inaczej, takich pomysłów lepiej nie głosić, bo mnie odwiedzi w końcu ABW któregoś pięknego poranka o 6:00 ;) ;)

      Usuń
    2. Już zrobione. Teraz wymyśl jakiś sposób, żeby powtórzyła to ulica. :) Póki co wszyscy pyszczą na złe banki, a natychmiast po tym gonią do nich z pieniędzmi w zębach.

      Usuń
  3. Jak stopy % zaczynają rosnąć, to i naganiacze z HB, zaczynają się trząść. :) Tak już było w połowie 2011r.:

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mieszkania-moga-staniec-gdy-zabraknie-taniego-kredytu-2363917.html
    Przy czym wtedy, (wielokrotnie) zaklinano rzeczywistość, że popyt efektywny spadnie, ze względu na odcięcie finansowania, ale wciąż brakuje (mitycznych) 1,5 miliona mieszkań.

    Dzisiaj wiemy, że jest trochę inaczej:
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,12882224,Koniec_swiata_deweloperow__W_Polsce_bedzie____za_duzo.html
    http://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news/emigracyjna-reaktywacja-czyli-zolte-swiatlo-nie-tylko-dla,1997422,4206

    I wiemy doskonale, że jedynie co trzyma rynek mieszkań jako tako, to niskie stopy % (bo bez kredytu ani rusz)
    http://regiodom.pl/portal/wiadomosci/analizy-raporty/jak-polacy-finansuja-zakup-mieszkania-raport

    i ...MdM, tam gdzie limity dopłat wywindowane są najbardziej (wciąż istnieje zagrożenie, że zmianą współczynnika przeliczeniowego, można komisyjnie podnieść limity dopłat globalnie)

    I na koniec jaskółka (wiemy, że jedna nic nie znaczy :)), jak to już nieraz pokazywałem sonduję rynek mieszkań w Lublinie, i tak:

    #1 Uśredniona cena transakcyjna w Lublinie (niestety produkcji HB i OF, ale niech będzie) ~4530zł/m2
    http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/mieszkania/ceny-mieszkan-w-najwiekszych-polskich-miastach,5616814,magazyn-detal.html
    - jak to się ma do wynagrodzenia, to wszyscy wiemy :) (2012r. ale niestety niewiele się zmieniło)
    http://praca.interia.pl/zarobki/news-ile-zarabiali-polacy-w-2012-roku,nId,773726

    #2 Limit dopłat w MdM ~4270zł/m2

    ...a tu na wkrótce nowo powstałym osiedlu (docelowo ok.20 bloków) taki oto plakat informacyjny :)
    http://img835.imageshack.us/img835/7988/6wtp.jpg

    [zdjęcie nie jest moją własnością wrzucam tylko w celach informacyjnych, źródło:
    http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=416136&page=278]

    Można? Można! :)

    Trochę ważnych faktów:
    a) zapewne to głównie wabik ("ceny od... 3900zł/m2") pewnie w takiej cenie jest jedno mieszkanie lub kilka ale po 80-90m2
    b) atrakcyjność dzielnicy jest dyskusyjna (ale ostatnio infrastruktura drogowa znacznie poprawiła się, dorzucono dużą galerię handlową niedaleko), ogólnie jest to zaledwie 10 min. samochodem od Centrum.
    c) deweloper buduje w innych lokalizacjach (ogólnie przyjętych, za lepsze) i ceny ofertowe oscylują ~5000zł/m2

    Czekamy na raporty A-S i NBP, ale pewnie będą "optymistyczne", a potem pójdą "mega optymistyczne" komentarze naganiaczy ;)
    Póki stopy % niskie, mogą szaleć do woli :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Stopy procentowe w Polsce nie wzrosną. Presja inflacyjna była związana głównie z różnicą cen towarów w Polsce i na zachodzie Europy. Taki scenariusz jest nie do powtórzenia szczególnie, że jesteśmy już w EU. Jeśli ceny mają spadać to tylko z powodu rosnącej liczby pustostanów, niżu demograficznego i depopulacji. Raport Reasa będzie optymistyczny, bo sprzedaż w I kwartale obejmowała lokale rezerwowane w zeszłym roku (księgowanie odbywa się w momencie sprzedaży mieszkania ODDANEGO do użytku). Więc to wciąż efekt fali nowej rekomendacji S. Spodziewam się znaczącej obniżki cen za 2-3 lata kiedy nie będzie już presji zakupowej ze strony wymagań rekomendacji. Na tę chwilę te parenaście tysięcy zł nie jest jeszcze jakimś mega problemem dla kupujących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stopy procentowe wzrosną wszędzie (nie tylko w Polsce). Chyba że nie będzie już czego brać z OFE na pokrycie bieżących wydatków - wtedy mamy szansę na szybsze "wyłamanie" się z ogólnego trendu i powtórkę czegoś w duchu Argentyny. Ogólnoświatowy wzrost stóp procentowych nastąpi najpóźniej w momencie eliminacji dolara jako waluty rezerwowej (to się już powoli dzieje). W szczególności, bez ciągłych interwencji FED (QE) stopy już teraz byłyby dużo wyższe - pytanie, ile jeszcze można wydrukować dolarów (na ile jeszcze zgodzą się Chińczycy?).

      Co do reszty komentarza pełna zgoda.

      Usuń
    2. QE stosuje się wtedy kiedy właśnie inflacja spada poniżej założonej, czyli jeżeli już - dopływ kasy w postaci QE może spowodować wzrost inflacji i w konsekwencji - jako mechanizmu schładzającego - wzrost stóp procentowych. Jednak nigdy nie będzie już tak, że inflacja będzie dużo mniejsza niż stopy procentowe - to jest charakterystyczne dla rynków dojrzewających. My już w zasadzie stanęliśmy w miejscu i nie ma przesłanek ku temu, żeby coś się zaczęło dziać. Jeśli Chiny przestaną skupować długi, to zmniejszą podaż pieniądza, zatem inflacja się również zmniejszy.

      Usuń
  5. Myślę, że przełomowe będą lata 2018-2020. W 2017 wprowadzony zostanie 20% wkład własny. Do tego dochodzi jeszcze demografia i emigracja zarobkowa. Wszystkie te czynnik na pewno przełożą się na fazę właściwą "normalizacji" cen mieszkań w Polsce. Obstawiam, że w roku 2020 ceny mieszkań powrócą do "normalnych". Wyjątkiem może być tutaj Warszawa, gdzie spadki mogą być dużo mniejsze niż w pozostałych większych miastach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 2008 myślałem że ceny wrócą do normalności w 2012-2014. Do 2018 zdążą znów coś wymyślić :/

      m.

      Usuń
  6. Chciałem się Wam pochwalić sposobem jakim moją partnerkę "zmusiłem" do przemyślenia kwestii zakupu mieszkania. Mamy oboje to szczęście, że zarabiamy jak na Polskę bardzo dobrze a jak na Warsiawkę też nieźle czyli generalnie w okolicy kilku średnich krajowych/łebka (obecnie, na przstrzeni lat było mniej). Mamy tez mieszkanie kupione w 2003 we Franiu (niewielkie wprawdzie ale rata bardzo niska). Mamy tez oszczędności (moje :) ) pozwalające na kupno mieszkania za gotówkę. Gdzieś w okolicy 2007-2008 żona nabiła sobie głowę kupnem (wszak wszyscy kupują i za chwilę zabraknie). Udało mi się ją zwodzić, że za drogie do mniej więcej połowy 2010. Ale wtedy już zaczęła się litania medialna, że już jest tanio, problem zakupu wrócił. Jako, że mieszkanie mamy kupować wspólnie (pół/pół) przekonałem żonę, że musi odłożyć 100k na wkład własny, ja odłożone już mam to na nią zaczekam :) Odkładanie zajęło jej jakiś czas (to pierwszy dobry skutek uboczny, widać, że ceny w stosunku do 2007 spadły) i ma już odłożoną założoną przeze mnie sumę. Zaczęliśmy się rozglądać poważniej za mieszkaniem circa 80m2. I co się okazało? Okazał się skutek uboczny numer dwa (nieplanowany): bardzo ciężko się rozstać z zarobionymi i odłożonymi pieniędzmi. Żona oglądając rynek wtórny wybrzydza już prawie jak ja :) a ceny na rynku pierwotnym kwituje często: Chyba ich ....."

    Jeśli macie partnera/partnerkę mocno naciskającą na zakup bo:
    - taniej już nie będzie
    - wszyscy znajomi już kupili i mieszkają na swoim/rodzina mówi: już czas
    - przecież nie będziemy całe życie wynajmować/musimy kupić większe

    zróbcie jak powyżej (oczywiście kwota do weryfikacji osobniczej). Nic tak żony na dobre nie wyleczyło z pochopnego zakupu jak konieczność odłożenia sporej kwoty. Skutków ubocznych jest więcej: mamy teraz na prawdę sporą kwotę wkładu własnego (około 30%-50% dowolnego interesującego nas mieszkania) i uświadomioną żonę, która zaczęła patrzeć dużo realniej na rynek nieruchów.

