sobota, 4 października 2014

Ciekawe ile płacą, za robienie z siebie p... rzewodniczącego 178

Następny wpis miał być bardzo na poważnie, ale jeden z czytelników podrzucił niedawno linka do prześmiesznego wywiadu z p. Jackiem Furgą (to ten, który podpisuje swoim nazwiskiem przytaczany u nas wielokrotnie raport Amrom-Sarfin). Zajmiemy się dziś tym tematem, a wpis na poważnie na pewno też powstanie, bo powstał już w mojej głowie i szkoda byłoby ten genialny pomysł zmarnować ;)

Oryginał wywiadu można znaleźć tu:

http://forsal.pl/branze/artykuly/825585,puste-portfele-polakow-przywroca-mode-na-kawalerki.html

Rozmowa jest mniej więcej o tym, jakie mieszkania interesują Polaków, jakie są tego powody, co będzie się działo dalej... czyli jednym słowem o (ubóstwianej ostatnio w mediach tematycznych) stabilizacji.
Przyjrzyjmy się więc, jak to właściwie jest i jak dalej będzie z tą stabilizacją, oczami
przewodniczącego Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich (nazwa "Komitet" jakoś nieodzownie kojarzy mi się z komitetem centralnym, ale już się nie czepiajmy). W wywiadzie czytamy tak:


"W jakim stopniu wyższy wkład własny wpłynie na rynek nieruchomości?

Z pewnością spowoduje lekkie obniżenie zainteresowania. Na razie wysokość wkładu własnego nie była problematyczna, ale jego poziom urośnie do 10 proc., a później 15 proc. i 20 proc. i będzie stanowił ogromne wyzwanie, zwłaszcza dla młodych ludzi. Jeśli przyjmiemy, że średnia wysokość kredytu oscyluje wokół 200 tys. złotych, kredytobiorca już na starcie będzie musiał uzbierać 20 tysięcy, a w perspektywie 3 lat, nawet 40 tysięcy."

No cóż... wzrost wymagań dotyczących wkładu własnego z pewnością spowoduje obniżenie zainteresowania (przy okazji, z tego powodu, pan Furga pragnie najwyraźniej podnieść zainteresowanie w chwili obecnej). Pytanie, czy ono aby na pewno będzie lekkie... Już wzrost wkładu do 5% spowodował, że udział kredytów z LTV > 80% spadł o 14 p. p. (2 kwartał 2014 względem 4 kwartału 2013), co oznacza spadek procentowej wartości udziału tych kredytów w ogólnej puli o prawie 1/4! W końcówce roku 2013 udział kredytów z LTV POWYŻEJ 80% (czyli nawet popularny przypadek z 20-procentowym wkładem się w tej grupie nie mieści!) wynosił ponad 61%. Po wprowadzeniu minimalnego wkładu w wysokości 20% żaden z tych 61% kredytów nie mógłby zostać udzielony! Czy to spowoduje tylko lekki spadek zainteresowania? Hmm... śmiem wątpić (chyba że opcja ubezpieczenia brakujących 10% wkładu z wymaganych 20% będzie wyglądała tak, jak obecnie, czyli w praktyce kredyt będzie po prostu trochę droższy). 
Poczekamy, zobaczymy... ale "prawdziwe" ograniczenie kredytów do LTV80% miałoby ogromne znaczenie dla rynku (pamiętajmy, że, aby pożyczyć 2 pokoje w Warszawie, trzeba będzie mieć jakieś 70 tys. zł + koszty notarialne/wykończenia/pośrednika, co w praktyce może oznaczać 100 tys. - a to jest już naprawdę dużo, zwłaszcza dla tych, którzy jeszcze nie "kupili" mieszkania; wszak ci bogatsi raczej już "kupili").

"Czy wobec tego klienci częściej będą sięgali po gotówkę?

Trudno powiedzieć, bo jeśli ludzi nie stać na wkład własny, to analogicznie nie będzie ich stać na zakup mieszkania z własnych oszczędności. Przyznaję jednak, że w ostatnich trzech kwartałach liczba inwestycji kupowanych za gotówkę wzrosła."

Ale głupie pytanie :) Skoro klienci nie będą mieli gotówki na 20% wkładu własnego, żeby wziąć kredyt, to wtedy kupią za gotówkę (czyli za 100%)? Trzeba mieć naprawdę otwarty umysł, żeby wysnuć tego rodzaju przypuszczenie. Plus dla p. Furgi za to, że dostrzega ten absurd ;) 
Ale z tym wzrostem inwestycji kupowanych za gotówkę, to przegina. Po pierwsze to słowo... "inwestycja". Kupno mieszkania w znakomitej większości przypadków nie jest żadną inwestycją - jest po prostu zwyczajną konsumpcją. Większość ludzi kupuje tylko jedno mieszkanie (ewentualnie zamienia jedno na drugie) i w nim mieszka - co to ma wspólnego z inwestycją? Kupowanie towaru, który się zużywa i którego praktycznie nie można się pozbyć (bo gdzieś trzeba mieszkać), to konsumpcja niczym się specjalnym nie różniąca od kupna samochodu.
A to inwestowanie za gotówkę, to nie wiem, skąd p. Furga wytrzasnął - może Bartek T. mu tak powiedział (wszystkim mówi, ale mało kto wierzy)? A może to echa raportu NBP, gdzie chłopaki twierdzą (na podstawie błędnych założeń), że 2/3 mieszkań kupowanych jest za gotówkę? To nawet bez głębszej analizy wygląda bardzo podejrzanie, a głębszą analizę na ten temat prowadziliśmy chociażby w tym wpisie:

http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2014/05/jeszcze-zbyt-wczesnie.html

Dalej czytamy o powodach "inwestycji gotówkowych" (których nie ma):

"Dlaczego [ludzie kupują za gotówkę]?

Ludzie widzą, że rentowność lokat i polisolokat jest na tyle nieatrakcyjna, że wolą inwestować w mieszkania. Kwota z wynajmu spłaca kredyt, a my w każdej chwili mamy możliwość spieniężenia naszej inwestycji." 

To uzasadnienie jest już chyba samo w sobie wystarczającym dowodem na to, że opisywane zjawisko po prostu nie ma miejsca
Ludzie widzą, że atrakcyjność oprocentowania lokat jest słaba... hmm... to chyba znaczy, że ludzie widzą prawdziwą inflację (wzrost podaży pieniądza), a nie patrzą w ogóle na serwowaną im wszędzie inflację CPI, wg której mamy przecież... deflację. 2.5% na lokacie po opodatkowaniu (przejściowym podatkiem Belki;) w sytuacji historycznie niskich stóp procentowych i "deflacji" to całkiem nieźle.
Na mieszkaniu możemy co prawda "wyciągnąć" ze 3, może 3.5%, ale tylko wtedy, gdy kupimy je za gotówkę (zakładamy oczywiście totalny brak problemów z najemcami i brak większych "przestojów" w wynajmie). Jak sobie zaciągniemy kredyt ze średnim oprocentowaniem 5.14% (dane NBP), to rzeczywiście stopa zwrotu będzie porażająca (porażająco ujemna). Panie Furga... kwota z wynajmu nie spłaca kredytu! (pan oczywiście to wie, ale udaje g...rzecznie, że nie wie).
Co gorsza, kwota z wynajmu nie spłaca nawet odsetek (a zauważmy, że pan Furga nie mówi o odsetkach, tylko o kredycie, co sugeruje, że wynajem spłaca nawet kapitał!). Pełna kompromitacja, panie Furga.
No i na koniec najlepsze... w każdej chwili mamy możliwość spieniężenia naszej "inwestycji". Zwłaszcza, jak kupimy dla siebie, to rzeczywiście łatwo jest spieniężyć i przeprowadzić się pod most ;) Jak kupimy na wynajem (czyli "zainwestujemy"), to trochę łatwiej spieniężyć, ale p. Furga zapomina chyba o kosztach z tym związanych (np. o pośrednikach, którzy na siłę wpychają się nam do mieszkania), czy chociażby o tym, że po podjęciu decyzji o sprzedaży raczej trudno jest mieszkanie dalej wynajmować, a średni czas sprzedaży (jakkolwiek bezsensownie nie brzmiałoby to określenie) wygląda przecież tak:


Rzeczywiście możemy w każdej chwili spieniężyć - poczekamy od roku do prawie dwóch od decyzji i już spieniężone! ;) Pamiętajmy, że powyższy wykres nie obejmuje przypadków, w których właściciel chciał spieniężyć, ale zasugerował się średnimi cenami w okolicy i do tej pory nie spieniężył...

Pan Furga, jako człowiek banków, powinien jeszcze chyba wiedzieć, że banki z reguły pobierają prowizję od udzielenia kredytu oraz prowizję od jego wcześniejszej spłaty - jeśli więc zdecydujemy się na tę super "inwestycję" w mieszkanie na wynajem, a potem się rozmyślimy, to mamy szansę zapłacić np. 2.5% prowizji za udzielenie kredytu i drugie tyle za jego wcześniejszą spłatę - to się nazywa łatwość wyjścia z inwestycji ;)

"Wyższy wkład odbije się na cenach?

Nic na to nie wskazuje. W kilku ostatnich kwartałach regularnie rośnie liczba zezwoleń i rozpoczynanych budów uzyskiwanych przez deweloperów. To wskazuje, że podaż utrzyma się na stabilnym poziomie, a wraz z nią – ceny."

To jest absolutne mistrzostwo świata! Nowa ekonomia, która przebija wszystkie dotychczasowe dokonania Keynes'a i Bartosza T. razem wziętych ;)
Wyższy wkład nie odbije się na cenach... masakra :) Skoro kredyty z LTV 130% odbiły się na cenach (powodując ich wystrzał w kosmos), to dlaczego w odwrotny przypadek na cenach ma się nie odbić? Skoro przy nowych warunkach kredytowania 2/3 kredytów z końca ubiegłego roku w ogóle nie mogłoby być udzielonych, to to się wg pana nie odbije na cenach? Popyt pewnie nie spadłby o 2/3, ale wystarczyłoby, że połowa kredytobiorców z LTV > 80% nie byłaby w stanie "zorganizować" odpowiedniego wkładu, to już odbiłoby się na cenach bardzo znacząco (zauważmy, że warunki dla kredytów z LTV > 80% są generalnie dosyć słabe, więc obstawiam, że kto był w stanie, zorganizował wkład własny co najmniej 20-procentowy, a reszta po prostu nie miała takiej możliwości).
Dalej jest jeszcze ciekawiej (a myśleliśmy, że ciekawiej już być nie może;) - rośnie liczba zezwoleń i rozpoczynanych budów, więc podaż utrzyma się na stabilnym poziomie, a z nią ceny. To jest chyba najlepsze stwierdzenie z całego wywiadu - wypowiedzenie czegoś takiego musiało pracodawców pana Furgi naprawdę dużo kosztować, bo robienie z siebie ekonomicznego analfabety na takim stanowisku wymaga najpewniej słonej zapłaty. Skoro liczba budów i zezwoleń rośnie, to... podaż chyba też wzrośnie, nieprawdaż? Bo podaż to przecież rozpoczynane budowy. Skoro ta podaż rośnie (widać to chociażby w raporcie REAS za 2 kwartał 2014 - wzrost liczby niesprzedanych mieszkań o 10%), to... ceny czeka stabilizacja? Nie ma to jak nowa ekonomia ;) My twierdzimy, że jak podaż wzrośnie, a popyt będzie słabł w wyniku zwiększenia wymaganego wkładu własnego, nieuchronnego wzrostu stóp procentowych (mimo kolejnego, aktualnego spadku), a w dłuższej perspektywie z powodów demograficznych, to (zgodnie z najbardziej klasyczną ekonomią) ceny także będą spadać.
Niemniej, pan Furga pozostaje zwolennikiem stabilizacji, mimo że jego własne argumenty przemawiają przeciwko niemu :) Może myśli, że nikt nie zauważy? Hmm... ;)

"Na rynku wtórnym też będzie stabilnie? 

Tak, tym bardziej, że w ostatnich miesiącach ceny w tym sektorze wyraźnie spadły. W najbliższym okresie spodziewamy się podtrzymania obecnego poziomu."

Kolejna mega sprawa ;) Na rynku wtórnym oczywiście też będzie stabilnie ;) Skoro na pierwotnym ma być stabilnie, to czemu na wtórnym ma być inaczej? ;) Trzeba uważać, bo klienci pewnie rozumieją tę skomplikowaną zależność, że tuż po kupnie na rynku pierwotnym stają się uczestnikami rynku wtórnego, więc, nie daj Boże, nie można im powiedzieć, że ceny ich ukochanych mieszkanek spadną po zakupie. Co jednak powiedzieć tym, którzy dali się wcześniej namówić na lansowane przez pana Furgę poglądy o atrakcyjności "inwestycji" w wynajem, skoro "w ostatnich miesiącach ceny w tym sektorze wyraźnie spadły"? :) Wyraźnie spadły, czyli o ile, panie Furga? I co spowodowało ten spadek, skoro od dawna mamy już przecież "stabilizację"? Do tego dane NBP jakoś nie pokazują tego spadku (chyba pierwszy raz na tym blogu wyrażamy radość z tego, że ceny czegoś tam nie spadły ;)



Pan Furga oczywiście spodziewa się podtrzymania cen - jakby nie było, jest to pewien postęp, bo już nie spodziewa się wzrostów.

"Jakie mieszkania deweloperzy budują teraz najchętniej? Logika podpowiada, że skoro nabywcy mają problemy ze środkami, to wielkość metrażu także powinna maleć.

I tak się dzieje. Taki trend zauważamy od dłuższego czasu i nic nie wskazuje na to, by coś miało go przerwać. Nabywcy minimalizują koszty i szukają jak najmniejszego metrażu, który spełni ich oczekiwania. Z konieczności wiele osób kupuje bardzo małe „dwójki” lub kawalerki. Zauważają to deweloperzy i jeśli przyjrzymy się ich ofertom, zobaczymy, że takich mieszkań jest w ofercie bardzo dużo."

Redaktorzyna daje tu popis swojej "inteligencji" - "logika nakazuje, że skoro nabywcy nie mają pieniędzy, to wielkość mieszkań powinna spadać". Nie, panie redaktorze! Absolutnie nie! Logika nakazuje, że skoro nabywcy nie mają pieniędzy, to cena (a nie wielkość mieszkania) powinna spadać! Pamiętajmy, że potrzeby mieszkaniowe człowieka są jakieś tam i dostępność kredytu nie wpływa na nie w sposób bezpośredni. Skoro już teraz 2-pokojowe mieszkanie jest praktycznie poza zasięgiem przeciętnej polskiej rodziny, to co... uważa pan, że rodzina ma zbyt duże wymagania i powinna w tym układzie mieszkać w kawalerce?? Hello!? 
Pan Furga oczywiście zgadza się z punktem widzenia pana redaktorzyny - nabywcy szukają coraz mniejszych mieszkań :) I to jest jakiś absurd - przecież nabywcy nie szukają mniejszych mieszkań, bo lubią się przytulać całą rodziną. Nabywcy szukają jak największych mieszkań, na które ich stać (albo wydaje im się, że ich stać). Ponieważ deweloperzy stwierdzili, że, zamiast zmniejszyć cenę metra, mogą po prostu zmniejszyć liczbę metrów (zysk praktycznie zostaje ten sam), to biedni kupujący nie mają wyjścia i pożyczają coraz to mniejsze mieszkania, które standardem/rozkładem są już znacznie gorsze od produktów rodem z PRL (a za jakiś czas nikt nie będzie chciał w tym "czymś" mieszkać). Ten mechanizm ładnie maskuje spadek cen w Polsce - niby średnia cena metra spadła od szczytu bańki o 15-20%, ale średnia cena "całego" mieszkania spadła znacznie bardziej, bo teraz ludzie kupują/pożyczają po prostu mniejsze mieszkania. Tylko przypominamy panu redakotrzynie, że nie wynika to z ich sympatii do małych mieszkań, tylko z tego, że deweloperzy postanowili za wszelką cenę utrzymać swoje 50-procentowe marże (a rynek wtórny za wszelką cenę stara się uwierzyć w dyrdymały pokroju tych, prezentowanych tu przez pana Furgę).

"A czy nie jest tak, że od zakupu mieszkania odstraszają ciągle zmieniające się przepisy?

Klarowność i długoterminowość zasad zakupu mieszkania to podstawa i w tej materii faktycznie jest problem. To najważniejszy wydatek w życiu, często planowany w momencie, gdy przepisy są zupełnie inne, niż w momencie zakupu."

Tego jeszcze nie słyszeliśmy - od kupna mieszkania odstraszają nas przepisy :) Jakie przepisy? Bo ja takich nie znam... chyba że panowie dyskutanci wiedzą coś o ewentualnym podatku katastralnym ;) Od zakupu mieszkania odstraszają ciągle absurdalne ceny (nas np. odstraszają bardzo skutecznie ;) Oczywiście aspekty prawne też mają pewne znaczenie - od zakupu od dewelopera odstrasza nas fakt, że firmy zamiast mieszkań próbują sprzedawać nam obietnice wybudowania mieszkania (ile warta jest taka obietnica, niedawno przekonali się klienci Gant'a... czy tam jakiegoś holdingu spółek, zarejestrowanego na Cyprze, którego "majątek" nie wystarczył nawet na opłacenie syndyka i przeprowadzenie procesu likwidacji upadłościowej ;)

"Do tego dochodzą nowe programy, które nie rozwiązują sprawy. „MdM” poniósł klęskę. Jaki jest sens wdrażania takich projektów?

Do „MDM-u” od początku podchodziliśmy sceptycznie. To było awaryjne rozwiązanie przygotowane przez ministerstwo, często niezrozumiałe i nie do końca opłacalne dla nabywców. Rozwiązanie problemu zakupu mieszkań jest zupełnie inne."

Klęska Mdm polega na tym, że udało się (na razie) zmarnować jakieś 250mln naszych (podatników) pieniędzy. Gdyby udało się zmarnować pełną pulę (600mln + pula na przyszły rok), klęska tego programu byłaby jeszcze większa. Każde marnotrawstwo publicznych=naszych pieniędzy jest klęską rządu i wszystkich jego wyborców. Jeśli pan redaktorzyna nie wie, to sens wdrażania takich projektów polega na tym, żeby możliwie długo utrzymać zawyżone ceny mieszkań (dla Mdm dodatkowym sensem było przekierowanie strumienia klientów z rynku wtórnego na pierwotny, co by kolegom deweloperom nie zabrakło jeleni podczas polowania ;)
Tym razem wyjątkowo się z panem Furgą zgadzamy - rozwiązanie nie jest opłacalne dla nabywców (co jest bardzo zrozumiałe, o czym było przed chwilą). Zgadzamy się także, że rozwiązanie problemu mieszkaniowego jest zupełnie inne, ale nie zgadzamy się, że jest takie, jak prezentuje nam pan Furga:

"A mianowicie?

Podstawa to budowanie długoterminowego kapitału. W kilku krajach Europy Środkowo-Wschodniej wprowadzono kasy budowlane, które sprawdzają się znakomicie. Państwo zachęca obywateli do oszczędzania poprzez dopłaty do środków, które udało się już odłożyć. W tej sytuacji, zdecydowanie łatwiej byłoby uzbierać chociażby na wkład własny, bez konieczności papierologii i corocznego zapoznawania się z nowymi programami."

