sobota, 18 lipca 2015

Poroniony pomysł, który (jeszcze) trwa 76

Jakiś czas temu przyglądaliśmy się pierwszej ofercie Funduszu mieszkań na wynajem BGK w Poznaniu:

http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2015/01/niewypa.html

Nie pozostawiliśmy na niej suchej nitki, wszak ta oferta na suchą nitkę nie zasługuje - mieszkania w każdym "rozmiarze" są droższe niż prywatny wynajem (zwłaszcza, jeśli uwzględni się fakt, że mieszkania są nieumeblowane oraz nie posiadają garaży/miejsc postojowych). O ile w przypadku mieszkań najmniejszych różnica jest stosunkowo nieduża, o tyle w przypadku tych największych (choć nadal nie jakichś specjalnie wielkich, bo ledwie 3-pokojowych) różnica jest wręcz absurdalna i sięga 30-40%!

Niedawno dowiedzieliśmy się, że Fundusz "zainwestował" w kolejne (134) mieszkania, tym razem w Gdańsku. Ponieważ mieszkań jeszcze nie ma, bo dopiero się budują i będą dostępne w początkach 2016 roku (plus pewnie jakaś obsuwa), to trudno powiedzieć, czy będzie to oferta bardziej atrakcyjna od poznańskiej (jesteśmy tu nieco sceptyczni, bo Poznań jest miastem, w którym ceny kupna są stosunkowo "niskie", za to ceny najmu raczej wysokie - w Gdańsku już tak różowo, z punktu widzenia funduszu, nie jest).
Za to w ostatnich dniach fundusz nas zaskoczył - podzielił się informacją, że dodaje do oferty mieszkania w... Piasecznie. Pamiętamy, że podstawowym elementem całej tej chorej inicjatywy było zapewnienie Polakom tanich mieszkań w dobrych lokalizacjach - po pierwsze po to, żeby Polakom zrobić dobrze, a po drugie po to, żeby mieszkania szybko się wynajęły. Jaki jest na razie efekt, dobrze pokazuje pierwszy budynek w Poznaniu - po 5 miesiącach ze 124 mieszkań nadal w ofercie znajduje się... 68 (a przynajmniej tyle jest na stronie funduszu). To się nazywa oszałamiający sukces!

Dziś pośmiejemy się trochę z "inwestycji" w Piasecznie, ale najpierw zobaczymy, że Fundusz mieszkań na wynajem nie jest tak do końca zabetonowany, jak można było się spodziewać i zdaje się korzystać z rad, których udzielaliśmy mu w poprzednich wpisach na ten temat ;)

Podstawowym problemem mieszkań dostępnych w ramach funduszu jest ich cena. Tu się trochę zmieniło, mimo że teoretycznie cena nie spadła. Na początek fundusz zmienił zasadę, że cena wynajmu będzie się zmieniać z początkiem każdego roku zgodnie z inflacją - chłopaki albo zauważyli, że to absurdalny pomysł zmieniać ceny o nieznany wskaźnik w trakcie trwania umowy, albo jednak uwierzyli w tą lansowaną w mediach deflację ;) Jakby jednak nie było, w trakcie trwania umowy stała cena mieszkania rzeczywiście pozostanie stała. Kolejną (nieistotną) nowością jest usunięcie z oferty umów na okres od 4 do 10 lat - pewnie i tak nikt z tego nie korzystał, bo kto chciałby się zobowiązać do mieszkania w drogim, wynajmowanym lokum przez tak długi czas? 
Jedna nowość jest za to spora - jeszcze niedawno umowy zawartej z funduszem nie dało się w ogóle rozwiązać przed czasem (a właściwie to lokator nie mógł jej rozwiązać, bo fundusz mógł jak najbardziej, jeśli stwierdził, że lokator nie traktuje mieszkania w sposób należyty). To był bardzo odstraszający czynnik i powodował, że najpewniej chętnych na umowy 2-letnie lub dłuższe też było jak na lekarstwo. Nowość polega na tym, że teraz można rozwiązać umowę przed czasem, z 3-miesięcznym okresem wypowiedzenia (sporo jak na rynkowy wynajem, ale dobre i to). Nie byłoby w tym może niczego przełomowego, gdyby nie fakt, że w związku z tym traci sens zawieranie umów na okres krótszy niż 2 lata, bo wtedy cena mieszkania jest znacząco wyższa (+15%). Lepiej jest podpisać umowę na 2 lata, łapiąc się na niższą stawkę najmu, skoro i tak można taką umowę rozwiązać właściwie w dowolnym momencie (+3 miesiące). Ciekawe, czy fundusz jakoś się przed tym zabezpiecza w umowie - na stronie nie udało się nam znaleźć żadnej informacji na ten temat. Wniosek ostateczny z tego jest taki, że w przypadku chęci wynajęcia mieszkania na krótszy czas, wskutek tej zmiany, jego cena spadła o ~15% (na dłuższy czas pewnie i tak nikt nie wynajmował).
Jak więc widzimy, fundusz ledwie zaczął działać, a już poniekąd obniżył ceny. Fajnie... ale niewiele to pomoże, bo oferta wciąż pozostaje w tyle za ofertą najmu prywatnego.

Dodatkowo fundusz wprowadził promocję "Przyprowadź sąsiada" - jeśli chcemy zamieszkać w wynajmowanym mieszkaniu i znajdziemy drugiego frajera, to możemy zyskać 2 miesięczne czynsze gratis (jeden dla siebie, drugi dla frajera ;) I to kolejny element, który wpływa na obniżkę ceny. Ciekawe, jak to się ma do pierwotnych założeń finansowych funduszu, który przecież miał osiągać stopę zwrotu na poziomie 4% i to raczej wcześniejsze ceny były dla takiej stopy odpowiednie...

Co gorsza, fundusz z czasem będzie musiał obniżyć ceny w sposób bardziej bezpośredni (chyba że nie przeszkadzają mu niewynajęte mieszkania). Wszak trudno się spodziewać, że mieszkania stoją puste, bo ludzie nie wiedzą o tej super ofercie. Tak dużej darmowej reklamy, jaką uzyskał Fundusz mieszkań na wynajem we wszelkiego rodzaju mediach (także i u nas! ;) jeszcze zanim w ogóle zaczął działać, nie miała żadna firma w historii polskiego rynku.

Przyglądając się bliżej aktualnej sytuacji w Poznaniu można zobaczyć, jak słaba jest oferta funduszu. Ceny wyższe niż rynkowe, do tego mieszkania nie są umeblowane, więc meble trzeba mieć własne, co z miejsca eliminuje znakomitą większość klientów. Do tego w bloku, który ma 124 mieszkania, są "aż" 22 miejsca w garażu podziemnym i 14 miejsc naziemnych. Dziwi nas, że ktoś w ogóle pozwolił na wybudowanie czegoś takiego, bo jako takim standardem jest 1 miejsce parkingowe na mieszkanie (a powinno być więcej, żeby zapewnić komfortowe warunki dla mieszkańców i gości). Z drugiej strony nie dziwi nas, że tylko państwowy fundusz mógł coś takiego kupić.
Jak wspominaliśmy na początku, na stronie funduszu w ofercie wciąż dostępnych jest 68 mieszkań w Poznaniu (a wynajmować można je przecież w części od marca, a w części od maja). Trudno się zgodzić z informacjami pochodzącymi z funduszu o wielkim zainteresowaniu mieszkaniami, skoro dostępne są mieszkania każdej wielkości (zarówno te małe, których ceny są tylko trochę wyższe niż rynkowe, jak i średnie, czy wreszcie te największe, o najbardziej absurdalnych cenach). Jeśli więc ktoś chciałby wynająć mieszkanie "od państwa", to nie musi się spieszyć - oferta raczej nigdy się nie wyczerpie (i wcale nie wynika to z jej nieprzebranego bogactwa ;)