    Pozdrawiam autora, robisz dobrą robotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widze kolega ma olej we glowie i zona nim nie pomiata jak wiekszoscia polskich macho ;-)
      Tylko ta strategia nie dziala gdy baba dostala na wklad wlasny od mamusi lub czesciej tatusia. Wtedy zadne argumenty nie maja znaczenia, tylko kupowac oby szybciej bo pieniazki z nieba w rączki parzą, przeciez nie da sie sumą na koncie szpanowac przed kolezankami. Tak to dziala.

      Noz coz popyt byl z powodu wyzu demogr z lat 1976- 1986. Wiekszosc osob kupuje wlasne M w okolicy lat 30. Wiec boom byl od 2006r...
      Nikt nie mowi o jednej rzeczy- ska bierze sie popyt na nieruchy od deweloperow?
      Bo wlasnie rynek wtorny i obecni wlasciciele wołają takie cenki ze nikt nie chce tego ich ohydztwa kupowac i placic jeszcze za fatalne wykonczenie i totalny brak gustu. Z jakiegos powody polacy kochają placic czynsz za mieszkania w ktorych nie mieszkaja lub ogrzewac swoje puste domy.
      Hm ciekawe jak dlugo? Gospodarka na tym potwornie cierpi.
      I tym sposobem polacy sobie sami tworza h...owe warunki gospodarcze, bo w swej ciemnocie uwazaja ze jesli poczekaja, to znajdzie sie frajer.
      Oj, czeka ich wszystkich twarde lądowanie na gruncie realiow.

      Usuń
  7. Te wszystkie wskaźniki można wyrzucić do koszalina, bo, w przypadku Polski, nie biorą pod uwagę olbrzymiej szarej strefy. Pracuję przy zawieraniu transakcji sprzedaży na rynku nieruchomości (nie jestem pośrednikiem) i według moich prywatnych statystyk ponad 80% zakupów mieszkań (Warszawa) to zakupy za żywą gotówę. Kredytobiorców jest bardzo niewielu.

    Ostatnio odnoszę wrażanie, że zebrała się tu grupka gołodu**ów i narzekają cały czas na ceny. Zamiast narzekać lepiej wziąć się do pracy. Ceny pewnie spadną za kilkanaście lat, ale czy warto do tego czasu mieszkać w lokalu o standardzie babcinym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, a z moich prywatnych statystyk, gdzie patrzę po znajomych to 100% zakupów jest za kredyt :)

      Też ostatnio odnoszę wrażenie, że wszelkie krytyczne komentarze są dodawane przez zdesperowanych naganiaczy, którym zaczyna brakować kasy na ich kredyty mieszkaniowe. Rozumiem, że bez prowizji za sprzedaż ciężko jest wyżyć z bazową pensją na poziomie 2tys :D

      Usuń
    2. Panie Anonimowy - zaliczam się do tych tzw. goło i wesoło jak to tu zostało napisane. Wynajmuje i odkładam. Pracuje uczciwie i dla takiego uczciwie pracującego 5,5 tys. za metr gdy zarobki to nieco ponad 2 tys.na miesiąc to jednak delikatna przesada. A właśnie w przedziale 1,200 - 2000 netto zarabia 80% społeczeństwa. Tych których stać na kupno za gotówkę na klitki 40 metrowe nawet nie spojrzą.

      P.S. A ceny spadną za kilka lat bo nie ma innej możliwości. Nie wierze że deweloper wybuduje i się uprze cenowo i będzie sobie sam tam sadził kwiatki :)

      Usuń
    3. Ja też zaliczam się do tych gołodupców którzy spłacają kredyt za mieszkanie, dwa mieszkania dostaliśmy w ramach darowizny od dziadków przy czym są one jeszcze zamieszkane. Rata kredytu za mieszkanie to w tej chwili około 20% zarobków netto moich i żony.
      Uważam że ceny mieszkań w Polsce są za wysokie. Niestety ale wysokie ceny mieszkań w połączeniu z trudnym dostępem do tanich żłobków i przedszkoli powodują wyludnianie się kraju. Co w konsekwencji spowoduje załamanie min. systemu emerytalnego oraz rynku nieruchomości.
      Powracając do cen. W mojej opinii jak ceny w Warszawie powinny spaść do około 5k PLN za m2, w dzielnicach typu Białołęka do około 4k PLN. W centrum więcej, pod warunkiem że nie będzie to mieszkanie substandardowe. Nie mam na myśli nieruchomości luksusowych lub o wysokim standardzie.

      Wojtek

      Usuń
    4. "Zamiast narzekać lepiej wziąć się do pracy" - i pracować 10 lat na marżę dewelopera, następne 10 lat na marżę banku. Poświęcić całe życie, oczywiście w imię dobrobytu przyszłego pokolenia, które w wieku 50 lat odziedziczy klitę w bloku. Coraz trudniej o chętnych do takiego interesu. To samo dotyczy "standardu babcinego" - mieszkania po babci są zbudowane lepiej niż współczesny substandard deweloperski, który do mieszkania na stałe się po prostu nie nadaje. Naganiaj dalej, może bym i coś kupił, ale wszystko mówi, żeby nie kupować.

      Usuń
    5. Oficjalne dane mówią o 20-30% mieszkań kupowanych za gotówkę. Poważnie sugerujesz, że mamy szarą strefę handlu nieruchomościami 4 razy większą niż legalny rynek? Jeśli juz celujemy w intelektualną antymensę (dolne 2%), to lepszym pomysłem na propagandę rosnących cen mieszkań wydaje się być informacja o kończących się złożach w kopalniach betonu.

      Usuń
    6. dzowniłem parę razy i zawsze przy zapytaniu czy mieszkanie na jakie Pan/Pani sprzedaje - a te mieszkania miały po parę lat czyli kupowane w 2006-2009 - odpowiedz jedna - na kredyt proszę Pana no kto tutaj za gotówkę bierze.

      Nie rób ananonimie wody z mózgu ludziom przy kasie i nie naganiaj ich na zbędne wydatki i przepłacanie.

      nie znam nikogo z otoczenia inż. i finanoswych czyli zawody wysoko płatne, którzy mają za gotówkę! kredyt to większość kasy za jaką nabywają mieszkania a koleś pisze o tym, że 80% kupców ma gotówkę. Wstyd za tanią nagonkę

      Usuń
    7. ja znam ludzi inzy i finansowe bo pracowałem w jednej i drugiej branzy jako proggramista. CO najwyżej maja wkład wlasny ale niestety zwykle im więcej kasy tym większy biora kredyt. Nawet wykrztalcenie ekonomiczne nie pomaga, liczy się byle żeby znajomi zazdrościli mieszkania oraz auta. Osoby z wkładem własnym to totalny margines, dlatego uwazame ze rekomendacja nowa knf może mimo wszystko sporo dac jak wkład będzie np. 15% obowiązkowy.

      Usuń
    8. Zaprawdę śmieszni jesteście. Od początku 2013 spisuje wszystkie transacje, a mam pełen wgląd i widzę co się dzieje. Być może to specyfika miejsca, chociaż przekrój przez klienta jest różny.
      Żebyście się potem nie zdziwili jak wasze teorie nie zechcą się sprawdzać. Bez odbioru.

      Usuń
    9. A to dziwne bo ja pośredniczę w sprzedaży kredytów hipo i gro ludzi przychodzi ledwo z 5% wkładem własnym a takich z 20% to można na palcach rąk policzyć... Ale każdy ma swoja wizję świata :)

      Usuń
  8. Patrząc na stopy % w Europie również myślę, że nie mamy się co spodziewać znacznych wzrostów, a w dalszej perspektywie spodziewałbym się raczej spadków. System nie lubi "oszczędnych" - trzeba kupować, kupować, kupować, a jak się nie ma za co to na tani kredyt. :)
    Na spadek cen będzie miało zdecydowany wpływ pogorszenie się sytuacji demograficznej, wymagany wkład własny, a także fatalny rynek pracy. Jestem z pokolenia '80, jak zaczynałem pracować 12 lat temu to umowa śmieciowa była, ale nikt z moich znajomych na takiej nie pracował, dzisiejszy dwudziestoparolatek może tak powiedzieć o umowie o pracę. I Ci młodzi ludzie nie mają szansy na wyprowadzkę od rodziców. Więc spadający popyt, zarówno ten wynikający z demografii jak i ten wynikający z braku zdolności nabywczej doprowadzi do załamania cen. A jak ceny zaczną spadać to za chwilę się okaże, że kredyty zdecydowanie przewyższą wartość nieruchomości, banki będą eksmitować ludzi i spirala sama się rozkręci. Pytanie tylko kiedy? Może rząd coś z robi z umowami wśród młodzieży i jednocześnie uruchomi kolejne programy wsparcia, wtedy znów jakoś będzie się to kręciło.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Dublin jest o tyle ciekawy, że osiąga najwyższe stopy zwrotu z wynajmu mieszkania, co każe sądzić, że ceny w Irlandii się ustabilizowały (co potwierdzają dane Eurostatu)."
    Jak to mowia papier wszystko przyjmie. Zonglujac danymi mozna udowodnic wszysko. Mieszkam w Irlandii i interesuje mnie rynek inwestycji w nieruchomosci. Juz przerobilem Dublin dosc kompleksowo i zapewniam autora, ze w Polsce sa znacznie lepsze warunki do inwestycji w mieszkania na wynajem. Mowie to ze swojego realnego doswiadczenia rozmow ze sprzedajacymi. Rynek znam z dwoch stron - sam wynajmuje mieszkanie i podnajmuje pokoj. Ponizej arkusz ktorego uzywalem do obliczen stopy zwrotu dla konkretnych nieruchomosci w Dublinie.
    https://docs.google.com/spreadsheet/ccc?key=0Ako2azpDjFRKdDhESF94LTc1bTZFQk1BZEJER2lyOEE&usp=drive_web#gid=0
    bardzo latwo wyjsc na minus - wystarczy, ze obnize czynsz o EUR50. Ceny (w moim arkuszu sa i tak nieco na wyrost) jak ktos jest zainteresowany prosze sobie obejrzec na daft.ie - tam sa zarowno ceny wynajmu jak i kupna.