Podstawa to rzeczywiście długoterminowe oszczędzanie, ale rozumiane zupełnie inaczej, niż jakieś magiczne kasy budowlane, które niby się znakomicie sprawdzają w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (a właściwie, to w których krajach funkcjonuje takie rozwiązanie? Można na Ukrainie? ;) Albo na Węgrzech z kolosalną liczbą kredytów frankowych? Szkoda, że pan Furga nie podaje żadnych konkretów). Wg pana Furgi państwo (czyli my, podatnicy... nie wiem, czy pan Furga zdaje sobie sprawę z tego, że państwo nie ma praktycznie żadnych pieniędzy poza tymi, które zabierze siłą swoim obywatelom), ma dopłacać do oszczędzania. No fajnie, ale... dlaczego państwo nie zlikwiduje przejściowego podatku Belki? Po co dopłacać, skoro można by zacząć od tego, że przestanie się zabierać? Hmm... pewnie dlatego, że wtedy korzyści odnieśliby wszyscy oszczędzający, a (wątpliwe) korzyści mają przecież odnieść tylko ci, którzy oszczędzają na mieszkanie w jakichś magicznych kasach, prowadzonych przez banki, z których najpewniej nie tak łatwo się wycofać (pewnie pierwszymi chętnymi na takie rozwiązanie będą tzw. "przywiązani do polisolokat" ;) Jak zawsze, interes banków jest najważniejszy. 
Na szczęście Polacy dobrze pamiętają książeczki mieszkaniowe, na których (wskutek inflacji) stracili praktycznie całe oszczędności, więc nawet, gdyby taki program powstał, pewnie podejdą do niego z należytą rezerwą.
Wracając jednak do idei tego, że podstawą jest długoterminowe oszczędzanie - tu pan Furga (chyba wbrew swojej intencji) trafia w sedno. Podstawą zdrowego rozwoju gospodarczego są (wg szkoły austriackiej) oszczędności. Tylko skoro tak, to dlaczego państwo razem z bankami walczy z oszczędnościami? Dlaczego powszechnie obowiązujący system rezerwy cząstkowej z definicji walczy z oszczędnościami, nakładając na nie podatek inflacyjny? Dlaczego pan Furga nie zauważa(?), że aktualny system bankowy jest w 100 procentach za to odpowiedzialny? Odpowiedź jest prosta - gdyby nie rezerwa cząstkowa, nie byłoby banków (w znanej nam formie), a wtedy pan Furga nie miałby pracy i obawiam się, że żaden pracodawca po przeczytaniu tego wywiadu by go nie zatrudnił ;)


"Na hasło przewodnie wybija się „stabilizacja”. Czy istnieją w takim razie jakiekolwiek zagrożenia dla rynku nieruchomości?

Zaniepokojenie budzą zasady odchodzenia od konieczności uzyskiwania pozwoleń budowlanych. Taka praktyka ma sens w krajach, gdzie plany zagospodarowania przestrzennego są oczywiste i wiążące. U nas może to doprowadzić do budowlanej samowolki i licznych sporów wynikających z tego tytułu."

Jak widać, jedynym zagrożeniem dla naszej mitycznej "stabilizacji" jest wg pana Furgi to, że teraz ludzie będą mogli budować sobie domy, pytając o zgodę trochę mniejszą liczę urzędników niż wcześniej - jest to oczywiście zagrożenie dla deweloperów, a poniekąd także i dla banków. Ci pierwsi mogą stracić część klientów, którzy, zamiast kupowania dwukrotnie przewartościowanej klity w bloku, zbudują sobie po prostu dom, ci drudzy mogą stracić klientów podwójnie - zarówno wśród budujących na własną rękę, jak i wśród deweloperów, których w części finansują. Zyskać na tym mogą oczywiście obywatele, ale ich losem nikt się przecież nie przejmuje. 
Jest chyba oczywistym, że na własnej ziemi powinno się móc budować cokolwiek, co nie przeczy ogólnie przyjętym zasadom w okolicy (planom zagospodarowania przestrzennego lub istniejącej architekturze). Jak patrzę na nowe deweloperskie bloki powciskane pomiędzy zabudowę jednorodzinną na Starym Żoliborzu, to aż dziw mnie bierze na zdziwienie pana Furgi - żaden prywatny właściciel, budujący dom dla siebie, nie wystawi czegoś, co powystawiali deweloperzy zgodnie z wcześniej obowiązującym prawem, które chciałby przywrócić pan Furga.

Jeśli ową upragnioną "stabilizację" rozumieć jako aktualną sytuację, w której ceny mieszkań przestały (na czas jakiś) spadać i nadal są co najmniej o 1/3 zawyżone, w której deweloperzy notują niezłe wyniki sprzedaży, bo rynek wtórny wciąż żyje marzeniami sprzed 6 lat, w której rządowe programy "pomocowe" pomagają jedynie deweloperom i bankom i w której akcja kredytowa jest (stabilnie) 2 razy niższa niż w szczycie bumu, to ja widzę dla niej kilka zagrożeń:

1. Wspominany już w artykule wpływ zwiększenia wkładu własnego (wpływ ten będzie zależny od tego, jak będzie traktowane ubezpieczenie brakujących 10% wkładu przy wymaganym wkładzie w wysokości 20%).

2. Nieuchronny wzrost stóp procentowych - na razie wszystko jest "pięknie" i stopy jeszcze spadają, ale Amerykanie coraz częściej wspominają o jakiejś tam formie powrotu do "normalności". Jeśli się do niej nie powróci, cały aktualny system finansowy ma ogromne szanse się zawalić.

3. Powiązany z pkt. 2. problem kredytobiorców frankowych, spośród których bardzo wielu "zbankrutuje", jak tylko Szwajcarzy podniosą stopy - będzie to miało niebagatelne znaczenie dla banków (prawie 150mld w kredytach frankowych) oraz dla rynku, na którym siłą rzeczy pojawi się o wiele więcej licytacji komorniczych (których już teraz jest coraz więcej).

4. Deweloperzy znowu zaczęli budować więcej, niż są w stanie sprzedać - jeśli taka sytuacja się utrzyma, presja na obniżki cen (i złamanie stabilizacji ;) będzie coraz większa.

5. Mdm nie spełnia swojej roli - program miał pomagać deweloperom/bankom, ale został źle skonstruowany (za mała "korzyść" dla klienta), przez co nie przyniósł pożądanych efektów. Jeśli nic się za bardzo nie pomajstruje przy jego idei, to deweloperzy mogą się na nim przeliczyć.

6. Sprzedawcy na rynku wtórnym (zwłaszcza w Warszawie) zrozumieją, że czas działa na ich niekorzyść - jeśli tylko do tego dojdzie (poprzez obniżki cen ofertowych na tym rynku), deweloperzy wreszcie poczują oddech prawdziwej konkurencji i nici będą ze stabilizacji ;)

7. Ciągły brak opłacalności "inwestycji" w wynajem mieszkania - rozsądnie skalkulowane zyski z wynajmu typowego mieszkania powodują, że każdy, potrafiący odrobinę liczyć, człowiek, trzyma się od tego interesu z daleka. Ponieważ ceny najmu i tak są wysokie (a ceny mieszkań jeszcze wyższe), to nie bardzo widać nadzieję na odwrócenie tego stanu rzeczy.

7. Demografia - my tu gadu gadu, a z roku na rok coraz mniej Polaków (spadek liczby studentów, czyli najbardziej znaczącej grupy na rynku wynajmu, jest proporcjonalnie jeszcze szybszy) - już w 2011 roku mieliśmy więcej mieszkań niż gospodarstw domowych:

http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2013/09/ilu-mieszkan-brakuje-w-polsce-hmm.html

Sytuacja ta będzie się tylko pogłębiać.

8. III WW - z zagrożeń nieco bardziej abstrakcyjnych, mamy jeszcze potencjalną możliwość wybuchu trzeciej wojny światowej. Działalność USA na wielu frontach (Irak, Afganistan, Egipt, Libia, Syria, ostatnio także Ukraina oraz Hong kong) i rozwijający się konflikt z Rosją oraz Chinami każe się zastanowić, czy nie jest to przypadkiem desperacka próba utrzymania hegemonii USA, która wraz z praktycznym spuszczeniem dolara do sedesu przed FED, może być ostatnim ratunkiem przed wewnętrznym załamaniem się systemu. Ale to tylko takie dywagacje ;)

Jak widać, jest kilka poważnych "zagrożeń" dla ukochanej przez wszystkich(?) "stabilizacji" i są to zagrożenia całkowicie nieuchronne (może z wyjątkiem ostatniego ;)


Obiecuję, że następny wpis będzie już dotykał rzeczy fundamentalnych (może nawet aż za bardzo), ale wywiad z panem Furgą wręcz domagał się komentarza. Dzięki temu, co przeczytaliśmy, możemy go śmiało postawić na równi z wielce zasłużonymi w temacie legendami: Bartkiem T., Olą Sz. i Markiem W (z "najlepszych" lat). 
O ile można mieć teorię inną niż nasza, o tyle warto by ją sensownie uzasadniać. Bo twierdzenie typu "deweloperzy więcej budują, więc podaż pozostanie stabilna, a ceny nie spadną" wyjątkowo nie przemawia do naszego chłopskiego rozumu ;)
Jeśli pan Furga nas czyta (skoro my czytamy jego, to mógłby się odwzajemnić ;), to zachęcamy do polemiki - jeśli to my popełniamy błąd, a on ma rację, to chętnie ów błąd zrozumiemy i przekażemy tę nową wiedzę wiernym czytelnikom. 

W końcu płatne poglądy powinny być chyba bardziej wartościowe niż darmowe, nieprawdaż? :)

178 komentarzy:

  1. Jest jedna przeciwwaga dla wszystkich "za" spadkami. Bloki powstałe ulegną samoczynnemu rozkładowi, ale póki co pod ociepleniem tego nie widać więc załóżmy, że nas może przetrzymają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie obawy, jak widzę czasem jakość "nowych" budynków. Podczas mojej przygody z pewnym "apartamentem" (powered by JWC), pewnej wiosny porozwieszano w garażu foliowe płachty, żeby woda nie kapała z sufitu na samochody. Im niższy poziom, tym więcej płacht :) Na moje miejsce garażowe (poziom środkowy) na szczęście akurat nie padało(!)... ;)
      Niemniej, tamto mieszkanie wspominam z wielkim rozrzewnieniem - w końcu to właśnie w tych trudnych warunkach poznałem Rudą, więc jakieś niezaprzeczalne zalety te "apartamenta" jednak mają... ;)

      Jak już grzyb i bagna pochłoną co niektóre budynki (pewnie głównie w Miasteczku Wilanów), to pozostanie zawsze niezniszczalna wielka płyta:

      http://creditslayer.blogspot.com/2014/10/sen-deweloperow-czyli-ratuj-sie-kto.html

      Usuń
    2. A jak wygląda sprawa z mieszkaniem w wielkiej płycie? Jeśli ktoś centralnie zdecyduje że blok zakończył już swój żywot i ma zostać rozebrany, czy w takiej sytuacji mieszkańcom zostaną równie centralnie zasponsorowane nowe bloki?

      Usuń
    3. Centralnie taki mieszkaniec może puknąć się w czółko. Poza tym oczywiście gmina musi zapewnić jakąś norę socjalną z wychodkiem na ogródku.
      Czego by nie mówić o deweloperach, to jednak nowe mieszkania rynek wycenia wyżej (około 45%), a monolit postoi 300 lat. Płyta pewnie dociągnie do setki.

      Usuń
    4. Czy ktoś wie, jak się skontaktować z facetem od Rudej, czyli autorem?

      Może w tytule przelewu zagaić?

      Usuń
  2. A może domek z ogródkiem? Ziemia tanieje, bo ludzie wracają do tanich mieszkań :)

    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1146413-Maly-popyt-na-ziemie.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 600zł za mkw. gołej ziemi? Chyba kogoś nieźle .... Te ceny osiągnęły himalaje absurdu. To już nie bańka, ale mega bania, to jest jakieś szaleństwo.

      Usuń
  3. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Koszty-kredytu-hipotecznego-Polska-daleko-za-Europa-3210947,2.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Idą ostro z ofertą :D http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,fundusz-mieszkan-na-wynajem-we-wroclawiu-kompletnie-nie-dziala-i-szybko-nie-ruszy,wia5-3273-21873.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ktos rozlicza bgk z zapowiedzi? Nikt, wiec po co maja sie spieszyc. Kopacz oglosi kolejne plany i tak przeczekamy kolejne pare lat ;)
    Dobrze, ze tuskomatola juz nie ma w PL :)
    Poza tym ....
    Troche za dobre te wyniki sprzedazy maja deweloperzy, caly czas rozczniki wyzowe wpompowuja po 7k/m2
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Sprzedaz-mieszkan-przez-deweloperow-w-III-kwartale-2014-3213268.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Eksperci zgodnie podkreślają, że zaprezentowane przez spółki wyniki są dobre, a koniunktura na rynku wciąż się poprawia. Wśród głównych powodów takiego stanu rzeczy wymieniają oni m.in. stabilizację poziomu cen."

      ...główny powód wzrostów to "stabilizacja..." - nadużywanie tego słowa przechodzi już ludzkie pojęcie :)

      Cała wypowiedź jest tyle samo warta co stwierdzenie p. Furgi: "Deweloperzy zwiększają podaż, więc ceny mieszkań nie mają powodu spaść"

      i komentarz bankruta Emmersona...oględnie:
      "W Polsce obserwujemy tak duży brak mieszkań na rynku, że wszyscy znajdą swoją niszę. Aż tak dużo na pewno się nie buduje - podsumowuje." - merytoryczna analiza poparta rzetelnymi danymi :)

      Wszyscy naganiacze, będą zaklinać rynek, kłamać w żywe oczy, bo z tego żyją - tacy jak my wyśmiewają ich, ale ważniejsze jest to, że tych którzy mogliby im uwierzyć jest coraz mniej (demografia w stosunku do ilości mieszkań ogółem) i dzięki temu cała sytuacja cenowa powinna powoli zmieniać się w dobrym kierunku.

      Usuń
    2. No ok tylko te wyniki podaja spolki gieldowe, wiec albo ktos te mieszkania kupuje albo sa to transakcje wzgledem roznego rodzaju funduszy.
      Poza tym z wlasnej obserwacji w Warszawie wielkich tlumow nie widzialem w biurach sprzedazy.
      Wyjatek stanowil Robyg(Wilanow) - tam ludzie mialem wrazenie zabijali sie o mieszkania na makiecie ...

      Budimex mogl ta sprzedaz wyrobic na mieszkaniach w Krakowie ktore sa sporo tansze niz u konkurencji.

      Dziwne te wyniki troche wbrew logice :)
      W kazdym razie w dlugim terminie tym bardziej chyba zainwestuje w branze windykacyjna ...

      Usuń
  6. Działalność głównej tuby naganiaczy czyli: HB, OF, L'sB, L'sH, Emmerson, RynekPierwotny,com, Szybko.pl, kiedyś jeszcze redNet, no i oczywiście REAS, nieco osłabła, ale do roboty wzięli się "prezesi i dyrektorzy"

    p. Furga, tak jak i nowy prezes PZFD Konrad Płochocki, to osoby które będą za wszelką cenę bronić poziomu rynku (marż), bo na pewno płacą im tyle, że o swojej sytuacji mieszkaniowej już dawno zapomnieli :), oni w zakłamanym przez nich rynku nieruchomości nie uczestniczą.

    p. Furga i p. Płochocki w swoich wypowiedziach posuwają się do tego stopnia w propagandzie, że gołym okiem widać jak potężnie ich wywiady - które potem są przedrukowywane wszędzie - są ustawiane.
    Prowadzący zadaje pytanie, które już w sobie zawiera twierdzącą odpowiedź, którą jedynie "prezes / dyrektor" rozwija.

    Credit Slayer wyśmiał p. Płochockiego

    http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/821409,mieszkaniowa-bomba-tyka-lokale-beda-drozec.html
    http://creditslayer.blogspot.com/2014/10/sen-deweloperow-czyli-ratuj-sie-kto.html

    Stos bzdur, nt. wzrostu cen mieszkań:
    1. "Podstawową przyczyną wzrostu cen będą zmiany przepisów technicznych."
    2. "po długotrwałym spadku cen ludzie boją się ich wzrostu"- więc mają kupić teraz, przez co (nieświadomie) ten wzrost mają wywołać...
    3. W opozycji do demografii p. Płochocki zarządzi interwencyjne zmniejszenie podaży „...ale obok niżu mamy tykającą bombę zegarową w postaci mieszkań, które niebawem będą musiały być wyburzone”

    Bzdury pozostaną tylko bzdurami.

    A wracając jeszcze na koniec do p. Furgi, lepiej się go ogląda niż czyta, bo widać jak bardzo jest spięty i jak mocno cedzi słowa, żeby czegoś nie chlapnąć głupiego, co jak widać nie udaje się zawsze w słowie pisanym.

    Podsumowanie z 2011r. / przewidywania na rok 2012:

    http://bankier.tv/2012-to-bedzie-ciekawy-rok-na-rynku-nieruchomosci-10250.html

    Polecam około 8 minutę, gdzie p. Furga odkręca prognozę PKO BP o możliwym 30% spadku cen mieszkań w ciągu dwóch lat, a dodatkowo tutaj jest dorobiona teoria dlaczego PKO BP wyskoczył z takim stwierdzeniem:

    http://prnews.pl/hydepark/pko-bp-gra-na-spadki-cen-nieruchomosci-bo-szykuje-sie-do-przejec-67654.html

    Jak widać na rynku kredytów hipotecznych nie tylko podaż mieszkań i popyt chętnych na nie odgrywają rolę :D, "każdy o coś gra"

    Zwracam uwagę na zakończenie wywiadu w Bankier.tv, na pytanie wprost: "Ile jeszcze ceny mieszkań spadną"
    p. Furga oczywiście nie odpowiada wprost, wręcz stwierdza, że mniejsze mieszkania to już zaczną drożeć

    ZBP (centrum analiz AMRON-Sarfin) i PZFD, mediach intelektami swoich prezesów / dyrektorów, od kilku lat walczą o utrzymanie poziomu cen na rynku mieszkań i to się nigdy nie zmieni, ale oczywiście nie zaprzestawajmy ich za to wyśmiewać :)

    A co do pomysłu ratowania kredytów frankowych (czyli kolejnego ograbienia budżetu i podatników), to jest ciekawy artykuł:

    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/710047,1147082-Frankowcy-nie-chca-takiej-pomocy.html

    OdpowiedzUsuń
  7. No i już oficjalnie - kolejna obniżka stóp:
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16769930,Ostre_ciecie_stop_procentowych___sa_najnizsze_w_historii_.html#BoxSlotI3img#MT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe blogowi wieszcze od podnoszenia stop

      Usuń
    2. Nie wiedziałem, że działacze FED blogują ;-) :
      http://1.bp.blogspot.com/-HtcpBiqpE7M/VCWXruCyWlI/AAAAAAAABJ8/r_vd3YY1ZIc/s1600/fomc.PNG
      Pożyjemy, zobaczymy.

      Usuń
    3. Czyli odpływ depozytów na rynek nieruchomości, zwiększona ilość kredytów na rn. Skutek - ceny mieszkań w górę, spadek stawek za wynajem.

      Usuń
    4. i głos rozsądku, tylko czy ktoś go posłucha

      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-przygotowac-sie-na-koniec-taniego-kredytu-7218741.html

      Usuń
    5. Znów rekordowa sprzedaż, będą trąbić przez 2 tygodnie ;) http://www.bankier.pl/wiadomosc/Sprzedaz-mieszkan-przez-deweloperow-w-III-kwartale-2014-3213268.html

      Usuń
    6. Kurcze, chcialbym zobaczyc ten spadek cen na wynajem. Myslalem, ze juz teraz z racji mniejszej ilosci studentow bedzie sie dalo to zauwazyc ale jakos sie nie da. Ceny sa takie same jak w ubieglym roku (Mowie tu o moim Wroclawiu). A przeciez najemncow mniej sila rzeczy, bo jest mniej studenciakow, mieszkan wiecej niz bylo. :/

      Usuń
    7. Dlatego prawdopodobnie jest jeszcze pole do zakupu mieszkań w celach inwestycyjnych przy niskich stopach procentowych oraz napływie ludzi z prowincji. To potrwa jeszcze ze 3-4 lata.

      Usuń
    8. Obniżenie stup procentowych jest tylko kolejnym krokiem w celu utrzymania władzy przez Panującą PO, nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, ale Pan Belka gra w jednej drużynie tego zespołu i będzie robił wszystko, żeby Polakom "żyło się lepiej" na Zielonej Wyspie. Dlatego sprawi nam jeszcze kilka takich prezentów, aby umoczyć jeszcze większa liczbę osób, których na mieszkanie nie stać. Proponuję przyjrzeć się warunkom kredytowym bo obniżka stup w bardzo małym stopniu odbija się na ofercie banksterskiej.

      Usuń
    9. Najlepszym prezentem dla ciebie byłby... słownik ortograficzny!

      Usuń
    10. Fakt pisane było na gorąco więc słownik by się przydał jak nic:) ale myślę, że brak w stopach procentowych "ó" nie jest na tym forum forum najważniejsze. Nie mniej jednak kajam się pokornie:) i na przyszłość postaram się naprawić swój błąd.

