sobota, 13 czerwca 2015

Co zrobić z kredytem we frankach? 105

Trochę ostatnio przycichła sprawa kredytów frankowych (chociaż chłopaki nadal dzielnie protestują to tu, to tam), jednak nie zmienia to faktu, że pozostanie ona z nami jeszcze przez długi czas (na pewno rzecz pojawi się przy okazji kolejnej kampanii wyborczej, która już się właściwie rozpoczęła). 

Dostaliśmy list od czytelnika z pytaniem, co zrobić z kredytem frankowym, zaciągniętym na tzw. "górce", czyli w latach 2007-2008. Często dywagujemy o tym, że kupno mieszkania w szczycie bańki to był słaby pomysł (mimo że nieruchomości nigdy nie tanieją ;) a "kupno na kredyt frankowy" to był pomysł jeszcze gorszy. Jakby jednak nie było, jakieś 540 tys. osób jest aktualnie "posiadaczami" kredytu we frankach - znakomita większość z nich zaciągnęła go przy bardzo niekorzystnym kursie (< 2.50 PLN za CHF), bardzo duża część także przy niekorzystnej cenie mieszkania. No i coś z tym fantem trzeba zrobić. Dziś przyjrzymy się praktycznemu przykładowi kredytu frankowego i zobaczymy, co byśmy z nim aktualnie zrobili, gdybyśmy byli jego (nie)szczęśliwymi "posiadaczami".

Michał opisał nam swoją sytuację i kredyt bardzo dokładnie, więc na początek podstawowe fakty:

"Wziąłem kredyt około 2007 czyli na górce. Obecnie mieszkanie jest wynajmowane (znajomym pracującym).

Trochę danych:
a) kredyt w BOŚ z marżą 1,56%, wysokość kredytu: 255 tys. PLN, wkład własny: 10 tys. PLN.
b) liczba rat do spłacenia 263 (około 23 lata), aktualna rata to 368 CHF (1470 PLN) - spadek względem maja z 411 CHF (1650 PLN, wpływ ujemnego LIBORu)
c) kapitał do spłacenia: 91 tys. CHF (364 tys. PLN)
d) mieszkanie 42m2, dwa osobne pokoje w mieście Kraków. Cena zakupu: 265 tys. PLN. Dodatkowe koszty: 10 tys. PLN przy wypłacie ostatniej transzy kredytu (wynik wzrostu kursu) oraz koszt wykończenia mieszkania
e) jego głównym atutem jest bliskość i dobry dojazd do centrum (10min), liczny transport, bliskość nowych biurowców korporacji, piękna lokalizacja nad dużym stawem, widok z okna jak na wakacjach 
f) szacunkowa kwota po której sprzedałbym to około 270-285 tys. PLN
g) brak własnego miejsca parkingowego w podziemiach, miejsca pod blokiem
h) blok ogrodzony, dzielnica rozwijająca się
i) mieszkanie jest wynajmowane znajomym, dzięki czemu jest pełne "obłożenie" - "zysk na czysto" 1000 PLN miesięcznie.

Znalazłem informacje że średnie stopy w Szwajcarii za ostatnie 15 lat to ok. 1,65% a najwyższe skokowo 2,7%."

A teraz nasza odpowiedź:

"Na pewno nie jest tak, że bez większego zastanowienia doradzalibyśmy pozbyć się mieszkania. Ale może po kolei.

a) kredyt w BOŚ z marżą 1,56%.

Marża całkiem niezła, chociaż jak na standardy frankowe to bywały lepsze (z tym, że bardziej w 2008 roku niż 2007). Tak, czy inaczej, w tej chwili bardzo trudna do uzyskania (jeśli w ogóle możliwa). Do tego czas zaciągnięcia kredytu też nie taki zupełnie najgorszy - kredyt wzięty o rok później byłby znacznie "gorszy" (niższy kurs franka). Początkowe LTV wysokie (ponad 95%), ale to jeszcze nie tragedia, bo bywały przecież i 130%.

b) liczba rat do spłacenia 263 (około 23 lata), aktualna rata: 368 CHF.

23 lata - sporo jeszcze spłacania zostało, więc sprawa mieszkania/kredytu stanowi i stanowić będzie jeszcze długo realne zagrożenie.
Ujemne stopy to ewenement, jednak dla kredytobiorców całkiem przyjemny - dziwi nas tylko wielkie halo, jakie robią z tego banki. Skoro w umowie jest napisane LIBOR+marża, to dlaczego uwzględnienie ujemnego LIBORu jest przedstawiane w mediach głównego nurtu jako wielka "łaska" banków względem kredytobiorców?

c) kapitał do spłacenia: 91 tys CHF.

Sporo, ale, jak już pisaliśmy, mogło być jeszcze gorzej, gdybyś zaciągnął kredyt  rok później.

d) mieszkanie 42m kwa. w tym dwa osobne pokoje w mieście Kraków.

Dwa osobne pokoje to wg nas zdecydowanie lepsza opcja niż pokój plus salono-kuchnia (zwłaszcza, jak się chce mieszkanie wynajmować).

e) jego głównym atutem jest bliskość i dobry dojazd do centrum

Chciałoby się zażartować za Bartkiem T., że dobre lokalizacje nigdy nie tanieją... ale, po pierwsze, my tu na poważnie, a po drugie, na pewno wiesz, że to nieprawda.

f) szacunkowa kwota po której sprzedałbym to około 270-285 tys.

Tu jest pytanie, jak ustaliłeś potencjalną wartość tego mieszkania (bo w zależności od podejścia - optymistycznego/pesymistycznego - może tu być spora rozbieżność). Zakładamy jednak, że szacunek jest prawidłowy.

g) brak własnego miejsca parkingowego w podziemiach.

To raczej nie jest specjalna wada - zwłaszcza, jak mieszkanie wynajmujesz. Wynajmujący (przynajmniej te małe mieszkania) najczęściej nie mają samochodu (bo oszczędzają na mieszkanie?) lub mają taki, który i tak często parkuje pod blokiem.

h) blok ogrodzony, dzielnica rozwijająca się

Okolica nie ma wg nas specjalnego znaczenia na przyszłość, bo już teraz ma odzwierciedlenie w cenie (zakładamy, że w pobliżu nie powstanie żadne metro, czy inny "przełomowy", niekoniecznie pozytywny, element infrastruktury).
Poza tym, Kraków jest nam zupełnie obcy :) Byliśmy tam chyba tylko 2 razy, przejazdem (w drodze do Zakopanego i z powrotem ;) Widok z okna rzeczywiście jest fajny (zwłaszcza, jak na dzisiejsze standardy maksymalizacji PUM), ale obstawiamy, że "wartość" okolicy jest już w cenie mieszkania. Ponieważ nie jesteśmy zwolennikami tezy, że "dobre lokalizacje utrzymają wartość, albo przynajmniej mniej spadną", to kwestia atrakcyjności okolicy nie ma w naszych rozważaniach znaczenia (o ile, jak pisaliśmy, ta okolica nie ma w planach mocno się zmienić). Naszym zdaniem ceny rosną/spadają proporcjonalnie i dobre/złe miejsca rosną/spadają procentowo mniej więcej o tyle samo. Zresztą... to chyba nawet widać trochę w Twoim przypadku. Skoro mieszkanie kosztowało 265 tys. i pewnie dołożyłeś na wykończenie do 300, a teraz cena wynosi 10% mniej, to jest to mniej więcej tyle, ile, średnio rzecz biorąc, spadły ceny (transakcyjne) w Krakowie od tamtego czasu.
i) mieszkanie jest wynajmowane znajomym.

Wynajmowanie mieszkania znajomej osobie zawsze uważaliśmy za bardzo dobre posunięcie - obie strony odnoszą z tego korzyść. Najemca często płaci mniej, a wynajmujący jest w pełni bezpieczny, co nawet trudno przeliczyć na pieniądze (do tego dochodzi jeszcze wspomniana przez Ciebie stabilność sytuacji w postaci pełnego "obłożenia").

A teraz może nieco szerzej... z tymi stopami w Szwajcarii, to hmm... spójrz na wykres, który już kiedyś prezentowaliśmy:


Na początku lat 90-tych LIBOR CHF był nawet w okolicach 10%. Warto patrzeć też na dane z USA:

Obstawialibyśmy, że stopy nie mają żadnego ograniczenia (kiedyś nam się zdawało, że mają ograniczenie z dołu i to jest 0%, ale jak widać, to nie była prawda ;)

Na początek uwagi strategiczne. Czy wzrosną stopy (i jak bardzo), tego nie wiadomo, ale FED zapowiada pierwsze podwyżki w tym roku, docelowo ma to być około 4% w roku 2017+ (czyli taka amerykańska "norma"). W Szwajcarii będzie pewnie podobnie (trochę mniej), bo to są podobne rynki (mimo że w Szwajcarii jest w tej chwili większa bańka). Szwajcarzy już raz przejechali się na tego typu bańce (końcówka lat 80-tych) - pewnie dobrze wiedzą, czym grozi zbyt długi okres ultra niskich stóp, więc mogą na to zareagować bardzo zdecydowanie (tak, jak to zrobili z powiązaniem franka do euro). To są wszystko jednak przypuszczenia... dużo więcej można chyba powiedzieć o kursie franka. W naszej ocenie nie ma żadnych szans, żeby on zauważalnie (a nawet jakkolwiek) spadł w dłuższej perspektywie względem PLN. Nasz kraj niestety na poważnie zmierza do bankructwa (demografia rozsadzi ZUS), a kolejne (w praktyce te same) ekipy rządzące tylko nas w tym przekonaniu utwierdzają. Jeśli by chcieć liczyć, że uda się odrobić stratę na kursie franka, to my byśmy na to nie liczyli - już prędzej powtórzymy schemat rodem z Rosji/Ukrainy, czyli gwałtowne załamanie kursu naszej waluty po wystąpieniu problemów budżetowych (pamiętajmy, że PLN znaczy coś jedynie w Polsce - w skali globu, a nawet kontynentu, to jest zwyczajnie waluta śmieciowa). 

Optymistycznie nie nastraja wykres CHF/PLN w długiej perspektywie:


Mamy tu pięknie widoczne efekty hiperinflacji z końca lat 80-tych, ale nawet i bez tego (od początku lat 90-tych), sprawa wygląda co najmniej słabo. Ostatnie 15 lat to już trochę lepszy obraz, ale nadal nie jest on optymistyczny:


Co gorsza, frank szwajcarski jest "mocną" waluta nie tylko na tle naszej śmieciowej złotówki, bo wykres względem dolara wygląda tak:


W ciągu 30 lat spadek wartości w sumie całkiem "silnej" waluty, jaką jest USD, wyniósł mniej więcej 2/3 (czyli frank podrożał względem dolara 3-krotnie!).
Patrząc na to wszystko naprawdę trudno się spodziewać, żeby kurs CHF miał kiedyś jakoś poważnie spaść (a pamiętajmy, że aby nadrobić aktualne "straty", musiałby stracić połowę swojej wartości względem PLN).

Cena mieszkania - nasze zdanie na ten temat znasz. Na razie, póki kredyt jest super "tani", spadki się zatrzymały (znaczny udział ma w tym Rns/Mdm i to, że wielu właścicieli nie ma, w przeciwieństwie do Ciebie, żadnej wiedzy o rynku i nawet się tym nie interesuje). Jak tylko stopy wzrosną (to nawet nie musi być jakiś spektakularny wzrost), akcja kredytowa jeszcze spadnie, a w telewizji zaczną trąbić o nabitych w tanie kredyty (tak, jak to aktualnie jest o frankach). Zaczną się niespłacane kredyty i licytacje na większą skalę, sprawa nabierze medialnego rozgłosu i wtedy spadki przyspieszą. W perspektywie czasu trwania Twojego kredytu wydaje się to być nieuniknione.
Szybciej zaczną spadać ceny najmu, bo liczba studentów dramatycznie spada (wynik demografii) - na tym rynku liczą się 20-, max 30-latkowie i w tych rocznikach widać już solidne spadki liczebności. To się przełoży na rynek najmu i warto to uwzględnić, skoro Ty mieszkanie wynajmujesz.

Podsumowując w tym miejscu... są 4 podstawowe kwestie, z których właściwie wszystkie grają na Twoją "niekorzyść" (potem będzie o 2, która mogą być dla Ciebie korzystne):
1. Stopy procentowe - są już super nisko. Trudno powiedzieć, czy mogą być jeszcze niżej (nic na to nie wskazuje), za to mają spory potencjał wzrostowy.
2. Kurs franka - jest "niekorzystny", ale w naszej ocenie może być już tylko "bardziej niekorzystny".
3. Cena mieszkania - abstrakcyjne ceny niewiele spadły, a one kiedyś muszą spaść do normalnych poziomów (jeśli czytałeś więcej wpisów, to wiesz, o co nam chodzi - relacja ceny do zarobków, kosztów budowy, ceny najmu + w Polsce "niekorzystny" bonus demograficzny).
4. Cena najmu - najem dla przeciętnego Polaka jest bardzo drogi, a dla właściciela (zwłaszcza mieszkania kupionego w szczycie bumu) to też żaden interes. Pechowo, najemcom się raczej poprawi, a właścicielowi, siłą rzeczy, się pogorszy.