    W Polsce inwestorzy w mieszkania osiagaja zwroty rzedu 10%, przyklad z brzegu
    http://mieszkanicznikodpodszewki.blogspot.com/2013/10/mieszkanie-dawida-nr2-20-metrowa.html
    da się? Da! ;)
    Co do podatkow, to placa je ludzie biedni i niedoinformowani. Inwestorzy placa podatki w okolicach 0PLN. Nie bede wchodzil tutaj w szczegoly jakie sa legalne sposoby na obnizenie podatku, ale takie istnieja. Stad radzilbym autorowi nie zakladac, ze 'na wynajmie zarabia sie x - y% podatku', bo obniza to wiarygodnosc.

    'Ceny mieszkan' to taka abstrakcja. Bo co to w zasadzie sa te ceny mieszkan? Kto je ustala? Cene mieszkania ustala kupujacy ze sprzedajacym. One nie sa globalnie regulowane tak jak ceny ropy, czy zlota. Jak kupujacy ma ochote sprzedac mi kawalerke w centrum Warszawy za 100k PLN, to ja jako sprzedajacy moge ja kupic, prawda? Nikt mi nie zabroni mowiac 'ale przeciez ceny sa takie i takie'.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ceny, ceny, ceny...W necie już od kilku lat pojawia się wpis, który wklejam poniżej. Od wielu lat zastanawiam się dlaczego Polacy mają naturę niewolnika i dlaczego nigdy nie będziemy podobnie myśleć jak ludzie w prawdziwej Europie, to znaczy w Europie od Atlantyku do Odry.
    Co do mieszkań, to uważam, że oczywiście przepłacamy. Ale w Polsce przepłacamy za wszystko!
    Gdzie jedziesz jak chcesz kupić 5 letnie auto średniej klasy? Niemcy, Holandia....
    Gdzie jedziesz jak chcesz kupić garnitury znanych, cenionych marek w Europie? Włochy, Niemcy...
    Elektronika w niemieckim Media Markt bywa tańsza niż w polskim!
    Nawet czekolada Ritter Sport ( u nas uważana za "wyższą półkę") jest tańsza w markecie w Holandii (0,75 euro, czyli ok. 3 zł) niż w Polsce (4,99zł). W Holandii Polak w magazynie zarobi min. 9 euro/h i może kupić takich czekolad 10, w Polsce magazynier zarobi ok. 10 zł i kupi sobie 2 czekolady. Polak w NL - 10, Polak z swojej Ojczyźnie -2. 10:2, tak jak w piłce z Holandią czy Niemcami!
    W prawdziwej Europie (prawie) wszystko jest tańsze...



    Gdyby Irlandczyk, Grek czy Niemiec zarabiał 1500 Euro i 5.50 Euro wydawał na litr paliwa, 20 Euro na kino i 250 Euro na średniej klasy buty, 5 tys. Euro za metr kw. mieszkania i 60 tys. Euro za średniej klasy nowy samochód, to na ulicach panowałaby regularna, krwawa wojna! Polska płaca minimalna 334 Euro, minimalna płaca w Irlandii 1462 przy zbliżonych kosztach życia. Polacy to najgłupszy naród na świecie , od zawsze okradany i poniżany, i nawet nie zdający sobie z tego sprawy (vide wyniki wyborów). A teraz jeszcze będziemy się dokładać do wymienionych wyżej państw. Bo nas stać a oni mają mityczny kryzys. To co jest w Polsce to nawet nie można nazwać kryzysem, to jest od zawsze dno i dwa metry mułu!!! Polak jest tanim wyrobnikiem UE, a Polska rynkiem zbytu dla towarów drugiej i trzeciej kategorii po cenach wyższych niż w UE !! LUDZIE OTWÓRZCIE OCZY Gdybym był okupantem i chciał zniszczyć naród to wyganiałbym młodych ,mądrych ludzi zagranicę za chlebem na emigrację, podnosiłbym podatki i wprowadzałbym nowe, dawał podwyżki i kolejne przywileje resortom siłowym, stawiałbym 500 nowych radarów, wzmacniałbym inwigilację obywateli, likwidowałbym państwowe szkolnictwo i służbę zdrowia oraz ograniczałbym do nich dostęp, oddałbym banki, media i handel obcym i wrogom Polski, wyśmiewałbym ich wartości i religię, skłócałbym młodych ze starszymi ,aby przez odwróconą hipotekę przejąć za bezcen ich mieszkania i domy, zachęcałbym ich kobiety do feminizmu ,prostytucji i aborcji ,aby nie nadawały się na dobre matki i żony, zadłużałbym ich bezpośrednio oraz pośrednio przez państwo i gminy, aby nie mogli się temu sprzeciwiać, likwidowałbym ich przemysł ,a w zamian budowałbym ogromne stadiony na kredyt, aby przynosiły straty, dopuszczałbym do sejmu złodziei i degeneratów, itd. Obejrzyj się wokoło!!!!!! Niech każdy prawdziwy Polak wklei to raz pod jakimś artykułem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na co czekasz? Wyłaź na ulice z rodziną i protestuj.

      Usuń
    2. mocne ale bardzo prawdziwe. dla mnie juz raczej za późno na wyjazd z tego kraju ale mam nadzieje ze dzieci beda zyły gdzieś w bardziej ludzkich warunkach.. nie dziwmy sie młodym emigrantom.. politycy wciskaja tylko brednie o byciu patriotami a kazdy z nich dorzuca cegielke do rujnowania naszeko kraju...

      Usuń
    3. Jak to ktos fajnie powiedziAl emigranci to uchodzcy ekonomiczni jesli chodzi o pl

      Usuń
    4. Anonimowy napisał: "Na co czekasz? Wyłaź na ulice z rodziną i protestuj"
      Rodzina to stanowczo za mało, a z tego co widzę, to np. biedni emeryci w Polsce jak rzucili wspomnianą czekoladę Ritter Sport nie za 4,99zł, ale za 3,33zł (czyi tyle co standardowo w Holandii), to bili się w supermarkecie, a ci którym udało się złapać po 3, 4 sztuki (pewnie dla wnuczka) byli bardzo szczęśliwi!
      Więc kto ma protestować?
      Emeryci jak dopadną czekoladę po holenderskich cenach w polskim markecie są szczęśliwi, wnuczek też szczęśliwy, bo dostanie dobrą czekoladę, a lemingi jak dostaną kredyt hipoteczny (najdroższy w całej Europie), to też poczują się jak w niebie!
      Cóż,... taki kraj,... takie społeczeństwo!
      Bardziej przypominamy Ukraińców/Białorusinów niż Niemców czy Francuzów. Mentalnie jesteśmy niewolnikami!
      Niestety...

      Usuń
  11. Po zatrudnieniu Turka machina się zaczęła rozkręcać, zrozumiałem że on nie jest analitykiem ten człowiek zajmuje się marketingiem, przedruk z PAP: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Eksperci-tani-kredyt-i-doplaty-sprzyjaja-ozywieniu-w-mieszkaniowce-3107372.html

    "Ożywieniu na rynku mieszkaniowym sprzyjają tani kredyt, nisko oprocentowane lokaty oraz rządowy program dopłat do nowych lokali - uważają eksperci. To - ich zdaniem - przekłada się na wzrost sprzedaży mieszkań, którego deweloperzy nie notowali od 6 lat. "

    od 6 lat, LOL

    OdpowiedzUsuń
  12. My tu inteligenty miejskie możem sobie inteligentnie dysputy prowadzic, analizy itp. Porownania do europy.
    Yeah. A cala chmara wsiowych burakow w gumiakach od stodoły i ze chlewu bedzie kupowac, kupowac, KUPOWAC! Dla córusi pociechy rodu aby sie wyrwała do mniasta i wyszła w koncu za męża melonera! A nie za józka lub zbycha spode budki z piwem.

    Na studia łojciec posyła łoży na wynajem we metropolii to nie lepiej sprzedac pole lub z doplat ue kaske zapakowac w te 37mkw dla slicznej ambitnej córuni? I Bedzie sie gdzie zatrzymac gdy pojedziem palic opony pod sejmem ....