      Usuń
  8. W zeszłym roku było podobnie, WIBOR 3m był niżej niż stopa referencyjna.
    Mam kredyt o stałej racie (zmiana stóp powoduje zmianę okresu kredytowania).
    Moim sposobem na kredyt jest przekazywanie 1/3 nadwyżki budżetowej na nadpłatę kredytu i 2/3 na konto oszczędnościowe, jak osiągnę zadowalający poziom oszczędności to albo go zredukuję o połowę nadpłacając kredyt albo zmienię proporcje przekazywania nadwyżki.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Stefan: "Czyli odpływ depozytów na rynek nieruchomości, zwiększona ilość kredytów na rn." Trochę to wątpliwe, bo jak ktoś ma trochę grosza, to raczej ma i trochę rozumu i "inwestycyjnie" mieszkań kupował nie będzie na spadającym rynku (przecież miałby wynajmować, a w tym obszarze rzekomo mają spaść ceny). Nie zakładam też, że taki potencjalny inwestor jest głupszy niż piszący komentarz Stefan i tej prawidłowości (spadające ceny najmu) nie widzi :-)
    Ceny windowali zwykle kredyciarze bez grosza, a ci raczej nie kupowali inwestycyjnie.
    Napływ ludzi z prowincji...Ale oni raczej wybiorą Londyn albo Frankfurt, a ci, którzy przyjeżdżają do Wawy czy Wrocka raczej wielkimi inwestorami nie są... Dopiero chcą się dorobić a na początek raczej wynajmują.
    Ale może @Stefan zainwestuje a potem podzieli się z nami wrażeniami "inwestora"? Bo skoro taniej ma nie być, a w perspektywie 3-4 lat raczej drozej, to może taki głos będzie odświeżający na tym forum - wsród nas, głównie wynajmujących (choć nie tylko z musu ale też z wyboru) szaraczków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętajmy też o istotnej wysokości kosztów transakcyjnych, zwłaszcza na rynku wtórnym (2% podatek od czynności cywilnoprawnych), które sprawiają, że zakup mieszkania na wynajem w polskich realiach może mieć sens wyłącznie w perspektywie długoterminowej. Zakup mieszkania na wynajem przez 2-3 lata jest działaniem całkowicie bez sensu.

      Usuń
    2. "Ceny windowali zwykle kredyciarze bez grosza, a ci raczej nie kupowali inwestycyjnie." - owszem, ale nie tylko.

      Nie chce mi się szukać na szybko źródła, ale podawano kilkukrotnie, że w samej Warszawie w czasach bumu kredytowego lat 2006-2009, aż 1/3 rynku mieszkań była w rękach spekulantów (zagranicznych funduszy inwestycyjnych, doradców finansowych kupujących pakietowo mieszkania w imieniu swoich klientów i osób indywidualnie w mieszkania inwestujących)

      Teraz biorąc pod uwagę, że przyjęło się, że średnio cykl koniunkturalny w nieruchomościach trwał około 10lat., to licząc od 2004r. teraz - według wielu - jak nic wypada, że to jest TEN, czas na zakup mieszkania, tuż przed wzrostami cen...
      Przy czym fundamentalne czynniki takie jak demografia i dostęp do kredytu (pomimo najniższych stóp procentowych w historii, zablokowany dostęp do kredytów denominowanych), są zupełnie inne niż 10lat temu, to mimo wszystko znajdą się osoby, które będą zaklinać rzeczywistość.

      Dla przykładu inwestycja w Lublinie, dość osobliwa bo w formie wysokiej zabudowy (17 pięter) - taki prawie apartamentowiec:

      http://www.tbv.pl/metropolitan-park.html

      W sprzedaży od około 3 lat, oddany do użytkowania pod koniec ubiegłego lub na początku tego roku. Na 162 mieszkania, około 50 wciąż wolne.
      Pierwsze ceny "od 5500zł/m2", teraz od kilku miesięcy już "od 5000zł/m2" - i nie widać kolejek do dewelopera.

      Ale najlepsze jest to, że zakupione mieszkania wracają na rynek wtórny w cenach ...6500zł/m2

      http://otodom.pl/mieszkanie-lublin-lsm-53,19m2-2-pokoje-345000-pln-id31415377.html

      Dodatkowo taki obrót spraw zaciemnia trochę postać rynku, bo po pierwsze sprzedaż u dewelopera "jakoś w 2/3 poszła" - to znak, że koniunktura wraca, po drugie mieszkania pojawiają się na rynku wtórnym w dużo wyższej cenie - to znak, że ceny rosną, a tak na prawdę jest marazm na tym pułapie cenowym.

      [Naturalnie nie reklamuję i nie polecam tej inwestycji - zwracam tylko uwagę na mechanizm działania]

      Więc jak widać na przykładzie są osoby, które ślepo wierzą w odwrócenie trendu (i to jest TEN moment), chociaż prof.Łaszek w jednej z publikacji, tonuje nastroje:

      http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/mieszkania/co-sie-dzieje-z-cenami-mieszkan,5659194,magazyn-detal.html

      "Obyśmy tylko nie dali się znowu zwariować. Tym zbyt niecierpliwym przypominam, że oprócz krótkookresowych (6-15 lat) cykli na rynkach nieruchomości mieszkaniowych, są jeszcze te długookresowe powodowane przez tzw. czynniki fundamentalne (dochody, liczba ludności, liczba gospodarstw domowych, migracje oraz podaż zasobu). Te ostatnie nie są dla nas długookresowo korzystne, sytuacja mieszkaniowa nie jest obecnie zła, mieszkań stale przybywa, bieżące ceny mieszkań wysokie a prognozy demograficzne raczej kiepskie. W ekonomii nic nie jest na zawsze, a bajka o zawsze rosnących cenach nieruchomości, zwłaszcza mieszkań, jest tylko bajką."

      Usuń
    3. Dodatkowo w USA, znowu coś kombinują z kredytami, tym razem na samochody i na studia.

      http://m.wyborcza.biz/biznes/1,106501,16741072,Powtorka_z_przekretu.html

      "Podobnie jak z pożyczkami hipotecznymi te na używane samochody zbiera się do kupy, tworzy z nich skomplikowane obligacje, które banki sprzedają firmom ubezpieczeniowym, funduszom emerytalnym i innym inwestorom, a to napędza popyt. W 2013 roku udzielono pożyczek na samochody na blisko 500 miliardów dolarów. 27 procent stanowiły pożyczki dla klientów o wątpliwej wiarygodności kredytowej. Tak jak kiedyś wspólnikami są agencje ratingowe, które oceniają bezpieczeństwo obligacji. Wielu przyznają najwyższy znak jakości, AAA, czyli uznają je za bezpieczniejsze niż dług rządu USA (rząd, choć jego dług stracił trzy lata temu rating AAA, płaci śmiesznie niskie oprocentowanie - ok. 2,4 procent za obligacje dziesięcioletnie)."

      Na chwilę obecną w Polsce podniesienie stóp %, lub powtórka z 2009r. czyli na skutek krachu w USA strata zaufania i zamrożenie pożyczek pomiędzy bankami, co prowadzi do zamrożenia "z dnia na dzień" akcji kredytowej załamie sprzedaż mieszkań doszczętnie.

      Osobiście inwestowania w mieszkania na krótką sprzedaż nie widzę, a na wynajem (na przykładzie Lublina) jedynie w ścisłą okolicę uczelni, z myślą o studentach z zagranicy. (W Lublinie dużo przyjmujemy studentów ze Skandynawii o korzeniach indyjskich - medycyna, weterynaria - i są w stanie płacić wyższe stawki za najem mieszkania)

      Usuń
  10. 70 % młodych ludzi mieszka z rodzicami, nie sądzicie że oni w końcu zaczną kupować mieszkania? :
    http://www.interia.tv/wideo-mlodych-polakow-nie-stac-na-mieszkania,vId,1562177
    Sądzę, że w tych 70% jest dużo ludzi wynajmujących, którzy oficjalnie mieszkają z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie zaczną kupować mieszkań po dzisiejszych cenach. Na zasadzie "już nie mogę dłużej czekać / wynajmować / mieszkać z rodzicami - idę i kupuję" Chodząc po biurach sprzedaży rozmawiając z działami sprzedaży deweloperów widzę tą tendencję "przetrzymamy kupujących nie obniżając cen". Wiąże się to niejako z nieformalną zmową cenową, a finał jest taki, że potężnie rosną długi za prace budowlane. Deweloperka "przetrzymuje" kupujących na barkach głównego wykonawcy inwestycji i tysiąca ludzi podczepionych pod niego (podwykonawcy, dostarczyciele materiałów, usług itd.)
      W filmiku, "Sz.P." nie powiedział, że ludzie młodzi mieszkają / czekają u rodziców z gotowymi pieniędzmi na lokacie, a nie kupują mieszkań ponieważ uważają, że są za drogie lub z rodzicami wygodniej im się żyje, tylko stwierdził wyraźnie, że młodych osób na mieszkanie nie stać.
      I to teraz możemy powiedzieć, że dosłownie ich nie stać, ponieważ urealniono nieco przyznawalność kredytów.
      Jeszcze 6-7lat temu powszechnie twierdzono, że niemal wszystkich stać...

      W wywiadzie szczególnie zwrócono uwagę na wprowadzenie pomocy (programy oszczędzania), które miałyby pobudzić nabywanie mieszkań przez osoby młode, a to nie stanie się ani za miesiąc, ani za 2, ani za rok - a deweloperka potrzebuje potężnego zwiększenia sprzedaży już - na obecnym poziomie cen.
      Porównania do Niemiec (potężnie rozwinięty i ucywilizowany rynek najmu), Danii (jedne z najwyższych pensji w EU) to duże nadużycie i manipulacja.

      I również zgadzam się, że wśród tych 70% osób jest bardzo dużo wynajmujących mieszkanie, ale zameldowanych u rodziców, co zaciemnia postać rzeczy. Ale po co się mówi o aż 70% młodych ludzi bez "własnego" mieszkania, bo oczywiście chodzi o zwrócenie uwagi "niedzielnych ynwestorów", na fakt nieprzebranego potencjału ynwestycji w mieszkania.

      Dodatkowo niech jakaś instytucja sprawdzi dokładnie:
      1. Ile osób mieszka w wynajętym lokalu - ale dopiero jest na studiach, po których wcale taka osoba nie musi być zainteresowana kupnem mieszkania w Polsce, biorąc pod uwagę, że zaraz po studiach tak samo jak w czasie ich trwania nie stać tej osoby na kupno.
      2. Ile osób ma meldunek w PL, a już dawno w PL nie mieszka - emigracja. Bardzo dużo osób wyjechało "na trochę" i to "trochę" trwa już kilka lat, a takim drobiazgiem jak meldunek nikt się nie przejmuje. Przy czym zdecydowana większość osób żyjących za granicą nie wróci do kraju, ponieważ dla wielu poziom zarobków jest nie do przyjęcia, nawet jakby udało się zarobić za granicą na całą wartość mieszkania i go w PL kupić.
      Poziom płacy minimalnej, która determinuje poziom płac wyżej wyspecjalizowanych stanowisk, jest w PL wciąż za niski, na godne życie, a kraje gdzie można żyć spokojnie wykonując mało wykwalifikowane prace są stosunkowo blisko, czasem przelotu samolotu licząc.

      Usuń
    2. Ja mam tylko nadzieje ze przez następne 5 lat nie będzie żadnych akcji typu hiperinflacja. Bo nie po to ciułam te grosze żeby mi to wszystko nagle zeżarło. Chce ukulać ponad 50% wkładu na mieszkanie (czyli jakieś 100 koła może więcej) a reszta kredyt. Chciałbym więcej ale też nie można ciągle delme z chlebkiem i zupki chińskie blee....

      80 tys kredyt hipoteczny jestem w stanie załatwić (spłacić) w 10 lat i na taką kwotę kredytu i czas maksymalnie się szykuje - to maksymalne ryzyko które wydaje mi się mogę podjąć.

      Usuń
    3. Drogi Spidi84 obawiam się, że Twoje oszczędności mało kogo obchodzą u "góry". Dziś oszczędzający są passe, to źli ludzie. Ciułają i nie wydają "tu i teraz". Kto wie co pokaże przyszłość. Moim zdaniem lepiej się jakoś zabezpieczyć.

      http://www.youtube.com/watch?v=Tui0E6t0w3Ma

      Usuń
    4. @Marcin

      Ja też należę ( w papierach ) do tej grup młodych ludzi którzy mieszkają z rodzicami, wg statystyk. Ale w rzeczywistości jest tak że od 8 lat nie mieszkam z rodzicami tylko w tej chwili wynajmuję mieszkanie.
      Przykładowo z grupy moich znajomych ze studiów których dobrze znam( około 30 osób ) cztery kupiły mieszkanie, mniej więcej połowa wróciła do swoich rodzinnych miejscowości. Dalsi znajomi czyli koledzy koleżanki moich znajomych, z którymi czasem zamieni się pare słów, też nie słyszę aby ktoś kupował mieszkanie, inaczej każdy chciał by mieć swoje każdy coś o tym myśli ale większości nawet nie stać na to aby rozpocząć tą procedurę nie uwzględniając nawet tego, że wymagane jest tylko 5% wkładu, wszystkie opłaty ( notariusz, rezerwacja itp. ) nawet gdyby nie był wymagany wkład własny to potrzeba jakieś 8-10 tys zł na rozpoczęcie kupna mieszkania, i niektórzy pracując już 2 lata po zakończeniu studiów tyle nie mają, ciężko więcej odłożyć jak zarabiają po 2500 brutto. Dopiero teraz zazwyczaj po dwóch latach następuje fala awansów lub zmiany pracy i zarabiają lepiej, ale dopiero teraz zaczną odkładać kase czyli jak zacisną pasa to za 2 lata powinni mieć te 10% wkładu, ale za dwa lta trzeba będzie mieć 20% ( ok jest MDM dołozy te 10%). Moi znajomi to jest własnie typowy przekrój stanu finansowego młodych ludzi zaraz po studiach. Jak ktoś nie miał rodziców co by sypneli groszem na mieszkanie to nikt nie kupi od razu mieszkania. A nie każdy jest taki, że odkłada pieniądze bo niektórzy żyją od pierwszego do pierwszego... i czy będą zarabiać 2000 czy 5000 tys to będzie tak samo. Bo mam kumpla który zarabia 4,5 tys netto a na koniec miesiąca to już musi oszczędzać, a żadnego kredytu ani alimentów nie ma :D nie wiem co on robi z tymi pieniędzmi...

      Usuń
  11. Moda na kompaktowe nieruchomości - teraz po apartamentach nadchodzi era domów 17 mkw.

    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/705487,1148166-Ile-za-maly-dom.html?referer=mv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już jest lekka przesada. Ja rozumiem mieszkanie kawalerka 30 metrów (nawet 25m są w ofercie) no ale domek 17m ? o_O
      Pozwolę sobie zacytować słowa pewnej kiedyś tam popularnej piosenki: "What the f*ck?!"

      Usuń
    2. Lekka przesada? Lekka przesada była trochę po rozpoczęciu "bumu". Teraz mamy co najmniej znaczną (dużą?) przesadę na cenach, braku jakości, braku dobrych przepisów, ryzyku (co może bank, co może klient) itp. Dom (który powinien dawać więcej możliwości niż mieszkanie) 17 m^2 za 1,5 miliona złotych. 1 m^2 budowy (nawet w Londynie) za ponad 88 000 złotych nazywasz lekką przesadą?

      Teraz w ogóle jest jakiś paradoks. Tak się produkuje sprzęt, żeby "nie można" go było samemu rozebrać i opłacalnie naprawić. Przez to sprzęt jest droższy (utrudnienie naprawy utrudnia produkcję)... paradoks polega na tym, że rzeczy mniejsze i prostsze, zamiast kosztować mniej, to kosztują też więcej (albo tyle samo), bo są "unikalne", "nie produkowane masowo" czy "modne". Mieszkanie 4x mniejsze niż mieszkanie zdatne do życia dla rodziny 3 lub więcej osób (w mojej ocenie), a koszt kilkukrotnie większy...

      I jeszcze jedna informacja względem odnośnika podanego przez Lukasza Kardasa, którą należało by podać jawnie: "redaktor" tekstu chyba wstydzi (boi?) się podać swoje dane osobowe, ale drugim bohaterem tekstu jest Bartuś T.

      Usuń
    3. ...a Bartek niczego się nie wstydzi i nie boi, udowadniał to już wielokrotnie :)

      Usuń
    4. Po pierwsze - cena jest ofertowa, po drugie - to zabieg marketingowy, po trzecie - prawdopodobnie skuteczny - skoro pan w gazecie pisze o "domu" 17 metrowym, to ja już biegnę kupować takie mieszkanko. Niestety, w takich artykułach rzadko są ciekawostki z życia wzięte, bardzo często jesteśmy po prostu oszukiwani i manipulowani. W końcu media to też władza któraś tam z kolei.

      Usuń
    5. hehe Bartosz T i wszystko jasne jak ten gamoń coś wymyśli to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. :D

      Usuń
    6. Naganiacz w dobrej formie od rana
      http://stooq.com/n/?f=920483
      Nie podpisal sie ale widac jaki bank nadaje i kto sie za tym kryje (B.Turq koncz Pan ten mecz....)

      Usuń
  12. Tak sobie czytam tego bloga i zauważyłem że często miesza się dwa pojęcia. Tzn. kupowanie mieszkania ze względów ekonomicznych i emocjonalnych. Myślę, że te dwie rzeczy trzeba rozgraniczyć.

    Przykład: czy wykupienie 20 minut jazdy Lamborghini na torze za 500zł jest opłacalne czy nie ? Otóż taki zakup będzie miał zwolenników i przeciwników. Ktoś kto chce przeżyć te emocje i zostawić 500zł za taką usługę będzie to opłacalne. Marzył o tym, chciał poczuć te przeciążenie, tą prędkość, pochwalić się na FB że jechał... Inny człowiek podejdzie pragmatycznie i powie że 500zł starczy mu na paliwo na cały miesiąc jazdy tico i taki zakup jest bez sensu. I jeden i drugi będzie miał rację bo każdy patrzy na to z innej strony.

    Ogólnie z powodów ekonomicznych nie opłaca się w ogóle kupować mieszkań, argumentów jest mnóstwo i nie będę się rozwijał. Można matematycznie udowodnić biorąc też czynniki niepewne, estymując czy antycypując dane wskaźniki w przyszłości, że nie opłaca się inwestować w mieszkanie nawet do "mieszkania".

    Z kolei inny podejdzie do tego inaczej. Będę mieszkał "w swoim", będzie chciało mi się inwestować w wystrój, nikt mi nigdy nie będzie wchodził, nie będę musiał się tłumaczyć, będę "w moim" ognisku domowym, będę czuł się bezpiecznie, z wakacji wrócę do siebie, moje dziecko będzie miało stabilizację, swój pokoik zmieniający się od dzieciństwa do dorosłości po remontach, koleżeństwo z bloków/mieszkań będzie stałe, ludzie się bardziej zżyją/poznają (chociaż dzisiaj wygląda to diametralnie inaczej niż kiedyś).

    Takie dwa punkty widzenia będą słuszne. Nie zawsze trzeba kupować coś co się "opłaca", ale co np. daje pozytywne emocje, satysfakcję. Ja to tak widzę i tego mi brakuje w tym podejściu "czy kupować czy nie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzisz, Twoje rozumowanie jest genealnie poprawne, ale ma blad.
      500zl na samochod:
      1. nijak sie ma do 30 letniego kredytu
      2. zakladasz, ze te 500zl masz...

      niestety wiekszosc musi "kupic" na kredyt, ciezko nazwac 30 letnie zobowiazanie stabilizacja w zyciu i nazywanie tego mieszkania "swoim".

      Usuń
    2. Nie nazwałbym tego błędem, co raczej kwestią skali. Temat głęboki i szeroki.
      Naturalnie z ekonomicznego punktu widzenia 30-letnie kredyty z zerowym wkładem własnym to hazard i postawienie wszystko na jeden zakład pt. "nigdy nie zachoruję, zawsze będzie praca, zawsze będę chciał tu mieszkać" (z grubsza). Ale już z emocjonalnego nie.

      I jeszcze jedno. Ja jestem z grubsza przeciwnikiem kupna, chyba że masz LTV 50% i obciążenie ratalne nie przewyższa 20% Twoich przychodów. Natomiast w wielu miejscach widzę powielanie nieprawdy albo półprawdy.