Tylko właśnie... mieliśmy się przyjrzeć najnowszemu nabytkowi funduszu w Piasecznie. Przyjrzyjmy się więc, cóż to za cudowny blok zakupił fundusz w tej "wypasionej" lokalizacji, jaką niewątpliwie jest podwarszawskie Piaseczno ;)
Jak już wspominaliśmy, jedną z najważniejszych cech mieszkań funduszu miała być dobra lokalizacja, aby nie było problemów z ich wynajęciem. Oczywiście wg przedstawicieli funduszu Piaseczno ten warunek spełnia - wg nas oraz pewnie ogromnej większości mieszkańców Warszawy jest zupełnie przeciwnie... chyba że klientami na ten budynek mieliby być mieszkańcy Piaseczna ;) Pamiętajmy jednak, że fundusz miał "inwestować" w 7 największych miastach Polski, a, z tego, co wiemy (nawet z autopsji ;) Piaseczno jakąś wielką metropolią nie jest ;) W związku z tym wszystkim należy ten nowy nabytek podciągnąć pod Warszawę - nawet w wyszukiwarce funduszu nie pojawia się nazwa Piaseczno tylko "aglomeracja warszawska" (czyżby ktoś się wstydził tak dobrej lokalizacji? ;)

Skoro ulica generała majora Jana Grochowskiego 5 w Piasecznie jest dobrą lokalizacją w Warszawie (co już samo w sobie brzmi absurdalnie), to zobaczmy, jaki mamy stamtąd dojazd do 3 popularnych "zagłębi" biurowych.

1. Mordor w rejonie Domaniewskiej.

To chyba najbardziej znana i najpopularniejsza okolica biurowa w stolicy, w której biurowców jest bez liku, ciągle przybywają nowe, a zaparkowanie samochodu graniczy z cudem (przynajmniej w ciągu dnia, bo wieczorem/w nocy ten rejon wygląda, jakby Talibowie rozpuścili w okolicy broń biologiczną ;) Dojazd z naszej super lokalizacji w Piasecznie zajmuje jedynie 41 minut. Hmm... dla nas zdecydowanie za długo, zwłaszcza, jak na "dobrą lokalizację":




Może dla niektórych 41 minut to jeszcze nie tak dużo, ale zwróćmy uwagę, że pociąg, który jest naszym pierwszym środkiem transportu, odjeżdża rano co... 25 minut - trzeba tu więc dodać co najmniej kilka minut tolerancji po to, aby na pewno takiego pociągu nie przegapić.

2. Centrum.

Jak powszechnie wiadomo (nie wiedzieć dlaczego), centrum miasta uznaje się za miejsce, względem którego liczy się "dobroć" lokalizacji - im bliżej tym lepiej (tymczasem my już nawet nie pamiętamy, kiedy ostatnio byliśmy w ścisłym centrum ;) Z naszej super miejscówki w Piasecznie dojazd wygląda tak:



1 godzina i 5 minut - ładnie :) Jeśli więc ktoś pracuje w centrum i chciałby zamieszkać w budynku funduszu, to musi być człowiekiem nie tylko całkiem majętnym, ale i bardzo cierpliwym, a zarazem ubóstwiającym warszawską komunikację miejską/podmiejską. Dla nas pokonywanie tego rodzaju odległości (albo raczej tego rodzaju "czasu") codziennie w drodze do pracy jest całkowicie dyskwalifikujące (miejsce zamieszkania lub pracę ;)

3. Biurowce w rejonie Arkadii.

Trzecie z miejsc to okolice CH Arkadia - sporo tam biurowców i punkt całkiem niezły (Metro Dworzec Gdański oraz sam dworzec, do którego dojeżdżają pociągi podmiejskie). Dojazd z Piaseczna to już totalny odlot:



1 godzina 19 minut - kwadrans dłużej niż do centrum, opcja jeszcze bardziej nieakceptowalna.

Jak więc widać, lokalizacja w Piasecznie, z punktu widzenia zagłębi biurowych w Warszawie, jest słaba, najczęściej wręcz dyskwalifikująca. Oczywiście są miejsca, do których dojazd będzie lepszy, ale skoro rozpatrujemy to miejsce jako dobrą lokalizację w Warszawie, to należy ją zestawić z "najważniejszymi" punktami w stolicy, w których "się pracuje".
Ktoś może powiedzieć, że nie trzeba korzystać z komunikacji miejskiej i można jeździć samochodem - pewnie, że można, ale życzymy powodzenia w dojazdach samochodem do centrum, albo na Żoliborz. Do Mordoru nie jest w teorii tak źle:



Ale kto chociaż raz jechał rano w tym kierunku wie, że prezentowane przez Google 24 minuty to czysta teoria, którą trzeba by pomnożyć przez coś w okolicy dwójki...

Skoro już się przekonaliśmy, jaką to cudowną lokalizację nabył Fundusz mieszkań na wynajem, to... może chociaż cena okaże się kusząca? 
Hmm... a cena jest mniej więcej tak kusząca, jak ta w Poznaniu. Przypominamy, że dzięki opcji wcześniejszego rozwiązania umowy z funduszem będziemy rozpatrywać najniższe ceny oferowane przez fundusz (czyli na okres co najmniej 2-letni). W przypadku mieszkań w Piasecznie na stronie funduszu nie uświadczymy szacowanych kosztów indywidualnego zużycia mediów, które pokrywa najemca (czyżby stawki, podobnie jak w Poznaniu, były zbyt odstraszające potencjalnych zainteresowanych?), więc sami je sobie wymyśliliśmy, na podstawie cen z Poznania (cena prądu, czy wody w Piasecznie raczej się od poznańskiej wiele nie różni).

Na początek mieszkania najmniejsze.

Tu przykład 2-pokojowego, 40m2:



Rozkład typowy dla aktualnych mini mieszkań - mały aneks kuchenny, z dala od okna, tuż przy wejściu do mieszkania. Ceny wyglądają tak:
Łączna średnia cena w całym roku to 1.650 złotych. Porównywalne mieszkanie można aktualnie w Piasecznie wynająć za 1.500.

Dalej mieszkanie 3-pokojowe, 50m2:




Pomysł na rozkład jak za najlepszych czasów PRL - 3 pokoje na 50 metrach kwadratowych i "ślepa kuchnia", choć tu raczej należałoby powiedzieć, że kuchnia jest po prostu w przedpokoju. Ceny za to cudo:


Otrzymujemy więc średnio 1.900 złotych. Podobna oferta rynkowa w Piasecznie: 1.600 (choć tu są mieszkania 2-pokojowe, 3 pokoje na takiej powierzchni bardzo trudno znaleźć).

Na koniec nasz faworyt - duże mieszkanie 4-pokojowe, 78m2:



Rozkład jest po prostu "zajebiaszczy" :) Wchodzi się drzwiami wejściowymi prosto do kuchni, wkraczając jednocześnie do największego pomieszczenia w mieszkaniu, czyli przedpokoju (2), zwanego dumnie w opisie salonem. Przez ten przedpokój (salon?) śmigamy do kolejnego przedpokoju, z którego mamy wejścia do 2 zwyczajnych pokoi (~10m2) oraz do pokoju "skośnego", w którym widzimy pełen przekrój dostępnych kątów pomiędzy ścianami (mamy kąty proste, oraz kąt ostry i rozwarty). Kurde... w tym mieszkaniu nawet balkon jest skośny! Tak odjechanego rozkładu dawno nie widzieliśmy - a to wszystko za jedyne:



2.500 złotych :) W ofercie rynkowej w Piasecznie, "normalne" mieszkanie ~80m2 można wynająć za 2.100 złotych.