    Silwuple, ale takiej wiochy jaka jest w kraju nad wisełko to w calej europie nie ma.
    Porownywac Londyn i Paryz do Wawy , sorry winetu ale jak autor zauwazy tam imigracja jest POTEZNA , w tym imigracja miliarderow lub setkowych milionerow. Jakim cudem u nas jest drozej niz w duzo bogatszym berlinie- no naprawde to bylo, jest i bedzie dzialanie ludzi z prowincji i wsi.

    Wogole polski rynek nieruchow jest przekomiczny i nie wytrzymuje zadnych analiz czy zdrowego rozsadku. Poza rynkiem wynajmu.
    Zlota 44, najwyzsza wtopa wszechczasow. Gratulacje dla tych kilkunastu nabywcow, kazdy przeplacil 2-krotnie. Czyli np. dwa melony poszly z dymem od razu.
    Chata szefa rednetu na marinie, obniza cenke z 6,5 mln na 4 , przez 7 lat zaplacil pewnie z 200 tys czynszu i nadal mysli ze frajer kupi.

    Dewelopery robiace apartmenty po 150 mkw na ktorych za cholere kupcow nie ma........ a mogliby zrobic trzy po 50 mkw. Ale po co sie wysilac, mr muscle cie wyreczy :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś czytałem artykuł który porównywał ceny mieszkań w Czechach i Polsce. I był w nim jeden ważny szczegół że w Czechach cena mieszkania obejmowała wykończenie czyli praktycznie można sie od razu wprowadzać zaś w Polsce większość mioeszkań jest do wykończenia....

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak trochę z innej perspektywy: "Americans think owning a home is better for them than it is" (http://www.washingtonpost.com/opinions/catherine-rampell-americans-think-owning-a-home-is-better-for-them-than-it-is/2014/04/21/5e9f4dd2-c979-11e3-93eb-6c0037dde2ad_story.html)

    OdpowiedzUsuń
  15. http://wgospodarce.pl/opinie/12480-czas-strzyzenia-polskich-owiec
    co wy na to... jeśli doszło by do tak dużej obniżki stóp procentowych wizja tańszych mieszkań szybko by sie oddalila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzyżenie owieczek to się zacznie za rok-dwa lata jak pierwszym nabitym w RNS zaczną się kończyć dopłaty do mini ratek.

      http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/731033,doplaty-w-rodzinie-na-swoim-kiedys-sie-skoncza-raty-kredytu-pojda-ostro-w-gore.html

      Usuń
    2. Przy aktualnie (za) niskich stopach wizja tańszych mieszkań i tak jest nieco odległa (do czasów podwyżek stóp).

      Artykułu P. Szewczyka nawet nie warto komentować, bo to niestety stek bzdur - obniżmy stopy prawie do zera, niech ludzie nabiorą jeszcze więcej kredytów, a potem stopy i tak wzrosną, więc bankructwo będzie jeszcze szybsze i bardziej bolesne. Poza tym, nasza "złotówka" to taka świetna waluta, że przy znacznym obniżeniu stóp nie udałoby się utrzymać jej kursu na rozsądnym poziomie.

      A tak w ogóle... dlaczego wszyscy chcą tych obniżek stóp? Przerabiamy to już od 15 lat w USA - najpierw była bańka internetowa, potem kryzys na miarę tego z 29', a teraz mamy bańkę na obligacjach i samym dolarze, zwaną "matką wszystkich baniek". Jeśli obniża się sztucznie stopy (czyli obniża się cenę pieniądza poniżej jego "wartości rynkowej"), to nieuchronnie prowadzi to do niedoboru podaży pieniądza (oszczędności). A to z czasem wymusi podwyżkę stóp tak, czy inaczej - im później, tym skala bankructw będzie większa.

      Usuń
    3. Pan Szewczyk czy pisze zgodnie czy niezgodnie z czyimś poglądem myli się często i gęsto. Po prostu nie trafia:)

      Usuń
    4. Presja na obniżki stóp to jest zwyczajne odkładanie problemu na później. W US, Yellen dała niedawno wyraźny sygnał że interesuje ją tylko wzost "robocia", czyli na podwyżki stóp nie ma co na razie liczyć, bo jakakolwiek wzmianka o tym (Bernanke to testował w zeszłym roku) wyzwala ostrą korektę na rynkach i potencjalnie zwiększa bezrobocie. Wszyscy i tak wiedzą, że nowy system finansowy jest już w kartach, więc każdy będzie tylko starał się zająć w nim jak najkorzystniejszą pozycję. Obecne stopy procentowe nie będą miały już większego znaczenia.

      Usuń
  16. Kokosy w farmacji i deweloperce:

    "W czołówce dobrze wynagradzających przedsiębiorstw są też dwie duże firmy deweloperskie - Dom Development - (18 tys. miesięcznie na osobę) oraz GTC (15,3 tys. zł miesięcznie). "

    I zaraz analitycy w niezależnych mediach : Ceny mieszkań nie mogą spadać, deweloperzy budują przy minimalnej marży! :)

    Pozdrawiam autora bloga
    K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze link do RZ: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1104472.html

      K

      Usuń
  17. http://forsal.pl/artykuly/792198,kredyty-hipoteczne-sa-coraz-drozsze-to-dopiero-poczatek-podwyzek.html

    OdpowiedzUsuń
  18. wielgo znienacka zaatakował :)

    http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,15859023,Kawalerki_dla_poczatkujacego_inwestora__Ile_mozna.html?biznes=krakow#BoxBizTxt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zaplanowana akcja bo na onecie w tym samym czasie mamy tekst:
      http://biznes.onet.pl/goracy-rynek-mieszkaniowy,36941,5628953,1,analizy-detal

      Usuń
    2. Poznań - cena transakcyjna wg artykuły Mawi-ego - niecałe 4.900 za m.
      Nie wiem jakie są faktycznie realne ceny ale jak są oferty to zawsze jest to od 5500 w górę (pomijam sypiące się kamienice). Jak faktyczna transakcyjna cena zejdzie jeszcze o 1/5 (w okolice 4 tys.za metr) to się zacznę bardziej interesować (na razie na całe szczęście nie mam za co sie interesować :p ).

      Usuń
  19. Ceny najmu zawyżone. Ceny nieruchomości zaniżone względem "rynkowych", bo średnia cena metra w mieszkaniach 30 m. kw. jest wyższa od średniej ze wszystkich mieszkań. Opłaty amortyzacyjne (remonty, sprzęt) i część podatków zupełnie pominięte. Jakaś liczba wyszła, z rzeczywistością nie ma wspólnego nic.

    OdpowiedzUsuń
  20. super wpis, analiza poparta argumentami, a nie jakieś czary mary. Czy zródła tych tabelek i wykresów są ogólno dostępne. Czy mógłbyś proszę podać linki? Interesują mnie historyczne dane cen oraz wskaźników podnych w tym wpisie

    OdpowiedzUsuń
  21. krótka uwaga dlaczego w katowicach (i calej aglomeracji) ceny sa na tyle niskie, sprawa bardzo prosta demografia, jezeli w 1990 roku miasto katowice mialo ok 380 tyś meiszkańców a w 2013 posiada 295 tys mieszkańców (z tendencja spadkową)...to więcej nie trzeba tłumaczyc i ten problem dotyczy wszytkich miast aglomeracji...

    dodatkowy czynnik, srednie zarobki w woj śląskim nie wiele mowia..jak bym popatrzyła na mediane i pare innych wskażników, tak naprawde jest waska grupa ludiz dobrze zarabiajacych i duża liczba zarabiających przecietnie lub slabo, to też sie przekłada na ceny nieruchomoci, ba idziemy dalej, dlaczego tak duża depopulacja jeżeli jest tak "dobrze" ze średnimi zarobkami....

    czyli mamy przedsmak tego co czeka cały nasz kraj w tej kwestii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze należy dodać - sąsiedztwo Sosnowca ;)

      (mam nadzieje że się nikt zaraz nie obrazi)

      Usuń
    2. oj tam odrazu Sosnowca.... zawsze mozna sie zastanowić czy Bytom pretendujący do miana polskeigo detroit (jedynie czarnych brak) nie jest gorszym sasiedztwem niż Sosnowiec :-)

      co ma sąsiedztwo Sosnowca co wyludnianiania się Katowic (Sosnowiec ma procentowo taki sam wynik) co to miejscowe panie w wieku rozrodczym sie przestraszyły i wyjechały czy też się ciązy boją :-)

      swoja drogą co za inteligent połaczył 3 różne nie zwizane ze soba regiony w jedno województwo, czyli zagłebie + gorny śląsk + podbeskidzie z częścią małopolski.... efekt jest to jedno z najmneij zintegrowanych województw, kazdy region ciązy w swoja stronę.

      Usuń
  22. http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/mieszkania/mieszkania-wlasnosciowe-dominuja-w-biedniejszych-k,5634222,magazyn-detal.html patrzcie, że nie naganiają chociaż raz ;) ciekawe czy autor bierze pieniądze od wywrotowców z tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smieszny art wybor miedxy piekns brzydka i bogata :) profesor widac w formie

      Usuń
  23. http://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news/topniejaca-oferta-deweloperow,2010642,4206

    Szybko trzeba kupować bo oferta deweloperów topnieje! Co tak siedzicie? Biegusiem do dewelopera ;)

    A ten wykres pokazujący ofertę deweloperów (czysta socjotechnika)...