      Chodzi mianowicie o to, że przeciwnicy kredytów wysuwają argument jakoby klient przy konkretnym założeniu łącznego oprocentowania kredytu (WIBOR + marża) i konkretnego okresu kredytowania zapłaci np. 2x tyle bankowi niż gdyby kupił za gotówkę. Otóż to jest rozumowanie prawdziwe ale tak przedstawiane bez wytłumaczenia, fałszuje go i zaciemnia.

      Tak samo jakbym powiedział. Dzisiaj płacimy 2 razy tyle za chleb w stosunku do 2004 roku - chleb podrożał 2 razy (czyli de facto można wyciągnąć uproszczony wniosek że dzisiaj kupimy 2 razy mniej chleba niż w 2004 roku, co jest oczywiście nieprawdą bo nikt w tym prostym stwierdzeniu nie dopowiada o terminie siły nabywczej pieniądza).

      Wracając do kredytów. Zakładając w uproszczeniu, że mamy szczęście i mamy kredyt bez żadnych prowizji, to będzie nas tylko interesowało (pomijam notariuszy etc.):
      - marża banku
      - WIBOR (w zależności od banku, najczęściej 3M dla PLN)

      Kupując mieszkanie na kredyt niewątpliwie należy zaznaczyć dwie rzeczy:
      - płacimy bankowi marżę, składową oprocentowania za to że mamy "tę rzecz tu i teraz" - np. jak jesteśmy młodzi, a nie czekamy do emerytury i za zaskórniaki kupimy mieszkanie po to by w nim pożyć chwilę i umrzeć. To jest wartość dodana do Twojego życia, za to płacisz ten "haracz" w postaci marży
      - płacić składową WIBOR, która z grubsza jest skorelowana z inflacją, zazwyczaj z opóźnieniem (patrząc dzisiaj może nie do końca :>)

      Co to oznacza ? Otóż w moim mniemaniu oznacza to to, że można wysunąć założenie że Twoim obciążeniem kredytowym jest tylko marża, dodatkowa składowa WIBOR'u jest skorelowana z grubsza z utratą siły nabywczej pieniądza. I tego bym się trzymał i jakbym liczył "ile oddam bankowi", to skupiłbym się właśnie na samej marży.

      Z tego również wynika inny fakt. Jeżeli załóżmy zdecyduję się na dosyć niekorzystne raty annuitetowe, to czy rata np. 2000zł dzisiaj będzie mnie tak samo "boleć" jak rata 2000zł za 10 lat ? Otóż nie. Dlaczego ? Wiadomo, wszyscy co czytają moje wypociny na tym blogu wiedzą to doskonale.

      Wiem wiem, mogą się posypać komentarze że przecież zarobki nie koniecznie podążają 1:1 za inflacją, tak samo WIBOR. Jednak patrząc na dane historyczne niewątpliwie wszystkie te wartości są ze sobą skorelowane "proporcjonalnie" a nie "odwrotnie proporcjonalnie" - więc nawet podwyżka stóp w przyszłości może aż tak nie zaboleć, chyba że będzie to nagła hiperinflacja, za którą nie nadąży biznes (zarobki) itd.

      Usuń
    3. hejka, no z grubsza sie z toba zgadzam... ale tak jak pisales to jest kwestia skali.
      nikt nie mowi, ze kredyt jest zly... zle jest jego naduzywanie, co widzimy w mega wysokich cenach mieszkan, nagle popyt wystrzelil i ceny skoczyly kosmos... w kraju w ktorym 80% procent ludzi zarabia ponizej 2000 netto nie moze byc tak, ze ceny metra sa po 6tys.
      marze na poziomie 2% i wiecej tez juz widzimy... co jest b. duzo :)
      jakby ceny zmalaly o polowe czyli ze 150k za mieszkanie 50-60m2 i marza max 1% to na takich warunkach mozna w polandii brac kredyt.
      ale w sytuacji tragicznej demografii, braku emerytur w przyszlosci, braku przemyslu w kraju, biurokracji, niesprawnych sądów (wlasciwie kazdej instytucji panstwowej), rosnacych podatkow... mozna sie zastanawiac czy 30 lat uwiazanym do nieruchomosci to dobry pomysl. poza tym co to za interes kupic za 300k, a po 20 latach sprzedac na odwrocona hipoteke za 50k :)

      w krajach rozwinietych np. niemcy, rozwiniety jset np. wynajem dlugoterminowy, nie ma klopotu z przeprowadzka za lepsza praca itp. a u nas standardowo wszystko na glowie... ceny wynajmu wieksze od sredniej raty na mieszkanie itp. itd. ale po wyborach wejdzie kataster czy sie to ludziom podoba czy nie + demografia zrobi swoje :)

      z reszta u nas jest inna mentalnosc. zastaw sie a postaw sie... a bo wszyscy znajomi maja kredyt a my czemu nie, bierz kredyt bo mieszkania nie tanieja... itp. itd.

      Usuń
    4. @sing dst

      Ludzie nie mają 500 zł, ani nawet 50, a biorą długi kredyt w czasach niskiej raty (czytaj wysokiej marży), na przejażdżkę samochodem, do którego trzeba dopłacić za siedzenie (czytaj garaż) 30% ceny. Ponadto samochód nie jest Lamborghini, tylko volkswagenem (który znamy, wystarczy pójść do kliki... ups mieszkania sąsiadów), który był kiedyś sedanem (bo przecież nie kombi), a teraz zamieniają go na hatchbacka, za tą samą cenę.

      No, jeszcze trochę i analogia się będzie trzymać kupy.

      A już tak bardziej poważnie: powody ekonomiczne i emocjonalne to nie jest yin i yang, żeby się wykluczało. Brak zdolności używania mózgu powinien skutkować pozbawieniem praw wyborczych i zdolności zaciągania kredytu... co by dalej nie mówić.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Do czego to doszło :) Już nawet rynek wtórny reaguje wzrostem podaży na "zapowiadane ożywienie". To już tylko nie dewele więcej budują.

    Pięknie oni potrafią to ubrać w słowa - > Miało być : Kiepsko się sprzedają klity po tych cenach, deweloperska zgarnia nam klientów , trzeba zdążyć przed LTV 90% ,a wyszło : "Polski rynek nieruchomości wtórnych oczekuje ożywienia, o czym świadczy między innymi wrześniowy, sięgający 20 proc., wzrost podaży."

    http://forsal.pl/artykuly/828401,mieszkania-coraz-wiecej-ofert-na-rynku-wtornym-nieruchomosci.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już jest chyba jakieś zbiorowe natrętne zjawisko pisania czegokolwiek, żeby tylko ta sprzedaż w końcu ruszyła ...bez drastycznego korygowania cen.
      Jako, że jest "bezapelacyjne, bezdyskusyjne" ożywienie na rynku, to rynek wtórny też się podłącza :D i zwiększa podaż.
      OK, rozumiem, że ci co mają do sprzedania mieszkania wybitnie wprowadzają je do sprzedaży jesienią, bo utarło się, że jesienią (i na wiosnę) sprzedaż jest najwyższa, a niektórzy wręcz wycofują z ogłoszeń mieszkania w wakacje, bo jest mniejsze zainteresowanie, a dodatkowo (względnie) każdy ma swoje plany urlopowe co też utrudnia dyspozycyjność przy sprzedaży.

      Ale artykuł pisany jest w tonie "idzie nieprzebrania fala popytu i podaż rośnie i zostanie pochłonięta" :)

      Wszyscy wiedzą, że "większa podaż = niższe ceny", ale co tam my napiszmy, że "większa podaż to ożywienie -> wzrosty -> hossa!"

      Mało tego ogłośmy wszystkim, dobre wieści: "Możecie więcej wydać na mieszkanie!" (wymiękam :D) - "Ale niektórzy niestety mniej"

      "W większości regionów nastąpiły także pozytywne zmiany w ramach programu Mieszkanie dla Młodych.
      Najwięcej zyskają dzięki nim ci beneficjenci MdM, którzy będą kupować mieszkanie lub dom w województwie lubelskim oraz w Warszawie. Na mieszkanie o powierzchni 50 m2 można tam wydać odpowiednio o 34,1 tys. zł i 22,8 tys. zł więcej. Najbardziej niekorzystne zmiany pojawiły się natomiast w Opolu i jego okolicach. Maksymalna cena opisanego mieszkania spadła tam o 15,8 tys. zł" - podsumowano w komunikacie.

      Ja rozumiem, że można mydlić oczy i napisać, że ze względu na zwiększenie wartości odtworzeniowej 1m2 mieszkania, można uzyskać nieco wyższą dopłatę (oczywiście wynikającą z wyższej kwoty jaką trzeba zapłacić za mieszkanie ogółem i źle się to kalkuluje), ale tutaj nie!

      Po prostu cieszmy się, że "dzięki MdM możemy więcej wydać na mieszkanie!"

      Kompletna (nie pierwsza i nie ostatnia) kompromitacja i desperacja...

      Usuń
    2. A jednak jest hossa i jest cudnie :-) :
      http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/769534,1148556-Hossa--jak-za-dawnych-lat-.html
      Co ciekawe, kilka postów wyżej artykuł, że młodych nie stać, a z drugiej 30-40% mieszkań kupowanych jest za gotówkę.

      Usuń
    3. Grażynka to ulubienica CreditSlayer'a [http://creditslayer.blogspot.com]
      Wierszówka pełna ogólników i danych na zasadzie: "...twierdzą deweloperzy"

      W jaki sposób wykazać wzrost kupna mieszkań przy udziale gotówki, a przy okazji udowodnić wzrost cen?

      Proste.
      Rynek mieszkań na podstawie 5 transakcji sprzedaży:

      a) Boom kredytowy 2005-2010/11 (ostatnie lata również przy wsparciu RnS)
      1. Cena 4200zł/m2 udzielono kredytu na 120% wartości nieruchomości
      2. Cena 4400zł/m2 udzielono kredytu na 110% wartości nieruchomości
      3. Cena 4600zł/m2 udzielono kredytu na 100% wartości nieruchomości
      4. Cena 4800zł/m2 udzielono kredytu na 80% wartości nieruchomości - pozostała część środki własne (oszczędności)
      5. Cena 5000zł/m2 udzielono kredytu na 50% wartości nieruchomości - pozostała część środki własne (w dużej mierze kwota uzyskana ze sprzedaży wcześniejszego mieszkania)

      Średnia cena sprzedaży 4600zł/m2 oraz 2/5 mieszkań kupowane przy wyraźnym udziale gotówki

      b) Obecnie
      1. Cena 4200zł/m2 nie udzielono kredytu, brak zdolności kredytowej
      2. Cena 4400zł/m2 nie udzielono kredytu, brak zdolności kredytowej
      3. Cena 4600zł/m2 nie udzielono kredytu, brak zdolności kredytowej
      4. Cena 4800zł/m2 udzielono kredytu na 70% wartości nieruchomości - pozostała część środki własne (oszczędności)
      5. Cena 5000zł/m2 udzielono kredytu na 40% wartości nieruchomości - pozostała część środki własne (w dużej mierze kwota uzyskana ze sprzedaży wcześniejszego mieszkania)

      Średnia cena sprzedaży 4900zł/m2 oraz 2/2 mieszkania kupowane przy dużym udziale gotówki.

      Ceny idą w górę - Idą!, kredyty nie idą - Nie idą!, ale mamy (procentowo) ożywienie wśród klientów, którzy kupują za gotówkę - Mamy!

      Dodatkowo, dużo się trąbi o ożywieniu, bo deweloperka giełdowa, co raz będzie wypuszczać akcje lub inne śmieci, żeby móc opłacać bieżące inwestycje gdzie mieszkania sprzedają się z różną intensywnością - a dodatkowe środki pomagają, jeszcze trzymać cenę (a często wręcz dokończyć budowę)

      Doniesienia o rekordach sprzedaży, będą też polegały na dyskretnym obniżaniu cen, w zamian za wprowadzanie bardzo wielu mieszkań (niższa marża - większy obrót), jak Budimex Nieruchomości w Krakowie - dużo mieszkań, w wyraźnie niższych cenach.

      Nigdzie w artykułach mówiących o rekordach sprzedaży nie ma powiedziane, dokładnie: gdzie, ile i za ile zostało sprzedanych mieszkań. Giełdowi deweloperzy szybko odnajdą się w nowej rzeczywistości z ograniczonym w ilość i środki popytem, mniejsi zanim zorientują się co się stało - mamieni w mediach "ożywieniem" ...upadną
      Rynek wtórny, na którym podaż rośnie, a również czarowany jest przez naganiaczy, że wzrost podaży to świetnie się dzieje, zabetonuje się cenowo jeszcze bardziej, co też jest na rękę deweloperce giełdowej - oni będą mieli, wyczyszczony rynek i kolejne rekordy sprzedaży (wystarczy lekka korekta cen)

      Usuń
  15. JA tylko przypominam wpis powiązany z dopłatami rns w latach 2007-2009 i analogia cenowa do rns w 2014-2016 takie same ceny start i ich podywzki i nałożenie na to spadków na giełdzie w 2007-2009. Gratuluje chwilowo tanich rat i nieuniknionego wpływu akcyjnego na realny rynek.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pamiętajmy ze srednioroczny wzrost cen towarów i usług w naszym kraju liczony wedlug metod z lat 90tych wynosi nieco ponad 5%, całkowity wzrost za ten okres to ok. 40%, to naprawdę zmienia optykę na stabilizację cen nieruchomości ;-) pisali o tym m.in w domach czy independernttrader

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe komu pensje w tym samym czasie 5% rocznie rosly :)

      Usuń
    2. Dokładnie, dlatego prawdą jest ze nasze społeczeństwo ubozeje z roku na rok, wbrew obiegowym opiniom. Przykre niestety

      Usuń
    3. i stąd zwiększające się wolumeny sprzedaży? To czy społeczeństwo ubożeje najprościej jest sprawdzić po wolumenach, a nie wartości sprzedaży. Dla przykładu można zobaczyć tutaj jak polskie społeczeństwo biednieje:
      http://www.portalspozywczy.pl/slodycze-przekaski/wiadomosci/polbisco-rynek-slodyczy-bedzie-rosl-wartosciowo-szybciej-niz-wolumenowo,95059.html

      Usuń
    4. Rozumiem, ze to taki zarcik. Równie dobrze mógłbym posiłkowac się danym sprzedaży hamburgerow ;-) proponuje rzecz która ja robię dla siebie od 2010 roku, zwracam uwage na ceny produktó, które stanowią mój koszyk,a uważam ze mógłby się pod nim podpisać większość osób, w żaden sposób nie pokrywa się z danymi GUS, a niestety pokrywa się całkiem dobrze z wykresem który swego czasu publikowal independent trader, niestety jest to w granicach 20% za te 4 lata. Jestem o tyle szczesciarzem, ze w tym czasie moje wynagrodzenie poszło o jakieś 60% do gory i dziś jestem wśród szczesliwcow którzy zarabiają powyżej średniej krajowej. Tyle tylko ze to pewnie ze względu na wiek. Pracuje juz prawie 9 lat w zawodzie, jestem po 30 pewnie następne skoki o ile będą znacznie mniejsze. Gdybyśmy mieszkali w cywilizowany kraju moje miesięczne wynagrodzenie netto powinno mi umożliwić zakup 1 metra kwadratowego, niestety Warszawa to pod tym względem miasto które jeszcze dlugo nie będzie cywilizacja. Ostatnia refleksja jestem za tym wszystkim co glosi ten blog, ale powiem Wam szczerze jestem tez juz zmęczony po tylu latach najmu, bo wynajmuje juz klitki, pokoje, mieszkania 12 lat. To trochę smutne bo pamiętam jak z kumplem klocilem się w 2007 roku, zobaczysz w 2013 będą normalne ceny mieszkań, deweloperzy pełną, niestety nie pekli. A ja wciąż wynajmuje, z tym ze za chwile pojawi ktos trzeci a potem moze i czwarty. Tym młodszym zaraz po studiach życzę wytrwałości ;-)

      Usuń
  18. Wiesz ciężko jest się pozbawić zysków dlatego dopóty udaje im się sprzedać chociażby część inwestycji wychodzą na swoje. Poza tym wiedzą oni, że top ostatni czas na strzyżenie frajera i jeśli nie uda się teraz zarobić milionów to kiedy...jak przyjdzie niż demograficzny, spadek cen mieszkań, a co za tym idzie wyższe oczekiwania banków co do wkładu własnego. Mamy tego pierwsze jaskółki popatrz jak banki zmieniły polityką już nie ma 120% kredytów na zastaw nieruchomości, a kiedyś tak było. Ja tam myślę, że nie ma co narzekać trzeba ciułać bo kiedyś to się przełoży na sukces i brak pętli, która uzależni mnie od śmieciowej pensji, nielubianej pracy czy innych przymusów. Myślę, że prognoza co do przełomu w 2017r. została dobrze oszacowana i wtedy powinniśmy zobaczyć większe spadki niż kilkuprocentowe. Ja w każdym bądź razie SPOKOJNIE CZEKAM wynajmując.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przez ostatnie pół roku rozglądałam się dość intensywnie za mieszkaniem we Wrocławiu i przez ten czas zmieniły się moje poglądy, które wcześniej były takie jak większości z Was, dlatego postanowiłam się podzielić obserwacjami, choć wiem, że mogą się nie spodobać ;)
    Tam, gdzie chciałam kupić były 3 inwestycje deweloperskie oraz pewna liczba kilkuletnich bloków, gdzie czasami pojawiały się oferty. Na rynku wtórnym to prawda, że większość ofert mocno życzeniowa, ale takie w okolicy 6,5 tys/m sprzedawały się w 2-3 miesiące, a jak cena była poniżej 6 tys/m to w dwa tygodnie sprzedane. Na rynku pierwotnym śledziłam tabelki na stronie deweloperów. W dużych, mocno reklamowanych inwestycjach na zaawansowanym etapie spokojnie szła im sprzedaż w tempie około 1 mieszkania dziennie. W mniej reklamowanych i mniejszych inwestycjach sprzedawali jedno mieszkanie na 1-2 tygodnie, ale też nie byli specjalnie chętni do negocjacji o więcej niż 5%. W końcu kupiliśmy mieszkanie, a mając nr księgi wieczystej gruntu można podejrzeć wszystkie księgi lokali jakie zostały z niej wydzielone. Poświęciłam trochę czasu i przejrzałam, niestety ale te wszystkie artykuły i raporty wspominające o dużej liczbie zakupów gotówkowych chyba nie są tak do końca wyssane z palca, w moim bloku połowa mieszkań była kupiona za gotówkę. Z pozostałych jeszcze ok. 1/3 z dużym wkładem własnym.
    Sama czekam na spadki, żeby kilka lat zmienić mieszkanie na większe, ale w tym momencie nie jestem już tak mocno do tych spadków przekonana jak byłam pół roku temu, jednak życzę wszystkim powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to ciekawe skad biora sie ci ludzie z gotowka, bo z moich znajomych, zarabiajacych grubo powyzej sredniej krajowej, ani jeden nie kupil bez kredytu albo z wkladem min 50%.
      moze jak jakis prezes panstwowej spolki dostaje pare baniek odprawy to rusza na "zakupy".

      Usuń
    2. Tak. Ludzie w Polsce mają sporo kasy z nie do końca wyjaśnionych źródeł. Przykłady które ja znam: tata kolegi jest wysoko postawioną poersoną w spółce skarbu państwa. Jest jedną z osób podejmujących decyzję o przetargach... kupił dzieciom piękne mieszkania w dobrych lokalizacjach Warszawy. Inny przykład: leśniczy. Dobre układy. Pobudował i nabył za ułamek wartości już 3 leśniczówki... inny przykład: rodzice kolegi mają spore gospodarstwo. Stawy, las, szkółka krzewów ozdobnych. Chłopak również za gotówkę dostał mieszkanko. Inny dostał mieszkanko w Paryżu! bo tam studiował a potem pracował. Teraz przeprowadził się do Warszawy. Jego rodzice mają świetnie prosperującą piekarnię. Inna koleżanka dostała piękne mieszkanko od mamy stomatolożki. Kolejny kolega dostał od taty, przedsiębiorcy w branży budowlanej. Jeden kolega dostał od rodziców mieszkanie po dziadkach. Jedynak. Rodzice spłacili wujka. To są zwykli etatowcy-średniacy. Także tak to jest. To są te zakupy gotówkowe które ja znam. Ze zwykłego etatu to raczej mieszkania za gotówę się nie kupi. Kupno na kredyt 30-letni to raczej inwestycja w przyszłość swoich dzieci niż własną. Myślę że o ile ktoś może sobie pozwolić ze względu na zawód, to najlepszym pomysłem wciąż pozostaje czasowa emigracja. A nuż się na zachodzie tak spodoba, że w ogóle nie będzie potrzebne kupowanie kwadratu w Polsce.