Jak więc widać, ceny są mniej więcej tak atrakcyjne jak lokalizacja, do tego pomysły na rozkłady mieszkań są czasem wręcz szokujące (widać, że głównym celem projektanta było wyciśnięcie maksymalnej liczby PUM z powierzchni działki). Tak jak w przypadku "inwestycji" w Poznaniu zdaje się nam, że coś takiego mógł kupić tylko fundusz państwowy.

Choć trzeba oddać funduszowi sprawiedliwość i zauważyć, że pewien postęp względem Poznania jednak jest - na 122 mieszkania przypadają tu uczciwe 124 miejsca postojowe w garażu podziemnym, a same mieszkania są w pełni umeblowane i wyposażone nawet w takie "rarytasy" jak telewizor, czy pościel(!).

Niestety ponownie nie dowiedzieliśmy, ile kosztowała ta "inwestycja" - widocznie nie ma się czym chwalić. Skoro nie wiemy, to postaramy sobie oszacować, przy czym należy pamiętać, że ten szacunek bazuje na założeniach, o których nie możemy powiedzieć, jak bardzo są błędne ;)

Weźmiemy na tapetę pierwsze z opisanych mieszkań i przyjmiemy, że fundusz płaci 8.5% podatku (najem okazjonalny), koszty "zarządcze" pochłaniają 10% ceny najmu, mieszkanie wynajmowane jest przez 11 miesięcy w roku, a stopa zwrotu funduszu wynosi 4% (taki był plan).

Mieszkanie ma 40m2, fundusz "kasuje" 1.150 zł miesięcznie, z czego "zarabia na czysto" (po uwzględnieniu podatku i kosztów zarządu) 950 zł. Mnożymy to przez 11 miesięcy, co daje 10.450 zł - aby stopa zwrotu wynosiła 4% rocznie, mieszkanie (z wykończeniem, umeblowaniem i wyposażeniem) musiało kosztować 261 tys. zł, czyli 6.500 tys. zł za m2. Nieźle, jak na podwarszawskie "zadupie" ;) 

W przypadku Poznania wyliczenia dla podobnego mieszkania (36m2) wyglądają tak:
Koszt miesięczny w umowie na co najmniej 2 lata to 1.100 zł, czyli fundusz "zarabia" 900. Mnożymy przez 11 miesięcy, wychodzi 9.900 zł. Aby wyszło 4% zwrotu, mieszkanie musiało kosztować 247.5 tys., czyli 6.900 zł za m2 (tym razem w cenie jest mieszkanie wykończone z wyposażoną kuchnią i łazienką, za to nie ma pozostałych mebli). Ponieważ oferty w okolicy są nieco poniżej 6 tys. zł za m2, to fundusz jakiegoś specjalnego interesu na tym zrobić nie mógł.

W tym wszystkim ciekawi nas jeszcze jedno - jaki jest koszt prowadzenia tego funduszu? W obliczeniach przyjęliśmy, że będzie to 100 zł za mieszkanie i byłoby to pewnie jakoś tam uzasadnione, gdyby fundusz działał już na swoją pełną, planowaną skalę (20 tys. mieszkań w całym kraju). Tymczasem na razie fundusz zarządza ~200 mieszkaniami (nie wiemy dokładnie, jaka część mieszkań w Piasecznie jest już gotowa dla najemców - na stronie jest ich 29). Ponieważ wynajętych jest 54 (w Poznaniu), to całkowity "przychód" funduszu jest pewnie w okolicach 50 tys. zł miesięcznie (trudno oczekiwać, że ktokolwiek wynajął droższe mieszkania - jeśli już, to wynajęły się te najmniejsze, bo najmniej odbiegały od oferty rynkowej). Ponieważ fundusz ma prezesa i pewnie jeszcze kilku, jeśli nie kilkunastu (a może kilkudziesięciu?) pracowników, to w tej chwili jest on na mocnym permanentnym minusie. Nie zmieni się to zbyt szybko, skoro tempo wprowadzania mieszkań do oferty jest takie, jak widać, a do tego do tej pory nie wynajęła się nawet połowa(!) z oferowanej puli mieszkań. 

Mimo tych wszystkich absurdów i niepowodzeń, fundusz ma ambitne plany. Planowany rozkład udziału mieszkań dla poszczególnych miast w najbliższej przyszłości ma wyglądać tak:




A w samej Warszawie tak:




Ciekawe jest to, że na żadnym z wykresów nie ma Piaseczna... ;)

Podsumowując działania Funduszu mieszkań na wynajem - każda kolejna informacja pochodząca od niego utwierdza nas w przekonaniu o nieuchronnej klapie, jaka czeka tę poronioną ideę. Wynajmowanie mieszkań przy obecnych stawkach deweloperów oraz cenach na rynku najmu, z zakładaną przez fundusz rentownością na poziomie 4%, jest zwyczajnie niemożliwe. Pieniądze "inwestowane" w ten pomysł zostaną po prostu utopione. Fundusz zarzeka się, że nie obniży cen, ale będzie musiał to zrobić (chyba że honorowo popełni "samobójstwo"), bo jego oferta jest gorsza niż oferta rynkowa (a miała przecież być lepsza - na początku mówiono o stawkach 50% niższych niż rynkowe, potem o 25%, a ostatecznie stawki wyszły od rynkowych zauważalnie wyższe). Albo fundusz stanie się organizacją "charytatywną" z bliską zera, bądź nawet ujemną stopą zwrotu, albo za jakiś czas zostanie zwyczajnie zlikwidowany. Problem będzie tylko taki, że ciężko będzie sprzedać mieszkania należące do funduszu - w końcu sprzedać całe bloki i to jeszcze z mieszkaniami, w których najemcy mają podpisane umowy, to rzecz na rynku niespotykana. Jedyną opcją będzie więc sprzedać mieszkania najemcom, ze stosownym dyskontem (wszak klienta po "rynkowej" cenie raczej nie będzie). I może to jest jedyny argument przemawiający za tym, że wynajem mieszkania od "państwa" może być dla kogoś z najemców korzystny...

A cała ta zabawa jest możliwa tylko dzięki systemowi rezerwy cząstkowej. Ktoś sobie wymyślił, że Bank Gospodarstwa Krajowego miał za duży współczynnik wypłacalności - przed utworzeniem funduszu było to 64%, co oznaczało w bardzo dużym uproszczeniu, że przechowywał "naprawdę" 64% powierzonych mu depozytów (mimo że w normalnym systemie powinien przechowywać 100%). Dzięki temu bank mógł "zainwestować" (czyli w praktyce wygenerować z powietrza) pieniądze w tak absurdalny pomysł jak Fundusz mieszkań na wynajem...

76 komentarzy:

  1. Mieszkanie w Piasecznie 40 m2 za średnio licząc 1650?

    Wynajmuję 40 metrów na Kabatach 2 min od stacji metra za 1700 + ok. 80 (prąd). Dojazd do Centrum metrem 22 minuty.

    To po pierwsze. A po drugie obawiam się jednak, że w razie wcześniejszego zerwania umowy trzeba będzie wyrównać do wyższego czynszu, aż tak naiwni to oni chyba w tym funduszu nie są.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobra analiza oferty funduszu. W zasadzie nie wiem kto mialby wynajac w piasecznie mieszkanie 2p skoro w wiekszosci W-wy mozna znalezc w podobnej cenie. Fakt moze nie nowe ale chyba dla mnie cenniejszy jest szybki dojazd do pracy.
    Chyba ten fundusz slabo negocjuje z deweloperami skoro pozniej wystawia takie ceny ;)
    Ogolnie wyglada to na niezly walek made by Platforma Obywatelska. Za kilka lat NIK obudzi sie ze snu jaka to afere wytropil :)
    Mam taki pomysl dla autora, ze fajne bylyby tez podobne analizy ofert deweloperow w roznych dzielnicach W-wy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyliczona cena 6,5 tyś / m2 jest raczej mało prawdopodobna. Zapewne rentowność na poziomie 4% jest wyliczana przy wynajęciu jedynie pewnej części mieszkań ( nie wiem... 50, 75%).