    OdpowiedzUsuń
  24. U nas większe zmiany widać tylko w magazynach, przecież puszczone w niższej cenie są nawet hale w SSE, zerknijcie na Jartom. A domy i mieszkania się trzymają. Poważniejsze spadki nadejdą za kilka lat. Liczba Polaków ma się zmniejszyć o kilka milionów. Wtedy może być tylko taniej.

    OdpowiedzUsuń
  25. na razie zamordyzm cenowy z lekkimi korektami w górę to powinno potrwać chwilkę i końcem zejść w dół jak rns z limitami czyli gdzieś w 2017/2018. Zbieram kasę ale coraz bardziej oddala się wizja kupna mieszkania bo wolę mieć na starość kasę i być mobilnym po świecie niż zostać z kulą u nogi w montowni nad wisłą. Perspektywy coraz słabsze nawet w dużych miastach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz w punkt:) Mój landlord zapytał ostatnio czemu nie kupuje mieszkania? a ja mu mniej więcej tak samo powiedziałem:)

      Usuń
    2. ja mam podobnie... i o dziwo jakos moje obecne 60m2 z dziecmi przestało mi przeszkadzać.. a jak uzbieram kase to albo dam dzieciom na start, albo na ich edukacje (raczej za granicą) bo po co mi wtedy wieksza chata... kto wie czy sam nie wyjade akurat mam taki zawód że w każdej chwili mogę sie spakowac i wyjechac :-)

      Usuń
  26. Uwaga, Uwaga, przepadnie 300 mln w MdM !
    Bo develocfaniaki nie chcą obniżyć marży, tylko kupić sobie nowelizację ustawy i zwiększyć przelicznik z 1,1 na 1,3 ...albo i 1,4.
    Czyli z urzędu dostać 40% wyższą cenę mieszkania, niż ta jaką SAMI podają do GUS (a dane z GUS pobierają Wojewodowie) jako koszt odtworzeniowy 1m2!

    I sobie bezczelnie o tym piszą, że tak chcą (chociaż na jakiś okres, bo potem to oni już będą grzecznie dostosowywać ceny do popytu :)) - przekręt RnS II w toku :(

    Jak widać podpisała się pod tym jakaś mało (a może nie) świadoma amatorka, ale jutro pewnie Reas, Emmerson, OF, HB, Szybko, RynekPierwotny, Metrohouse, Notus i inni naganiacze podchwycą temat

    http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/793568,mieszkanie-dla-mlodych-300-mln-zl-trafi-do-kosza.html

    OdpowiedzUsuń
  27. Szczerze to się zastanawiam cały czas czy warto w ogóle tu zostawać i cokolwiek kupować. Fakt Polska dała nam wykształcenie, ale jednocześnie założyła chomąto na głowę w postaci biurokracji, armii emerytów z poprzedniego systemu, na których będziemy płacić przez całe życie, horrendalne ceny mieszkań, niskie płace w stosunku do cen w sklepach, bezrobocie, umowy śmieciowe, pewny brak emerytury (kradzież składek z OFE). Jak się tak zastanowię to najlepiej spakować się i wyjechać do jakiegoś kraju rozwojowego, w którym moje kwalifikacje zostaną docenione i wypłata wystarczy mi na normalne życie bez patrzenia na każdą cenę w sklepie. Mam wrażenie, że już nie chce mi się czekać na te mityczne spadki cen. Daje sobie jeszcze trochę czasu na naukę języka i wybór mojej "przyszłej ojczyzny", a potem wyjeżdżam stąd. SORRY POLSKO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy w jednym miejscu wpisać swoją wypowiedz - te osoby tutaj (w tym i ja) i tak w 95% śledzą oba blogi na bieżąco :)

      Usuń
    2. Jaki drugi blog?

      Usuń
    3. pewnie creditslayer

      Usuń
  28. Dzięki za informację o aktywności:)

    OdpowiedzUsuń
  29. do momentu, gdy mieszkania beda mialy welon emocjonalny nic sie nie zmieni z ich cenami......

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedyś autor wspominał o poście na temat gruntów i działek. Kiedy moglibyśmy liczyć na taki temat?

    OdpowiedzUsuń
  31. Autor wydaje się zapominać o jednym, szczególnie ważnym czynnikiem, wiszącym nad cenami mieszkań jak miecz Demoklesa. Wyszło jakoś niegramatycznie ale nie zapominajmy o podatku katastralnym, który wejdzie w życie w chwili, kiedy braknie paliwa po nacjonalizacji OFE i rząd Tuska nie będzie miał jak się zadłużać.

    Zapewne dobry czas na "rozmowy z ludem" rząd rozpocznie zaraz po najbliższych wyborach, kiedy spleśniała już kiełbasa wyborcza, nie będzie się trzymać kupy i ludowi trzeba będzie powiedzieć prawdę o stanie państwa, czyli właśnie przedstawić kataster.

    Zapewniam, że nawet w wariancie super optymistycznym, podatek katastralny wyniesie około 1%. Realnie zaś trzeba będzie szarpać się z urzędnikami szacującymi ceny nieruchomości, udowadniać im, że marmur w kuchni pochodzi z recyclingu a basen za domem został wyżłobiony w czasie ostatniego zlodowacenia i na pewno nie podnosi wartości nieruchomości o następne 50 klocków.

    W tej sytuacji, nabici przez banksterów w "inwestycje" naiwni Polacy, mogą rozpocząć masową wyprzedaż wspomnianych mieszkań, które z inwestycją mają tyle wspólnego co piernik do wiatraka.

    Na razie również, nasz min-fin little Rats aka Szczurek, zapowiada loterię paragonową oraz uszczelnianie, czyli na razie lekką wersję Greckiego fiskalnego zamordyzmu (tam zdzierają już bez pardonu).
    Oczywiście dla zapakowanych w hipoteki, oznacza to, że mniej kasy dostaną od swoich szefów pod stołem bo ci ostatni z dwojga złego, wybiorą zawsze mniejsze ryzyko czyli pogodzenie się z fiskusem i zadanie kopa w dupę co mniej wydajnym pracownikom.

    Kamil

    OdpowiedzUsuń
  32. Pewnie Autor przygotowywał się do marszu pierwszomajowego a dzisiaj ze szturmówką biega po mieście ;-). Nie ma czasu nic napisać...
    Pozdrówka
    Brombal

    OdpowiedzUsuń
  33. Czytam tego bloga od dłuższego czasu i gratuluję autorowi bardzo szerokiego spojrzenia, sam od wielu lat propagowałem podobne poglądy co zresztą zazwyczaj spotyka(ło) się z uśmiechem politowania, że niby biedak etc. a ja po prostu odłożoną kasę (na mniej więcej połowę mieszkania w tej "przepięknej" Warszawie) nie chcę wydać lekką ręką... bo zbyt dobrze pamiętam ile lat pracy i ciułania mi to zajęło, ile wyrzeczeń, a pamiętam doskonale styczeń 2006 roku moją pierwszą pracę na pół etatu i te "pieniądze" mój Boże, nie mogę uwierzyć ale to było jakoś 670 złotych brutto miesięcznie w kancelarii adwokackiej, jak sobie przypomnę te czasy to się zastanawiam jak ja to przetrwałem?! kasa była dla żebraka, a mnie traktowano jak podczłowieka bo w rodzinie żadnych adwokatów ani radców prawnych, notariuszy. Przez pierwsze 4 lata nie odłożyłem nawet złotówki a wręcz się zadłużałem u innych. Ale nie o tym rzecz, raczej o tym że banksterzy i deweloperzy mogą być sprytniejsi niż nam się wydaje, wzięli na przeczekanie i kto wie może im się to miękkie lądowanie uda, zgadzam się kataster, wymagania dotyczące wkładu własnego, etc. wszystko racja to powinno działać na naszą korzyść ale czytam w mediach takie oto rzeczy

    http://www.finanse.egospodarka.pl/109113,Wieloletni-Plan-Finansowy-Panstwa-2014-2017-ogloszony,1,63,1.html

    http://finanse.wp.pl/kat,1013819,title,Zarobki-w-Warszawie-i-okolicach,wid,16432519,wiadomosc.html

    i tak sobie myślę, że za chwilę się okaże to znaczy przełom 2017/2018 czyli ten na który się nastawiałem jak najbardziej prawdopodobny na "normalne ceny", że średnie zarobki w Warszawie to 7500 - 8000 złotych brutto, bo przecież na koniec grudnia 2013 jest 6000 brutto, że stopki pójdą maksymalnie 1 punkt procentowy, to tak sobie myślę, wielu się znajdzie co dadzą się nabić, mój pesymizm wynika też trochę z tego, że pamiętam jak w 2008 roku mówiłem sobie przełom 2012/2013 to będzie ten moment i on przyszedł i okazało się że rynek znalazł sposób by nie było normalnie dla klientów, dlaczego więc i w tym kolejnym mitycznym 2017/2018 znowu nie mieliby znaleźć sposobu by oddalić normalność, pozdrowienia dla wszystkich czytających ten blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak prof. Rybiński pomylił się co do bankructwa PIIGS co spowodowało również sponiewieranie jego Eurogeddonu, tak i tym razem dużo jest prawdy w stwierdzeniu, że "oni", czyli bankierzy mogą w "... kolejnym mitycznym 2017/2018 znowu".. "znaleźć sposobu by oddalić normalność ". To jest prawda bo świat zachodni cały czas drukuje pieniądz, który pompowany jest przez banki na giełdę. W ten sposób bankierzy są premiowani bo pożyczają niemal darmowy pieniądz (zerowe stopy), za które kupują akcje firm. To najcenniejszy sposób zarabiania bo są to dochody płacone przez firmy w postaci dywidend. Oczywiście to tylko jeden ze sposobów zarabiania na darmowym pieniądzu, których jest przecież o wiele więcej.