      Usuń
    3. @Anonim: Moim zdaniem to wcale nie jest zła wiadomość. To znaczy, że jeszcze jest duży optymizm wśród bogatych (bo tylko oni mogą kupić klitę za kilkaset tysięcy złotych za gotówkę) mimo, że popyt (demografia) znacznie się obniży w przyszłości. Przez nich jeszcze jest podtrzymywane są sztucznie absurdalne ceny mieszkań. Im dłużej to potrwa tym więcej spadnie bo teraz developerzy widzą, że ludzie bogaci i kupują to będą więcej budować. Niż przyjdzie nieodwołalnie. Nikt tego nie zmieni. Więc niech teraz nabudują na następne 300lat jak najwięcej mieszkań.

      Z tych historii o kupowaniu za gotówkę to jest to margines. Też znałem ludzi którzy przyjeżdzając do większego miasta na pierwszym roku studiów dostawali od rodziców audi za 200 tysięcy i dwa apartamenty po 100m2 i niczego to nie dowodzi. Znałem też osobę która dostała 200 tysięcy od teściowych na dom... Większość nie ma takich bogatych rodzin. Niektórzy zaczynają od zera bo nic po dziadkach i rodzicach nie dostali i nie dostaną.

      Do tego wśród społeczeństwa poglądy przedstawiane na blogu są bardzo rzadko występujące. Prawie wszyscy nadal wierzą, że mieszkania są najlepszą lokatą kapitału, że nie można stracić na mieszkaniu i tym podobne mity. Mówię nawet o środowiskach wydawałoby się inteligenckich. Nie ma żadnego argumentu przeciw inwestycji w mieszkania - tak mówią. Na jakiekolwiek argumenty reagują agresją bo przecież oni tyle czytają na ten temat (pewnie raportów Turka i Hołm broken) to to musi być prawda. Logika na poziomie: kłamstwo powtarzane często staje się prawdą. Zero refleksji i powiązania faktów, które przedstawię poniżej.

      Logika polskiego inteligenta:
      Polak zły bo nie będzie emerytur (bo niż demograficzny) -> będę inwestował w kilka mieszkań na wynajem to będę miał z czego żyć na emeryturze i problem rozwiążę...

      Innymi słowy taki inwestor liczy na to, że za 40 lat będzie żył z wynajmu, ewentualnie sprzeda mieszkania. Pytanie: komu? Wróćmy do początku dlaczego inwestor kupił te mieszkania: bo nie będzie miał emerytur bo nie będzie młodych do pracy i kupowania/wynajmowania mieszkań. Czy to nie jest śmieszne? I koło się zamyka. Większość ludzi niestety nie jest zdolna do analizy danych, nawet tzw. "elita" po politechnikach.

      Ja wynajmuję już dość długo bo studia plus kilka lat pracy i dopiero od niedawna mam zdolność kredytową, zarabiam sporo powyżej średniej krajowej. Odłożyłem niezłą sumę, ale na dużą kawalerkę czy małe 2 pokojowe musiałbym oszczędzać jeszcze z 7-8 lat (przy obecnych cenach) zakładając spore podwyżki wynagrodzenia i skromne życie (nie znam nikogo kto tyle zarabia, pary zarabiają w sumie mniej niż ja i oni tyle nie odłożą). Dlatego nie planuję w ogóle kupna mieszkania bo to jest jakiś absurd, szczególnie patrząc na demografię. Według mnie dzisiaj trzeba być elastycznym na rynku pracy i jak znajdę pracę w innym kraju to tam będę mieszkał. Po sobie nie zamierzam nic zostawić nikomu bo rodziny nie ma sensu w dzisiejszym świecie zakładać, ale to temat na innego bloga.

      Usuń
    4. dokladnie, tez kiedys myslalem nad "kupnem na kredyt", bo zawsze mozna sprzedac albo wynajac... mowili znajomi, ktorzy sie zakredytowali.
      tylko, ze potem pomyslalem, ze nie zawsze beda takie warunki w kraju jak obecnie i doszedlem do wniosku, ze nie ma sie co pakowac w 30 letni kredyt w kraju bez przyszlosci. ceny beda tylko spadac, bo nie bedzie mial kto tu mieszkac. mlodzi wyjezdzaja, coraz mniej sie rodzi, starzy umieraja i zostawiaja mieszkania w wielkiej plycie, w atrakcyjnych czesciach miast...
      jedyny wyjatek to chyba warszawa - wiadomo stolica, wyzsze zarobki, ludzie emigruja do warszawy (imigruja;-)...

      dodatkowo, widmo podatku katastralnego wisi nad nami (mysle ze po wybrach wprowadza, bo kasa z ofe sie skonczy, a darmozjadow trzeba za cos utrzymac).
      a jakby sie w kraju walilo albo stracilo sie prace itp. to mozna zawsze wyjechac albo do innego miasta albo kraju i nie byc uwiazanym 30 letnim zobowiazaniem za ktore przez pierwsze 10 lat praktycznie placimy same odsetki, nie ruszajac kapitalu... wiec niewiele w poczatkowym okresie rozni sie od wynajmu.

      Usuń
  20. Ale się zrobiło pesymistycznie. Dzisiaj każdy musi podjąć swoją decyzję, wyniki zobaczymy za kilka lat. Ja nie jestem w 100 % przekonany do spadku cen, powody podali poprzedni komentujący. Dodam do tego że może i jest kiepska demografia, ale co z tego, ludzie mogą latami trzymać pustostany. Ceny wynajmu kosmiczne, ceny mieszkań kosmiczne, a moi sąsiedzi wyremontowali sobie mieszkanie na błysk i trzymają je puste od kilku lat, pode mną w piwnicy 3 dawno temu wybudowane lokale/ mieszkania stoją puste od co najmniej 3 lat. Właściciele nie dali za to 200 000 więc nie przeszkadza im, że stoi puste. Dlatego ja osobiście jestem zwolennikiem podatku katastralnego. Oczywiście nie chce aby urzędnicy mieli więcej pieniędzy do zmarnowania, ale gdyby zastąpił on inny podatek to mogłoby to być korzystne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym roku będzie następne tąpnięcie cen. Sprzyjać będzie nawis mieszkań u deweloperów, spadające czynsze, spadający wzrost pkb i akceptacja stanu rzeczy przez rynek wtórny. Ceny wynajmu wcale nie są jakieś kosmiczne.

      Usuń
    2. Myślę, że jak ktoś wynajmuje to widzi jak jest. Kilka lat temu były nory i "castingi" na najemców, a teraz już wynajmujący sami zabiegają i są gotowi spuścić z ceny, a i standard się zasadniczo zmienił. Dziś słyszałem w "3" informację, że w 2017 roku będzie zdawać maturę ok. 270 tys. uczniów, to jest tyle co miejsc na publicznych uczelniach. Więc pytanie czy to się nie przełoży na kolejne obniżki czynszów.Ja myślę, że tak. Poza tym najlepiej obserwuję sam po sobie jak jest, kiedyś była nora 2 pokojowa w cenie tego co teraz mogę dostać w 3 pokojach z dobrym wyposażeniem. Biorąc kilka lat temu kredyt nadal spłacałbym odsetki, a ceny jak patrzę na okolicę poleciały o ok. 20% w stosunku do lat ubiegłych. Więc choćby z tego samego powodu "zaoszczędziłem" 20% na wymarzone "m". Trzeba być cierpliwym powoli górka się kończy, a jak mieszkania stoją latami to też generują koszty stałe. Chociażby co miesięczny czynsz. to jest jakieś 1% - 2% wartości mieszkania w stosunku rocznym. Jest to jakby nie było strata Właścicieli mieszkań.

      Usuń
    3. @MaryJan tu jest link.
      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Demografia-zachwieje-szkolnictwem-3219055.html

      Usuń
    4. Czyli dobrze słyszałem:) dzięki za link:)

      Usuń
    5. Może i akceptacja konieczności obniżek cen przez rynek wtórny może coś zmienić, ale prawdopodobieństwo takiej sytuacji w przyszłym roku nie wynosi 100%. Co do nadmiaru mieszkań u deweloperów to nie ma obiektywnych danych mówiących że taki nadmiar w dużych ilościach istnieje, a przecież jest jeszcze plan wykupu tych niesprzedawalnych mieszkań przez BGK. Jak obserwowałem sobie inwestycje w moim mieście to istnieją takie, które jeszcze dachu nie mają, a już 90% mieszkań sprzedane. Pozostają takie, których nikt nie chce kupić bo mają tragiczne układy albo wady np. okno z widokiem na okno sąsiada, albo ściana 3 m. od okna. W ukończonych inwestycjach stoją niesprzedane mieszkania, ale to wszystko są po prostu wadliwe lub źle zaprojektowane lokale. Nawet jak ich ceny obniżą o 20%to nie jest to wielka pociecha. Wybrakowany lokal za 4800 zł to i tak nie będzie dobry biznes.

      Usuń
    6. "Co do nadmiaru mieszkań u deweloperów to nie ma obiektywnych danych mówiących że taki nadmiar w dużych ilościach istnieje"

      Tu nie chodzi o nadmiar mieszkań "u deweloperów", bo to jest tylko część rynku, a będzie jeszcze mniejsza.

      Liczba ofert idzie w górę chociażby poprzez liczbę rozpoczynanych budów (rozumiem, że dane z raportów przedstawianych na blogu nie są dla ciebie obiektywne? A no tak... są zaniżane, więc w rzeczywistości sprawa jest jeszcze bardziej na naszą korzyść). Mieszkania w po starych ludziach (starzy ludzie umierają — taka ciekawostka) co najmniej zrekompensują mieszkania umierające z rynku (bo to też się dzieje).

      Teraz weź pod uwagę, że kredyty niektórym zaczną się sypać nawet bez podnoszenia stóp procentowych. Komornicy wezmą się do roboty.

      Od demografii nie uciekniesz... ludzi będzie mniej. Załóżmy, że deweloperzy zaczną mniej budować, starając się utrzymać obecny stosunek popyt/podaż. Jednak są tu pewne trudności. Ludzi w wieku "kredytowym" będzie mniej, co oznacza, że w okresie np. roku mniejszy będzie popyt na mieszkania... ale część tego popytu zostanie zaspokojona przez mieszkania już istniejące. Po drugie deweloperzy mają nakupowanej ziemi. Myślisz, że ją zostawią odłogiem? Chyba wtedy jak będzie się ich już widłami do chlewów zaganiać. Po trzecie deweloperzy budują w pewnej części na kredyt (zwłaszcza, że dziura w ziemi jest już rzadziej widoczna), a kredyt trzeba spłacić. Moim zdaniem dojdzie do tego, że cena kupna mieszkania mogą być niższa niż koszt budowy (z uwzględnieniem inflacji). Rzadka, ale normalna rzecz w ekonomii. Jedyny problem deweloperów, że może przyjdzie im umierać z głodu w męczarniach, ale jakoś mnie to nie przeszkadza. Bardziej boję się o los banków, bo wtedy pewnie tylko prezesi stracą służbowe jachty.

      Ponadto rekomendacja S wprowadzi 20% wymaganego wkładu własnego. Jak 1/3 kredytobiorców wywieje (a w moim odczuciu może to być i 1/2), to realny popyt spadnie pewnie o 1/4 lub 1/5 (a jeszcze więcej jak się rynek wtórny odbetonuje)... ale to jest mniej ważne. Ważne, że klientów banków będzie 1/2 mniej. Wtedy zmienią się warunki kredytowania... wtedy już klient nie zapłaci 5000–7000zł/m. I wtedy się okaże, że może zapłacić tylko 3000–4000zł/m. I wtedy się okaże, że da się tak sprzedawać.

      To wszystko są rzeczy dosyć obiektywne, które nie bardzo mogą się nie zdarzyć. Teraz rzeczy bardziej losowe.

      1. Podwyżka stóp procentowych.

      2. Podatek katastralny.

      3. Odbetonowanie rynku wtórnego (wyżej nie zakładałem tego).

      1 spowoduje bankructwa i akcje komornicze, zdrożenie kredytów (wyżej rata i, mam nadzieję, niżej marża) i ograniczenie puli kredytobiorców (czytaj popytu). 2. Spowoduje pacie na deweloperów i napędzi punkt 3.

      W moim odczuciu wszystkie 3 punkty się spełnią, a nawet jak spełni się tylko 1 lub 2, to w trumnie i tak jest dość gwoździ, by namieszać i bez tego.

      Usuń
    7. z tym czekaniem na śmierć to ja bym tak nie przesadzał. Bo jeszcze nas Ci staruszkowie przeżyją. Liczba umierających jest większa niż rodzących się. Ale czy liczba umierających jest większa niż kończących 30 lat ??? Baa, czy liczba umierających, którzy mieszkali sami!!! jest większa niż liczba osób kończących 30 lat ???? Według mnie nie. Będzie większa, ale za 20 lat, to nie będzie już nasze pokolenie.

      Usuń
    8. @Marcin
      Ale liczba umierających (którzy mieszkali sami) + ~150000 nowych budynków rocznie stanowi obecnie bardzo duży napływ mieszkań. Liczba 30 latków niestety jest błędna ponieważ wielu z nich dawno siedzi za granicą i nigdy tu nie wróci, a duża część na pewno stąd wyjedzie zamiast tyrać na 50m2 betonu przez 30 lat.

      Usuń
    9. - Czy faktycznie będzie wymagane 20% wkładu własnego, czy będzie wymagane 10% a na 10% obowiązkowe "ubezpieczenie" niskiego wkładu własnego? - bo to zmienia postać rzeczy. Zresztą to można obejść - w bankach które jako wartość mieszkania biorą wynik rzeczoznawcy można "dopłacić" rzeczoznawcy za lepszą usługę. W części pozostałych można do wartości mieszkania dodać dowolną kwotę na przewidywany remont, z której bank Cię nie rozlicza. Zapewne spadnie popyt na rynku pierwotnym, bo ludzie nie będą mieli pieniędzy na wykończenie.
      - ziemie deweloperzy mają chyba na 8 lat obecnego poziomu budowania, czy to aż tak dużo ?? Deweloperzy wcale nie muszą jej wykorzystywać, może se leżeć i 15 lat odłogiem, raczej prezesi firm deweloperskich nie są aż tak głupi żeby grunt bez pozwolenia budowlanego, projektu itd. kupować na kredyt.

      Usuń
    10. @Marcin

      Tak ubezpieczenie 10% zmienia postać rzeczy. Trochę debili zostanie wyrzuconych na bruk, więcej licytacji komorniczych. Doprawdy straaaszna perspektywa.

      Że za 20 lat spadki cen osiągną dobry poziom to nie neguję. Ja zamierzam w ciągu 5–10 lat dorobić się własnego lokalu, do tego czasu będę wynajmował. W sumie mógłbym wynajmować całe życie, ale jednak kusi mnie namiastka niezależności.

      Usuń
    11. @xellos540
      Ja postanowiłem w ciągu 5-6 lat dorobić się swojego własnego mieszkania. Postanowiłem tak 7 lat temu. :(

      Usuń
    12. @zeroxx
      Emigracja jest faktycznie tym co nas ratuje. Ale wyż demograficzny lat 80-tych był ogromny. Trzeba by policzyć co jest większe liczba gospodarstw domowych z wyżu czy emigracja.
      150 000 nowych mieszkań i domów rocznie - w latach 70-tych Polska dobiła do 450 000 nowych mieszkań rocznie i wciąż było to dużo za mało.

      Usuń
  21. @marek
    wyglada na to, ze w stanach wlasnie peka banka na gieldzie, bo S&P 500 przebil wszystkie podpory. Wskazniki 'strachu' wsrod inwestorow sa na najnizszym poziomie. Jesli FED nie zacznie dodruku dolara to mamy ladna jazde w dol. Wlasnie mozemy miec powtorke z 2007-2009. Dla wszystkich oszczedzajacych sugeruje zdywersyfikowanie oszczednosci. Przykladowo 30 % w innej bezpiecznej walucie, 30% zloto/srebro reszta inne aktywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego miałby nie zacząć dodruku ;-) ?
      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Golab-z-Fedu-sugeruje-QE4EVER-7219042.html

      Usuń
    2. Drukują dolary - kurs w górę, drukują euro - kurs w górę. Może czas na złotówki? ;)

      Usuń
    3. Pawel Pelna zgoda ja iwnestuje gre na krotko kiedy pisalem jeszcze duzo nie spadalo:)
      Kazdy wie co oznacza analogia jaka podalem i wyceny rns do mdm wtedy i na teraz. Zgadza sie wiele. Szkoda tylko wielu naiwnych co sie w kredyt wpakuje ale kazdy kowalem swego losu. Uwazam, ze te programy trzymujace ceny za morde zarowno w 2007-2009 i teraz do 2016 specjalnie wprowadzili w okresie spadkow na gieldzie aby ceny nie szybowaly w dol a byly regulowane. Zyjemy nei w wolnej ale regulowanej krainie nic nie dzieje sie tutaj z przypadku wszystko ma swoje cele. To nie teorie spiskowe ale realne spojrzenie.

      Usuń
    4. Marian jeden głąb z fedu ok a inni ?

      FEDziarze nie są tak do końca pewni czy koledzy banksterzy zdążą upłynnić towar :
      ,,Według szefa oddziału Fedu w St. Louis Jamesa Bullarda amerykańskie władze monetarne powinny rozważyć rezygnację z zakończenia
      na październikowym posiedzeniu programu skupu aktywów, czego oczekuje rynek.

      Usuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dorzucę do dyskusji fragment niedawnego wywiadu z "masą":

    "Mówi pan o tym, że był przestępczy lobbing przy ustawie paliwowej. W jakich jeszcze obszarach - przynajmniej jak pan sądzi - był albo wie pan, że był taki lobbing?

    Wiem na przykład... choć to już nie lobbing... że chodzi o deweloperkę. Wszyscy wiemy, że w 2007 roku, w 2008 roku był boom budowlany. Były lata, kiedy wszystkie ceny działek, czy domów poszybowały kilkukrotnie w górę i świat przestępczy zauważył to i zaczął ładować pieniądze w budowlankę. Teraz oczywiście delikatnie kuleją, ponieważ był taki krótki okres przestoju, ale znowu zaczyna hulać."

    Prognoza Pana ex-gangusa nie wygląda obiecująco.

    Źródło:
    http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-masa-dla-rmf-fm-byly-pruszkow-kreci-niezle-lody,nId,1535235

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tego, jeszcze nie było na Blogu ...prognozy (ex)gangstera :)

      Może niech 'Masa' w ramach resocjalizacji zostanie Głównym Analitykiem w REASie :D, p.Kuniewicz się nie zna, "nie ma dojścia" :D

      Trochę mało konkretów o co chodzi w tym hulaniu, czyżby "Masa' dorzucał swoją cegiełkę do "ożywienia"
      Może dostał jakiś tort albo bukiet kwiatów na zachętę od HB, albo innego Emmersona :D :)

      Na całym świecie przestępcze podziemie inwestuje w budownictwo i hula im to najczęściej dlatego tak dobrze, że wykorzystują formę nacisku, przy "współpracy".
      Przetargi na roboty budowlane, na sprzedaż działek obstawione / przekupione, pomagają skorumpowani urzędnicy, kto nie chce brać pieniędzy ten przekonywany jest siłą.
      Pieniądze z działalności przestępczej można zainwestować w powierzchnie handlowe w świetnej lokalizacji, gdzie zmieniono plan zagospodarowania przestrzennego (nagle i z niewiadomych względów) i patrząc z boku, wydaje się to przypadkiem super interesem, ale najpierw ktoś o to zadbał w szemrany sposób.
      Dodatkowo jak ktoś dysponuje gotówką, to jest w stanie szybko podpiąć się pod każdą bańkę spekulacyjną, czy to będą nieruchomości, czy waluty, czy złoto.
      A sam lobbing deweloperów, (gdzie pewnie jakaś część z nich wywodzi się ze świata przestępczego) widać gołym okiem w rządzie, programy RnS i MdM, są tego żywym przykładem.