    W innym przypadku to by była faktycznie niezła afera. W tej cenie można kupić mieszkania w miasteczku wilanów - standard i położeni bez porównania z Piasecznem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważasz, że banki nie mogą udzielać kredytów? (odnośnie wymogu tego 100%?)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Lech Malinowski

    Z depozytów klientów? Nie. Ze swoich zysków (np. opłat za przechowanie depozytów)? Tak.

    Zgaduję, ale poprzednich wpisów o kredytach pewnie nie przeczytałeś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami byśmy tego lepiej nie ujęli! Jak ktoś chce pożyczać komuś pieniądze, to powinien pożyczać własne, a nie cudze. Ciekawe, czy gdyby bankierzy pożyczali swoje pieniądze, to nadal człowiek o dochodach 3.000 zł miesięcznie dostałby 300.000 kredytu na 30 lat... ;)

      Usuń
    2. Aha, czyli banki mają na przykład z depozytów prowadzić sklepy spożywcze, aby z zysków udzielać kredytów ;)
      Ale nie ma się co obrażać na rzeczywistość - pożyczanie *zdeponowanych* pieniędzy to jest stricte działalność bankowa. Pożyczanie swoich to zwykła pożyczka i banku do tego nie trzeba.

      Usuń
    3. @weksel

      Bank za przechowanie depozytów powinien pobierać wynagrodzenie (co jest rezultatem tego, że depozyt w banku miałby być bezpieczniejszy niż skarpeta, niewiele się to różni od strzeżonych parkingów, które za darmo nie funkcjonują). W obecnych czasach jest zupełnie odwrotnie — konto jest za darmo (bo?), a bank generuje zysk... z kredytu... z powietrza (bo?). Może to i jest "działalność bankowa", ale to nie przeszkadza jej być działalnością szkodliwą, a nawet przestępczą.

      Usuń
    4. @weksel

      Wielokrotnie powtarzaliśmy, że działalność bankowa jest działalnością przestępczą - klient myśli, że pieniądze w banku są jego, a bank tymczasem je pożyczył. Gdyby klient wiedział, że pieniądze zostały pożyczone, to... mielibyśmy Grecję :) Gdyby banki nie pożyczały zdeponowanych pieniędzy, tylko własne, to nigdy nie wystąpiłby problem z całym systemem, jaki widzimy teraz w Grecji - klient poszedłby do banku po SWOJE pieniądze i by je dostał. Czyż nie byłoby to uczciwe?

      Usuń
    5. Poszukam w domu konkretnych artykułów kc z których to wynika, ale z tego co kojarzę, pieniądze wpłacone do banku to już NIE jest nasza własność, tylko pożyczka dla banku - i z tego wynika, że może nią sobie dysponować. W zamian za to klient banku dysponuje roszczeniem wobec banku - ale nie jest już właścicielem pieniędzy, dokładnie tak samo jak pożyczymy pieniądze koledze, to on staje się ich właścicielem, a my mamy jego obietnicę zwrotu. Co jest logicznie spójne z całą resztą prawa przy okazji np. upadłości banku - depozyty wchodzą w jego masę upadłościową, a przecież gdyby nie należały do banku, to syndyk nie powinien nimi dysponować, prawda?

      Naturalnie zgadzam się, że zachodni system bankowy z pieniądzem dłużnym i rezerwą cząstkową to piramidalne oszustwo, ale oszustwo z najwyższej ligi, bo przecież usankcjonowane prawem (stanowionym zresztą przez oszustów tej samej ligi, czyli "państwo"..:)).

      Usuń
    6. @Paradoks - wyręczę Cię :)

      Art. 725. Przez umowę rachunku bankowego bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku,
      na czas oznaczony lub nieoznaczony, do przechowywania jego środków pieniężnych oraz, jeżeli
      umowa tak stanowi, do przeprowadzania na jego zlecenie rozliczeń pieniężnych.

      Art. 726. Bank może obracać czasowo wolne środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym
      z obowiązkiem ich zwrotu w całości lub w części na każde żądanie, chyba że umowa uzależnia
      obowiązek zwrotu od wypowiedzenia.

      Art. 845. Jeżeli z przepisów szczególnych albo z umowy lub okoliczności wynika, że przechowawca
      może rozporządzać oddanymi na przechowanie pieniędzmi lub innymi rzeczami oznaczonymi tylko co do gatunku,
      stosuje się odpowiednio przepisy o pożyczce (depozyt nieprawidłowy).
      Czas i miejsce zwrotu określają przepisy o przechowaniu.

      Art. 720. § 1. Przez umowę pożyczki dający pożyczkę zobowiązuje się przenieść na własność biorącego
      określoną ilość pieniędzy albo rzeczy oznaczonych tylko co do gatunku, a biorący zobowiązuje się
      zwrócić tę samą ilość pieniędzy albo tę samą ilość rzeczy tego samego gatunku i tej samej jakości.

      Art. 720. § 2. Umowa pożyczki, której wartość przenosi pięćset złotych, powinna być stwierdzona pismem.

      Usuń
    7. A dzięki, o te chodziło. :) Zostało to dodatkowo podparte wyrokiem sądu (i znów zapodziała mi się sygnatura), w którym sąd wprost stwierdza, powołując się na powyższe artykuły, że środki w banku nie są własnością klienta, że wszystko co posiada klient, to roszczenie wobec banku, do którego zaniósł pieniądze. Wynika z tego wprost, że klient dysponować może tymi środkami swobodnie tylko tak długo, jak mu bank na to łaskawie pozwoli :) I to dotyczy oczywiście nie tylko lokat, rachunków bieżących również.

      Usuń
    8. "z obowiązkiem ich zwrotu w całości lub w części na każde żądanie" tego bank nie może spełnić. Czyli klient wypełnia swoją część umowy, a bank nie musi, tak? Kwota gwarantowana nic nie zmienia, bo depozyt może ją przekraczać. I ciekawe co który klient zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Chyba już tak bywało, że umowa swoje, ale sąd uznał, że to było oszustwo.

      Ale oczywiście banki mają specjalne względy... w końcu dla państwa możliwość zadłużania się prawie bez limitu to nie w kij dmuchał.

      Usuń
    9. Najśmieszniejsze jest właśnie to, że państwo przecież wcale nie potrzebuje tych komercyjnych banków do zadłużania się bez limitu. Ba, banki komercyjne zgodnie z konstytucją biorą udział w kreacji pieniądza niby właśnie po to, żeby państwo nie zadłużało się bez limitu! To jest majstersztyk. :)

      Usuń
    10. Całe to prawo bankowe jest wewnętrznie sprzeczne. Skoro podstawą rachunku bankowego/depozytu jest możliwość zwrotu środków klientowi w dowolnym momencie, to z takiej definicji wynika, że bank takimi środkami obracać nie może, bo inaczej nie będzie zdolny do natychmiastowego zwrotu (i tak właśnie wygląda ta umowa z punktu widzenia klienta).