      Tak więc, dopóki ten, w wielkim skrócie, opisany strumieni przepływów gigantycznych kwot nie ulegnie załamaniu, dopóty ceny na rynku będą kształtowane przez łatwo dostępny kredyt.

      Znacznie więcej informacji można znaleźć na blogach finansowych, np. dwagrosze.pl lub independenttrader.pl.

      Kamil

      Usuń
    2. Niestety trzeba brać pod uwagę taka możliwość ze kolesie wspólnie beda utrzymywać wysokie ceny, dlatego w takich warunkach warto pomyśleć jak chronić kapitał prźed inflacja ale rowniez ewentualnym bankructwem. Osobiście dochodzę do wniosku ze skoro mamy znikomy wpływ na otoczenie to jedyny sposob to działanie samemu. Nie zmienimy otoczenia ale możemy zmienić swoja sytuacje. Ja nie chce emigrować, dlatego staram sie jak najwiecej uczyć tak żebym na rynku pracy był wart wiecej. Zmieniłem w tym roku raz prace zarobki 40% większe, w przelicżeniu prawie metr transakcyjny na miesiąc w wawie. Niezle ale chodzę na kolejne rozmowy i moze sie jeszcze cos uda ugrać. Jestem z it i na boku zaczynam tez robić paki na sprzedaż bo sorry ja nie widzę innej opcji. Możemy sobie pisać i sie klepać ale gimboza i kolesie z dev i polityki to symbiotyczny układ, ktory nie pozwoli sie rozbić. Zbyt duże łatwe pieniądze wchodzą tutaj w grę i zbyt wiele grup interesu jest zaangażowanych aby obecny stan utrzymać. Trzeba sie zastanowić jak znaleźć sobie inna drogę, osobiście uważam ze oszczędzanie ale własny rozwój plus moze własna firma to najlepszy kierunek. Bo niestety w 2017 moze sie okazać ze niewiele sie zmieni. Dla mnie największym paradoksalnie sukcesem mojej sytuacji jest spokojna głowa. O dziwo w porównaniu z znajomymi ja nie martwię sie kredytem nawet jakbynmnie wyrzucili z roboty mogę sobie w teorii pozwolić na 2 lata bez pracy. Oczywiście sfiksowqlbym ale sam fakt takiej możliwością sprawia ze łatwiej jest mi podjąć ryzyko zmiany pracy. To jest naprawde wielki plus, taki spokój psychiczny.

      Usuń
    3. "Dadzą się nabić" do pierwszej podwyżki stóp, czyli max przez rok - a potem? Już widać dziurę, którą zrobiła demografia, nawet w stolycy (mniej chętnych na studia, ergo - mniejszy popyt na wynajem). A to początek, dalej sytuacja będzie się rozwijała. Nie ma lokatora? To są koszty. Mniej ludzi w Wawie i więcej jeleni dało się ubrać w mieszkania? To popyt na rynku wtornym zamrze, a wynajmujących mniej, więc...koszty. Do tego wiele osób planuje wyjazd na stałe, albo właśnie zabiera rodziną do siebie i sprzedają dotychczasowe lokum.
      Generalnie - demografia zrobi to, czego na razie unikają socjotechnicznymi zabiegami developerzy i banki - najlepsze programy nie stworzą nowych klientów, jeśli ci się nie urodzili.
      Swoją drogą zastanawiam się, czy komentowana przeze mnie a wypowiedż, to nie wykwit następnej metody naganiania - straćcie nadzieję że będzie taniej i kupcie teraz , bo co wam szkodzi...

      Usuń
    4. Do "Anonimowy 3 maja 2014 08:11". Mam tak samo. Też sobie cenię spokój i komfort psychiczny. Obecnie wynajmuję, a oszczędności rosną z roku na rok coraz szybciej (też jestem z branży IT). Z roku na rok mam coraz lepszy humor. Strata pracy? To mnie zupełnie nie stresuje. Z oszczędności mogę kontynuować życie na tym samym poziomie przez następne 3 lata wynajmując, a jakbym wrócił i zamieszkał z rodzicami to 10+ lat :). Jednak ja się zastanawiam coraz poważniej nad emigracją. Ceny wynajmu i życia są niemal identyczne do np takiego Berlina, a tam stawki zarobków są o wiele wyższe... Do tego demografia sprawia, że "inwestycja" w nieruchomości to według mnie kompletne pudło, a ja nie lubię nietrafionych inwestycji. Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Marcin
      mam podobnie bo otrzymuje oferty z uk sporo, bo tam ten kraj idzie do przodu dzięki emigrantom którym się chce pracować i ciągle uczyć. Z tym że dopuszczam możliwość zmiany roboty i w tym kierunku ide żeby przejść do jakiej pracy zagranicznej sredniej wielkości firmy z oddzialem w wawie. robi się to ostatnio bardzo popularne. Coraz częściej zachodzie male i srednie firmy (poiwiedzmy max 300 pracowników na swiecie) otwiera np. swoje centra programistyczne w pl bo placac tu 10k brutto i tak jesteśmy 2 czy 3 razy tańsi niż na zachodzie. Ja obecnie pracuje w dużej corpo ale cos czuje ze szybko to się zmieni :)
      demografia to będzie gwóźdż do trumny i nie dlatego że devy przestana budowac, po prostu mieszkania po starszym pokoleniu będą rzucone na rynek czy wynajmu czy na sprzedaż a nie oszukujmy się dużo straszych osob miało wlasnosciowe mieszkania albo sami lub z pomocą dzieci wykupywalo komunalne za np. 5 czy 10% wartości...
      Odnosnie Berlina smieszne jest ze ceny mieszkan tam sa porównywalne z wawą, mam kuzyna we Frankfurcie i w centrum placi na zł 2500 za 2 pokoje i odzielnoa kuchnie w spokojnej dzielnicy (bez modłów na środku ulicy itp...) a pensja inżyniera 3000 netto eur. Da się, da się. Tylko problem jest z samą emigracją, ja lubie wawe i polske, dlatego jedyny sens widze żeby dzialac samemu bo nie ma co czekac az cos się ziści. Popieram autora i zgadzam się w pełni, ale każdy musi mieć swój włąsny plan a spadek cen to tylko bonus. To się stanie ale kiedy to ciężko określić.

      Usuń
  34. ehh ja mam tak samo jak ty.
    czekam i czekam... mam troche kasy odlozonej (z 50%), ale jak widze jak kolejna ustawa przepchana przez lobby dewelopersko-bankierskie przechodzi przez sejm to odechciewa mi sie zyc w tym kraju.
    moze lepiej nauczyc sie niemieckiego i uciekac stad.

    zastanawiam sie czy to wszytsko nie padnie tak jak w hiszpanii, czyli z dnia na dzien (w przypadku wprowadzenia katastru to calkiem mozliwe)

    mieszkam w malym miescie kolo poznania, 30tys mieszkancow... na olx jest ponad 150 mieszkan na sprzedaz, 50 na wynajem... ceny uzywanych wieksze niz nowo budowanych w stanie deweloperskim...
    dodajac do tego fakt ze wiekszosc tych uzywanych jest w "babcinym prl-owskim" stanie, gdzie trezba najpierw doprowadzic do stanu deweloperskiego, rownac sciany, zerwac boazerie, kafelki z kibla i lazienki a dopiero potem zrobic remont to czasem zastanawiam sie jak to jest mozliwe.
    czy te uzywane mieszkania jeszcze ktos kupuje ? przeciez one stoja i miesiac w miesiac generuja po 500-700zl kosztow.

    te "deweloperskie to jeszcze pewnie jakos ida, bo masa idiotow nabierze sie na nagonke serwowana w mediach:
    - "najtanszy kredyt w historii", gdzie marze poszly do gory prawie o 1 punkt procentowy
    - doplaty do mdm, gdzie wiekszosc kasy zjada bank bo oferuje gorsze warunki kredytowe.

    OdpowiedzUsuń
  35. http://finanse.wp.pl/kat,1033715,title,BTE-zostanie-ograniczony,wid,16544515,wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idą wybory - tak jak piszą tam w komentarzach.

      Usuń
  36. https://twitter.com/szaffi/status/460114542811693056

    Jak widać na rynku jeszcze sporo osób które kupują przypudrowane mieszkania. Niestety trzeba się pogodzić z sytuacją że większość osób nie potrafi liczyć i kupią wszystko byle tylko rata była mała. Stopy w długim terminie będą nadal spadać, najlepsza opcja to wynajem.