Z rzeczy, które mogą być na Twoją korzyść:
1. Przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia - wątpimy, żeby taki pomysł kiedykolwiek przeszedł (bo oznacza ogromne straty banków), ale jednak zapowiadał coś takiego prezydent elekt ;) Kredyty i tak zostaną przewalutowane, ale raczej nie w tej formie... jakby jednak nie było, nie będzie to po aktualnym kursie, bo który z kredytobiorców by na to poszedł? Dlatego warto pamiętać, że ktoś (podatnicy? banki?) w końcu takim kredytobiorcom "pomoże".
2. Wysoka inflacja - mogłaby potencjalnie "uratować" ceny mieszkań, ale tylko wtedy, kiedy byłaby znacznie wyższa niż stopy procentowe (do tego stopy musiałyby tylko minimalnie wzrosnąć, bo jak wzrosną nawet mniej niż inflacja, ale zauważalnie, to i tak kredytobiorcy będą załatwieni). No i najpewniej takie zjawisko najpierw sprowadziłoby ceny w dół, żeby je ewentualnie potem szybko podnieść z powrotem (oczywiście tylko w ujęciu nominalnym, bo w relacji do dochodów to wydaje się być niemożliwe).

Co w takim razie powinieneś zrobić z mieszkaniem? Hmm... łatwo się to wszystko pisze, kiedy rzecz jest dosyć "teoretyczna", a przy okazji "optymistyczna" (z punktu widzenia potencjalnych kupujących). Gdybyśmy mieli takie mieszkanie, to... nigdy się nad tym poważnie nie zastanawialiśmy, bo od kiedy zaczęliśmy się interesować tą tematyką (początki 2008), kupno i kredyt zawsze nas odrzucały.
To jest trochę kwestia Twojej zamożności - jeśli dla Ciebie strata na poziomie 80-100 tys. PLN (plus to, co spłaciłeś, minus to, co zarobiłeś na wynajmie) to nie jest jakiś wielki problem, można by po prosty "wyjść z inwestycji", ograniczając straty. Jeśli to jest problem, to gorzej... bo ten problem może się jeszcze znacznie powiększyć. To jest tak naprawdę problem psychologiczny - jak się patrzy z boku, to siła argumentów za pozbyciem się mieszkania jest w znacznej przewadze. Ale jak się ma stracić spore pieniądze (i poniekąd przyznać się do "błędu"), to rzecz ma się zgoła inaczej. Jak sprzedasz, przypieczętujesz stratę - jak nie sprzedasz, to możesz mieć nadzieję, że to, co napisaliśmy, się nie wydarzy, a będzie jakoś inaczej (może upadek całego systemu finansowego i ogólne umorzenie długu? Chociaż to tak naprawdę miałoby dla wszystkich dużo gorsze konsekwencje niż jakaś tam strata na kredycie).

Na pewno odradzalibyśmy przewalutowanie w tej chwili na PLN - nie dość, że z miejsca zafiksujesz stratę, to jeszcze rata Ci sporo wzrośnie. Póki stopy w Szwajcarii są ujemne, a złotówka nie spada/frank nie rośnie (co miał wzrosnąć po zerwaniu pegu do euro, to już wzrósł), to trzeba korzystać z kredytu, który jest oprocentowany w Twoim przypadku gdzieś w okolicach 0.5%. Dopóki nie będzie większych ruchów na stopach, dopóty niewiele się zmieni (w kursach walut i w cenach mieszkań). Do tego momentu radzilibyśmy niczego nie robić, tylko korzystać z "darmowego" kredytu (niespecjalnie też warto cokolwiek nadpłacać... lepiej "rezerwę" wrzucić nawet na lokatę 2+ procent). Jak Polska zacznie mieć kłopoty, to trudno będzie to przegapić (poza tym kurs PLN nie spadnie z dnia na dzień).
Podsumowując... trudno nam coś jednoznacznie doradzić, bo podstawa takiego "doradztwa" to nasze próby przewidywania przyszłości, które mogą okazać się mocno nietrafione (mimo że wyglądają sensownie). Patrząc możliwie obiektywnie... na razie byśmy nic nie robili (cena mieszkania specjalnie nie spada, ktoś je od Ciebie wynajmuje po rozsądnej cenie, kredyt jest darmowy i się już teraz zmniejsza, a nie zwiększa - zawirowanie kursu po wyborach prezydenckich było raczej chwilowe). Poczekalibyśmy do momentu, aż stopy na poważnie zaczną rosnąć (między wzrostem stóp w USA/Szwajcarii a przełożeniem tego na polskie stopy i polski rynek mieszkaniowy, minie tyle czasu, że na pewno zdążysz podjąć decyzję na spokojnie). Może do tego czasu uda się też wymusić na bankach jakąś formę przewalutowania, która pozwoli zmniejszyć Twoją stratę (miejmy nadzieję, że nie kosztem podatników ;)
Ufamy, że odrobinę Ci pomogliśmy i że niczego nie doradziliśmy, bo nie chcielibyśmy brać odpowiedzialności za poważne decyzje, mając za argumenty tylko swoje przypuszczenia."

Opisany powyżej przypadek to kredyt poniekąd "inwestycyjny" - gorzej mają ci, którzy w swoim "frankowym" mieszkaniu mieszkają. Pół biedy, jeśli mają możliwości finansowe, aby kredy spłacić w dowolnym momencie (co się pewnie zdarza raczej rzadko) - wtedy mogą po prostu zrobić to w momencie, w którym "inwestorowi" sugerujemy sprzedaż mieszkania. Nadpłacanie kredytu w tym momencie jest zupełnie pozbawione sensu - kredyt jest praktycznie darmowy (ujemny LIBOR + z reguły bardzo niska marża), a kurs franka stabilny. Jeśli ktoś ma nadwyżkę finansową, to lepiej ją zainwestować w cokolwiek, co przynosi jakieś zyski (jak ktoś ufa bankom, to może być nawet zwykła lokata). Dopóki kredyt frankowy jest oprocentowany prawie na 0, a kwota do spłaty nie rośnie, dopóty posiadacz takiego kredytu oraz nadwyżki finansowej jest w całkiem komfortowej sytuacji.
Jeśli ktoś jednak nie może spłacić kredytu frankowego za "własne" mieszkanie (a patrząc na dane KNF takich osób jest przytłaczająca większość), to ma niestety spory problem. Opisane perspektywy dla kursu franka w dłuższej perspektywie zdecydowanie nie nastrajają optymistycznie. Podobnie jest z perspektywą wysokości stóp procentowych. Do tego jeszcze "planowane" spadki cen mieszkań, a więc i wartości zabezpieczenia.

Co można więc zrobić w takim układzie? Hmm... można np. skorzystać z możliwości "przeprowadzki z frankiem", którą zaczął niedawno lansować ZBP jako panaceum na sytuację tych, którzy chcieliby się przeprowadzić do większego mieszkania, ale nie mogą się "pozbyć" aktualnego, bo wysokość kredytu przekracza wartość mieszkania (LTV > 100%). Jak każdy bankowy pomysł "pomocy" klientom, ten także wydaje się być z miejsca podejrzany (pamiętajmy, że dotychczasowe propozycje pomocy składane przez banki miały w głównej mierze zabezpieczyć interes właśnie banków). Z punktu widzenia banku, to wręcz dziwnym jest, że tego rodzaju propozycja pojawia się dopiero teraz. W końcu przeniesienie kredytu na droższe mieszkanie jest dla banku korzystne, bo poprawia się zabezpieczenie (miejsce tańszego mieszkania zajmuje droższe, czyli spada LTV). Efekt jest taki, że w razie problemów ze spłatą łatwiej jest klienta zwindykować (nie to, żeby miało to jakieś wielkie praktyczne znaczenie, wszak klient i tak odpowiada całym swoim majątkiem, jednak dużo łatwiej jest odzyskać kredyt z licytacji mieszkania niż ścigać klienta za pomocą komornika, czy sprzedawać kredyt z odpowiednim dyskontem jakiemuś Krukowi). Sprawa nabiera jeszcze większego znaczenia po stwierdzeniu niekonstytucyjności BTE - bankom będzie teraz trudniej ścigać klientów. Jeśli doda się do tego ustawę o upadłości konsumenckiej, to z punktu widzenia banku o wiele lepiej jest, kiedy zabezpieczenie kredytu jest wyższe - chociażby dlatego, że klientowi jest zwyczajnie "bardziej smutno", kiedy musi pozbyć się swojego droższego mieszkania (zamiast tańszego) i pomysły o ewentualnym bankructwie przychodzą mu na myśl z większym wysiłkiem.

Natomiast dla klienta tego rodzaju zamiana nie jest już taka korzystna. Samo przeniesienie kredytu nie byłoby złe, tylko oczywiście nie o to w tym pomyśle chodzi - wszak nie da się po prostu przenieść kredytu z tańszego mieszkania na droższe - żeby tego dokonać, trzeba przecież "kupić" to droższe i sprzedać tańsze, czyli dołożyć do biznesu kolejne pieniądze. Pieniądze te mogą się okazać stracone, jeśli za jakiś czas okaże się, że nasz frankowy kredyt jest jednak niespłacalny wskutek wzrostu kursu franka lub wzrostu stóp procentowych w Szwajcarii. Jeśli tego rodzaju sytuacja zdarzy się na tańszym mieszkaniu, to można mieć nadzieję, że do tego czasu wejdzie w życie ograniczenie roszczeń kredytowych maksymalnie do wysokości wartości mieszkania. Ewentualnie można spróbować zbankrutować, zawczasu "trwoniąc" nadwyżki na jakieś rozdawnictwo dla rodziny itd. ;) Możliwości jest kilka, a najgorszą wydaje się być "angażowanie" w kredyt frankowy jeszcze większej ilości pieniędzy. Pamiętajmy, że, jeśli bank coś proponuje, to jest to dla niego korzystne. A jeśli coś jest korzystne dla banku, to prawie na pewno będzie niekorzystne dla klienta.

Niestety najliczniejsza grupa frankowców to ta, która mieszka w zakredytowanym mieszkaniu i zasadniczo nie ma nadwyżek finansowych. W takim przypadku pozostaje jedynie liczyć na jakąś formę pomocy/przewalutowania od podatników (od banków dobrowolnej pomocy byśmy się nie spodziewali) i mieć nadzieję, że nastąpi ona zanim Szwajcarzy podniosą stopy procentowe. Problem polega na tym, że aby taka "pomoc" się pojawiła, najpierw muszą pojawić się poważne problemy w spłacie i sprawa znowu musi nabrać charakteru medialnego. Tym, którzy będą "forpocztą" tych problemów, nic to już niestety nie pomoże.

Podsumowując... jeśli ktoś "zainwestował" w mieszkanie z wykorzystaniem kredytu frankowego, to na razie niespecjalnie warto cokolwiek robić. Kredyt jest praktycznie darmowy, kurs się ustabilizował, mieszkanie się pewnie wynajmuje, więc dramatu nie ma (poza tym, co już się na całym zamieszaniu straciło). Z inwestycji warto wyjść dopiero wtedy, kiedy warunki "zewnętrzne" się zmienią. Jeśli wzrosną stopy, co pociągnie za sobą być może także umocnienie franka, to trzeba będzie reagować szybko - spróbować sprzedać mieszkanie i spłacić kredyt. Poniesie się straty, ale z czasem te straty byłyby coraz większe.
Jeśli ktoś mieszka w zakredytowanym mieszkaniu i ma wystarczające nadwyżki finansowe, to sytuacja jest dokładnie taka sama - na razie nawet trzymanie pieniędzy na lokacie w PLN jest korzystniejsze niż nadpłacanie kredytu w CHF.
Jeśli natomiast ktoś mieszka w zakredytowanym mieszkaniu i nie ma nadziei na wcześniejszą spłatę, to... pozostaje mu chyba tylko głosowanie na "Nowoczesną PO", której szef, Ryszard Petru, w 2009 roku mówił tak (frank był wtedy po 2.90):

"Jeżeli nie będzie jakiejś mega katastrofy, typu upadek Ukrainy, to jest duża szansa, że poziomu 3,20 zł za franka już nie zobaczymy."

No i poniekąd miał rację ;) W końcu franka po 3,20 raczej już nie uświadczymy... ;)

105 komentarzy:

  1. Kiedy zaczną się pojawić jakieś częstsze wpisy? Czyżby dalej echa przeprowadzki, czy nie ma o czym pisać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imho nie ma o czym pisać :-) . Jest tak jak tu:
      http://www.xdpedia.com/upload/images/jest_chujowo_ale_stabilnie_2014-03-23_22-17-09_middle.gif

      Generalnie spadek będzie się pewnie rozciągał na lata, ludzie będą kupować bo chcą mieć swoje, rząd będzie tworzył debilne programy wspomagające i tak sobie to będzie trwało.