      Natomiast ten artykuł, który rzekomo umożliwia obracanie przez banki pieniędzmi klientów:

      "Art. 845. Jeżeli z przepisów szczególnych albo z umowy lub okoliczności wynika, że przechowawca
      może rozporządzać oddanymi na przechowanie pieniędzmi (...)"

      nie stosuje się (z definicji) do umowy o rachunek bankowy/depozyt, bo z umowy o depozyt NIE wynika, że przechowawca może rozporządzać pieniędzmi oddanymi na przechowanie - z tego, że pieniądze mają być natychmiast dostępne, wynika coś zupełnie przeciwnego - NIE można nimi rozporządzać (np. pożyczać dalej), bo jak je niby natychmiast zwrócić, skoro zostały pożyczone?

      W związku z tym wszystkim depozyt (z racji swej natychmiastowej dostępności) ze swojej definicji NIE jest pożyczką. Pożyczka ma określony termin zwrotu - dzięki temu własność przechodzi na pewien czas na pożyczkobiorcę, przez co pożyczkobiorca może obracać pożyczonymi pieniędzmi. W przypadku depozytu/rachunku bankowego nie może.

      Usuń
  6. Ceny oferowane przez fundusz to po prostu bajka. Suma sumarum za nasze mieszkanie 5 min od metra Marymont płacimy 1800 zł (+ liczmy ok 100 zł za opłaty). Mieszkanie ma 2 pokoje, balkon, dużą kuchnię z oknem oraz spory korytarz, no i piwnicę gdzie trzymamy różne pudła i rowery co jest dużym plusem. Dojazd do pracy razem ze spacerkiem na przystanek - max 30 min na Wolę. Do centrum 15 min. Właściciel bezproblemowy niewpieprzający się. Niech mnie ktoś teraz przekona że warto wynająć w funduszu (na który kiedyś się mocno napaliłam, ale rzeczywistość okazała się trzeźwiąca).

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak pisaliśmy we wpisie, zawsze można liczyć na to, że za kilka lat fundusz padnie i wtedy jako lokator odkupić od niego mieszkanie w promocyjnej cenie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ...i Grażynka też, podpina się pod najnowszy - w przeszłości "wielokrotnie odganiany" trend pompowania deweloperki z bandyckiej marży :)

    http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707216,1215153-Coraz-wiecej-firm-daje-rabaty-na-mieszkania.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć,
    W końcu znalazłam po polsku wywiad o tym, o czym mówią (nieliczni) amerykańscy ekonomości, m.in. Jim Sinclair.

    https://www.youtube.com/watch?v=hCrGjqX4WkM

    Uważam warto wygospodarować sobie godzinkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Pomysł na rozkład jak za najlepszych czasów PRL - 3 pokoje na 50 metrach kwadratowych i "ślepa kuchnia""

    "[...] oraz do pokoju "skośnego", w którym widzimy pełen przekrój dostępnych kątów pomiędzy ścianami (mamy kąty proste, oraz kąt ostry i rozwarty)".

    Bardzo fajnie napisane, wywolales szeroki usmiech na mojej twarzy :)
    Aczkolwiek tak zupelnie serio mowiac, to mnie sie akurat podobaja mieszkania o nietypowym rozkladzie. Gdybym mial mieszkac w mieszkaniu gdzie kazde pomieszczenie ma ksztalt prostokata albo kwadratu, umarlbym z nudow. Kazda nietypowa linia dodaje optycznie dynamiki. Cos sie w tym mieszkaniu "dzieje" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Małe ścięcie w kącie zamiast kąta prostego może i jest ok, ale jeżeli w pomieszczeniu jest tylko jeden kąt prosty to już się robi masakra. Jak przeglądałem mieszkania Marvipolu w Zielonej Italii to się za głowę złapałem ;)

    Co do samego programu mieszkań na wynajem to od początku powstania tego pomysłu pisałem, że to będzie klapa. Za maks 5 lat wyjdzie będą próbować sprzedać te mieszkania. Zapewne nabywcami na bardzo preferencyjnych warunkach będą odpowiednie osoby. Mieszkania zostaną sprzedane po cenach około 50% niższych od cen kupna, a zapłacimy za to my wszyscy. Mój kraj, taki piękny.

    OdpowiedzUsuń
  12. 1. Nie wiemy za ile fundusz kupuje mieszkania, być może są to ceny znacząco niższe niż 6000 zł, a wówczas ceny najmu będą mogły być obniżone ( być może ceny najmu są wysokie bo uwzględniono gigantyczne koszty zarządzania) Może ktoś z czytelników tego bloga jest rzeczoznawcą i sprawdzi w magistracie ceny zakupu ?
    2. Nie wydaje mi się aby "za najlepszych czasów PRLu" budowano 3 pokojowe mieszkania z ciemną kuchnią, nigdy takiego nie widziałem. Natomiast w czasach światłego kapitalizmu jest to nagminne i jeszcze ścianę pomiędzy salonem a tą kuchnią sam sobie musisz zbudować.
    3. Kupienie bloku pod wynajem w kiepskiej lokalizacji potwierdza fakt, że państwo nie powinno się brać za takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaczeło się narzekanie na wkład własny :)
    http://forsal.pl/artykuly/883465,lepiej-zniesc-obowiazkowy-wklad-wlasny-niz-utrzymywac-mieszkanie-dla-mlodych.html
    Coś czuje,że jak kredyty polecą jeszcze bardziej na pysk i deweloperka zacznie kwiczeć po podniesienu stóp to coś zaczną przy tym majstrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze zdanie: "W Polsce bardziej opłaca się kupić mieszkanie na kredyt niż je wynajmować."

      W świetle informacji przedstawionych na tym blogu, to już samo w sobie brzmi podejrzanie... nawet na dzień dzisiejszy. Ciekawe co będą mówić w mediach jak stopy podniosą.

      Usuń
    2. autorka (celowo małą literą) tego tekstu z forsal'a ma już dzisiaj angaż u Turka :), lepszego listu motywacyjnego do ligi naganiaczy jak żyje nie widziałem :D

      Usuń
  14. Myślę że w założeniach jest jeden błąd metodologiczny.
    Piaseczno jest na tyle dużym ośrodkiem, że ta oferta jest raczej skierowana do osób, które właśnie nie dojeżdżają do Warszawy do pracy tylko pracują na miejscu. (abstrahując już od ceny tego lokum).
    Mieszkanie w Piasecznie i podróż do Warszawy i powót to raczej duża strata czasu tak oceniam 2-3h dziennie, wyprawa totalnie bez sensu, jak w tej komedii, "jem śniadanie, golę się i idę spać, i co zdąża Pan? tak zdanżam...;-)"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro prezes funduszu mówi, że to dobre miejsce dla ludzi pracujących w Warszawie, a mieszkania miały być kupowane w największych miastach w kraju (do których Piaseczno z pewnością się nie zalicza ;) to trzeba iść tokiem rozumowania funduszu i stwierdzić, że Piaseczno to Warszawa ;)

      Usuń
    2. Owszem, prezesi namaszczeni przez polityków opowiadają różne rzeczy, Bóg wie czym palą w piecu. Wychodzę z założenia (nie znalazłem danych prezesa w sieci) że prezes jest przyjezdny a nie z Warszawy, więc dla niego Piaseczno to Warszawa a Puławska to A2. Czasami przejeżdżam ul. Puławską i od 15 lat jest tylko gorzej.
      Kiedyś się dziwiłem dlaczego rząd ma problem z wydaniem powiedzmy 6mld na wylotówki z Warszawy chociaż po 4km w każdą stronę ale w poprzenim poście w sumie mnie oświeciłeś....
      lepiej te 6 mld wpompować w fundusz i uszczęślić - branże (synekurki po przegranych wyborach, gdzieś to robactwo musi się pochować na zimę + tysiące szczęśliwych - dziękujących władzy najmemców).
      W przypadku wylotówek większość by się pobudowała by się sama pod miastem i zawdzięczała dom/segment sobie a nie politykom....

      ps. kiedy zrobisz toll z płatnymi sms zasilającymi konto? (taka moja sugestia, myślę że szybko by się uzbierało na zakup danych transakcyjnych w katastrze w Warszawie, i ich analiza mogłaby być ciekawa).