    OdpowiedzUsuń
  37. Niestety frajerów na ciągle zbyt drogie moim zdaniem mieszkania nie brakuje. A że ktoś potrafi ich naiwność, niewiedzę, potrzebę itp. umiejętnie wykorzystać to tylko na plus tego kogoś. Tym bardziej nie darzę empatią pechowo zakredytowanych bo to nie małe dzieci. Ja nie mam zamiaru nic kupować, a już tym bardziej na kredyt. Cieszę się świadomością, że nikomu takiemu kieszeni nie nabiję (zaznaczam, że nie dostałem nic w spadku i nie zanosi się na to). Mieszkania będą tanieć. Będzie to proces powolny, rozłożony na wiele lat, będzie przebiegał różnie w zależności od lokalizacji nieruchomości. Wolę wydać swoje nie lekko zarobione pieniądze na lepsze rzeczy niż kupkę cegieł. Potrzebę lokalową zaspokajam wynajmem kawalerki. Tanio i miło. Więcej mi nie potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
  38. Straszna cisza ostatnio zapadła. Tak tu na blogu jak i na portalach.

    Ale coś czuje że od poniedziałku Marek W. wraz z ekipą da nam nieco radości.
    Panie Marku czekamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę ukazał się raport REAS.
      Rynek mieszkaniowy w Polsce I kwartał 2014 r. - REAS
      http://media.reas.pl/file/mediakit/599089/aa/reas-rynek-mieszkaniowy-w-polsce-1q-2014.pdf

      Usuń
    2. Poznań - średnia cena mkw - 6444 zł i rośnie o_O
      Poza tym już prawie wszystko wykupili !

      Przepraszam czy na sali jest lekarz ? ;)

      Usuń
  39. "Te inwestycje długo będą przynosić zyski. Warto kupić taką działkę"
    http://www.hotmoney.pl/nabiezaco/Te-inwestycje-dlugo-beda-przynosic-zyski-Warto-kupic-taka-dzialke-a33840

    Hołm Broken atakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Czy moje rozumowanie jest poprawne? Najlepiej na przykładzie.
    Dochód netto rodziny to ok. 7k (1k = 1000 zł).
    ---------------------
    Scenariusz 1 - kupno mieszkania z rynku pierwotnego
    Kredyt na nowe mieszkanie z wykończeniem przy minimalnym wkładzie własnym: 500k, 30 lat.
    Rata ok. 2.5k, bez rachunków i bez czynszu.
    ---------------------
    Scenariusz 2 - wynajem troszkę mniejszego mieszkania
    ok. 2 tys w tym jest już czynsz i rachunki.
    2k - 0.4k (czynsz) - rachunki = ok. 1.5k
    ---------------------

    Przy życiu w standardzie z wydatkami (nie licząc wynajmu i kredytu mieszkaniowego) 4k na miesiąc, zostaje 7k-4k=3k. Ten wydatek 4k to jest średnia roczna i uwzględnia np. wycieczki, auto, ale i również rachunki i czynsz, natomiast kwota ta nie uwzględnia raty kredytu mieszkaniowego lub odstępnego za wynajem.

    Realizując scenariusz 1: kupno mieszkania, zostaje 3k-2.5k=0.5k. oszczędności miesięcznie. Po 15 latach mamy 0.5k*15*12=90k oszczędności, lub 108k przy uwzględnieniu % składanego dla lokaty 3%.
    Pytanie ile mamy spłaconego mieszkania, a ile spłaciliśmy kredytu?

    Realizując scenariusz 2: wynajem, zostaje 3k-1.5k=1.5k oszczędności miesięcznie. Po 15 latach mamy 1.5k*15*12=270k oszczędności lub 325k przy uwzględnieniu % składanego dla lokaty 3%.
    -------
    Załóżmy jednak, że albo zarabiamy więcej albo żyjemy innym standardem i jesteśmy w stanie dysponować na rodzinę nie 3k jak w przykładzie wyżej, a 4k miesięcznie do wydania już po uwzględnieniu wszystkich wydatków w tym czynszu i rachunków, natomiast bez raty kredytu mieszkaniowego lub odstępnego za wynajem. Co robimy?

    Realizując scenariusz 1: kupno mieszkania, zostaje 4k-2.5k=1.5k. oszczędności miesięcznie. Po 15 latach mamy 1.5k*15*12=270k oszczędności lub 325k przy uwzględnieniu % składanego dla lokaty 3%.

    Realizując scenariusz 2: wynajem, zostaje 4k-1.5k=2.5k oszczędności miesięcznie. Po 15 latach mamy 2.5k*15*12=450k oszczędności lub 542k przy uwzględnieniu % składanego dla lokaty 3%.

    Podsumowując, to są luźne obliczenia i przemyślenia. Czy na ich bazie można zbudować jakiś wartościowy artykuł lub sensowne porównanie w odniesieniu do takich tematów jak:
    - poniesione koszty wynajmu lub raty kredytu mieszkaniowego, a oszczędności, czyli kiedy wyjedziemy na swoje i ile wyszlibyśmy w tym czasie na "bankowe"?,
    - a może kredyt i tak jest bardziej opłacalny bo i tak można go wcześniej spłacić przy takich lub innych oszczędnościach?
    - myślę, że w warto uwzględnić ryzyko życia na wynajętym mieszkaniu oraz ryzyko związane z kredytem mieszkaniowym np. wzrost rat?
    - myślę, że przykładowego tematu co będzie za 15 lat nie warto w tym przypadku poruszać bo nikt tego nie wie ;-).

    Co myśli o tym autor bloga?

    Marek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej wyjechać z tego kraju. USA wynajem kawalerki w wiekszości stanów 500$, Niemcy wynajem mieszkania 2 pokojowego 500-600euro. Zarobki kilkukrotnie wyższe, a ceny jak w większym mieście w PL. Kto mądry kupuje na szczycie bańki?

      Usuń
    2. A zapomniałem: USA mediana ceny kupna domu 220.000 $ - ceny jak w PL :)

      Usuń
    3. No właśnie.Wnioski wyciągnijcie sami.
      http://otodom.pl/niemcy-mieszkanie-berlin-id6940098.html

      Usuń
    4. Wynajem przez jakiś czas i gorszych warunkach wydaje się być sensowny jeżeli za jakiś czas myślimy o kupnie mieszkania. Wówczas każdy zaoszczędzony tak 1k daje nam 2k mniej do spłaty kredytu.

      Ja to widzę tak "wariant pośredni":
      - wynajem małego mieszkania (2 pokoje ~ 40m) przez powiedzmy 7 lat na przeczekanie (w tym czasie pojawia się 2 małych dzieci które jeszcze nie mają dużych wymogów miejsca ale wkrótce zaczną je mieć, demografia nieubłaganie robi na rynku swoje i mieszkania realnie tanieją)
      - niech nam uda się zaoszczędzić te 2 k miesięcznie - 2k * 12 m-cy * 7lat = 168 tys.zł
      - teraz można myśleć o kredycie ~ 168 tys. zaoszczędzony to wkład własny
      - być może nie będzie trzeba płacić za mieszkanie 500 tys. a np 350 tys bo ceny spadną (wówczas wkład własny wyjdzie prawie 50%)
      - resztę kredytu czyli 200 tys. przy tak wyćwiczonym oszczędzaniu można spokojnie spłacić w 15 lat (rata ok 2 tys. zł czyli tyle co oszczędzaliśmy)
      - tym sposobem jesteśmy 8 lat do przodu (7 oszczędzania + 15 spłata = 22 lata)

      Oczywiście najpierw:
      - trzeba mieć taki dochód jak pisał Marek
      - trzeba nie ulegać presji że znajomi mają większe (bo żyją ponad swoje możliwości i na kredyt którego być może nie spłacą)
      - trzeba krok po kroku, z miesiąca na miesiąc realizować swój plan
      - przychodzi wypłata to od razu 2 k przelewasz a za resztę żyjesz.

      Tak ja to widzę gdybym tyle zarabiał i miał rodzinę.

      Usuń
    5. Spidi84, ale po co po 7 latach oszczędzania (po 2k ot będzie 184k uwzględniając % składany na lokacie 3%) brać kredyt np. na 200k, żeby go spłacać w 15 lat z ratą po ok. 2k, żeby w sumie płacić te 2k przez 22 lata (7 lat oszczędzania i 15 spłata), jak można zbierać 15 lat po 2k i będziesz miał 360k lub uwzględniając % składany na lokacie 3% to będzie 434k.
      Natomiast już po 13 latach odkładania masz 366k (% składany lokata 3%).

      Opcja a) 7 lat oszczędzania:
      to koszty wynajmu rzędu: 7 lat * 1.5k wynajem = 126k,
      odkładasz 184k, bierzesz kredyt na 200k, razem masz 384k
      bujasz się z kredytem przez kolejne 15 lat, po ok. 2k rata, a jakie koszty tego kredytu ponosisz? Załóżmy 100k.
      Koszty kredytu + koszty wynajmu, to jest np: 126k + 100k = 226k

      Opcja b) 13 lat oszczędzania: 13 lat * 1.5k wynajem = 234k, odkładasz 366k

      Koszty są podobne w opcji (a) i w opcji (b), różnica polega na tym, że w opcji (a) jesteś wcześniej na swoim, ale cały proces "odkładania" na to mieszkanie to 22 lata.
      W opcji (b) po 13 latach już nie musisz nic spłacać ani odkładać, ponosisz trochę większe koszty, ale na mniejszym? ryzyku...