      Usuń
  24. A co jeśli to co się dzieję, jest wynikiem spekulacji, tego typu Polacy czują że coś jest nie w porządku, a nauczeni doświadczeniami 89 roku wiedzą, że bank to ostatnie miejsce w którym trzyma się oszczędności :-) wiedzą że nie zyskają, ale minimalizują ewentualne straty. Tak tylko piszę, bo dodruk nie będzie trwał wiecznie a jak to się rozsypie jak domek z kart :-) ojjjj będzie się działo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, jak zabraknie kasy to rownie dobrze milosciwie nam rzadzacy moga bardzo latwo oblozyc podatkami nieruchomosci...
      nieruchomosci nie pozbedziesz sie w 1-2 dni, raczej okresy czasu liczone w latach (chyba ze chcesz po taniosci i ze strata sprzedac)

      z drugiej strony cypryzacja kasy w bankach.


      w oby przypadkach nikt nie bedzie protestowal, nie protestowalismy przy podwyzce wieku emeytalnego, ani przy kradziezy kasy z ofe, wiec jak beda kolejne podatki nakladac to tez nikt nie pisnie... co najwyzej ci co moga wyjada stad.

      Usuń
    2. Powiedzenie "pewne jak w banku" w dzisiejszych czasach traci sens :)
      Szczegolnie, ze od 1 stycznia 2015 wejdzie dyrektywa o upadlosciach bankow w EU czyli mechanizm strat wierzycieli (bail-in) :D

      Usuń
    3. Zawsze byłem zwolennikiem nie trzymania pieniędzy w systemie bankowym. Wszystko jest lepsze, sztuka, metale byle tylko nie wspierać obiegu pustego pieniądza z lokat. Może czas najwyższy na wyjście z systemu. Teraz się zastanawiam czy nie warto rubli kupować jak są takie zdołowane. Nic wiecznie nie trwa nawet konflikty, Świat potrzebuje gazu i ropy, a Rosja potrzebuje oddechu bo chyba przeszacowali swoje siły.

      Usuń
    4. Paweł widze, ze sie orietnujesz kiedys chyba to tutaj wrzucałem

      dyrektora bail-n czyli legalne bankructwo baku nastapi od 1 stycznia 2016 - zostało ono uchwalone w grudniu 2013 tuz przed swietami w parlamencie eu. Nikt sie tym nie iteresowal no bo po co jak swieta szly :) w zasadzie przyklepali cos aby ludzie potem oczu nie robili, ze tak mozna a mozna bo uchwalilismy jzu to a wy nie czytaliscie i nie wiedzieliscie , ze kase straciliscie z depozytow jak wam bank upadl? w 2015 nalezy zabezpieczyc gotowke ze slabych bankow.
      tutaj z 2013 informacja aby bylo, ze poszlo w swiat

      http://finanse.wp.pl/kat,136678,title,Za-klopoty-bankow-zaplaca-udzialowcy-wierzyciele-i-posiadacze-depozytow,wid,16253511,wiadomosc.html

      tutaj macie opisane co i jak juz bardziej u kogos

      http://msinwestycje.pl/kto-zaplaci-za-bankructwo-banku/#

      radze twarda lekture i juz opcje unikniecia w 2015 slabych bankow i lokowanie gotowki w bezpieczne - bo tutaj sporo oszczedzajach jest takze do boju.

      Usuń
  25. A wiecie ze sa juz mieszkania w MDM po 6500 na Mokotowie?:)
    Przeciez dobre lokalizacje mialy nie taniec i mamy stabilizacje :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Hehe hihi od kiedy Siekierki to dobra lokalizacja? To już Bemowo lepsze...
    To jest mit Kokotowa. Największa dzielnica Warszawy. 17% ludności... skrajności od Siekierek przez Stegny do Starego Mokotowa...
    od Siekierek to już wolę Bielany, Bemowo, Pragę Południe. Tam już wcześniej były przy niższych cenach.
    ahh jeszcze na Woronicza Alanda... najgorsze klity zostały. Poza tym to też jest takie sobie miejsce. No i mają wybudować obok trasę szybkiego ruchu... takie to "okazje".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odniose sie jeszcze do tego zarzutu, ze 17% ludnosci Warszawy to Mokotow, a wolisz Prage Poludnie.
      Porownajmy:
      Mokotow: liczba ludnosci: 219 812, gestosc zaludnienia: 6206 os./km²
      Praga Poludnie: licznba ludnosci: 178 662 gestosc zalugniedia: 7983 os./km²
      Jak widzisz gestosc zaludnienia jest wieksza na pradze poludnie a chyba mialo byc odwrotnie? :)
      Bielany sa obecnie przewartosciowane z uwagi ma metro.
      Bemowo: blisko lotnisko, trasy szybkiego ruchu niedaleko nowych osiedli, dlugi dojazd do centrum i na mokotow:)

      Usuń
  27. Mowisz o tej lokazalizacji? http://rynekpierwotny.pl/oferty/prestige/zen-garden-mokotow-warszawa-mokotow/lista-ofert/#tabs
    Oj nie marudz, kazdy lokalizacja ma swoje minusy.
    Faktem jest, ze wczesniej nie mieli mieszkan w takich cenach a teraz sa, w dodatku gotowe.

    Ja w zasadzie nic nie wole z calego tego warszawskiego shitu - kazdy budynek inny, brak jakiejkolwiek wizji.
    Angielska prowincja wyglada lepiej niz prestizowe budynki w W-ie - glownie ze wzgledu na okolice...

    OdpowiedzUsuń
  28. Moze podasz ciekawsze osielda w budowie w MDM-ie w W-ie, chociazby na Pradze Poludnie?
    Bo krytykowac to kazdy potrafi :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Cokolwiek gdziekolwiek jest ciekawsze od bloków obok wielkiej elektrowni węglowej na zadupiu, na podmokłym terenie :D
    To jest Kokotów. Znajomy mieszka w bloczysku przy Wiertniczej i uważa że jego mieszkanie jest warte 9k za metr bo to prestiżowa okolica. Otworzysz okno i urywa głowę od hałasu. Segment swojej mamy w okolicy wycenia na kilka baniek. Hihi

    OdpowiedzUsuń
  30. Myslalem, ze podasz cos konkretnego, a tu "cokolwiek, gdziekolwiek" :)
    Tak jak pisalem w kazdej lokalizacji mozna sie do czegos przyczepic ale mozna bylo podac chociaz jedna, bo z Twojej odpowiedzi wychodzi, ze Bialoleka z dojazdem 1h30m tez jest lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja chciałem tylko powiedzieć że dzięki Wam dzisiaj miałem co w pracy poczytać :)
    Bo normalnie po 8h to już nic ciekawego w tym necie nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rzeczywiście coś się zaczyna dziać. Jak widać i po komentarzach chyba stabilizacja się kończy.

      Usuń
    2. Stabilizacja to hasło / kłamstwo, które powtórzone 1 000 000 razy ma stać się prawdą, dzięki czemu ceny mają zawisnąć na dzisiejszym poziomie przeszacowania średnio wciąż o ok.20%, a potem to już wiadomo...tylko w górę.

      Usuń
  32. Wiece co, może to mały kamyczek do ogródka, ale zawsze staram się widzieć 2 strony medalu, mimo że jestem po tej stronie co Wy.
    To co piszę poniżej i używam sformułowań "zarzucacie" to nie generalizowanie czy uwaga do wszystkich, ale skrót myślowy "że niektórzy z was" - aby krócej pisać :)

    1. Zarzucacie różnym firmom jak home broker, open finance etc. że podają jakieś liczby i nie uzasadniają albo że biorą je z kosmosu a sami używacie sformułowań "przeszacowane 20%", "będzie powstawało 150000 nowych budynków rocznie" itd. A dlaczego nie przeszacowane 25% ? 15%? 40% ? Te Wasze sformułowania są tak samo z palca jak ich. Rozumiem, możecie podać że koszt budowy (bo znajomy buduje) to 2000-2500zł za m2 + ziemia + marketing + finansowanie etc i wyjdzie wam jakaś kwota i powiecie że marża 20% to za dużo, bo powinna być 15%. Tylko czy to wy regulujecie ceny czy rynek - chodzi mi o to, czy Wy akceptujecie prób bólu 5% marży dewelopera, czy 20% czy ile.

    2. Podatek katastralny - ok argument ze braknie kasy w budżecie i trzeba będzie skadś nakarmić bandę darmozjadów jest w miarę mocny, ale dlaczego akurat ten podatek ? Jest już ustawa, już jest u prezydenta ? Czy takie straszonko bo na zachodzie to, bo już kiedyś o tym ktoś mówił etc? Ja rozumiem że jest takie zagrożenie, ale tak samo jest zagrożenie wojną, więc po co w ogóle tu mieszkać. Narazie go nie ma, tak samo jak nie ma VAT 40% czy PIT 80% dla najbogatszych. Ryzyk jest mnóstwo. Ale zakładanie że "TAK BĘDZIE" i wtedy się rynek posypie jest co najmniej nadużyciem

    3. Rekomendacja, progi wkładów własnych. Tutaj szczególnie nie mogę się nadziwić. Dlaczego myślicie że te progi muszą przetrwać i wtedy się rynek posypie ? Skoro coś można ustalić, to można za chwilę dać inną rekomendację która to zniesie. Nowelizcje już były, więc mogą być ponownie. Zaczną się problemy, lobbing i te 20% może nie przetrwać. Może, ale nie musi. Przyjdzie nowa władza, deweloperka czy banki będą miały problemy i już nowelizacja i nie ma wymogu 20%. Poza tym jak słusznie ktoś zauważył wprowadzą ubezpieczenia "braku wkładu" do całkowitej wartości i też argument że dzięki temu się posypie rynek pójdzie w piach.

    4. Piszecie, że nie opłaca się kupować bo mieszkania będą tanieć. Że inwestycja w nieruchomości jako opłacalna to powtarzane kłamstwo. To po co "zbieracie" kasę żeby mieć na np 100% nieruchomości, nie karmić banków i kupić te złe inwestycje - skoro mają tanieć, ma być niż demograficzny - czy logiczne jest w ogóle kupować w Polsce ? No bo jak zakładacie że będzie taniec to jaki jest sens inwestować takie aktywa - no chyba że nie traktujeie tego jako inwestycję tylko podchodzicie emocjonalnie.

    Ogólnie ja z Wami się zgadzam, tylko jak to bywa na grupach które się popierają w poglądach, niektóre poglądy się radykalizują i stosuje się argumentacje tak samo oderwaną od rzeczywistości a szuka się drobnostek i niedopowiedzeń u konkurencji, która nagania. Fajnie jest poczytać że większość z Was ma takie same zdanie i się pocieszać ale chwilami czuję się jakbym słuchał zaklinaczy :)

    Pozdro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj wszystkie tematy Autora z tego Bloga (warto też przebrnąć przez komentarze) i znajdziesz odpowiedzi na każdy punkt.

      PS. Nie odbierz tego źle, to nie jest tak, że "Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam", każdy może wypowiedzieć się na forum i każdy może mieć odmienne zdanie, (sam Autor na kwestię zmian cen mieszkań starał się wielokrotnie popatrzeć z różnych perspektyw),
      ale sorry forma i treść Twoich punktów noszą znamiona trollingu, bo jak już napisałem powyżej odpowiedzi na te punkty są zawarte w opracowaniach Autora, a Ty zadajesz takie podstawowe pytania i rzucasz pod dyskusję podstawowe pojęcia, chyba tylko, żeby mieć pod swoim komentarzem 20 odpowiedzi...(spekuluję, że 20, czego nie 10 albo 30 nie wiem...no po prostu nie wiem :))

      Usuń
    2. @k-dek - powiem Ci szczerze że nie rozumiem zarzutu. Wydaje mi się że albo nie przeczytałeś ze zrozumieniem (no offense) moich punktów, albo ja nie potrafię pisać - w sumie czasami ciężko w kilku zdaniach wyrazić opinię tak by była kompletna. Ale konkretnie napisz co jest "tak podstawowe" - jakie pytania.

      Co do blogu - czytam go od początku z komentarzami. Mało tego, obracam się w kręgu takich mediów jak Pan Macierzyński który niestety odszedł do PKO BP i w latach 2008-2009 chętnie słuchałem jego wypocin na bankierze. Więc mam całkowite spektrum - od lewa do prawa.

      Usuń
    3. @sing dst
      Całkiem sensownie napisałeś. Cieszę się, że na tym forum jest też trochę dyskutujących ludzi.
      Szkoda, że inni nie potrafią tego zrozumieć.
      Wszyscy tutaj zdają sobie sprawę z kłamstw lobby deweloperskiego i bankowego, ale już do słów autora bloga podchodzą z pewnością, że zawsze ma rację.
      Ja mam takie rzeczy w których się nie zgadzam z autorem bloga. Zresztą już kilka razy o tym pisałem. Niektóre wpisy nawet zostały usunięte, podobnie jak moje niektóre wpisy pod artykułami dziennikarzy stojących po drugiej stronie. W dzisiejszym świecie każdy musi samemu ocenić co jest dla niego lepsze, gdyż nie ma jednej pewnej prawdy.
      Dlatego ja wolę mieć własne zdanie. Z tymi cenami też nie ma jednej prawdy, bo może ceny już będą tuż tuż spadków, a wtedy deweloperzy wyciągną jakiegoś królika z kapelusza, co to się nawet w najgorszych koszmarach nam nie przyśnił.

      Usuń
  33. @sing dst

    Really? Ty tak na serio?

    Skąd bierzemy 20%? Weź cenę metra kwadratowego z 2004 roku (zakładając, że wtedy było normalnie) i dolicz do tego (tj, przemnóż) inflację z okresu 10 lat. Teraz podziel cenę metra kwadratowego średniego mieszkania (w razie braku takowego zastąp, od biedy, produktem mieszkaniopodobnym) przez cenę, która ci wyszła z poprzedniego punktu, odejmij jeden i pomnóż przez 100. Ciekawe ile ci wyjdzie. Rzeczywiście wyssane z palca.

    Jak ci to wytłumaczenie nie pasuje, to weź realne koszty budowy na metr kwadratowy (w sensie całkowity koszt budowy np. bloku podziel przez liczbę metrów kwadratowych, niech będzie, że użytecznych, w tym bloku) i dodaj do tego 10% marży. Ciekawe czy ci wyjdzie więcej niż 3500. A jak już pisałem, deweloperzy powinni na kolanach dziękować jak skończy się na tej marży 10%. Jak dla mnie to powinni sprzedawać ze stratą.

    "No bo jak zakładacie że będzie taniec to jaki jest sens inwestować takie aktywa"

    Nie wiem kto na tym blogu pisze, że rzeczywiście chce "inwestować w mieszkania" (poza kilkoma typami co śmierdzą propagandą). Wskaż mi takie osoby, które "zgadzają się z blogiem", a jednocześnie "chcą inwestować w mieszkania", bo ja chyba w tych blisko 100 postach przegapiłem.

    Na cholerę mi inwestować w mieszkania? Ja wiem, że to może być trudne do pojęcia, ale ja chce mieć mieszkanie, bo chcę w nim (uwaga, uwaga, trudne słowo) mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @xellos540

      Miałem elaborat odpowiedzi na Twój post ale skrócę.
      - założenie że coś jest normalne, że 2004 rok jest "bazowym" i że ceny POWINNY być korygowane o inflację jest założeniem. Subsydia temu nie sprzyjają fakt, zauważ że "bańki cenowe" są zazwyczaj wykrywane po fakcie - stąd ciężko od definicję bazy normalności - to chciałem przekazać
      - piszesz marża 10% - używasz właśnie takiego argumentu jak pisałem wcześniej. Zakładasz że trzeba dodać 10%, a jak im nie odpowiada to niech nie budują. Przepraszam, ale skoro na negocjowalnych produktach bankowych nic nie robiąc można mieć 5-6% to kto normalny ryzykowałby kapitał, pracę etc. żeby dodatkowo zarobić 4% - tak samo jak kto przeniesie pieniądze z lokaty 3% na kupno nieruchomości w której potencjalnie może zarobić 5% (w idealnym scenariuszu)
      - i dobrze że chcesz mieszkać, bo mieszkanie powinno do tego być przeznaczone. Tylko nawet zakładając taki scenariusz i zakładając że za 20-30 lat będzie nas nie 38 milionów tylko 32, dużo ludzi ucieknie, w Polsce będą pustostany - to po co zbierać i kupować. Nie lepiej wynajmować ? Nawet do mieszkania.

      I naprawdę nie traktujcie tego jak trollingu.

      Usuń
    2. Ja wynajmuję.

      Nie rozumiem tego twojego 10%. Tak jakbyś pisał, "ktoś ma 5%, a ja chcę mu drugie 5% dać", a jest dokładnie odwrotnie. Z wykresów przedstawianych na tym blogu wynika, że branża ma marżę nawet 50% całości mieszkania, ale przyjmijmy, że to jest 30%. Ja twierdzę, że to powinno być góra 10%, bo trzeba z czegoś żyć jednak. Kiedyś im się opłacało to 10%, jakoś budowali i była konkurencja. To było normalne. Teraz jest żerowanie.

      A ja za więcej niż 3500 za metr nie mam zamiaru płacić. Parafrazując: z braku laku "dobry" wynajem.

      I tyle.

      Usuń
  34. Wstępna analiza REAS dotycząca rynku pierwotnego III Q 2014
    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/709844,1149786-To-bedzie-rok-rekordowej-sprzedazy-mieszkan.html

    OdpowiedzUsuń
  35. A tu statystyki liczby ogłoszeń :P
    http://propertyads.pl/webparser

    OdpowiedzUsuń
  36. @sing dst
    "- piszesz marża 10% - używasz właśnie takiego argumentu jak pisałem wcześniej. Zakładasz że trzeba dodać 10%, a jak im nie odpowiada to niech nie budują. Przepraszam, ale skoro na negocjowalnych produktach bankowych nic nie robiąc można mieć 5-6% to kto normalny ryzykowałby kapitał, pracę etc. żeby dodatkowo zarobić 4% - tak samo jak kto przeniesie pieniądze z lokaty 3% na kupno nieruchomości w której potencjalnie może zarobić 5% (w idealnym scenariuszu)"

    Pozwole sobie skomentowac sobie tylko ten fragment. Zobacz ile zarabiaja spolki gieldowe(czasami maja rentownosc 4-6% i to jest tez ok) i ze 10% rocznie to dobry wynik. Piszesz, ze to tylko 4% wiecej, z tym ze to jest 4% wiecej rok w rok. Na przyklad zeby podwoic zainwestowany kapitsal przy 6% potrzeba 12 lat, przy 10% okolo 7.2 roku. Roznica jest juz bardziej widoczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście dla marży 10% nigdy bym w ogóle się nie podjął takiego ryzykownego biznesu jak deweloperka. Ale może znajdą się chętni - z braku laku to i do pracy za 500zł pójdziesz byle mieć co jeść - a nie - są zasiłki :P

      Usuń
    2. Dlaczego? Brać wynagrodzenie 30 tys/m-c przy zerowej marży to też niezły biznes. Pensje NIE są płacone z marży. Jest tu więc spore pole do obniżek

      Usuń
    3. @Stefan

      No tu masz rację - można sobie robić koszty i rzeczywiście wykazywać zerowy zysk :) Zresztą Gantt jest chyba pięknym przykładem jak korzystając z przepisów prawa zrobić w bambuko ludzi i "prawdopodobnie" wyprowadzić dużą część majątku w bezpieczne miejsce :)

      Usuń
    4. 10% to jest tzw. procent. Przy odpowiednich obrotach (a deweloperka ma coś z tego) 10% wyżywi całe rodziny, więc to jest kwestia jak najbardziej względna. Spadek cen i (prawdziwa) stabilizacja wyrównała by rynek. Wysiłek konkurencyjności by wzrósł, trochę (dużo) deweloperów by odpadło z rynku, pozostali zgarnęli by więcej rynku i 10% (lub okolice) by wystarczyły. Nooo... może trzeba by jeszcze zamknąć w kamieniołomie prezesa (dla pożytku wszystkich – poza prezesem oczywiście).