      Usuń
    2. W najbliższym czasie wszystko zależy od jednej rzeczy - STÓP %.
      To, że wzrosną jest pewne, pytania:
      1. Od kiedy?
      2. W jakim tempie?

      "Generalnie spadek będzie się pewnie rozciągał na lata" - jeżeli stopy % będziemy podnosić malutkimi skokami to może i tak.
      "ludzie będą kupować bo chcą mieć swoje" - ludzi ubywa, a ci co wchodzą na rynek kupna mają bardzo niskie dochody, przy najniższych stopach % w historii; wzrost stóp % odcina masy ludzi od "swojego" bez względu na to, jak bardzo to "swoje" chcą mieć.
      "rząd będzie tworzył debilne programy wspomagające..." - programy są debilne zgadza się, ale teraz rząd - który? jaki?, chyba nikt nie jest w stanie przewidzieć co durnego tym razem może powstać, jak jeden "użytkownik FB" może narobić takiego rabanu, co dziwnym zbiegiem okoliczności przełożyło się na nagłą radykalną zmianę podejścia do wspierania kupna mieszkań w MdM.

      Usuń
    3. Ta pewność w jakiś znaczący wzrost stóp mi już przeszła :-) . Czas pokaże.

      Usuń
    4. @Marian "Ta pewność w jakiś znaczący wzrost stóp mi już przeszła"

      Japończycy też wzrostu stóp nie mieli, a problemy z walutą i emigracją mają chyba mniejsze niż my i spadek mają co najmniej "dobry".

      @Marian "Imho nie ma o czym pisać :-)"

      Jasne, jasne :) Autor bloga całkiem jeszcze niedawno wspominał o wielu tematach, które czekają, miał też rozwinąć temat super sprzedaży deweloperów (o ile mnie pamięć nie myli).

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. "Czas pokaże" - zgadza się, ale po różnych komentarzach widać, że "coś jest na rzeczy" i wzrost stóp % może nadejść zdecydowanie wcześniej, niż później, drugi aspekt to właśnie definicja "znaczący", czy to będą podwyżki rozłożone w czasie, czy następujące po sobie w pewnych, ale krótkich odstępach, a może wariant turecki?
    Nie można z całą pewnością wykluczyć żadnej opcji...

    OdpowiedzUsuń
  3. Drodzy koledzy, znamy trendy i moze warto postawic na scenariusz zmian na rynku, nie tylko nieruchomosci :)
    Moje pomysly sa takie:
    - zakup CHF
    - inwestycja w spolki windykacyjne

    Czy macie jeszcze jakies pomysly w co zagrac w perspektywie aby zyskac chociazby na demografii?

    OdpowiedzUsuń
  4. Spłacać i zostawić tak jak jest. Stopy Franka nie wzrosną, bo nikt nie chce już pożyczać we Franku, zatem i finansowanie ciułaczy (frankowych) jest raczej mocno ograniczone. Ewentualnie wyjechać do Szwajcarii, zarobić Franki i spłacić. Przewalutowanie wg mnie nie ma najmniejszego sensu.

    OdpowiedzUsuń
  5. zenujace prognozy, przytocze tylko stara zasade. Kupujemy w doklach a sprzedajemy na gorce.
    A co teraz mamy na franku? gorke, a co autor bloga prognozuje? ze franek juz nie spadnie :)
    Zenada, kazdy srednio doswiadcozny inwestor ci powie, ze skoro potencjal wzrosu franka wyhamowal, a jestesmy na szczytach, to czego powinnismy sie spodziewac??? odpowiedz sobie sam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodze sie ze prognozy sa zenujace. Przeciez autor podal kilka faktow z ktorymi mozna dyskutowac.
      Przede wszystkim mamy na CHF trend rosnacy - niby dlaczego teraz mialby byc koniec wzrostow?
      Zobacz taka spolke jak JSW, co jakis czas nowy dolek, czy nie powinno sie teraz kupowac wg srednio doswiadczonego inwestora? :)
      Inny przyklad spolka LPP - przez ile lat moglo wydawac sie ze jest drogo? od 50 zl do 10k zl ;)
      Dla mnie trend jest wazniejszy. Natomiast to o czym piszesz czyli tanio-drogo to tylko kwestia kiedy kupie akcje/walute. Trend jest decydujacy - w przypadku franka od 2008 rosnie ...

      Wystarczy zwykla niepewnosc na rynkach zeby frank rosl i ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny - walkowne od paru lat.

      Poza tym niskie stopy procentowe w Szwajcarii moga powodowac powstawanie banki na nieruchomosciach.
      SNB moze zostac zmuszone do podwyzki stop co przelozy sie na raty.

      W szoku jestem, ze ktos dal 265k za 42m2, czyli 6.3k/m2 w Krakowie.
      Zdaje sie BDX buduje w Krakowie za ~4.5k/m2. Moze inna lokalizacja ale chyba nie na tyle roznica sie aby placic 2k/m2 :)
      Sprawdzilem ostatnio ceny dla W-wy i na rynku pierwotnym za ~6.5k/m2 mozna znalezc sporo ofert.
      To tylko pokazuje jak wysokie byly ceny...

      Co ciekawe na rynku wtornym np. dla Pragi Poludnie sa oferty po 5.5k/m2 przy metrazach ~70m2(mniejszych nie sprawdzalem).
      Jak do tego dodadza MDM to bedzie realna konkurencja dla rynku pierwotnego.

      Usuń
    2. "Natomiast to o czym piszesz czyli tanio-drogo to tylko kwestia kiedy kupie akcje/walute."

      no a frank to co? ziemniaki?

      W Szwajcarji jest coraz wiecej problemow w zwiazku z za drogim frankiem!
      Jesli tylko stany zaczna podwyzszac stopy inwestorzy spowoduja lawinowe oslabienie sie franka
      i dopiero wtedy szwajcarzy zaczna podwyzszac stopy, ale tylko wtedy jak skala oslabienia franka bedzie znaczna.
      Banka na kredytach w zwiazku z niskimi stopami to mit. Wystarczy popatrzyc czy w polsce mamy bum na kredytach hipotecznych czy konsumpcyjnych majac najnizsze stopy w histori. Marże bankow zszeraja wszystko, cala atrakcyjnosc niskich stop!
      Frank juz nie rosnie, pozostalo mu tylko spadac w obliczu tego co sie dzieje w usa i w samej Szwajcari.
      I to widac dokladnie na wykresie, szczyt juz byl, teraz bedziemy tylko spadac

      Usuń
    3. Trader21 już opisywał dosyć obszernie całą ta sytuacje.
      http://independenttrader.pl/315,kredyt_frankowy_-_splacac_czy_przewalutowywac.html

      Usuń
    4. @Crazy Martin

      "Wystarczy popatrzyc czy w polsce mamy bum na kredytach hipotecznych czy konsumpcyjnych majac najnizsze stopy w histori."

      Temu tematowi był poświęcony osobny wpis na blogu i argumenty czemu nie ma (obecnie, w Polsce) bańki pomimo niskich stóp były przedstawione. Tak samo jak był pokazany wykres oprocentowania i liczby zaciąganych kredytów, które silnie od siebie zależały. Inna sprawa, że przedmówca pisał o niskich stopach w Szwajcarii i o bańce też w Szwajcarii.

      Co do franka, to też średnio wróżę mu spadek (przynajmniej względem złotego), a nawet jak spadnie o 20%, to ilu to uratuje? Bankruci pewnie dalej zbankrutują, tyle że później, ledwo dychający dalej będą ledwo dychać, spłacający będą spłacać, a ci bez kredytu we frankach dalej będą bez kredytu we frankach. Może tylko rząd odwali się od pomocy kosztem podatnika.

      "Marże bankow zszeraja wszystko, cala atrakcyjnosc niskich stop!"

      Następny Kolumb. O "zszeraniu" (zwanym przeze mnie zżeraniem) też każdy tutaj wie (przynajmniej ten kto myśli). Ciekawe to dopiero będzie po podwyżkach stóp (a w sumie tuż przed nimi). Marża kredytu będzie wtedy taka sama jak teraz, a w okresie kredytowania średnie oprocentowanie np. 4p.p. wyższe. I choć nie lubię popcornu, to chyba na taki spektakl się w niego zaopatrzę.

      Usuń
    5. 6,3 k/m2 to wcale nie byla taka droga oferta.
      W tej chwili wcale nie jest taniej - sprawdź oferty deweloperów.
      Nowe Czyzyny Budimexu oferuja co prawda 4300 zl /m2 ale tylko na mieszkania 60m2 . na wieksze i mniejsze ceny juz sa wyzsze i kupujesz dziure w ziemi - odbiór mieszkania za dwa lata
      Obecnie na wynajmie mieszkania 2-pokojowego zarabiasz okolo 15 000 zł na czysto rocznie ..co daje przez dwa lata zysk na poziomie 30 000 zł . Poza tym sprawdz dokladnie co BMX buduje - to duza liczba wiezowców na malej powierzchni w stosunkowo taniej okolicy...
      W tej chwili nie znajdziesz w Krakowie mieszkania 1-2 pokojowego na rynku pierwotnym dostepnego od reki w dobrej lokalizacji. Rynek wyraźnie odbil i zakladam ze przez nastepny rok/dwa nic sie nie zmieni
      ---------------------------------------
      "W szoku jestem, ze ktos dal 265k za 42m2, czyli 6.3k/m2 w Krakowie.
      Zdaje sie BDX buduje w Krakowie za ~4.5k/m2. Moze inna lokalizacja ale chyba nie na tyle roznica sie aby placic 2k/m2 :)
      Sprawdzilem ostatnio ceny dla W-wy i na rynku pierwotnym za ~6.5k/m2 mozna znalezc sporo ofert.
      To tylko pokazuje jak wysokie byly ceny..."

      Usuń
  6. Przecież to co powiedział Petru jest jak najbardziej logiczne "Jeśli nie upadnie Ukraina, to frank nie osiągnie 3,20zł" - a skoro Ukraina upadła, to z fałszu może już wynikać wszystko, zatem i drogi frank.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Crazy Martin
    "I to widac dokladnie na wykresie, szczyt juz byl, teraz bedziemy tylko spadac"
    No to z taka wiedza, mozesz spokojnie sprzedac krotko franki i mieszkanie masz gratis :)
    Problem w tym, ze wiekszosc rzuca swoje prognozy i nie stawia kasy na to w co niby wierzy ..
    Ja co prawda nie kupilem CHF jeszcze, kupuje akcje spolek sprzatajacy po zyciu ponad stan ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obroty windykatorów rosną jak kiedyś u deweloperów, w którymś momencie może to się przełożyć na gwałtowny wzrost na giełdzie, ale w przeciwieństwie do "sukcesu" deweloperów któremu towarzyszyła euforia wzrostu gospodarczego, rynku pracy - pracownika, przeświadczenia, że stać nas na wszystko, a to że przy okazji zaciągane są potężne kredyty na przeszacowane często o 100% mieszkania, to był nic nie znaczący szczegół, ...teraz "sukces" windykatorów (już jest) i będzie budowany na płaczu i ludzkim nieszczęściu, niestety...

      Usuń
    2. @k-dek "teraz "sukces" windykatorów (już jest) i będzie budowany na płaczu i ludzkim nieszczęściu, niestety..."

      Nie zgodze sie z takim stwiedzeniem. Zwykle takie firmy chca sie dogadac aby odzyskac jak najwieksza kase. Problem jest jesli ktos unika i nie chce sie dogadac.
      Zreszta jest druga strona medalu - wielu bezmyslnych biednych ludzi mialo problem z ocena wlasnych mozliwosci i wywindowali ceny mieszkan do chorych poziomow. Dla wielu rozsadnych, ktorzy oszczedzali oznacza to odlozenie decyzji o zakupie mieszkania - ja czuje sie w ten sposob pokrzywdzony.
      Za braklo decyzji KNF-u i przede wszystkim zdrowego rozsadku samych klientow.

      Nie demonizowalbym windykatorow - zly PR tez wielu firmom nie jest na reke ..

      Usuń
    3. Moje stwierdzenie, to nie tyle moja opinia, co po prostu fakt w jaki sposób może skończyć się spotkanie z windykacją należności :(, ten nieszczęśnik, który ostatnio zostawił żonę i córeczkę jasno to obrazuje. Banki w firmach windykacyjnych umywają ręce od złych kredytów, bo przede wszystkim im zły PR nie jest potrzebny, bo może wpłynąć bezpośrednio na sprzedaż bieżących produktów, ale, ale... problem - kredytów hipotecznych w tym, tych w CHF - jest znacznie bardziej złożony niż mój poprzedni wpis.