      Usuń
  15. Hej!
    Jeśli oferta skierowana jest do osób mieszkających w Piasecznie (a z założenia miała być dedykowana osobom mieszkającym w największych miastach Polski gdzie jest napompowana największa bańka cenowa na nieruchomościach), to chyba kwestią czasu jest oferta funduszu skierowana do mieszkańców Legionowa, Otwocka i Nowego Dworu Mazowieckiego. Na pewno skorzystam! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podsumowanie myśli na niniejszym blogu:

    https://www.youtube.com/watch?v=-DmfHL9InsA

    OdpowiedzUsuń
  17. http://forsal.pl/artykuly/883668,gdzie-mieszkania-potanialy-najbardziej-polska-daleko-z-tylu.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Zastanawia mnie dlaczego porównanie zrobiono akurat od 2009r. Czy kryzys nie zaczał się w 2007r? Czyżby komuś zależało na tym, żeby nie pokazać pełnej skali spadków?

      Usuń
    3. O tym samym pomyślałem - skala nie pokazuje całości i przez to przekłamuje nieco obraz sytuacji. Zerknijcie na Irlandię z Forsala oraz np. stąd:
      http://www.globalpropertyguide.com/real-estate-house-prices/I#ireland
      Polecam zsumować sobie spadki z lewej tabelki, z litości nawet bez 2008 roku i porównać. Tak czy owak dla Polski te spadki tak znaczące nie były, patrząc na Hiszpanię czy Irlandię właśnie.

      Usuń
  18. Dzisiaj forsal na topie :D

    http://forsal.pl/artykuly/884300,jak-polacy-finansuja-zakup-mieszkania-lub-domu-zobacz-raport.html

    Nowi komentatorzy rynku i nowe trendy w opiniach :D

    "Coraz trudniejsze zaciągnięcie kredytu hipotecznego będzie negatywnie oddziaływać na liczbę i wartość kupowanych nieruchomości, ponieważ jak wynika z przeprowadzonej ankiety aż 84% osób kupujących nowe mieszkanie lub dom korzysta właśnie z takiej formy finansowania."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mam to rozumieć jako "16% transakcji to transakcje bezkredytowe (gotówkowe)"? Że to zmiana dotychczasowej argumentacji to jedno, ale liczba zgadza się dosyć dobrze z wyliczeniami w jednym z poprzednich wpisów. Czyżby twórcy artykułu czytali tego bloga? xD

      Usuń
    2. Hmmm...niby dlaczego trudniejszy dostęp do kredytów ma negatywnie oddziaływać na rynek? Co za pokrętna filozofia. Ci co teraz maja trudno poczekają troszkę na spadek cen i kupią z mniejszym kredeytem, a tym samym ułatwią sobie spłacanie. Ci naganiacze to jacyś nierozumni są :)

      Usuń
  19. A tymczasem w szczęśliwym, mlekiem i miodem płynącym świecie deweloperów...
    http://www.pb.pl/4228369,62411,wlodarzewska-zaklina-rzeczywistosc?utm_source=bankier.pl&utm_medium=referral&utm_campaign=wymianabankier

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak myślicie, kiedy można oczekiwać wzrostu stóp procentowych w Stanach i Europie? Wszystkie wywiady jakich słucham, materiały które czytam mówią - stopy musza kiedyś wzrosnąć. A z drugiej strony prelegenci i autorzy sami sobie przeczą, mówiąc że banki centralne nie mogą podnieść stóp i same kręcą sobie sznur. Może ktoś coś zasugeruje? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja pamietam futurologów, hucznie pewnych siebie, że rok temu na jesieni mają podnieść juz "bankowo".
      Ale bym sie smial jakby sie okazalo, ze stopy niskie, historycznie teraz, niskie pozostaną przez 20 lat jeszcze :D i ceny mieszkan podazac beda tak jak teraz za wzrostem płac. Huehue, ale bysmy wszyscy, czekajacy na spadki, przegrali zycie.... :D

      Usuń
    2. @Ryszard
      Stopy mogą sobie pozostać niezmienione przez następne 20 lat.
      Doskonale to przedstawił autor w artykule we fragmencie o Japonii.
      http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2015/03/dlaczego-w-polsce-nie-ma-kolejnego-bumu.html

      Usuń
    3. Myslę, że wtedy kiedy Ameryka bedzie gotowa do wprowadzenia stanu wyjątkowego/wojennego i odebrania bronii obywatelom. Na razie mocno sie przygotowują. Podniesienie stóp najprawdopodobniej spowoduje krach na długu, akcjach, obligacjach, derywatach i na wszystkim :)

      Usuń
    4. Ad Calendas Graecas, a inaczej na świętego Nigdy :)

      Usuń
    5. Ja też coraz bardziej skłaniam się ku brakowi podniesienia stóp w najbliższej przyszłości, ewentualnie za wzrostami minimalnymi. Ciekawa opinia tu od +- 14 minuty (choć całe warto obejrzeć, bo sporo ciekawych wykresów i ich interpretacji) przez 4 minuty i potem od 21 minuty:
      https://www.youtube.com/watch?v=RapC2-oxSRM
      To naturalnie zwolennicy metali, ale tak czy owak dobrze się to ogląda.

      Usuń
    6. Znamy tych panów. Czasami mam wrażenie że oprócz nich mało kto wypowiada się nt. rynku metali szlachetnych.

      Usuń
    7. Najbardziej spodobał mi się taki scenariusz: Yellen podnosi stopy o 0.25, wszystko zaczyna trzeszczeć w szwach - więc natychmiast kończymy "cykl podwyżek" i zaczynamy QE4, żeby "ratować gospodarkę". :D

      Usuń
    8. No to właśnie zbliżony scenariusz do tego co podałem w linku z YT. Pożyjemy zobaczymy, ale imho całkiem realny.

      Usuń
    9. Przy okazji - patrzcie jaki ruch w górę!!111eleven
      http://stooq.pl/q/?s=plopln3m&c=5m&t=l&a=lg&b=1

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Póki mamy deflację stopy w Polsce raczej nie zostaną podniesione. Skąd mamy deflację? Upadająca konsumpcja. Ludzie coraz mniej kupują bo nie mają pieniędzy. Za mało zarabiają albo pakują wszystko w spłatę kredytu. Tak więc póki mamy rynek niskich kosztów pracy/zarobków o wzrostach stóp raczej nie ma co rozmyślać.

      Usuń
    12. Nie wydaje mi się, żeby stan polskiej gospodarki miał jakikolwiek wpływ na stopy procentowe u nas. Będą takie, jakie każą ustawić w Bazylei, a każdą decyzję, w dowolną stronę, jakoś się da wytłumaczyć (trzymanie nisko lub obniżenie - bo deflacja; podwyższenie - bo ratujemy kurs waluty, etc.).

      Usuń
    13. @Moim Skromnym Zdaniem
      @Autor bloga

      A propo deflacji, może jakaś ankieta na blogu "jaką mamy inflację obecnie w Polsce" z trzema możliwościami a) dodatnią, b) zerową, c) ujemną (deflacja) plus ewentualnie opcje "nie wiem", "nie interesuje mnie to". Ciekawe jaki byłby rozkład odpowiedzi udzielanych przez odwiedzających... Można nawet opcję c) dać jako pierwszą. Dla sugestii.