      Usuń
    5. @sing dst
      "Ja osobiście dla marży 10% nigdy bym w ogóle się nie podjął takiego ryzykownego biznesu jak deweloperka. Ale może znajdą się chętni - z braku laku to i do pracy za 500zł pójdziesz byle mieć co jeść - a nie - są zasiłki :P"

      Ja obracam się w branży (projektuję oświetlenie/elektryke) ostatnio bardzo dużo mieszkaniówki, średniej wielkości inwestycje deweloperskie ( 50- 100 mieszkań ) które później ogłaszają się jako wysokiej jakości apartamenty, to koszt samych opraw oświetleniowych dla podwykonawcy to jest 50- 70 tys zł plus 50 tys na instalacje i do tego dodaj 5 % marży ( bo na takiej marży robią podwykonawcy i jest to informacja z pierwszej ręki od znajomych, którzy zajmują sie kontraktami na budowach. Większe inwestcje ( powyżej 100 mieszkań ) to zamykają się w przedziale oprawy 150- 200 tys oprawy + 100-150tys instalacja + 20% za montaż i do tego 5 % marży czasem jest 10% ( jak generalny wykonawca ma swoich "dogadanych " podwykonawców . Oczywiście podwykonawcy zarabiają więcej bo pierwotne wyceny są zazwyczaj dwukrotnie wyższe, np wyceniono na 200 tys, podwykonawca robi zamiane towaru na inną firme i kupuje sprzęt za 100 tys zł ( stąd czasem cos nie pasuje na obiekcie jak ktoś zrobi złą zamianę. ) Ale fakt że na inwestycję ponad 100 mieszkan deweloper kupuje całą elektryke z montażem za nie więcej jak pół miliona ( wartość półtora mieszkania), to samo jest z branżą wodno kanalizacyjną, CO, cegły, beton, stawki pracy na budowie nie zmieniły się od co najmniej 8 lat... i nikt mi nie wciśnie że deweloper sprzedaje mieszkanie z marżą mniejszą jak 50 %....

      Usuń
    6. Ostatnio na targach mieszkaniowych, jak jednej babce co przez dłuższą chwilę mówiła jakie to niesamowite apartamenty są na sprzedaż u dewelopera którego reprezentuje, powiedziałem żę samo oświetlenie w całym "apartamentowcu" kosztowało tyle co jeden pokój w mieszkaniu, które ona mi proponuje to aż, zaniemówiła z wrażenia :D

      Usuń
  37. Na WOLI tez juz mozna kupic mieszkania w MDM. Coraz wiecej mieszkan jest dostepnych w cenie 6500 zl/m2.
    I mimo to caly czas sa dostepne te mieszkanka. Jak widac stablizacja w dol cos nie pomaga ze sprzedaza :)
    Jak ktos poczekal kilka miesiecy to mogl zaoszczedzic okolo ~500 lub wiecej + mozliwosc doplaty :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Podejrzewam, że wielu z Was odkłada jakieś pieniądze, ma jakieś zaskórniaki (np. 30k-200k) aby mieć na wkład własny. Przy większych sumach i niskich gwarancjach depozytów warto zastanowić się nad rozlokowaniem tych oszczędności w kilku miejscach. Pisali już tutaj niektórzy o tym że złoto, sztuka etc. Może macie jakieś doświadczenia ? Ja np. kupiłem trochę uncji złota jakiś czas temu ale to na emeryturę bo nie wyobrażam sobie np. kupić sztabek złota po to żeby je za rok sprzedać (stracę na prowizji pośrednika, być może na kursie - ogólnie duże ryzyko że kwota się zmniejszy).

    Czy macie jakieś propozycje jak to dywersyfikować ? Ale konkretnie. Np. 4 konta w różnych bankach i w każdym po 20-30k - chodzi o perspektywę w której możesz chcieć wykorzystać kapitał w ciągu roku,dwóch - nie o horyzont 10 letni. Może macie na to jakieś fajne pomysły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zczyty hossy na zachodzie i na malych spolkach u nas =
      rekordowy rok sprzedazy mieszkan od 2007.

      http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1149786.html?print=tak&p=0


      Teraz radze polaczyc to co pialem w czerwcu i wrzesniu o szczycie hossy 2007 i obecnie 2014 i
      porownanie doplat RNS - takie same od IV kwartaly 2007 jako obecnie IV kwartal 2014 dla warszawy te same ! i
      zobaczyc historyczny wykres notowan gieldowych w latach 2007-2009
      2014 to odpowiednik 2007 ( ten sam kwartal te same doplaty 6500 ! ) , 10.2007 zaczely sie spadki i zostal wyznaczony szczyt hossy wszedzie
      2016 to moze byc odpowiednik 2009 ( ostatni kwartal doplata wawa 7700 ! ) , 03.2009 dolek bessy po 60% spadkach na gieldzie w czasie 1,5 roku ramy czasowej.

      teraz dodajcie to o czym tez wspomina malo kto bo malo kto o tym wie od 1.1.2016 !!

      http://finanse.wp.pl/kat,136678,title,Za-klopoty-bankow-zaplaca-udzialowcy-wierzyciele-i-posiadacze-depozytow,wid,16253511,wiadomosc.html


      http://msinwestycje.pl/kto-zaplaci-za-bankructwo-banku/#


      teraz dołożcie, ze MDM jest do 2016 włącznie !!! - i co mamy?

      Zabezpieczenie limitowe w cenie na wypadek spadkow na gieldzie jak mialo to miejsce w 2007-2009 w postaci RNS !

      Zatem ceny beda uregulowane caly czas a sytuacja gospodarcza nie bedzie kolorowa jak po 2007. No ale grunt, ze mamy odczyty sprzedazy historycznie wysokie nie notowane od 2007 :) zbieg okolicznosci ? nie nie to wszystko sie ladnie uklada i zazebia znow wielu uwierzylo, ze da rade no to znow ich wykoleja na mini ratkach :)



      Usuń
    2. @marek

      Powiem to delikatnie (przynajmniej jak na mnie). Jest jakaś szansa, żebyś zaczął pisać po polsku? Żeby nie trzeba było rozszyfrowywać twoich równoważników zdań i podobnych konstrukcji? Żeby nie trzeba było się przyklejać do monitora i zgadywać co chcesz powiedzieć? Kilkustronicowe wywody autora blogu są dla mnie (nie-ekonoma) dużo bardziej zrozumiałe niż twój jeden post...

      Usuń
    3. Mieszkanie dla Młodych jest do końca 2018 roku, więc to tyle jeśli chodzi o zazebianie się ;-)

      Usuń
    4. postaram się pisać jak trzeba

      a gdzie napisałem, że się kończy w 2018?

      2016 jako 2009 czyli wzrost limitu jak z 2007 z IV kwartału do IV kwartału 2009 na 7700.

      co tutaj jest niezrozumiałe? zabezpieczyli się kolejnym programem w trakcie zawieruchy giełdowej co będzie miało wpływ na nasze życie. Przecież koledzy nie robią sobie źle aby biznes nie szedł prawda ? zatem limity i poprzeczka w górę :) a kto umie skorzystać na tym skorzysta.

      W runie na akcje i runie na mieszkania w roku 2014 ( czyli obecnie wg raportu jaki zamieściłem w jednym z linków jako najlepszy od 2007 rok w sprzedaży bo niskie raty ! ) mamy to samo co 2007 a pamiętamy run wtedy jak był tani frank prawda? historia nie lubi się powtarzać? a dlaczego nie lubi skoro tyle zbieżności ? wy myślicie, że to przypadki ? skoro jedni dyktują innym to reszta się dostosowuje ale znowu ci pierwsi robią sprawdzenie kart za jakiś czas i historia się powtarza.

      Usuń
    5. teraz dołożcie, ze MDM jest do 2016 włącznie !!! - i co mamy?

      To chyba Twoje prawda?

      Usuń
    6. Ale spokojnie rozumiem co chciales przekazac, wielokrotnie podnoszono juz ze program ten jak i poprzedni powstał w celu ochrony interesow deweloperów, ale także banków, dlatego jest tak jak jest, zamiast normalnie

      Usuń
    7. cyfry się pogubiły z racji szybkiego pisania no ale poprawiam już pisownię bez szybkiego klepania z błędami bo ktoś poprosił abym to robił jak trzeba :)

      no tak poprzeczki jak każdy wie na rynku są po to aby w patowych momentach i zawieruchach nakazywały kupno i pomagały bez względu na gorsza sytuację w gospodarstwach - zazwyczaj powstawały w momentach euforii na rynkach akcji jak w 2006 a 2007 był zwieńczeniem tego ruchu a teraz 2013 był taki i 2014 powinien go kończyć. oczywiście nie musi bo nikt nie jest prorokiem ale jest dużo podobieństw na jakie wskazałem.

      Usuń
    8. Powtarzam też, że jeśli ktoś nie ma pomysłów i uznaje za słuszne obecne patologie za normalne niech się kredytuje i świętuje swój nie byle jaki sukces na 20-30 a może nawet 40 lat kupcy sprzed paru lat :)
      Ja nie uznaje patologii i nie daje im powodów do poprawy bytu jednostek kosztem otumaniania 99% ludności iluzjami pomocy i wsparcia.
      Jestem wolnym człowiekiem wolnym pod kątem zobowiązań finansowych wobec innych i nie daje nikomu powodów ku temu. Nie kryję, że preferuję oszczędzanie i inwestowanie we własną naukę, od czasu do czasu w giełdę jako przyszła emerytura. To tylko i tak dodatki. Praca i praca podstawą.

      Wybrałem inną przeciwną o 180 stopni drogę jak większość z nas i nie żałuję tego. Czuje jedno co już nadmieniałem, ze obecne pokolenia 20-40 latków emerytury będzie czasem past simple :) robotyzacja i zastępowanie ludzi w pracy nie spowoduje szybszej spłaty kredytu nie wspominając o constans w płacach. Rośnie tylko tym co zmieniają jak mogą oraz paru % społeczeństwa - zarządy i inne. To oni windują średnią jaką karmi nas GUS. Nie ma inflacji jest tylko spekulacja na cenach aby nas okradać. Nie dawajcie powodów do tego jeśli macie alternatywę a jeśli nie macie gól w gardle i jedziecie na jednym wózku aż do odwróconej hipoteki aby mieć za co przeżyć. Nierealne? chyba nie bo się bogacimy przecież jak prasa pisze. Nie inwestuję w to co robi większość z nas i chce z tego zarobić krocia bo to na nas żerują. Im więcej oporu tym więcej szans na normalność. Zresztą to wszystko wielu z nas opisywało tutaj ileż można tematy oczywiste dla nielicznych wałkować non stop kiedy i tak większość robi to co reszta czyli daje powody? Dużo lat upłynie zanim zacznie się myślenie innymi torami oj wiele lat przed nami.

      Usuń
    9. Giełda, Forex - kasyno, miejsce w którym małym ludziom wydaje się, że po przeczytaniu 10 książek na temat AF, AT mają wpływ na zachowanie się rynku lub którym wydaje się, że potrafią na tym zarabiać :)

      Usuń
    10. tak to prawda 90% traci także niekogo nie zachecam do tego. Napisałem, że to tylko dodatek a nie priorytet.

      Usuń
  39. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @marek
      Drogi Marku rozumiem, ze jest jakas zbieznosc z tym co mielismy w 2007 ale to nie jest takie proste jak Ci sie wydaje :)
      W przecinym wypadku mozesz spokojnie postawic taka opcje, na spadki i zarobic na tym.

      Osobiscie uwazam, ze bedzie inaczej i na wzrostach zobaczymy odbicie - zobacz inna analogie niskie stopy i wzrosty na gieldzie.
      Poza pisaniem moze warto w realu postawic na swoj scenariusz.

      Usuń
    2. a czy ja pisząc o spadkach pisałem teraz czy w czerwcu i końcem września? gram na realnych pieniążkach !

      podbitki są i będą - radzę popatrzeć na wykresy giełd anglii, niemiec, francji, nasze i usa. Rozumię, ze 17% spadku na daxie od wakacji to mało? Kto zagrwa S kiedy podbtika idzie? radzę prześledzić wpisy sygnały jakie dawałem - przy szczytach zatem monsje XX yy czytamy wpisy i oceniamy na bieżąco. Dlaczego nich ich nie komentował jak był szczyt tylko teraz po spadku już sporym jaki poszedł ?
      Bo wiekszośc od roku gra na run akcyjny czyli wzrosty o czym wspominałem tutaj nie raz. Promocje już na takim spadki widzą to kupujcie. Zrobią wam w najmniej oczekiwanym momencie kiedy jest cisza 2 tygodnie lania i po profitach no ale jak pisałem kiedy ktoś ostrzega na szczytach to nikt nie komentuje bo kupuje :0 a potem zonk i musi mu rosnąć na podbitce to skomentuje, że ida wzrosty - odpowiadam tak to naturalne nigdy nie spada jak kamień w wodę no ale co ja wiem ja tylk oostrzegałem przy szczytach i widzę sporo korelacji :)

      Usuń
    3. Czyli teraz warto kupic pod podbitke?

      Usuń
    4. udzialam się tutaj


      http://stojeipatrze.blogspot.com/

      i wskazałem 2 dni temu na opcję formy dna i wybrania drogi w górę podbitki. TO mało ?:) prześledź wpisy jak ci się chce - ale po co ? ja połowę pozycji krótkich zamykałem już parę dni temu na spdkach zostawiłem najwyższe - cream de la cream z samych wierzchołków ostatnich miesięcy.

      Miłej lektury bloga znajeomego.

      Usuń
    5. i już można brać zyski z pozycji wzrostowej kontry jak kolega gra. DLa mnie zarobek na długich pozycjach wystarczy. Reszta to wysoko osadzone S ale ich nie profituje.

      Usuń
  40. polecam dla trejderów

    http://stojeipatrze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  41. A tu mamy ładną tabelkę jak jeszcze ceny są przeszacowane. Widzimy,że dla większości miast jeszcze brakuje około 30% co cen skorygowanych o inflacje. Oczywiście widać pewne anomalie jak dla Krakowa i Warszawy ale gdyby odczyty zacząć chociaż w I kw 2006 to wyszło by podobnie około 30%.

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-nowych-M-wrocily-do-poziomu-sprzed-8-lat-7219287.html

    Ciekawy jest też fragment :)), nie rozpisują się szerszej na ten temat, ale my tu wszyscy wiemy o co chodzi.
    "Na horyzoncie można jednak dostrzec nowy problem dla rynku deweloperskiego i całej gospodarki. Znaczenie tego problemu staje się zrozumiałe po przeczytaniu najnowszej prognozy demograficznej GUS-u."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ta najnowsza prognoza GUS-u jest taka straszna skoro zakłada prawie 34 mln osób w 2050r.? Już wcześniej mówiło się o 32 mln.

      Usuń
    2. @Michał

      Ja myślę że jest bardzo tragiczna, dokument jest dosyć obszerny i pamiętajmy że to tylko "estymacje", ale takie sformułowania nie napawają optymizmem:

      "Liczba osób w wieku 15-64 lat zmniejszy się w perspektywie do 2050 r. o 8,3 mln" - to właśnie ten zakres wiekowy, bo tylko taki podaje GUS zawiera ludzi którzy w ogóle mogą być zainteresowani kupnem mieszkań. Taki ubytek jest katastrofalny dla rynku mieszkań - oczywiście to termin tak odległy, że raczej będzie to interesować nasze dzieci niż nas, jednak dalej czytamy:

      "Ubytki w miastach będą występowały w ciągu całego prognozowanego okresu, przy czym najwyższa
      dynamika przewidywana jest w okresie 2014-2020. Wówczas populacja miast w wieku 15-64 lata będzie malała średnio powyżej 200 tys. rocznie." - czyli już teraz mamy według GUSU mocną tendencję spadkową. Przy czym dotyczy to średniej wszystkich miast Polski, także raczej mieszkańcy dużych aglomeracji nie odczują tego aż w takim stopniu dzięki migracjom o czym mówi inny fragment:

      "W województwach, w których w ostatnich latach obserwuje się nadwyżkę napływu nad odpływem istotną rolę odgrywają duże ośrodki miejskie: Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, które mają znaczne dodatnie saldo migracji (w 2013 r. odpowiednio: 8,2 tys., 1,0 tys., 1,2 tys., 1,4 tys.)."

      Podsumowując - prognoza jest bardzo zła.

      Usuń
    3. "przy czym najwyższa dynamika przewidywana jest w okresie 2014-2020"

      Czy mi się tylko wydaje, czy okres największej dynamiki "zawsze" pokrywa się z okresem najbliższym (czytaj — tym o którym najwięcej wiemy).

      Usuń
    4. @xellos540

      przytoczyłem tylko pierwszą część zdania, dalej piszą:

      "[...] W kolejnej dekadzie tendencja spadkowa nieco wyhamuje – ubytki wyniosą około 100 tys. rocznie. Po 2035 r. zmiany nabiorą tempa i będą na zbliżonym poziomie jak w pierwszych latach prognozy."

      Usuń
    5. A deweloperka o czynnikach demograficznych doskonale wie, na rok 2017 planowany jest koniec deficytu mieszkań w PL (wielu uważa, że tego deficytu już nie ma)

      http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,12882224,Koniec_swiata_deweloperow__W_Polsce_bedzie____za_duzo.html

      Teraz można by zadać sobie pytanie, dlaczego mając taką wiedzę, deweloperka uskutecznia (nowe zaklęcie) "ożywienie" - czyli rośnie liczba pozwoleń na budowę i liczba rozpoczynanych inwestycji - skoro za zaledwie 3 lata będzie już nadpodaż.

      Moim zdaniem zadziałała tutaj teoria "kto pierwszy ten lepszy", skoro jeszcze (domniemany) popyt jest na większym poziomie i (domniemana) relacja gospodarstw domowych do liczby mieszkań jest wyższa, to teraz jest jeszcze większa szansa zarobić, a potem to się zobaczy...a dodatkowo taki p.Furga zaczaruje wszystkich w koło, że przy tym konkretnym zwiększeniu podaży nie ma mowy o spadku cen, a jak to nie poskutkuje to p.Płochocki będzie codziennie straszyć, że zburzy wielką płytę no i powinno się udać :D


      Usuń
    6. @k-dek
      Dokładnie tak jak piszesz. Mamy niskie stopy więc trzeba to wykorzystać, dodatkowo wyż przekroczył 30 i wiedzą,że sporo osób jeszcze złapią.A co do dużych miast, może i ubytek ludności nie będzie tak szybko postępował ale należy pamiętać, że tu też się najwięcej buduje. W III Q 2014 na 17000 rozpoczętych budów przez deweloperów 13500 mieszkań przypadło na 6 największych miast. Także tu też podaż będzie ogromna i ceny są najbardziej przeszacowane.

      Usuń
  42. Kolejne głupoty:
    http://finanse.wp.pl/kat,1033695,title,Warto-sie-spieszyc-z-kredytem-mieszkaniowym-Od-stycznia-rosnie-wymagany-wklad-wlasny,wid,16971302,wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
  43. To by było na tyle z 38 mln kraju. Eurostat już to uwzględnia, ciekawe kiedy GUS zacznie, za to dla naganiaczy pewnie zawsze będzie brakować 3 mln mieszkań :)
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rz-polska-sie-wyludnia-w-zastraszajacym-tempie/mchmn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. generalnie wiadomo, ze gus to jest rozsiewca rzadowej propagandy :)
      prognozy robia takie, zeby nie pokazywac katastrofy jaka nas czeka...
      w miedzyczasie lobby deweloperskie podplaca media, zeby naganialy na "tani kredyt z 2% marza", "bierz bo od przyszlego roku 10% wklad wlasny", "mieszkania nie tanieja, czeka nas znowu wzrost cen" itp. itd...

      a tak na prawde w kraju nic na lepsze sie nie zmienilo, to czemu nagle maja mieszkania podrozec ? demografia, bezrobocie i przejadanie pieniedzy przez urzednikow i rozne uprzywilejowane grupy (np. wojskowi, moj wujek dostal z 500tys odprawy, jest na emeryturze od 50 roku zycia i pobiera ponad 3k zl miesiecznie).

      taki boom na kredyty nigdy juz nie bedzie mial miejsca w tym kraju. nigdy nie powtorzy sie taki wyz demograficzny wraz z otwarciem akcji kredytowej :) kto kupil na gorce to przegral zycie ;)

      Usuń
    2. Generalnie masz rację, te czynniki w normalnej gospodarce powinny powodować spadek cen nieruchomości, tylko w naszym Państwie wpływ na ceny mają inne czynniki (naturalnie nie tylko w naszym):
      - tak jak na Forex i giełdzie - będą to emocje którymi łatwo sterować (media etc): "taniej nie będzie", "każdy musi mieć swoje", "jak dzieci to wpierw swoje mieszkanie" itd. - ludźmi wbrew pozorom bardzo łatwo sterować
      - cena pieniądza na rynku (pożyczanego pieniądza) - im tańszy tym bardziej stymuluje wzrosty, z prostej przyczyny - większy popyt - jest więc czynnik typowo rynkowy ale sterowany przez różne instytucje jak RPP
      - subsydia jak MDM czy inne programy "pomocowe dla branży" - które promują jako pomocne dla biednych ludzi :) "Kredyt dla biednych" - jak to śmiesznie brzmi :)

      Dlatego nie byłbym taki pewny czy boom się nie powtórzy - można powiedzieć że może minimalnie jest większa świadomość ludzi po ostatnim kryzysie, ale ludzie mają baardzo krótką pamięć (wystarczy spojrzeć na politykę) oraz jeszcze za bardzo są umocowani w stereotypach. Wszystko zależy od tego jak tani będzie pieniądz i jak mocne będą nakłady lobby na agresywny marketing w postaci spotów, sponsorowancyh artykułów które "nie są sponsorowane" a pisane przez profesorów ekonomii itd.

      Usuń
    3. Normalnie przy takich stopach mielibyśmy przenie mini bum, ale w przyszłym roku hamująco zadziała LTV90%. Na rynku pierwotnym rozkręci się na maksa MDM bo tylko on będzie zapewniał wkład, ale ceny nie wzrosną bo limity przytrzymają zapędy deweloperki. Za to rynek wtórny będzie czytał naganiaczy i spoglądał z boku na super sprzedaż, rozkręcony rynek i hossę w mieszkaniówce i wierzył w odwrócenie koniunktury.

      Usuń
  44. http://www.forbes.pl/arabowie-i-chinczycy-zbuduja-nam-mieszkania-,artykuly,184784,1,1.html jakby nasi dev'owie nie dawali rady to moga liczyc na wsparcie zagranicznych inwestorow. Jest to wiadomosc pocieszajaca bo moze oznaczac, ze mieszkan nie zabraknie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  45. A ceny materiałów budowlanych cały czas w dół. Cena materiałów na m2 domu wynosi już 832 zł i to z dachem. Kwota śmieszna przy 5000-8000 które żąda deweloper :), gdzie jeszcze za nasz sufit płaci sąsiad z góry.
    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/709844,1150434-Za-ile-dom--ceny-materialow-budowlanych.html

    OdpowiedzUsuń
  46. Polecam:
    http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,16830802,Puchna_przedmiescia__a_wyludniaja_sie_centra_miast_.html#ixzz3GgSIJpXC
    Artykuł o planach zagospodarowania przestrzennego - m.in w planach jest przewidziane miejsce pod zabudowę, dla 60 mln. ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marcin - dzięki za linka

      Ja od siebie też wrzucę jednego (do obiadu :P) - może trochę nie w temacie ale jednak powiązany:
      https://www.youtube.com/watch?v=9DOpJxqTGoU

      Usuń
  47. my tu gadu, gadu o "+" i "-" kupna mieszkania, i jak to demografia załamie popyt na mieszkania, a zarazem ich ceny...ale jak takie dość brutalne w dane artykuły pojawiają się to mi (i pewnie nie tylko mi) czasami zdaje się, że może lepiej "zabrać zabawki i iść (wylecieć) do innej piaskownicy"...na zawsze...

    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16836328,Polska_bedzie_sie_gwaltownie_wyludniac.html#BoxBizMT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opolskie, Łódzkie, Śląskie - robi wrażenie...

      Z innej - ciekawy czy dojdzie do tego referendum w Szwajcarii i jakie będzie potencjalny rezultat.
      http://forsal.pl/artykuly/830358,drozejacy-frank-znow-uderzy-w-polskich-kredytobiorcow-zdecyduja-szwajcarzy.html
      http://independenttrader.pl/275,szwajcarzy_chca_pokrycia_waluty_w_zlocie.html
      Mogłoby być jeszcze ciekawiej...

      Usuń
  48. A tymczasem w Łodzi: http://www.expressilustrowany.pl/artykul/3615247,srednie-ceny-ponizej-5-tys-zl-za-metr-2300-mieszkan-do-kupienia,id,t.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest dobry przyklad, bo to miasto, ktore sie katastrofalnie wyludnia. Poza szkola filmowa, to tam nic nie ma i nikt normalny nie chce sie w tym miescie-koszmarku osiedlac na stale.

      Usuń
  49. Jest nowy raport REAS za IIIQ2014
    http://www.reas.pl/files/reports/reas-rynek-mieszkaniowy-w-polsce-q3-2014_0.pdf

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czwarty z rzędu kwartał bardzo dobrej sprzedaży zachęcił deweloperów do zwiększenia liczby oferowanych mieszkań."

      "W ostatnich czterech kwartałach sprzedano na analizowanych rynkach blisko 42,7 tys. lokali, o prawie 19% więcej, niż w rekordowym dotychczas roku 2007."

      "Realizuje się zatem prognoza zapowiadająca na rok 2014 najwyższą w historii polskiego rynku deweloperskiego liczbę transakcji."

      Wygląda to znacznie lepiej, niż wielu z nas myśli/chce. Oczywiście cały czas mowa o Polsce A, bo na prowincji jest inaczej, ale raport traktuje tylko o miastach dużych.

      "Szczegółowa analiza sprzedaży wskazuje, że w odróżnieniu od poprzednich kwartałów, kiedy to w większości miast najlepiej sprzedawały się lokale znajdujące się w końcowej fazie budowy lub gotowe, w III kwartale wyraźnie więcej sprzedano lokali planowanych do oddania w okresie 12-24 miesięcy od września 2014 roku."

      A tego nie kumam. Historia zatacza tak szybko koło? Ludzie znów kupują dziury w ziemi? Nagły atak sklerozy? Chodzi o to, że od nowego roku 10% wkładu i dlatego wolą kupić dziurę, niż poczekać i być zmuszonymi do większego wkładu? 2015 - 41%, 2016 - 25%. Masakra czy mi się wydaje?

      "Znaczna, choć malejąca z kwartału na kwartał była grupa osób korzystających z dopłat w ramach programu MdM. Znaczna jest także liczba tych, którzy kupują mieszkania za ceny mieszczące się w limicie, choć nie korzystają z dopłaty do kredytu. Nadal aktywni są nabywcy dokonujący zakupu w całości za gotówkę lub korzystający z kredytu hipotecznego jako uzupełnienia znacznych
      środków własnych. Nadal także widać osoby kupujące lokale na cele inwestycyjne – pod wynajem."

      Czepiam się, ale jakieś procenty mogliby podać. Znaczna grupa, aktywni, bla bla bla.

      Co sądzicie?

      Usuń
    2. Sklerozą, ale celową wykazują się media które lobbowane przez różne grupy wpływów. Zauważ, że kupowanie mieszkania to nie wybory parlamentarne które są co 5 lat. Ludzie kupią i już nie śledzą zazwyczaj blogów o nieruchomościach, portali ze statystykami.
      Podejrzewam, że większość z nas jak kupi mieszkanie, albo po prostu rozwiąże swój problem mieszkaniowy nie będzie tu zaglądać. Stąd sklerozy na pewno nie mają Ci którzy w 2007,2008 roku nie kupili bo uważali to za głupotę i czekają do teraz, ale takich jest mało. Większość idzie normalnym torem i kupuje kredytując się bardzo często aż po szyję.

      Co do tego czym ludzie się kierują, że jest tyle zakupów. Już wcześniej wspominałem, że nie każdy podchodzi do kupna mieszkania "do zamieszkania" licząc dokładnie grosz do grosza, wyliczając koszty odtworzeniowe, licząc marżę dewelopera - czyli czy się aby na pewno opłaca. Większość wychodzi z takiego schematu (mniej więcej):
      - znalazłem drugą połówkę, pobraliśmy się - po ślubie trzeba kupić mieszkanie
      - mieszkamy razem, nie nagle pojawiło się dziecko - trzeba kupić mieszkanie (urządzić pokoik dla dziecka)
      - skończyłem studia, trzeba kupić mieszkanie
      - itd.

      A czym się kierują ? Patrzą ile płacą za wynajem bezpośrednio do właściciela (np. 1000zł), liczą ratę potencjalnego kredytu - wychodzi im załóżmy 1300zł. To myślą, tylko 300zł więcej i mam "swoje" - płace na swoje. Po co mam wynajmować.
      To jest najczęstszy argument ludzi. A czy teraz jest "dobry okres" ? Jasne. Stopy najniższe w historii (co z tego że marże wzrosły nominalnie nawet 1% albo i więcej, stopy spadły 2%, więc jest sumarycznie 1% niżej niż wcześniej). A skoro stopy najniższe to rata kredytu najniższa. Więc można kupować. Taką prostą logiką kierują się ludzie - po prostu.
      Nie zakładają czarnych scenariuszy, nie liczą worst case scenario (+4% stopy, utrata pracy, cięcie etatów, przeprowadzka, itd.).

      Wkłady własne (abstrahując że za rok może być nowela i skończyć się na 10%, albo znieść w ogóle wymóg) - niestety wiedza z ekonomii, czy w ogóle umiejętność układania prostych równań, nie mówiąc już o zrozumieniu algorytmu wyliczania raty annuitetowej czy procentu składanego, jest u ludzi na żenująco niskim poziomie. Dlatego wystarczy podać 3 ładnie wylukrowane wykresy z odpowiednimi danymi wejściowymi pasującymi do z góry założonej tezy, straszonko że trzeba aż 10-15tys. więcej grosza mieć na wkład i ludzie dostają skurczu pośladów i lądują w bankach. Owcze pędy są popularne nie tylko na tym rynku - ale praktycznie wszędzie gdzie masz emocje :)



      Usuń
    3. no tak na prawde to nie mamy zadnego wplywu na rynek. mozemy tylko obserwowac.
      ja nie kupie po takich cenach i basta, predzej wyprowadze sie z tego kraju, o czym juz zaczalem myslec w kontekscie bankructwa zus, nie dzialajacych sądów, policji, strazy miejskie i ogolnego wszechobecnego syfu w kraju.

      tez czekam juz pare lat i nie widze zeby cos moglo sie zmienic na lepsze, glownie z powodu tego, ze polacy w 95% nie znaja sie na ekonomii... w zasadzie to po ukonczeniu szkoly to na niczym sie nie znaja.
      wiec nie mozna oczekiwac zmian na lepsze, skoro w wiekszosci ekonomiczni idioci sa w kraju i tancza jak im zagraja media sterowane przez rozne grupy interesu.
      dalej milosciwie nam rzadzacy beda sie bawic nasza kasa, brac lapowki i pisac ustawy pod rozne grupy interesu (byle nie korzystne dla dojnych krow - podatnikow)

      chyba najlepszym wyjsciem to inwestycja w siebie, jezyk obcy i bye bye poland :)

      Usuń
  50. http://regiodom.pl/portal/wiadomosci/analizy-raporty/w-spirali-dlugu-kredyt-na-30-lat-i-400-zlotych-odsetek-dziennie

    OdpowiedzUsuń
  51. Najnowszy raport REAS pokazuje po co tak naprawdę są te rekomendacje. Deweloperzy budują coraz więcej i muszą to szybko sprzedać, więc straszy się ludzi coraz większym wkładem własnym aby tymczasowo podtrzymać popyt i ceny (część kasy na wkład daje się z MDM). Wszyscy myślą, że KNF wprowadza rekomendacje z troską o zwykłych ludzi, a to jest ściema tak jak i FED - pod przykrywką nazwy i działania nie wprost, grupy wpływu osiągają swoje cele. Jak za rok lub dwa zobaczą, że coraz większy wkład powoduje spadek akcji kredytowej (przekroczą próg bólu społeczeństwa), to zniosą ten wymóg i będą myśleć nad czymś nowym.
    Poważny, nagły spadek cen nieruchomości może spowodować jedynie kolejny (po Lehman Brothers) kryzys finansowy, który nadejdzie moim zdaniem za 2-3 lata, lub ewentualnie większy konflikt zbrojny. Deweloperzy i banki wiedzą, że ten krysys nadejdzie dlatego szybko ubierają w kredyty ostatnich nieświadomych, co ułatwia im właśnie rekomendacja S.

    OdpowiedzUsuń
  52. Dziękuję autorowi za prowadzenie bloga - dzięki niemu podjąłem świadomą decyzje. Postanowiłem... pożyczyć od banku mieszkanie ;) Wziąłem kalkulator do ręki i wyszło mi, że wynajem w moim przypadku się po prostu nie opłaca. Mieszkanie z cegły, rynek wtórny 1998 rok 64 metry ( 3 oddzielne pokoje + oddzielna kuchnia ). Wartość wyjściowa 239000 zł, wynegocjowane 194000 zł (3000zł m2), wkład własny 94000zł, kredyt 100000zł na 20 lat. Biorąc pod uwagę moje zarobki netto ~3500 zł, wysokość raty stanowi 20% miesięcznego wynagrodzenia... nawet wzrost raty o 100% nie spowoduje tragedii. Na uwagę zasługuje również fakt, iż za miesięczną pensję otrzymuje >1m2 mieszkania. Kredyt planuje spłacić w ciągu najbliższych 6-7 lat i zakończyć temat mieszkaniowy. Pozdrawiam czytelników i życzę podejmowania słusznych dla siebie wyborów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gratuluje udanego zakupu :) 3000m2 to cena jaka w polandii mozna przelknac. czy mozesz napisac jakie miasto, albo chociaz jakiej wiellkosci i jak zlokaliowana jest nieruchomosc (blisko centrum itp)

      Usuń
    2. małopolska, miasto Tarnów, do rynku 2.5 km, w pobliżu pełna infrastruktura....2 parki, basen, korty tenisowe, szkoły :)

      Usuń
    3. Jak na tarnów i południe kraju zarobki ok - osobiście nie znam nikogo z południa ( płudnie małopolski i podkarpacie ) o takich netto zarobkach wśród 30 latków. 3 tysiące za metr to naprawdę też okazja w cenie metra. Takich warunków to i ludzie w warszawie nie mają netto zatem należysz w tych okolicach do ludzi dobrze ulokowanych w pracy na takie warunki. W stolicy musiałbyś mieć około 8-10 tyś netto adekwatnie do ceny metry. No takie stawki zarobkowe są nieosiągalne dla wielu ale wielu słyszy, że znajomi ich mają a oni nie. Taki mały freak zarobkowy a realia są nieco inne :)

      Usuń
    4. 3000 zł/metr w tej konkretnej lokalizacji to faktycznie okazja ale na osiedlach z wielkiej płyty jest masa ogłoszeń ~2100 zł/metr (do kompleksowego remontu). Ceny mieszkań w Tarnowie są bardzo atrakcyjne ale... nie będąc specjalistą w danej branży ciężko młodym o prace. Ja mam 31 lat i własnie wróciłem do rodzinnego miasta po 5 latach życia w Krakowie. Mieszkania w Tarnowie tańsze, życie spokojniejsze, brak większych korków a na imprezę do Krakowa 40min autostradą ;)

      Usuń
    5. Jak zrobią w końcu linię kolejową to może jeszcze szybciej pomkniesz jakąś "strzałą południa" może nawet "pierdolino" :D. Tak więc pomysł na życie w Tarnowie wydaje się być całkiem całkiem. Co do pensji to w małopolsce jesteś krezusem:)

      Usuń
  53. To wyborcza, więc nie wiem ile w tym prawdy i czy czasem nie jest to info sprzed 5 lat (nie mam dostępu do całości artykułu, nie płacę za to g***o), ale wklejam dla przeciwwagi:

    http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,36743,16849476,Deweloper_oglosil_upadlosc__Mieszkancy_beda_splacac.html#ixzz3GwP89Eh9

    Chodzi o Concepthouse bodajże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o DomKoncept, był o nich reportaż w TVP w maju tego roku.
      Tutaj link do materiału video:
      http://vod.tvp.pl/audycje/publicystyka/polska-non-stop/wideo/14052014-1515/14923673

      Jeżeli chodzi o Wrocław to lista deweloperów w ostatnich latach którzy mają/mieli problemy lub upadli to:

      Gant
      As-Bau
      Religa Development
      DomKoncept
      Budnest

      Usuń
    2. Nie wiem czy jeszcze dziala ale instrukcja jak obejsc paywall wyborczej po wykorzystaniu limitów "przeczytań":
      1/ Skopiuj naglowek artyklu z wyborczej
      2/ Wklej go do googla
      3/ Kliknij na link ktory sie w googlu pojawi z artykulem

      I heja. Na pohybel Michnikowi :)

      Usuń
    3. Działa cały czas i bez zmian :-) .

      Usuń
  54. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  55. Komentarzy juz calkiem sporo. Czekamy na kolejny arykul ku pokrzepieniu serc ;)
    Lekka ironia ale tez jestem zainteresowany nizszymi cenami mieszkan ..

    OdpowiedzUsuń
  56. sing dst 22 października 2014 20:35 napisał:
    "Wkłady własne (abstrahując że za rok
    może być nowela i skończyć się na 10%, albo znieść w ogóle wymóg)"

    Piccolo 22 października 2014 21:47 napisał:
    "Jak za rok lub dwa zobaczą, że coraz większy wkład powoduje spadek akcji kredytowej
    (przekroczą próg bólu społeczeństwa), to zniosą ten wymóg i będą
    myśleć nad czymś nowym."

    Panowie, czy Wy tak na serio? Wiem, ze w Naszym wspaniałym kraju nad Wisłą niczego nie można być pewnym, niemniej mam nadzieję, że im się nie odmieni i sam fakt, że po osiągnieciu minimalnego wkładu na poziomie 10% i możliwości ubezpieczenia drugiego 10% w 2017 roku Nasi wspaniali ustawodawcy poprzestaną bawić się w dobrodziejów i nie będą zmieniać wcześniej popełnionych uchwał.

    Proszę o Wasze opinie.
    Karol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karol, podejrzewam, że gdyby w 2009 roku ktoś by Ci powiedział że mogą zamienić RnS gdzie można kupować mieszkania z rynku pierwotnego i wtórnego, na program w którym będzie można kupować tylko z rynku pierwotnego mógłbyś zareagować podobnie.

      Program MdM został wprowadzony (moim skromnym zdaniem) głównie po to aby pobudzić gospodarkę. Wiadomo, że przy budowach mają pracę ludzie, kapitał przechodzi z rąk do rąk (wpływy z VAT, podatków dochodowych rosną), mają zatrudnienie dostawcy surowców, księgowi, pośrednicy itd. itd. Był interes pewnej grupy (Nowak dostał zegarek ;P) i poszłoooo <:

      Jeżeli będzie interes konkretnej grupy ludzi aby minimalny wkład własny np. zatrzymał się na 10%, albo wprowadzą 20% ale pozwolą ubezpieczyć brak wkładu całkowicie (co de facto zniesie obowiązek wkładu - czyli cała idea pójdzie w piach, po prostu kredyt będzie droższy w całej perspektywie) i ta grupa będzie miała mocne oddziaływanie w odpowiednich strukturach Państwa to zmienią zapisy, będzie nowela i już. Naiwnością jest uważać że ceny zawsze będą rosły, albo że zawsze będą na tym samym poziomie, tak samo jak naiwnością jest sądzić że rekomendacje są wprowadzane na zawsze.

      Ja nie pisałem że tak będzie, ale że nie można wykluczyć takiej możliwości.

      Usuń
  57. Tak na marginesie.

    Ostatnio zaktualizowano tabelkę NBP na stronie:
    http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/publikacje/rynek_nieruchomosci/index2.html
    tzn. uzupełniono dane o III kwartał 2014 r.

    Z tym, że nie wiem dlaczego we wcześniejszej wersji tabelki (do II kwartału 2014 włącznie) w pozycji "rynek wtórny/ ceny transakcyjne/ II kw. 2014" dla Warszawy była kwota: 6 852 zł, a teraz jest 7 332 zł. Nie ma żadnej adnotacji o korekcie danych.

    OdpowiedzUsuń
  58. Od 3Q 2013 widze wyraznie odbicie w Lodzi jezeli chodz i ilosc ogloszen i ceny..... Mam nadzieje ze za jakis czas wroci to do trendu spadkowego (nie za 5-10 lat..)

    OdpowiedzUsuń