      Ogólnie rzecz ujmując kłopoty zrodziły się ze zderzenia wyrafinowanego złodziejskiego systemu kredytów hipotecznych, z ogromnym wyżem demograficznym, biednego kraju, kompletnie nie przygotowanego na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych takiej armii młodych ludzi - i oczywiście nie chodzi o to, żeby każda rodzina posiadała mieszkanie na własność, ale żeby miała warunki takie mieszkanie wynająć, wliczając w to przeprowadzkę do innego miasta.

      Dostaliśmy na szybko boom kredytowy i bańkę spekulacyjną na cenach mieszkań i wszyscy na tym straciliśmy na kilku płaszczyznach:
      a) Wiele osób zakredytowało się na produkt w przeszacowanej cenie, w tym też wiele set tysięcy osób w CHF gdzie dodatkowo zostali przerobieni na kursie walutowym (póki co), a trudno powiedzieć jaki procent tych osób to średnio zamożni ynwestorzy, którzy wpadli na pomysł "wydoić system" i zakupili po 2-3 mieszkania na maksymalną swoją zdolność kredytową (pod wynajem) i teraz z różnych przyczyn mają duży problem, a ile jest osób, które też chciało się wycwanić i również celowo wzięło hipotekę w CHF, bo rata mniejsza to i większe mieszkanie się "kupiło", albo zaszalało ponad stan w RTV/AGD, a ilu z kolei zostało umiejętnie zmanipulowanych u naganiaczy bankowych/doradców, na zasadzie: "w PLN kredytu nie dam, ale w CHF dam"
      b) Zakredytowani pod korek, mocno obniżają konsumpcję, co negatywnie wpływa na gospodarkę, przez co rykoszetem każdy może oberwać (redukcje zatrudnienia)
      c) Osoby, które rozważnie podejmują decyzje i nie uległy gonitwie baranów do strzyżenia...za swoją ostrożność i oszczędzanie dostały w nagrodę wyspekulowane ceny mieszkań, których zawyżony poziom mamy do dnia dzisiejszego.
      Ja też zaliczam się do tej grupy, co chyba jest naturalne, skoro udzielam się na tym forum :D
      Co za tym idzie, daleki jestem od przesadnego rozczulania się nad wszystkimi osobami które wpadły w tarapaty finansowe ze względu na pochopne decyzje, ale jak się okazało dziki kapitalizm po wstąpieniu do UE szybko wyszedł nam bokiem, niestety nam wszystkim.

      I to banki należałoby pociągnąć do odpowiedzialności, ale banki wymigają się oddając sprawę do windykatorów, a windykatorzy rozłożą ręce, że to nie oni udzielali tych kredytów i będą robić swoje - w spirali długów dogadanie się będzie bardzo trudne...i jeszcze wielu może tego nie wytrzymać :(

      Usuń
  8. Taka, mnie refleksja naszła w przerwie pomiędzy kajakami a grillem na którego zaraz uderzam.. Panowie, niedziela, piękny dzień a wy przed kompami ?:) Czy też w przerwie ?? :D

    A co do franków, ja mam oddzielny patent, nic nadzwyczajnego ale w miarę logiczne rozwiązanie szyte na miarę moich znajomych. A więc, ja w wieku 30+ jak i moi znajomi 30+ mamy rodziny, a część ma kredyty we frankach. Za i przeciw, wiadomo. Pół na pół - bo w teorii to wszystko się łatwe wydaje, szczególnie jak w grę wchodzi tylko matematyka - a jak wiemy, życie to nie matematyka :)
    Więc moi znajomi to ludzie dużo powyżej średniej krajowej, zarówno jeżeli chodzi o status materialny, jak i tym bardziej jeżeli chodzi o IQ - wiem wiem, wzięli we frankach, ale nie każdy jest ekonomistą i niestety taki "był klimat" w tamtym czasie, że polegli naprawdę mądrzy i inteligentni ludzie - patrz Petru (cokolwiek o nim nie mówić chyba głupi nie jest, a kredyt w CHF wziął).
    Więc doradzam im, żeby spłacali dalej bo im drogi frank nie będzie groźny. A wysuwam takie stwierdzenie dlatego, że zanim "groźba" dotrze do nich, to zeżre wpierw 400k+ innych frankowiczów którzy mają niższy status, brali po szyję, a takich rząd nie zostawi, więc czy to wybory, czy krańcowe sytuacje - Państwo przyjdzie z pomocą :) Bo bunt się zacznie od dołów, samobójstwa, manifestacje etc. - zanim fala uderzeniowa dotrze do moich znajomych - ktoś pozamiata.
    Nie zostawi się przecież 500k rodzin bez pomocy ? Ot taka teoryjka dla zamożnych, którzy nie brali kredytu w CHF pod kurek. I tak radzę moim znajomym :D

    Pozdro z zajebiście gorącego Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę z innej beczki: oglądałem sobie dziś Galileo - dla tych co nie wiedzą - taki niemiecki program popularnonaukowy - pokazali rewitalizację starej fabryki w Berlinie na mieszkania pod wynajem - super energooszczędne, yntelygentne itp itd, a w związku z tym dofinansowane. Ale nie o to chodzi. Martwili się inwestorzy czy znajdą najemców, ponieważ za 50 metrowe (2 pokoje) tak wypasione w elektronikę i najnowsze technologie, designerskie mieszkanie z bajerami życzą sobie 500Euro czynszu miesięcznie plus koszty eksploatacji. I martwili się! Bo jak podali w Berlinie 6 euro za metr kwadratowy czynszu to dużo! Szybkie rachunki: na przykład 50 metrów, dwa pokoje razy 6 Euro daje nam 300Euro miesięcznie za sam wynajem. 1200zł. Nosz kurde! Nie wynajmuję w Warszawie bo mnie nie stać, mieszkam pod Warszawą, ale na Berlin to by mnie spokojnie stać nbyło.... Paranoja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paranoja, ale tylko po części. Wiele zależy od stopy bezrobocia i zarobków. Oficjalne bezrobocie w Berlinie wyrażone w procentach jest dwucyfrowe, w Warszawie zaś nie. Do tego Warszawa oferuje najwyższe zarobki i możliwości kariery w PL, zaś Berlin to w Niemczech tylko takie biedne zaplecze. Starałem się o pracę w Berlinie jako specjalista IT, pensja startowa jest 25-30% niższa niż landach zachodnich.

      Usuń
    2. @michał kuźniar
      A o ile więcej zarabia się w Berlinie niż np w Warszawie?
      Ostatnie mieszkanie które wynajmowałem w Warszawie 2 lata temu kosztowało mnie ze wszystkim 2000 PLN za 56 m2 (więcej niż w Berlinie).

      Kilka lat temu we Frankfurcie nad Menem i Koloni wynajem mieszkania w średniej lokalizacji wynosił od 12 euro za m2 (ciepły) do ponad 15 w dobrych lokalizacjach (zimny).
      W Berlinie masz czynsze ponad 2 razy niższe to 1, 2 masz znacznie bliżej do rodziny i znajomych.

      Usuń
  10. Cześć drodzy forumowicze!
    Od jakiegoś czasu czytam niniejszego bloga i muszę przyznać, że czytam go ze zdumieniem. W końcu ktoś rozsądnie wypowiada się o tym, że wzięcie kredytu nie jest jedynym sposobem na życie. Co za ulga, że jeszcze ktoś myśli tak anty-mainstreamowo!

    Od ośmiu lat mieszkam w Warszawie, tutaj skończyłam studia, tu pracuję. Wynajmujemy z mężem pokój w 2-pokojowym mieszkaniu. Moi znajomi ze studiów są na etapie szukania szczęścia za granicą lub już spłacają swoje kredyty. Osoby z mojego otoczenia, które zdążyły już dołączyć do wielkiej rodziny kredytobiorców (a jest ich coraz więcej), niejednokrotnie pytały mnie, czemu z mężem nie weźmiemy kredytu, przecież nie opłaca się wynajmować w naszym przypadku. Oboje mamy umowę o pracę, stabilne zarobki. Zawsze odpowiadałam z przekąsem, że może i się nie opłaca, ale możemy sobie póki co pozwolić na ten luksus i stać nas na to, żeby kredytu nie brać. Ot - jesteśmy tak bogaci, że możemy trwonić kasę na wynajem! Zawsze spotykało się to z konsternacją. Wydaje mi się że z kredytem jest jak z pierwszym dzieckiem, gdy twoi znajomi zaczynają rozpłód i są wykluczeniu z życia towarzyskiego, cisną na swoich niedzieciatych znajomych - a kiedy wy się zdecydujecie, przecież jesteście po ślubie? Ciężko jest być obarczonym zobowiązaniami i widzieć, że nie wszyscy jedziemy na tym samym wózku...

    Zbaczam z tematu. Tak naprawdę chciałam poruszyć kwestię edukacji na naszej pięknej zielonej wyspie. Myślę że szanowne gremium na tym forum w wielkiej większości to ludzie wykształceni, starający się analizować to co do nich dociera i nie łykających papki z TVN jak leci. Nie oszukujmy się, że enklawa białych kołnierzyków, zwanych również planktonem biurowym, tak czy siak jest swego rodzaju wyższą klasą średnią jeśli chodzi o zasoby intelektualne. Sama często się nad tym zastanawiam, że to nie jest grupa reprezentatywna, a większość społeczeństwa jest jednak poniżej średniego poziomu takiego białego kołnierza po studiach. Nie powiedziane że Ci ludzie swoje studia mocno celebrowali, ale przynajmniej drogą osmozy coś do nich musiało na tych wykładach dotrzeć. Przerazający jest fakt, jak niski poziom tolerancji na niewygodną dla nich wiedzę reprezentują ci ludzie. Wyznają oni w dużej mierze linię, że kto nie wziął kredytu przegrał życie. Że kredyt się opłaca lepiej niż wynajem a taniej to nie będzie. O zgrozo, młode osoby w wieku 30 biorą kredyty, bo przez najbliższych 15 lat w spłacie rat mają pomagać im rodzice. Czyli rodzice będą im płacić kieszonkowe do 45 roku życia? A może to dzieci w tym wieku powinny już pomagać rodzicom? Nie jest to nawet branie kredytu pod korek, bo z własnej pensji takie osoby nie byłoby stać na kredyt. Mam kilku znajomych (praca, byłe studia), którzy w pośpiechu szukają mieszkań by kupić jeszcze w tym roku, bo w przyszłym nie będą mieć wystarczającej kwoty, gdyż rośnie wkład własny! A ja patrzę na to z boku i mówię: Boże, widzisz i nie grzmisz! Ja głoszę niepopularne poglądy, że na mieszkanie trzeba oszczędzać ile się da, a kredytem co najwyżej się wesprzeć. Jestem powszechnie uważana za freaka i póki co nie znalazłam bratniej duszy w swoich poglądach. Oboje z mężem mamy średnie zarobki a udaje nam się sporo odłożyć. Dlaczego więc wszyscy wokół twierdzą, że to niemożliwe?
    Pozdrawiam Was serdecznie,
    Michalina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michalino, znam ten ból.

      Królowie życia, z mieszkaniami i kredytami do końca życia, którzy jeszcze w dodatku z wyższością patrzą na Ciebie dając Ci rady i próbując edukować, że nie warto wynajmować. I w środku zżera Cię kurwica, że często głąby które nie wiedzą jak jest skonstruowany system monetarny, jak wygląda historia stóp procentowych, jak działa rynek próbują Cię z politowaniem naprostować (w ich mniemaniu).

      Nigdy nikomu nie zazdrościłem żadnych mieszkań, samochodów bo mam umysł nie podatny na konsumpcjonizm. Nie potrzebuję nowych modeli telefonów jeżeli obecny mi starcza itd. Więc nie mam odruchu zazdrości a tym bardziej zawiści dla osób goniących nie wiadomo za czym w odniesieniu do gromadzenia dóbr materialnych. Najczęściej jest mi ich żal, tych którzy leczą kompleksy przedmiotami.

      A Tobie Michalina życzę wytrwałości w swoich poglądach bo w Warszawce podejrzewam, że mentalność ludzi pod tym kątem (kariery, dorobienia się) jest chyba najbardziej skrzywiona jeżeli chodzi o nasz polski padołek <;

      Usuń
    2. @Makia

      Znajomi ze studiów/pracy to jeszcze jeszcze... ale co powiedzieć, jak własny ojciec na argument "będzie taniej" patrzy na mnie z politowaniem... Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że jest ode mnie dużo mądrzejszy (a być może i inteligentniejszy), bardziej obrotny i życiowy... Jeśli któryś z nas dwóch się myli, to prawie zawsze ja... I już mi ręce opadają... myślałem nawet o argumencie "wariant japoński: piramida demograficzna + wykres cen (przy stopach na dnie)"... ale już nie mam siły...