      Usuń
    14. http://www.bankier.pl/wiadomosc/S-P500-odbil-sie-od-sufitu-a-z-Fed-u-wyciekly-poufne-prognozy-7271429.html

      "Graczom z Wall Street humorów nie poprawił też nieco dziwny „wyciek” poufnych prognoz Rezerwy Federalnych. Fed – ponoć omyłkowo – ujawnił na swojej stronie internetowej długoterminowe prognozy makroekonomiczne wraz z oczekiwaną ścieżką stóp procentowych.

      Z tego dokumentu wynika, że do końca roku czeka nas tylko jedna podwyżka stopy funduszy federalnych (do 0,35%). Do końca 2016 roku Fed chciałby podnieść stopy do 1,26%, następnie do 2,12% do końca 2017 i 2,80% w 2018. To ultra-łagodna ścieżka podwyżek kosztów kredytu w USA, ale dla zlewarowanych funduszy z Wall Street nawet tak powolne wyjście ze świata zerowych stóp procentowych może okazać się zabójcze."

      Usuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. A wracając do stóp, straszna jest ta wizja ich permanentnego zaniżania. Zawsze miałam wizję świata, że raczej warto oszczędzać niż wydawać, mając na horyzoncie bardziej ambitne cele niż doraźna konsumpcja. Moze jednak jest inaczej? Może trzeb rzucić się w wir konsumpcji, bo z oszczędnościami i tak nie wiadomo co zrobić? Stopy niskie, rynek niepewny, z każdej strony czyha zagrożenie :). Słyszeliście o dyrektywie unijnej, która nakazuje państwom europejskim wprowadzenie procedury bail-in? Niedługo nawet lokata może okazać się śmiertelnie niebezpieczna dla portfela :D. Z drugiej strony po krachu w Chinach wydawało się (na chłopski rozum takiego weekendowego inwestora jak ja), że cena złota pójdzie w górę. A tu Chińczycy rzucili na rynek 5 ton i stało się odwrotnie - poleciało na łeb na szyję. Więc ja osobiście nie wiem co robić z oszczędnościami. Mam za mało żeby zrobić z nimi coś konkretnego (np kupić mieszkanie po zawyżonych cenach), a za dużo żeby przepić i przebalować. Wkurwia mnie to :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie. Wkurwia to - paradoksalnie - najlepsze tu słowo... Ja jakbym się spiął to na chatę już bym miał, nie taką docelową raczej, ale na całkiem miłe mieszkanko dla dwóch osób by było, ewentualnie jakiś minimalny kredyt. I też mam ból tyłka, że coś pierdyknie i ktoś łapę na moim położy udowadniając, że wszyscy ci, którzy kupili chaty w latach 2008-2012 zrobili słusznie, bo im nic nie zagrabią. Sytuacja patowa, myślę, że wiemy mniej niż byśmy chcieli i zdarzyć się może sporo takich rzeczy, o których się nam nie śniło - takiego burdelu w świecie finansów dawno nie było.

      Więc chyba kupię sobie używany ale chciany przeze mnie samochód i co tydzień będę pakował na bagażnik rowery i spadał gdzieś w Polskę/Europę i jeździł. To co napedałuję to moje i tego mi nie zabiorą, a i zdrowie trochę pewnie zyska. I tak to z oszczędzania mam ochotę wydać 40000 na zwykłą konsumpcję, bo inaczej tego się nazwać nie da.

      Także rozumiem rozgoryczenie i złość. W zły czas trafiliśmy.

      Usuń
    2. Kradzież "bail-in" jest już od dawna planowana i nie chodzi tylko o lokaty. Na Cyprze zajumali chyba 89% wszystkich środków. Nasz rząd mimo, że złodziejski, jednak opóźnia te przepisy jak może. Kradzież zostanie przeprowadzona jak tylko dyrektywa będzie obowiązywać we wszystkich krajach eurostrefy. Wtedy KNF nie będzie mógł zablokować transferów pieniężnych i obce banki wygolą gotówkę ze swoich oddziałów za granicą. W pracy poruszyłem ten temat kilka miesięcy temu i na początku zostałem olany i wyśmiany za teorie spiskowe. Miesiąc temu jeden z kolegow przeczytał o tym w jakimś szmatławcu internetowym i nagle przestało to być juz teorią spiskową, bo przeciez wyczytali na jakimś bankierze czy innym moneyu. Oczywiście zaraz się uspokoili, bo przeciez jest fundusz gwarancyjny, a najbogatszy z nich ma 40k oszczedności, więc sądzą że są bezpieczni, a chwilowe niedogodności z bankomatami jakoś przełkną. Jak im powiedziałem, że mogą sobie ten fundusz wsadzić w d... przy upadku średniego banku, to znowu zostałem okrzyknięty wariatem od teorii spiskowych. Przecież prawie sto % banków w Polsce jest wypłacalnych. Nikt z nich nie wie co to znaczy, że bank jest wypłacalny. Najsmutniejsze jest to, że wszyscy moi koledzy z pracy to panowie magistrowie inżynierowie (IT lub mechanika), a tacy z nich naiwni ignoranci. Ciekawe kiedy zrozumieją swój błąd i zaczna interesowac się tym co się wkoło dzieje :) Niedługo likwiduję wszystkie lokaty, zamieniam część na złoto i srebro, a część na obce waluty. Te marne niecałe 2...3% to i tak ochłap. Ciekawe czy zacznie się od upadku jakiegos banku, czy tak po prostu bail-in i już. Oj będzie zabawa, będzie się działo....

      Usuń
    3. coś przypomnę o bail in

      marek26 października 2014 18:26
      wklepałem tutaj ( jak ustalili kiedy wejdzie w życie - grudzień 2013, był komunikat na wp ale nie na głównym pasku wiadomości - 1 link i drugi link to już u kogoś co i jak się je ale czy jego interpretacja będzie ok - zazwyczaj jak będzie wychodzi po wdrożeniu w życie i potem zdziwienie jak dlaczego tak się stało - tutaj jednak uprzedzenie w świat ustawowo poszło a nie jak z instytucjami pokroju amber gold, że stało się no i teraz możecie sobie odzyskać figę z makiem - przy okazji unikać wysokich procentów para banków KNF ostatnio publikuje takie na stronie ! )

      17 października 2014 10:02
      Paweł widze, ze sie orietnujesz kiedys chyba to tutaj wrzucałem

      dyrektywa bail-n czyli legalne bankructwo baku nastapi od 1 stycznia 2016 - zostało ono uchwalone w grudniu 2013 tuz przed swietami w parlamencie eu. Nikt sie tym nie iteresowal no bo po co jak swieta szly :) w zasadzie przyklepali cos aby ludzie potem oczu nie robili, ze tak mozna a mozna bo uchwalilismy jzu to a wy nie czytaliscie i nie wiedzieliscie , ze kase straciliscie z depozytow jak wam bank upadl? w 2015 nalezy zabezpieczyc gotowke ze slabych bankow.
      tutaj z 2013 informacja aby bylo, ze poszlo w swiat

      http://finanse.wp.pl/kat,136678,title,Za-klopoty-bankow-zaplaca-udzialowcy-wierzyciele-i-posiadacze-depozytow,wid,16253511,wiadomosc.html

      tutaj macie opisane co i jak juz bardziej u kogos

      http://msinwestycje.pl/kto-zaplaci-za-bankructwo-banku/#

      Usuń
    4. także pchajacy w akcje ostatnio i trzymajacy gotówkę oberwą tylko, że w padajacym konsumpcyjnie świecie gotówki coraz mniej mają ludzie a coraz więcej kredytów. Ogolą ostatnich przy kasie aby zmusić do bycia kredytowym niewolnikiem latami.