      Opcja c: 15 lat oszczędzania, to 270k na wynajem i 434k oszczędności....
      Opcja d: 20 lat oszczędzania, to 360k na wynajem i 617k oszczędności

      Pytanie gdzie jest optimum? Po jakim czasie najlepiej wziąć kredyt, oraz wcześniejsze pytania z poprzedniego postu.

      Marek

      Usuń
    6. Jaki jest np koszt kredytu 500k na 30lat?

      Usuń
    7. Optimum jest takie na jakie pozwala nam życie. Zależy od tego ile czasu godzisz się na wynajem, jak duży $ i długi czasowo kredyt uważasz za możliwy i bezpieczny do spłaty. Te 7 lat to był taki spontaniczny przykład z argumentem rosnących dzieci. To taki okres w którym powiedzmy jesteśmy w stanie coś zaplanować, coś odkładać.

      Można odkładać i 30 lat ale pieniądze też nie przedstawiają wartości same w sobie. Nie wiadomo co się wydarzy --> hiperinflacja, kryzysy, wojny w pobliżu etc. Cokolwiek się jednak wydarzy zawsze to będzie wydarzenie przeciwko nam, zwykłym szaraczkom, a na korzyść banków (tj. na oszczędnościach będzie ciach a na kredytach wzrost raty lub gorzej).

      Przykład jaki podałem jest oczywiście założeniem na szybko. Chciałem w nim pokazać że warto odkładać aby możliwie maksymalnie skrócić czas spłaty kredytu bo właśnie na czasie spłaty (odsetkach) bank najbardziej nas skubie.
      Być może:
      - za te 7 lat uznam że warto poczekać następne 3-5 lat?
      - moje zarobki w tym czasie wzrosną na tyle że osiągnę zamierzony cel 2 lata szybciej?
      - zdarzy się coś niedobrego i trzeba będzie plany zweryfikować?

      Usuń
    8. Spidi84, masz rację tak to właśnie zaczynam to widzieć. Oszczędzanie jest ok bo daje większe możliwości - kontrolowania sytuacji, a sytuacja może zmienić się za 5, 7, 10 lat, lokalnie (zarobki itp.) jak i globalnie (gospodarka itp.). Chyba jest tak jak mówisz optimum jest indywidualne i zmienne w czasie....
      Marek

      Usuń
    9. A ja proponuje takie kalkulacje. Tu jest fajny kalkulator http://symulator-kredytowy.pl/
      Zakładamy sobie kwotę kredytu i okres.
      Np. 300000 i 30 lat i rata 1520.
      -------------------------------
      Odkładamy 10000. Pozwala to skrócić okres o aż 2 lata przy tej samej racie.
      Uzbieranie 30000 to już krócej o 6 lat. A rata ta sama.
      Uzbieranie 100000 -> 15lat kredytu po 1520
      -----------------------------------
      Także odkładamy. Mamy możliwość sterowania lokalizacją(mniejsze koszty np. dojazdów), metrażem (2 osoby starczy kawalerka,dzieci to większe) oraz łatwiej nam jest zmienić pracę na lepiej płatną. Oszczędności powiększają się o % składany częściowo rekompensując nam wynajem.Ceny sobie spadają a właściciel musi sobie remontować mieszkanie i naprawiać sprzęty.

      Usuń
    10. Fajny kalkulator, zastanawiam się jaką się powinno przyjąć - średnią - przy braniu kredytu na 30 lat.
      Wszak teraz stopa jest niska bo <3%, ale to może się zmienić.

      Marek

      Usuń
    11. Dobre narzędzie i bardziej obrazowe niż to od KNF-u.
      Tak jak pisze zeroxx - oszczędności to podstawa.

      Usuń
  41. Pozostaje pytanie po co płacić 1.5k na wynajem i oszczędzać 2k, jak można wziąć kredyt z ratą 3.5k ?

    Załóżmy 500k kredytu na 30 lat, przy oprocentowaniu 4%, z prowizją 1% to koszt kredytu ok. 362k przy stałej racie ok 2.4k.
    Czy oprocentowanie jest stałe i będzie wynosiło 4% przez cały okres kredytowania? Załóżmy, że jest ale ja go nie biorę i płacę za wynajem 1.5k i oszczędzam tylko 0.9k przez 30 lat, na procencie składanym 3% mam: 478k, a poniosłem koszty 540k za wynajem.

    Ten sam kredyt na 17 lat to rata 3.415k, a kosz kredytu to 194k.
    Oszczędzając przez 17 lat 1.915k miesięcznie na procencie składanym po 3% lokata i płacąc odstępne 1.5k, mamy 483k, a koszty wynajmu to 306k.

    Z tego co tak na szybko liczę to oszczędzanie nie jest takie złe ponieważ na koniec mamy tyle ile kosztowało kiedyś mieszkanie. Kluczową więc rzeczą jest czy lepiej za 10,15,20,30 lat mieć gotówkę czy "starsze" mieszkanie...

    Może jakieś inne przykłady, razem może uda nam się znaleźć optimum :).

    Marek

    OdpowiedzUsuń
  42. Pytanie o koszt kredytu na 500 000 zł - na 30 lat bez wkładu własnego (raty równe bo prościej liczyć)

    1. Oprocentowanie w skali roku 8% || Rata m-c = 3668,82 zł || Całość = 1 320 775 zł

    2. Oprocentowanie w skali roku 10% || Rata m-c = 4387,86 zł || Całość = 1 579 630 zł

    Dla mnie są to kwoty nieosiągalne, a drobna różnica w oprocentowaniu miażdży....

    Można samemu policzyć na podstawie: http://kalkulator.knf.gov.pl/khipot.nsf/webstart?readform

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spidi84, czy jest gdzieś wykres gdzie można sprawdzić jak zmieniało się oprocentowanie w ostaniach latach?
      Jestem ciekaw czy takie oprocentowanie może rzeczywiście wzrosnąć w perspektywie 5-10 najbliższych lat?
      Marek

      Usuń
    2. Tutaj autor bloga przedstawił wykresy odnośnie oprocentowania:
      http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2013/09/zdolnosc-zdolnosc-ach-ta-zdolnosc.html

      Gdzieś widziałem jeszcze wykres w dłuższej perspektywie ale dotyczył on chyba USA.
      Tu jest skarbnica wiedzy tylko trzeba poszperać :)

      Usuń
  43. Mając do do wyboru odkładanie czy 30 letni kredyt:
    - odkładając ratę kredytu którego nie wzięliśmy - odłożymy na to mieszkanie w 15 lat
    - odkładając ratę kredytu którego nie wzięliśmy - w 7-8 lat odłożymy na ok 50% wkład własny

    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    Ja procent składany traktuje jako rekompensatę inflacji (przy 5-10 latach nie ma on dużego wpływu, przy 30 latach owszem widać różnice ale jest to tylko magia kwot - w przypadku mieszkania raczej nikt nie będzie odkładał 30 lat)

    OdpowiedzUsuń
  44. Należy pamiętać że biorąc kredyt 30 letni przez pierwsze 10 lat spłacimy tylko 20% swojego mieszkania. To mniej więcej tyle o ile spadły ceny przez ostatnie 5 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Dlaczego ludzie godzą się płacić tak wielkie sumy ciężko zarobionych pieniądzy za mieszkania? Przecież to nie jest żadne dobro luksusowe, tylko normalna rzecz, która w dodatku generuje coraz większe koszty utrzymania i z czasem traci na wartości, a uwzględniając plany wprowadzenia w niedalekiej przyszłości podatku katastralnego, to może być wręcz gorący kartofel, a nie żaden luksus. Najwyższy czas aby ludziska wreszcie zmieniły swój sposób myślenia, przejrzały na oczy i zaczęły postrzegać pewne aktywa jako balast a nie skarb. Jak dla przeciętnego Kowalskiego coś, czego utrzymanie zabiera mu prawie połowę pensji może być dla niego wciąż atrakcyjne? Na tyle atrakcyjne, że godzi się za nie płacić majątek życia zakładając sobie pętlę kredytową na szyi na 30 lat? Przecież to jest jakiś absurd! Przy tym stanie rzeczy dewy powinny wręcz za symboliczną złotówkę rozdawać i się cieszyć, że ktoś w ogóle bierze te stosy pustaków zalanych betonem w kraju bez perspektyw i nadziei na lepsze jutro, za to z kilkuset złotowym comiesięcznym zobowiązaniem odprowadzanym do końca życia tytułem samego tylko czynszu i innych opłat eksploatacyjnych, co po kilkudziesięciu latach daje drugą cenę mieszkania. Nie mówiąc już o remontach i racie kredytu. Obłęd!

    OdpowiedzUsuń
  46. co poniektorym proponuje zapoznać Sie z pojęciami realna u nominalna wartość pieniądza. bo widzę wyliczenia na parę stron a4 które są jakimiś wypocinami oderwanymi od rzeczywistosci.

    OdpowiedzUsuń