      Usuń
  11. Kolejna ciekawostka - kolejka po mieszkania (a to co się kiedyś mieszkaniami stanie) jak za PRL:

    http://wiadomosci.radiozet.pl/Wiadomosci/Kraj/Kolejka-po-mieszkanie-Tylko-na-Woli-w-Warszawie-00006704

    http://natemat.pl/145251,kolejka-po-tanie-mieszkania-w-warszawie-klienci-rozbili-namioty-jak-za-prl-u

    Co Wy na to? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artykułów nie czytałem, ale doskonale się komponują z niedawnymi artykułami obrzydzającymi Wilanów oraz nielicznymi artykułami zachwalającymi Wolę jako idealne miejsce do mieszkania.

      Usuń
    2. Już pomijając lokalizację, standard, cenę, to i tak coś się nie zgadza :D

      Przecież deweloperzy biją rekordy sprzedaży, a ci w WWa to już w ogóle pływają jak pączki w maśle :), to jakim prawem któryś z nich wpada na pomysł "okazyjnej ceny", hmmm...może jednak nie wszystkim idzie tak dobrze i kurczący się "po cichu" rynek zaczyna wymuszać takie działania...

      Usuń
    3. zmyślna kampania marketingowa. Coś mi się zdaje że te ceny wcale nie są niższe od przeciętnych. Niestety artykuły tego nie podają, ciekawe dlaczego? :)

      Usuń
    4. do iphone'ów też były kolejki, wiadomo kto płacił za sztuczny ruch :D Wyczuwam jak Makia zalążki teorii spiskowej :D

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj krótko i nie koniecznie na temat ;-)
      1. W dużych korporacjach chyba już od lat 70 najcenniejsze są komórki odpowiedzialne za kreowanie popytu i potrzeb– jeszcze przed opracowaniem prototypu od iphona do auta premium,
      2. Ja bym nadpłacał, bo lepiej mieć „wolną” głowę [brak kredytu] i poświęcać ten czas na rozwój zawodowy, a nie postękiwanie na forum (w dłuższej perspektywie jest to marnowanie jednak czasu (zasób nieodnawialny …;-).
      3. Czytałem jakieś wesołe wpisy „nowych” spekulantów, aby wziąć kredyty i potem go inflacja/hiperinflacja/umorzenie długów „same” spłaci.
      Tak, tak, będzie słodko jak obecne z CHF…
      W przypadku większych zawirowań frajerzy z wielkimi kredytami idą pod nóż pierwsi: bank sprawdza i twierdzi (zgodnie z umową)– proszę o dodatkowe zabezpieczenie bo zmieniły się warunki /stopy w górę lub spadek cen/ już widzę jak wyskakujecie z dodatkowymi zabezpieczeniami, efekt – bank stawia kredyt w stan wymagalności + licytacja na szybko = lądujecie pod mostem + dług na całe życie – a dzieci na zmywak zamiast do szkoły…/no chyba że cała rodzina podżyruje, wtedy naprawdę gratuluję rodzinie dobrego samopoczucia.

      Wyszło krótko ja zawsze ;-). Wszystkim proponuję letnią refleksję – na ile niepohamowana chęć konsumpcji jest spowodowana rzeczywistą potrzebą, a ile presją otocznia/środowiska. Wygrywa zawsze ten kto ma silną wolę i mody w 4 literach (np. na klinkier w 48m2 mieszkaniu i kuchnie za 70k… i kredyt w CHF po 2,4, takie rzeczy też już widziałem).

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wchodzę na gumtree a tam mieszkania w Wawie po 9- tys za m2. Mowa o wykonczonych, niezależnie od ich lojalizacji. Jestem w szoku. Chyba jeszcze długo pomieszkam w wynajmowanym :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ludzie czytają te bzdury naganiaczy na portalach typu rp.pl, bankier.pl, interia.pl i trzymają ceny z nadzieją, że trafią na frajera. W końcu obudzą się z ręką w nocniku gdzie na 4k/m2 nikt od nich nie kupi bo nie będzie komu ;)

      Usuń
  15. Może część z nich to Frankowicze, którzy kupili na górce i ciężko zejść im z ceny. W obecnej sytuacji robue co mogę by zwiększyć swoje dochody by odkladać i odkładać na jak najwiekszy wkład własny. I czekać cierpliwie bo nie wierzę że będzie drożej.

    OdpowiedzUsuń
  16. I raz jeszcze o MdM i włączeniu rynku wtórnego.

    PZFD: Jesteśmy stanowczo na nie, ale mimo wszystko zmiany są ...korzystne :D, a tak w ogóle to ceny wzrosną! :)

    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1208647--Nie--dla-rynku-wtornego.html?p=1

    Oczywiście deweloperka doskonale wie, że popyt matematycznie maleje, a dzięki złodziejsko podnoszonym limitom dopłat MdM powoli rośnie w siłę, ...a w tym samym czasie rynek wtórny zamarł. A więc:
    - zacznijmy dotować rynek wtórny - część popytu z rynku pierwotnego odpłynie.
    - podnieśmy jeszcze stopy % - oba rynki zgasną razem z MdM.

    Fakt, że pieniądze wpompowane w MdM na rynku wtórnym, mogą również w pewien sposób wpłynąć na zwiększenie płynności na rynku pierwotnym - klasyczna zamiana mieszkania np. na nowe-większe (lub mniejsze), ale chyba jednak deweloperka bardziej boi się zmian, niż liczy na ich korzystny wpływ.

    A teraz jest takie zamieszanie "na górze", że nie wiadomo do kogo lecieć z kopertą, żeby to zatrzymać...

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam,

    Piszę z zapytaniem co byście zrobili na moim miejscu. Nie będę się rozpisywał że autor robi świetną robotę i że jestem namiętnym czytelnikiem bloga od dawna itd. bo tak jest i już. Wielkie dzięki.

    Moja rozterka:

    Zamierzam kupić mieszkanie w województwie mazowieckim (południowo zachodnie obrzeża Warszawy Ursus, Włochy, lub Piastów lub Pruszków) - lokalizacja nie jest dla mnie najważniejsza bardziej chodzi o transport, czyli dostęp do linii kolejowych SKM, lub WKD.
    Moja kasa 120 tys na chwilę obecną w gotówce (znaczy banku, ale na moim koncie) i rośnie mniej więcej 2500 na miesiąc + możliwość zaciągnięcia pożyczki z zakładu pracy ok. 50 tys.

    Co chcę kupić: Mieszkanie do max. 300 tys. (całość ma zawierać wykończenie jeżeli jest to deweloperskie) 3 pokoje, nowe mieszkanie (najlepiej chcę skorzystać z tego "pojeb..ego" programu MDM) + fajnie by było jakiś rodzaj tarasu lub mini ogródka + garaż.

    Koszty: Obecnie wynajmuję mieszkanie w tej okolicy za 1650 miesięcznie (zawiera czynsz) + prąd i gaz (ale to samo będzie w nowo zakupionych mieszkaniu to tego nie liczę)

    Podsumowanie: Liczę, liczę i wychodzi mi, że chyba już czas kupować, ale jeszcze nie do końca jestem o tym przekonany. Wiem, że nieruchomości są jeszcze sporo w górce, ale bardziej liczę na siebie i swoje oszczędności, które spokojnie mi się zwiększają niż na diametralne spadki.

    Czy jest już według was czas na zakup? Co byście zrobili na moim miejscu?

    Z góry dziękuję za każdą odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My już takim przerabialiśmy i znamy to:
      https://bylambankowymtrolem.wordpress.com/2015/05/02/bylam-bankowym-trolem/
      także się tutaj nie staray

      Usuń
    2. Panie Maciusiu, nie wiem o co Panu chodzi, ale nazywanie kogoś trolem po moim wpisie chyba nie jest na miejscu. Albo nie czytał Pan mojego postu, albo jest Pan tak nierozsądny (żeby nie powiedzieć głupi), że pisze Pan takie idiotyzmy.
      (teraz maciuś nie czytaj bo i tak nie zrozumiesz...) Zadałem proste pytania i oczekiwałem podpowiedzi od czytających, przypuszczam, że większość tu obecnych jest w podobnej sytuacji jak ja czyli zbiera kasę i celuje w zakup mieszkania, to wszystko. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Każda sytuacja jest inna.
      http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2015/05/jak-to-jest-z-tym-zakupami-za-gotowke.html?showComment=1433260045901#c4762299160282418042

      Ja na Twoim miejscu jeszcze bym pozbierał wkład. Na mnie działa zobrazowanie kasy oddawanej bankowi przy np. 30% wkładu i przy 70%.

      Nie unośmy się - milej będzie.

      Usuń
    4. @c99
      czy masz dzieci? lub w perspektywie 1 roku? jak nie to po co ci teraz takie duże mieszkanie teraz i taki kredyt na głowie?
      Jeżeli masz/planujesz szybko to zadaj sobie pytanie czy w Ursusie znajdziesz odpowieni żłobek/przedszkole/szkołe?
      Czy nie przeszkadza Ci mapa zanieczyszczeń? Ursus Włochy wychodzą fatalnie (aż sam byłem zaskoczony więcej na dobraulica.pl
      A jak nie masz jeszcze 30-35 lat to po co Ci teraz taki kredyt 30/70? nie lepiej 70/30? za jakiś czas?
      Jeżeli jednak must have nie daje Ci spać, to poczekałbym do wyborów (oczywiście zrobiłbym jakiś split na koszyk walut bo na jesieni obawiam się złotówka będzie jak turecka lira..
      Jeszcze rok temu byłem napalony na kupno (konsumpcyjne) mieszkania, teraz wynika że zamiast 3 kupię 4 pok i to za relatynie mniejszą cenę niż 3 pok rok 1,5 temu. Rynek pierwotny i wtórny robi sobie tą stabilizacją szkodę, bo oszczędniości mi wzrastają a ceny relatywnie spadają, mogę to ....czekam...cierpliwie.
      I już się pomału zastanawiam czy oby z czasem nie przeskoczę etapu "większego mieszkania" na od razu segement/bliźniak. Jednym słowem branża dev/bank robi dobrą robotę ;-)
      Jedyne co Ci mogę polecić to na pewno oglądanie i sprawdzanie co i jak, ciekawe rzeczy wychodzą...

      Usuń
    5. Ja bym poczekała aż wzrośnie wkład własny za pół roku do 15 % i za 1,5 roku do 20%. Potencjalni kredytobiorcy śpieszą się z kupnem bo nie mają oszczędności na rosnący wkład. Jak wkład wzrośnie sprzedający zrozumieją, że o klienta trzeba zawalczyć, bo ci co mieli kupić na kredyt już to w większości zrobili.

      Usuń
    6. Witam,
      Jesli nie jestes trollem za 99 cent to przepraszam
      Co tu duzo doradzac Wlasnie Janet Jellen powiedziala ze byc moze % w USA jeszcze w tym roku 2 razy po 0,25% moga wzrosnąć. Co to oznacza (pewnie wiesz) ale gdybys nie wiedzial to pewnie pociagnie za soba wzrost % CHF a to (pewnie wiesz) spowoduje wzrost LIBOR a to (pewnie wiesz) spowoduje klopoty..... w PL Czy warto kupowac Toz przy tej projekcji twoje pytanie staje sie ino retoryczne :-(

      Usuń
    7. @c99
      Patrząc na ceny w Warszawie masz w zasadzie zerowe szanse na znalezienie mieszkania w podanym przez Ciebie limicie, najtańsze mieszkania jakie widziałem we Włochach/Ursusie to odpowiednio osiedle Centroom (paskudne jak cholera, tuż przy zajezdni ZTM), Zielona Italia (ponoć fatalne wykonanie i średnia lokalizacja) oraz osiedle za Leroy w Ursusie (na trasie podejścia do lotniska), ale i tak nie łapały się w Twój limit, możliwe że jest to do zrobienia w Piastowie/Pruszkowie.
      Ja mieszkanie które mi odpowiadało pod względem rozkładu, lokalizacji i ceny szukałem przez 2 lata, oczywiście nie wertowałem ogłoszeń codziennie ale co miesiąc szukałem czy coś się pojawiło i ewentualnie oglądałem, w tym czasie obejrzałem kilkadziesiąt mieszkań deweloperskich i z rynku wtórnego i w sumie raptem 3 mi się prawie podobały, w końcu po długim czasie znalazłem takie które mi się spodobało na tyle że nawet nie negocjowałem zbytnio ceny.

      Usuń
    8. Witam, wielkie dzięki za każdą odpowiedź.

      @Marian - widziałem twój poprzedni komentarz i też się ku niemu skłaniam zbierać na maxa i spokojnie wybrać wtedy kiedy coś podpasuje idealnie, z drugiej strony sytuacja podobna jak u ciebie jak się tyle uzbierało to szkoda tyle kasy + nawet najmniejsza kreska na kilka ścian. Poduszka bezpieczeństwa bezcenna, jedyne co mnie martwi to nagłe osłabienie naszej waluty.

      @Adam Czupi - Niestety jestem z górki rocznik 81, mam super rodzinę (żona + 1 dziecko) - mapa zanieczyszczeń nie widziałem dzięki (tak naprawdę bardziej skłaniamy się do Piastówa/ Pruszkowa - cena), napalony na kupno jestem najczęściej po rozmowach "rodzinnych" i dodatkowo wynajem szkoda tych ok. 1100-1200 faktycznie mogłoby na tą ratę wystarczyć na 15 lat (ogólnie celuję w spłatę w ciągu 5-7 lat wliczając moje przyszłe oszczędności).

      @Makia - też myślałem o zimie jeśli chodzi o zakup, liczę po cichu na MDM na wtórnym który pociągnie ceny w dół (ale kto wie)

      @Maciek - ok nie było tematu, Z tą Jelenową to tak nie bym był w 100% pewien, będą krzyczeć o podwyżkach stóp, a pod stołem będą drukować na maxa (i to mnie najbardziej martwi).

      @Encjusz - tak jak pisałem wyżej Ursus/ Włochy to tylko na papierze - preferuję Piastów/ Pruszków. Też tak zamierzam jak znajdę mój ideał powalczę delikatnie i się skuszę.

      @All- Dziękuję

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdańsk jest ogólnie fajnym miejscem do mieszkania, jednak słabo u nas biznes funkcjonuje, więc możesz mieć problemy ze znalezieniem porządnej pracy. Z drugiej strony sporo powierzchni biurowej dla korporacji się pobudowało (Alchemia, Olivia itp.). Deweloperka kwitnie, co rusz słyszę, że któryś z naszych klientów wchodzi w tę branżę, no i sam jestem ciekaw jak im to wyjdzie. Mieszkam w Gdańsku i pracuję dla różnych sporych firm, więc mam orientację.

      Usuń
    2. Hej, Mam brata w Gdańsku, niedawno go odwiedzałam i zakochałam się w tym mieście. Mąż jest programistą front-end a ja po lingwistyce robiłam już tu i tam bo języki wszędzie są potrzebne, szczególnie te bardziej niszowe. więc nie powinno być tak źle :). Póki co z pracą nie było problemów. Podejrzewam że zarobki w Gdańsku nie różniłyby się dramatycznie od tych w Wawie a komfort życia bez porównania no i rodzina na miejscu i spokojniej :) Więc póki co pracujemy ale spoglądamy w przyszłość poza stolycę:)

      Usuń
  19. http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/56,95327,18138121,We_Wroclawiu_drozeja_nieruchomosci__Ile_trzeba_zaplacic_.html#BoxLokWrocImg

    Nagłówek swoje. Jak zwykle. Komentarze swoje. Jak zwykle. Ale jak zobaczyłem 288 000 zł za 55 m^2 typowego mieszkania z drugiej ręki, to aż nie mogłem zdecydować się pod jaki to wariant podchodzi. Moje typy są takie:

    1. Kretyńskie (lub kretyńskie i świadome) wykorzytanie pojęcia średniej (lub podobnego), co wnioskuję po słówku "typowy".

    2. Mieszkania są umeblowane z parkingiem, najlepiej w SkyTower czy innym przybytku (rzekomego) luksusu.

    3. Mieszkania były "miesiąc" temu deweloperskie i sprzedane znajomym królika, którzy teraz sprzedają je na rynku wtórnym (z ceną wyższą lub podobną do poprzedniej, bo "beton wtórny" uznaje taką cenę za normę). Argumentów na poparcie tego wariantu nie mam, ale mam dzisiaj niezły humor i puściłem wodze fantacji. Raz się można poczuć jak naganiacz. Know thy enemy, right?

    4. Jest wzrost popytu... czyżby wkład własny miał zaraz iść w górę? I czy jest to wesoła czy niewesoła przesłanka? I dla kogo?

    5. Kombinacja liniowa wszystkich powyższych xD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż można rzec, naganiacza dzień powszedni :)
      DOSPON - Dolnośląskie Stowarzyszenie Pośredników w Obrocie Nieruchomościami

      Już od lat na zmianę: "ceny mieszkań już zaczynają rosnąć" lub "spadki cen mieszkań zakończone, to jest najlepszy czas na zakup mieszkania" - wybór w zależności, jakie zaklęcie wg naganiaczy ma w danym kwartale większą moc :D

      Usuń
  20. Powiem Wam, że coraz bardziej się przekonuję do tego, ze nieruchomości walną na łeb na szyję. Jak kolejni i kolejni i kolejni moi znajomi za ogromne pieniądze kupują coś czego nie można nazwać nawet mieszkaniem. I to nawet nie biora kredytu tylko za gotówke. Płacić kilkaset tysięcy za jakąś obskórną klitę na zadupiu np. na parterze z kratami (dosłownie)- kurde gdzie ludzie maja rozum, głowę i oczy.

    To wiecie co - to ja wolę zapłacić 2-3 tysiące złotych i wynająć coś porządnego, żeby nawet był basen w tym samym bloku.

    No ale powiecie, że na końcu nic nie będę miał nic dzieciom nie zostawię itp. itd. Wierzycie w to?? Jakim trzeba być naiwnym, żeby słuchać i wierzyc w takei pierdoły i czcze gadanie.

    Na koniec nie będe miał mieszkania ale całe życie przemieszkam w apartamentach a inni całe zycie będa mieszkać w norach które i tak pod koniec moga być nic nie warte.

    I do tego mówicie, że nic nie będe miał. Ale ja chcę cos mieć. I jeśli będe cos kupował to będzie to np. dom pod miastem lub kawałek ziemi albo jakaś działka w uroczej np. turystycznej okolicy (jeśli niepodniosą podatków). To są rzeczy które moga mieć jakaś wartość. A jeśli nie kupie tych rzeczy to będę miał USD i CHF + złoto schowane w skrytce bankowej.

    Taka jest moja opinia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze jedno wogóle mysle podobnie jak Peter Schiff. Pewnie już było ale fajny monolog.
      https://www.youtube.com/watch?v=DxR7aFKhUP8

      Usuń
    2. Na razie nie wiem jak części 1 i powyżej 3, ale części 2 i 3 wyglądają trochę jak ten blog w pigułce, także wielkie dzięki xD

      "This is Phoenix. W Phoenix ceny nieruchomości nie spadają" xD. Warszawa, Madryt, Phoenix... mamy światową stolicę jednak xD

      Usuń
    3. @jannowak, wielkie dzięki za ten link. Obejrzałam całość wykładu i uważam że dało mi to wiele, wiele pożytku! Ile równoległych linii między tym o czym mówi Peter Schiff m można narysować obserwując gospodarkę Polski (zwanej zieloną wyspą) i Unii Europejskiej!

      Mnie to osobiście przeraża. Bo tak jak wszyscy tu chyba dobrze rozumiemy, że branie kredytu jest krokiem desperacko-bezsensownym, tak trzymanie oszczędności na koncie i powstrzymywanie się od konsumpcji też wydaje się nie mieć długodystansowego sensu. Bo jak pierdzielnie w nas hiperinflacja to królowie konsumpcjonizmu i tak wyjdą na tym in plus! Bo co się nakonsumowali, to ich! A ty człowieku ani konsumpcji nie zaznasz, a za cudze błędy zapłacisz! Może warto zainwestować w depozyt trwały, patrz kruszce? Sama nie wiem!

      Jak odnosicie się do tego jak przednia dupa TVP patrz Piotr K. stara się przekonać nas że w porównaniu z Grecją jesteśmy Green Island? To tak na marginesie do pakietów pomocowych o których rozwodził się Schiff.

      A najważniejsze zdanie z tego wykładu:

      Wydaje się nam, że jesteśmy coraz bogatsi, mimo że jesteśmy coraz biedniejsi!

      Niedawno rozmawiałam z kumplem męża z pracy, który przekonywał mnie że nie jest w Polsce tak źle i naprawdę ludzie żyją lepiej, bo on pamięta czasy, gdy jego rodzice nie mogli kupić pomidora na kanapki. On sobie może teraz pozwoliś na X-boxa (ku uciesze mego ślubnego :) )Teraz jemy pomidory, ale nie ze swojego ogródka. A ciekawe co będzie po '20 roku jak unia nam przestanie płacić kieszonkowe :]

      Usuń
    4. @Makia

      "ciekawe co będzie po '20 roku jak unia nam przestanie płacić kieszonkowe :]"

      Wtedy unia (czyli też Polska) będzie płacić kieszonkowe innym bankrutom, a jak dojdzie do nas, to pewnie unii już nie będzie. Ja tam jestem ciekaw czego innego... Z wykładu Schiffa wynika, że dolar pójdzie na dno, ale za to inne waluty mogą coś zyskać. Pytanie czy może coś na tym zyskać waluta naszego kraju, będącego 51. stanem USA...

      Usuń
    5. Schiff mówi, że dolar pójdzie na dno. Od paru lat kupuję dolary jako dywersyfikację. Kupowałem po około 3 zł. Dziś dolar jest po 3,68 czyli zarobiłem jakieś 20%. To samo z CHF kupowałem po ok 3,3 zł a dzis sa po prawie 4 zł.

      Jeśli dolar pójdzie na dno to złotówka pójdzie jeszcze bardziej. Tak mi się wydaje. Teraz już waluty są drogie. Jednak jeśli dolar jeszcze sie umocni np. ze względu na podnoszenie stóp procentowych i wszędzie będzie rozgłaszane, że nie kupuj mieszkania tylko kupuj dolary to bedę wymieniał dolary np. na coś trwałego np dom, działkę, ziemie, akcje dywidendowe :P bo wtedy pewnie zacznie spadać.

      Wszystko to moje przemyslenia i nikomu nie sugeruję sie tym kierować.

      Usuń
  21. Moim zdaniem jeśli kupować walutę to jeny :). A że jeśli dolar pójdzie na dno to złotówka jeszcze bardziej - tu bym się zgodziła. Nie mówiąc o tym, że po wyborach złotówka tez spadnie, bo pewnie wygra ciasteczkowy potwór i spółka :) Nie wiadomo co się stanie z euro jak Grecja oficjalnie zbankrutuje lub dostanie kolejną transzę pomocową (ale niby czemu miałaby dostać skoro i tak tych długów nigdy nie spłaci? - patrz paralela ze zobowiązaniami USA wobec CHRL o których mówił Schiff).

    OdpowiedzUsuń
  22. Tutaj Peter Schiff wyjaśnia, dlaczego dolar jest coraz droższy, mimo że musi krachnąć (dla osób dobrze znających angielski):

    https://www.youtube.com/watch?v=RapC2-oxSRM

    Tym razem przewiduje on krach walutowy zamiast giełdowego. Moim zdaniem warto obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  23. sorry że onet...
    http://biznes.onet.pl/wiadomosci/nieruchomosci/eksperci-w-programie-mdm-szykuje-sie-trzesienie-ziemi/4t14gs

    90% wartości odtworzeniowej dla rynku wtórnego, 110% dla rynku pierwotnego :) No to pięknie, uprzywilejowania deweloperów ciąg dalszy...

    OdpowiedzUsuń
  24. @sing dst

    Chyba jednak już lepiej 110% pierwotny i 90% wtórny niż 110% pierwotny i brak dla wtórnego... Może rynek wtórny drgnie choć trochę. Ja powoli odnoszę wrażenie, że MdM należy zignorować (bo to już tak zostanie lub będzie zastąpione czymś podobny,) i skupić się na nasłuchiwaniu demografii, stóp, franków i licytacji komorniczych.

    OdpowiedzUsuń
  25. "Chyba jednak już lepiej 110% pierwotny i 90% wtórny niż 110% pierwotny i brak dla wtórnego..."
    Rozumiem, że nie możesz doczekać się wzrostu cen na rynku wtórnym. Mam nadzieje, że mdm sie skończy i nie wymyslą już kolejnej "pomocy".

    OdpowiedzUsuń
  26. @Krzysztof P.

    Nadzieję mieli też zakredytowani we frankach i ci co nie chcieli końca bańki, tak więc nadzieją może i da się najeść, ale raczej w niej nie zamieszkasz. Ja podziękuję.

    Co do wzrostu cen to zależy. Jak mieszkanie ma przeszło 10 lat, to amortyzacja zrobi swoje i albo się takie mieszkanie wystawi w normalniejszej cenie, albo będzie stało. Przez normalniejszą cenę rozumiem jakąś rozsądną korelację między cenami na obu rynkach, a nie tak, że na rynku wtórnym jest drożej niż na pierwotnym bez sensownej przyczyny.

    Krótko: ceny na rynku wtórnym są na tyle przezacowane, że mogłoby się okazać, że trzeba obniżać cenę do limitów. I to jest medialne, to byłby wyraźny sygnał dla rynku wtórnego. A ci co nie mogą zejść z ceny (bo np. franek puka do drzwi), to przynajmniej połapią się, że są martwi, gdy w okolicy ceny nagle pospadają do limitów.

    Gorzej oczywiście, jak limit będzie wyższy niż obecne ceny na rynku wtórnym... Ale nawet w tym przypadku rynek pierwotny straci część klientów... dobrze byłoby, jakby nowe g**niane budownictwo jeszcze bardziej zwolniło sprzedaż. A jak będzie i tu drożej, i tu drożej, to może ludzie bardziej się przerzucą na budowanie domów na własną rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając naszych skorumpowanych polityków wszystko jest możliwe. Chociaż możesz mieć rację z tymi zanizonymi limitami. Gdyby u nas kredyt moznabyło skończyć tak jak w stanach, to nikomu nie przyszłyby do głowy pomysły z dopłatami, a rynek by się dawno załamał i może mielibyśmy już ceny w normie.

      Jak dla mnie scenariusze MDM są dwa:
      1. zbyt wysokie limity na rynku wtrórnym
      Ceny na ryku wtórnym i pierwotnym będą na tyle mało od siebie odbiegały, że większość będzie wolała dopłacić troszkę i mieć nowe, w szuflandii z windą i garażem :). Po pewnym czasie spowoduje to wzrost cen na rynku pierwotnym i oczywiście konieczną koniecznością będzie podniesienia limitów na rynku magazynków mieszkaniopodobnych. Będzie to także szansa na uwolnienie się frankowców od kredytu z dużo mniejszymi stratami poprzez znalezienie kolejnego jelenia.

      2. zbyt niskie limity na rynku wtórnym
      Scenariusz na doje...e obecnych frankowców, albo po prostu zagrywka pijarowa, że rząd pomaga także tym biedniejszym....szkoda, że kosztem tych obecnie zadłużonych.

      Jedynym sensownym rozwiązaniem jest uproszczenie zasad "pozbycia" się mieszkania z długiem i objęcie tymi zasadami obecnych dłużników - w imię sprawiedliwości społecznej.

      Mam przykład frankowicza w najbliższej rodzinie. Moja siostra jest rok po rozwodzie. Póbuję jej wytłumaczyć, że nie sprzeda mieszkania bez straty i lepiej ponieśc stratę 40tyś. na dwie osoby niż np. 100tyś. z pomoca komornika. Oboje nie chcą mnie słuchać i sami też nie potrafia się dogadać. Skończy sie pewnie licytacją. Gdyby mieszkali w USA to po prostu oddaliby klucze i po sprawie. W ogłoszeniach widać mnóstwo mieszkań ze sztucznie wysoką cena i od razu widać, kto jest "więźniem własnego domu".

      Najsmutniejksze jest to, że próbuje wytłumaczyć co sie dzieje i będzie działo na rynku mieszkaniowym i ogólnie z gospodarką, ale moja siostra tak jak wiekszość telewidzów ma standardową gadkę: nie męcz, mnie nie interesuje gospodarka i polityka, po co mi taka wiedza, nie znam się, nie przyda mi się to.

      Usuń
  27. http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,18141132,Ochroniarz_sie_zastrzelil__Pracowal_na_dwoch_etatach_.html#Czolka3Img

    OdpowiedzUsuń
  28. No ładnie Ukraińcy wykupią nam wszystkie mieszkania! Trzeba kupować bo niedługo zabraknie :) oj ten HB
    http://biznes.onet.pl/wiadomosci/nieruchomosci/koniec-flauty-w-cenach-mieszkan/jp4l5w

    A i tak wiadomo jak to się skończy :)
    http://forsal.pl/artykuly/876933,rynek-mieszkaniowy-w-tarapatach-gdyby-nie-bankowe-ryzyko-bylaby-zapasc.html

    OdpowiedzUsuń
  29. Ciekawe

    http://forsal.pl/artykuly/876933,rynek-mieszkaniowy-w-tarapatach-gdyby-nie-bankowe-ryzyko-bylaby-zapasc.html

    “Z przebadanych przez Komisję 24 banków rekordzista uznaje, że samotna osoba w Warszawie może przeżyć za… 680 zł miesięcznie, podczas gdy minimum socjalne wynosiło w grudniu 2014 roku 1060 zł. Według innego banku czteroosobowa rodzina jest w stanie przetrwać za 1850 zł miesięcznie, czyli za nieco więcej niż wynosi połowa minimum socjalnego dla czteroosobowego gospodarstwa domowego.”

    “Załóżmy, że banki podniosłyby poprzeczkę i udzielały kredytów tylko tym gospodarstwom domowym, którym po odjęciu rat pozostawały na inne wydatki kwoty przekraczające minimum socjalne. W takiej sytuacji w ubiegłym roku udzieliłyby zaledwie 52,4 proc. kredytów hipotecznych. Zamiast 36,8 mld zł (dane AMRON) byłoby to 19,2 mld zł. Gdyby udzielały natomiast kredytów hipotecznych tylko tym gospodarstwom domowym, które po odjęciu rat będą w stanie realizować wydatki w wysokości średnich obliczonych przez GUS, udzieliłyby zaledwie 8,8 mld zł kredytów hipotecznych. To byłaby zapaść. By do niej nie dopuścić banki podejmują nadmierne ryzyko, starając się udzielać coraz uboższym osobom coraz wyższych kredytów.”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, to wygląda 1 do 1 jak casus USA sprzed 8 lat... Tylko, że u nas nie wystarczy oddać kluczy...

      Usuń
    2. Dlatego też, banki w naszej republice bananowej idą sobie "po bandzie" ze zdolnością kredytową, jak całe ryzyko zrzucone jest na kredytobiorcę...

      Usuń
    3. I dlatego też sądzę, że spadek cen nieruchomości będzie trwał dłuuuugo. Obecnych zasad nikt nie zmieni, bo przecież nie można dopuścić do "zapaści"...

      Usuń
    4. To nie działa w taki prosty sposób, że "banki rozdają pieniądze, a potem dochodzą do wniosku, że sprawy zaszły tak daleko, że muszą rozdawać dalej, bo to co stworzyły nagle posypie się" ...nie jesteśmy panami tylko własnego podwórka.
      Po pierwsze banki w Polsce nie są polskie, więc zawirowania na światowym rynku bankowym uderzając w banki "matki", bezpośrednio wpływają na politykę (m.in. kredytową) banków w Polsce, a po drugie właśnie światowe ruchy w sektorze, typu podniesienie stóp % w USA, wpływa na podniesienie stóp % w UE, co pociągnie za sobą podniesienie stóp % w PL, a to że może to doprowadzić w chwili obecnej do ostrzejszej korekty cen nieruchomości w Polsce - na Świecie nikogo nie obchodzi :)
      W Hiszpanii wierzyli w niekończące się wzrosty cen / utrzymaniu cen na wysokim pułapie, w Irlandii wierzyli i nic z tego nie wyszło. W Polsce taki scenariusz jak w tych państwach już na pewno się nie powtórzy, bo nasza korekta cen już jest rozłożona w czasie / nałożyła się inflacja, ale na dzień dzisiejszy ceny są jeszcze przeszacowane w zależności od lokalizacji i konkretnej inwestycji 10~20%, a jedyne co nie zmusza deweloperów do zejścia niżej to: obniżenie stóp % do rekordowych minimów + lobbowany MdM - ale to się zmieni - a to co już na pewno nie wróci, to m.in.: taka ilość młodych osób wchodzących na rynek kupna / wynajmu, kredyty w walucie (przekłamujące zdolność kredytową), kredyty na 100% i więcej wartości nieruchomości, okres kredytowania 40 i więcej lat (również przekłamujący zdolność kredytową) itd.

      Usuń
  30. Wlozyli 10 tys swoich pieniazkow i zarabiaja na tym 1000 zl na ieisiac ?!!?! MASAKRA!

    OdpowiedzUsuń
  31. Panie/Panowie, czy ktoś z was posiada link do kalkulatora kredytu hipotecznego, w którym mogę ustawić stopę wibor? Chciałbym policzyć ratę kredytu hipotecznego w przypadku wzrostu stóp %.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  34. Dla wszystkich, którzy czują presję, którzy mają wątpliwości, jeden z lepszych komentarzy jaki widziałem w internecie, który uzasadnia wyższość wynajmu nad "własnością". Naprawdę zrobił na mnie wrażenie.

    "To, że koszt wynajmu może być w niektórych przypadkach nominalnie droższy od raty kredytu to nie znaczy, że kredyt jest lepszym rozwiązaniem.
    Należy uwzględnić pewne koszty alternatywne oraz ryzyka:
    1. Koszt remontu (np. ze stanu deweloperskiego do stanu możliwego do zamieszkania) i wyposażenia mieszkania (wynajmowane bardzo często są gotowe do zamieszkania)
    2. Koszty okresowych remontów
    3. Ryzyko nagłego i mocnego zwiększenie się stóp procentowych (polecam sprawdzić jak do tej pory zmieniały się stopy procentowe na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, albo sprawdzić jak się zmieniły np. w Rosji w ciągu ostatnich 2 lat). Kredyt na 30 lat, a ludzie liczą, że wszystko da się przewidzieć. 26lat temu żyliśmy w innym ustroju gospodarczym, a ludzie biorą zobowiązanie na 30 lat.
    4. Ograniczenie swojej mobilności jeżeli chodzi np. o szukanie pracy. Dostaniesz ofertę pracy 50km dalej za 500zł więcej (np. 3500 zamiast 3000) no i w sumie jakbyś wynajmował to by się opłacało przeprowadzić (+tańszy wynajem za miastem), a tak to dojazd by za dużo zajmował i zostajesz na niższym stanowisku w swojej dotychczasowej pracy, bo w końcu masz SWOJE mieszkanie i szkoda z tego rezygnować.
    A może za 15lat Twoja dzielnica zejdzie na psy? Wprowadzą Ci emigrantów ulicę dalej, sąsiad pijak i złodziej, zakład przetwórstwa rybnego tuż za rogiem, a Ty dalej siedzisz na SWOIM i ani myślisz się wyprowadzić.
    5. No i spadek cen nieruchomości. Dzisiaj kupujesz mieszkanie o wartości 100 średnich pensji+ kilkadziesiąt pensji na obsługę kredytu przez 30lat, a za 30lat to samo mieszkanie jest warte realnie mniej niż wcześniej.

    Jeżeli ktoś mentalnie siedzi w czasach PRL gdzie posiadanie SWOJEGO mieszkania było oznaką statusu i marzeniem prawie wszystkich to może warto zdać sobie sprawę, że branie kredytu na mieszkanie nie sprawia, że ono jest WASZE. Nie płacisz rat to masz wylot i jeszcze długi do spłacenia.
    Wynajem radzę postrzegać jak kredyt wzięty na nieskończoność, płacimy raty ale nigdy nie staniemy się właścicielami, za to mamy bardzo dużo przywilejów. Możemy regulować wielkość rat (może lepsza dzielnica, albo wynajem m2 zamiast m3), możemy zmieniać mieszkania, przeprowadzać się gdzie chcemy, nie płacimy za remonty, nie przejmujemy się zbytnio zmianami w naszej dzielnicy, mieście, a nawet kraju. Część kraju wpadła w łapska sowieckiego okupanta? Spoko, przeprowadzę się 100km dalej i nic na tym nie stracę.

    Pozdrawiam ludzi trzeźwo myślących :)"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ot-ot... Najgorsze jest to, że ludzie liczą tylko nominalnie (za ile kupili i za ile sprzedadzą), a przecież sprzedać ze "stratą" nie mogą". Szkoda tylko, że ludzie trzymając mieszkanie po 4-5 lat nie myślą o tym, że siła nabywcza tych pieniędzy które nawet w przyszłości dostaną bo znajdą frajera, jest mniejsza o coroczną inflację. Więc jeśli na samej inflacji (nie licząc czynszów, eksploatacji, funduszów remontowych, kosztów spółdzielczych) mieszkanie tanieje 3-4% rocznie, to łatwo policzyć, że jego wartość nominalna nie przekłada się na siłę nabywczą!

      Abstrahując od siły nabywczej, ludzie nie liczą ryzyka. Stąd kupowanie "taniej" dziury w ziemi, która tą dziurą pozostaje. No ale było taniej. Stwierdzenia typu "zawsze mogę wynająć" też należą do tej kategorii. Mało kto myśli o ryzyku związanym z wynajmem.

      Miłego dnia! :)

      Usuń
  35. A i znalazłem inny komentarz, opozycyjny :)))

    "[...] kwestia pracy w innym mieście, a cóż stoi na przeszkodzie wynająć swoje mieszkanie z kredytem i wynająć taniej za miastem??? I jeszcze zarobisz na tym...nie ma w ogóle co gdybać ...Zawsze własne to własne...wynajmuje ten co mu bank nie da kredytu, bo ma za male zarobki na papierze.. [...]"

    Hmm... Idąc tym tokiem rozumowania, to po co kupować jedno na kredyt. Jak bank da, kupić z 10 mieszkań w 10 miastach i wynajmować bo się jeszcze na tym zarobi. Jejku, to naprawdę aż takie proste ? Ja ignorant finansowy nie wiedziałem, że to taka prosta sprawa zostać milionerem. W końcu pojąłem tajemną wiedzę. Adios Panie i Panowie, uciekam na domiporta czy oferty, żeby znaleźć jeszcze dzisiaj ukochane mieszkanie pod mój nowy biznes !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "wynajmuje ten co mu bank nie da kredytu, bo ma za male zarobki na papierze"

      A to ciekawe... :) ile razy nie próbuję czytać tego zdania to wychodzi mi "bierze kredyt ten kto zgadza się na perspektywę mieszkania pod mostem" lub coś podobnego ;). Ja rozumiem kłótnię pt. "kupować kontra najmować". Ale kłótnia pt. "brać kredyt kontra nie brać kredytu"? Kredyt się bierze jak jest się biednym (za mało pieniędzy na inwestycję bądź konsumcję). Jak ktoś ma za niską "zdolność kredytową" to widocznie jest jeszcze bardziej biedny, niż ten kto kredyt wziął, ale to nie czyni tego co wziął mniej biednym. A za 10 lat się może okazać, że zarobki są na papierze, a stopy procentowe są realne i się zrobi jeszcze bardziej biedny niż tamten biedniejszy był wcześniej.

      Już pomijam argument "dom najmowany od banku (tzw. kupno na kredyt) jest droższy w eksploatacji od normalnego najmu".

      Usuń
    2. xellos,

      "Kredyt się bierze jak jest się biednym (za mało pieniędzy na inwestycję bądź konsumcję). Jak ktoś ma za niską "zdolność kredytową" to widocznie jest jeszcze bardziej biedny, niż ten kto kredyt wziął, ale to nie czyni tego co wziął mniej biednym."

      Niestety tak myśli większość społeczeństwa. Kredyt bierze ten, co jest biedny i nie ma kasy na inwestycję/j\konsumpcję. I rzeczywiście tak jest u nas w praktyce.

      Jednak prawda jest taka, że kredyt jest produktem drogim przeznaczonym dla ludzi BOGATYCH. Kredyt powinni brać jedynie ludzie zamożni, których stać na ewentualne natychmiastowe wyjście z inwestycji. Kto bierze kredyt bo nie ma pieniędzy, ten staje się jeszcze bardziej biedny i wiąże sobie pętlę na szyję, nie mając również możliwości wyjścia z inwestycji.

      Dlatego kredyty to produkty dla ludzi bogatych (przynajmniej powinny być). Kto myśli że jak nie ma to weźmie kredyt i będzie miał, musi zrozumieć że z kredytem TYM BARDZIEJ NIE MA.

      Usuń
    3. Zgadzam się z tym co piszesz, ale ja mówię o jeszcze wyższym poziomie (który nie stoi w sprzeczności z twoim). Jak ktoś bierze miliardowy kredyt, żeby np. rozkręcić biznes, to z tego wniosek, że jest za biedny, żeby rozkręcić ten biznes... nawet jeśli już jest milionerem. Po prostu rozkręca biznes nie za swoje pieniądzę. Takie posunięcie może się okazać trafione, a może ostatecznie ugryźć w dupę. Rzecz w tym, że dla niejednego kredytu inwestycyjnego ludzie są za biedni na taki kredyt teraz, a co dopiero po podniesieniu stóp. A w kredytach konsumpcyjnych to nie tylko niejeden, a całkiem spora ich część...

      Usuń
  36. Krótki materiał :) trader21. Miłego oglądania.
    http://independenttrader.pl/365,co_czeka_rynek_nieruchomosci_na_antenie_ntv.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trader21, w zasadzie powiedział to samo o czym tu dyskutujemy od dawna.
      W całej wypowiedzi, trochę nie mógł się zdecydować odnośnie, tego w jakim okresie należałoby wypatrywać korzystnych zmian na rynku nieruchomości, najpierw mówi o kilku latach, a potem, że w zasadzie zmiany mogą przyjść dość szybko, jak zrobi się zawierucha na rynku międzybankowym (co może wywołać np. zakończenie serialu: "Co dalej z Grecją")
      "Konia z rzędem" temu, kto jest w stanie przewidzieć jaka będzie sytuacja gospodarcza EU za pół roku i w jaki sposób przełoży się to na chociażby poziom stóp %.

      PS.
      Ja tak tylko organizacyjnie chciałbym zwrócić uwagę, że prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu "zerujemy" licznik :D. Może jakiś konkursik na milionową odsłonę? :D
      Ogólnie rzecz ujmując, po przekręceniu miliona, licznik będzie prezentował się dość miernie, a więc postuluję o dołożenie okienka z cyfrą (o ile się da) :)

      Usuń
    2. Od dobrych kilkudziesieciu miesiecy mozna przeczytac na stronie tradera21 o resecie, o tym jak pieniadz papierowy czeka upadek itd. Problem w tym, ze w tym czasie od kiedy wysnuwa te teorie. Mozna bylo:
      - stracic sporo kasy na zakupie sztabek zlota
      - zarobic duzo na akcjach

      Tak wiec trader21 ma duzo racji odnosnie rynku nieruchomosci ale troche zafiksowal sie na resecie.
      Tak jak kiedys profesor Rybinski.

      Usuń
    3. Oni obaj nie docenili sily bankowej mafii :)

      Usuń
  37. Dodruk złotówki czy podatek katastralny - co nas czeka w 2016 roku?

    Wprowadzenie podatku katastralnego może spowodować kryzys na rynku nieruchomości.

    http://myalterfinance.blogspot.com/2015/06/dodruk-zotowki-czy-podatek-katastralny.html

    OdpowiedzUsuń
  38. Odpowiedzi
    1. hmmm.. Lipa:

      "Rząd, żeby przeciwdziałać nadużyciom w korzystaniu z programu dopłat, przewidział w programie sankcje za dokonanie w ciągu 5 lat od dnia nabycia mieszkania wcześniejszej spłaty całości lub części kredytu. Jeśli kredytobiorca w okresie 5 lat od dnia ustanowienia lub przeniesienia własności mieszkania, spłaci całość lub część kredytu - w wysokości większej niż przyznane mu wsparcie - będzie musiał zwrócić część dofinansowania wkładu własnego. To nowe rozwiązanie ma wyeliminować przypadki, kiedy kredytobiorca zaciągał kredyt tylko po to, żeby skorzystać z programu."

      Usuń
    2. w temacie MDM - zbliża się koniec miesiąca... Koniec kwartału... Jakieś typy co do przyszłych stawek odtworzeniowych ? :) W górę? W dół ? A może stabilnie ?
      Ja strzelam, że w górę nieznacznie.

      Usuń
    3. Zmiany stawek w MdM, będą z dniem 01.10 (prawie we wszystkich lokalizacjach), więc jeszcze trochę czasu, ale niestety mam obawy, że będzie powtórka z kwietnia, czyli w górę, tyle że w różnym stopniu w podziale na miasta i okolice.

      Usuń
  39. Jak u Ciebie - promocja :) Widać, komercyjny projekt chyba nie do końca cieszy się dużym powodzeniem :)
    https://oferty.jakusiebie.pl/przyprowadz-sasiada/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No smiech na sali. Podobno zainteresowanie przerastalo wielokrotnie ilosc mieszkan, a teraz robia promo bo nie moga wynajac? I w dalszym ciagu tylko poznan... Moze za rok odpala jeden budynek w drugim miescie ;) Chyba, ze zbieraja z czynszow poznanskich na wklad wlasny na kolejny budynek w innym miescie ^^

      Usuń
    2. O ile mnie oczy nie mylą, na stronie wciąż widnieje do wynajęcia 81 mieszkań ze 124. Cytując byłą wicepremier (a obecnie euro-komisarz) "ale jaja..." To było do przewidzenia, a przynajmniej niektórzy przewidzieli: http://creditslayer.blogspot.com/2015/01/fundusz-mieszkan-na-wynajem-czyli.html
      Z innych tematów około-mieszkaniowych, wybory powinny odbywać się co kwartał i od ręki poprawiłaby się jakość ustaw: http://stojeipatrze.blogspot.com/2015/06/idzie-duza-zmiana-sauron-zniknie-z.html

      Usuń
  40. Nadal nie rozumiecie. Już kiedyś o tym pisałem jak zrobić w konia wszystkich.

    Pisałem, że jak zacznie się rozkrecać program to bedzie więcej mieszkań na wynajem spadna stawki wynajmu nikt nie bedzie kupował mieszkań i bedzie lipa dla deweloperów i włascicieli mieszkań. Więc wykupują mieszkania za publiczne pieniadze dają zaporowe stawki wynajmu i tyle. Deweloperzy i banki sa zadowolone. Rynek najmu też. tylko ludzie którzy nie kupują mieszkań i przepłacaja za wynajem są jak zwykle w d...

    Przecież nie chodzi o to żeby sie te mieszkania wynajeły tylko deweloperzy sprzedali je.

    Ja nie wiem dlaczego myśleliście, że program wynajmu mieszkań bedzie służył wynajmowaniu mieszkań. Nie u nas. Ten program służy żeby mieli pracę znajomi królika i deweloperzy sprzedali niesprzedawalne mieszkania.

    ŻADNE Z TYCVH MIESZKAŃ NIE BEDZIE WYNAJĘTE - ONE BĘDĄ STAŁY PUSTE ( tak ja uważam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @jannowak

      Dlaczego z wyższością stwierdzasz, że tutaj nikt niczego nie rozumie. Tutaj raczej jest entuzjazm, że program który większość tutaj okrzyknęła farsą i napychaniem kasy deweloperom swoimi posunięciami tylko potwierdza nasze wcześniejsze przypuszczenia. Dodatkowo większość z nas jest przeciwko subsydiom, więc taka promocja po prostu wzbudza niekontrolowany śmiech.

      Co do tego czy będą wynajęte czy nie, pewnie część będzie, część po miesiącach stania być może zostanie dostosowanych do rynku - tego nikt nie wie. Ja akurat Twojego przypuszczenia nie podzielam - tzn. że mieszkania będą stały puste na zawsze bo "o to chodziło".

      Ale argument, że program jest głupotą, marnowaniem publicznych pieniędzy podejrzewam, że większość z nas poprze.

      Usuń
    2. Nie stwierdzam z wyższością :) to był raczej taki ton bardzo zfrustrowanego człowieka :)
      Chodziło mi raczej o potwierdzenie tego co sie tutaj czytało, że ten program to sciema tylko nie myslałem, że sie kompletnie nieczego nie boją i pokazujac środkowy palec prosto w twarz nawet nie bedą mieli zamiaru wynająć tych mieszkań.

      Usuń
    3. @jannowak
      1. Część mieszkań znajdzie chętnych. Są ludzie, którzy wolą wynająć drożej od funduszu, niż taniej od prywatnego właściciela, gdyż z takimi właścicielami mieszkań można mieć nieprzyjemne doświadczenia.
      2. Nie wiemy po jakiej cenie zostały kupione mieszkania, gdybyśmy wiedzieli to można by od razu stwierdzić, czy ten fundusz jest kantem. Bez tego możemy tylko gdybać. Ponadto w rządzie, bankach pracuje wielu ludzi, którzy wierzą, podobnie jak większość społeczeństwa, że taki program to dobre działanie, gdyż nie mają wiedzy jaka propagowana jest na tym blogu.
      Więc niekoniecznie taki program jest wyrazem ich złej woli i chęci oszukania wszystkich wkoło i negatywnego wpływu na rynek nieruchomości. Bardziej prawdopodobne, że jest efektem niewiedzy i zbytniej podatności decydentów na podszepty lobbystów.
      3. Jeśli wynajem będzie szedł dalej źle to taki fundusz ma jeszcze możliwości uatrykcyjnienia oferty, niekoniecznie obniżając cenę, ale np. dodając dodatkowe wyposażenie, gratisowe miejsce parkingowe, albo umożliwiając klientom rezygnację z wynajmu w dowolnym momencie (obecnie zdaje się, że kompletnie nie można zrezygnować przed końcem umowy)

      Usuń
  41. Nowy banknot 500-złotowy już niedługo :)

    http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,136200,18195887,Bedzie_nowy_banknot_500_zlotych__NBP__Rozpoczynamy.html

    OdpowiedzUsuń
  42. https://www.youtube.com/watch?v=szgNsfANTFY&feature=youtu.be

    Ubezpieczenie niskiego wkładu własnego zakazane przez sąd

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  44. Odpowiedź na wasze pytania możecie znaleźć tu http://bit.ly/2jwyJGk
    Warto tez poprosić o fachową pomoc...

    OdpowiedzUsuń