      Usuń
  23. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Chiny-tak-buduje-sie-dom-w-mniej-niz-3-godziny-7271148.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Pewnie wszyscy wiedzą, ale...

    http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,18351669,starter-ii-mikromieszkania-we-wroclawiu.html

    OdpowiedzUsuń
  25. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Dekada-deweloperow-rollercoaster-na-rynku-nieruchomosci-7269573.html

    OdpowiedzUsuń
  26. ... prof. Łaszek pożegnał się z Biznes Onet.pl, sygnalizując delikatnie, że deweloperka ma z czego schodzić :)

    http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/jak-deweloperzy-ustalaja-ceny-mieszkan/wgwsy2

    OdpowiedzUsuń
  27. Słuchajcie, idzie nowe! Po 25_latach_wolności klub PiS doszedł do wniosku, że wywłaszczenie ludzi z tytułu dewaluacji wkładów na książeczkach mieszkaniowych jest jednak trochę nie ten teges. :)

    http://kmpkobp.pl/pliki/wniosekTK.pdf

    To oczywiście słuszne i zbawienne, bez dwóch zdań, ale zastanawiam się, czy przy okazji nie jest to aby kolejne koło ratunkowe dla naszych milusińskich deweloperów?

    [z powodu gapiostwa wkleiłem komentarz do któregoś z poprzednich wpisów, więc jeszcze raz...;)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe. Tylko co z tego wyniknie dla prostego śmiertelnika? :)

      Usuń
    2. Według szacunków jest jeszcze około miliona książeczek mieszkaniowych, kurzących się po szufladach. Z uwagi na to, że składający na nich oszczędności na mieszkanie ludzie zostali wywłaszczeni z majątku przez inflację, a w ramach "rekompensaty" państwo postanowiło, że "wywiąże się" ze swoich zobowiązań wobec nich przez "premie gwarancyjne" (stanowiące ledwie ułamek wartości środków, które zostały utopione na tych rachunkach), zamiast pozwolić na sądowa waloryzację tych wkładów - w tej chwili te książeczki nie stanowią źródła popytu na mieszkania. Uczciwa waloryzacja ich wartości teoretycznie miałaby szansę to zmienić.

      Jeżeli miałoby chodzić o zwykłą uczciwość wobec prostego śmiertelnika to pewnie nic by z tego nie wynikło.

      Ale ponieważ jest to równocześnie szansa na bardzo duży transfer środków z budżetu do flaczejącego balonu deweloperki, to nie wiadomo jak to się potoczy. Kto wie, czy w miejsce słabnącego popytu na kredyty (obniżanie marż w bankach raczej nie świadczy o ogromnym zainteresowaniu) oraz coraz słabszego wpływu kolejnych programów pomocowych, nie jest to pomysł na kolejny zastrzyk finansów do wciąż budujących intensywnie deweloperów?

      Usuń
    3. Ciekawa wizja. U mnie w domu też jest taka książeczka. Ale jakoś słabo mi się wierzy, że nagle środki zabrane obywatelom przez Państwo metodą hiperinflacji zostaną im kiedykolwiek w jakiejkolwiek formie zwrócone. Nie po to przecież były zabrane. A jeśli te środki w jakiejś formie zostaną przekazane deweloperom do podpompowania ich bańki, to skądkolwiek one są i tak prosty śmiertelnik ich nie zobaczy. Abstrahując od tego że tych pieniędzy nigdy nie było i nie będzie.

      Usuń
    4. Te "zabrane przez państwo" w sensie te, które wylądowały już w kieszeniach poszczególnych beneficjentów zmian systemowych, oddane na pewno nie zostaną nigdy, przynajmniej dobrowolnie. Ale mimo wszystko istnieje szansa, że roszczenia tych okradzionych wcześniej mogą zostać w większej części zaspokojone z pieniędzy zabieranych im i ich dzieciom teraz. :)

      Właśnie po to, żeby pobudzić ich do natychmiastowego oddania tego, co odzyskają deweloperom, przecież Fundusz Mieszkań na Wynajem sam ich obecnej produkcji nie wykupi, kolejnego programu pomocowego w planach nie ma, chętnych i zdolnych do zaciągania kredytu coraz mniej, a ten sławny "popyt inwestycyjny", well...

      Przecież w gruncie rzeczy w tym chocholim tańcu chodzi o kierowanie strumieni finansowych ze wspólnego worka, budżetu, do rzeczywistych beneficjentów systemu, ale mimo wszystko potrzebny jest jakiś wehikuł, który pozwoliłby te strumienie uzasadnić, bo nawet leming oglądający bez przerwy TVN i czytający Gazetę Wyborczą nie jest w stanie łyknąć (jeszcze) pasienia prywatnych firm z budżetu tak bezpośrednio i bez towarzyszącej bajki. Waloryzacja książeczek mieszkaniowych wydaje mi się idealnym wehikułem do tego celu, tym bardziej że zupełnie przy okazji byłoby to w zasadzie faktyczne oddanie zagrabionych środków (to, że de facto oddawać będą nie ci co zabrali, tylko inni grabieni, to już niestety kwestia osobna).

      Usuń
    5. Paradoks, cała koncepcja jest dla mnie jasna. Po angielsku jest na to fajne wyrażenie - rob Peter to pay Paul :).
      Całość wyszłaby całkiem swojsko. "Oddać" część pieniędzy z kieszeni młodych, by ich starzy mogli im dorzucić się do mieszkania, hehehe :D A wypominanie w wielu rodzinach do końca życia - bezcenne ;-)

      Usuń
  28. Odpowiedzi
    1. książka dosyć droga jak na 280 stron, ale kupię <; trzeba tylko poczekać do 12 sierpnia :D

      Usuń
  29. Jeżeli ktoś liczy na promocje w (możliwie) najbliższym czasie to polecam info:


    http://forsal.pl/artykuly/868387,banka-dlugu-na-swiecie-musi-w-koncu-peknac-czeka-nas-kolejny-krach-finansowy.html

    OdpowiedzUsuń
  30. Podejrzewam że sporo osób na tym forum zbiera gotówkę na jak największy wkład własny lub zakup mieszkania w 100% za gotówkę w czasie gdy ceny mieszkań uznane zostaną za niskie.

    Odnośnie artykułu:
    http://forsal.pl/artykuly/868387,banka-dlugu-na-swiecie-musi-w-koncu-peknac-czeka-nas-kolejny-krach-finansowy.html

    Czy aby na pewno potencjalny krach to okazja do promocji i spadków cen?
    A może pieniądz w tej sytuacji okaże się bezwartościowy i z zakupem warto jednak przyspieszyć?
    Do tego dyrektywa bail-in może wpłynąć na przejęcie z wysiłkiem odkładanej kasy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy malutka przewagę nad tymi którzy o procedurze nie słyszeli. Sama zostalam niedawno uswiadomiona i teraz uswiadamiam znajomych. I ten blog polecam znajomym którzy podobnie jak ja jeśli kupią mieszkanie to przy użyciu kredytu niestety.

      Usuń
  31. Trzeba szukać okazji cały czas, kupno mieszkania to nie takie hop-siup! Dokładne rozejrzenie sią na rynku i osobiste sprawdzenie lokalizacji to podstawa, trzeba też jak najwięcej informacji wyciągnąć od sprzedawcy/dewelopera i trochę poczytać o tym wszystkim, żeby być w stanie stwierdzić, czy cena nie jest wygórowana. Ja w kwietniu zdecydowałem się na nowe mieszkanie w Piasecznie, które buduje Piekut przy Jana Pawła II i po sprawdzeniu tematu jestem jak najlepszej myśli odnośnie tego, jak wydałem pieniądze na mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń