sobota, 27 czerwca 2015

Czy za rok kupimy mieszkanie? 48

Szybkimi krokami zbliżają się wybory parlamentarne. Po spektakularnej klęsce ekipy rządzącej w niedawnych wyborach prezydenckich, zaczęły się dziać rzeczy przedziwne. Jedną z nich jest ostatnia propozycja zmian w Mdm, która (o zgrozo!) ma rozszerzyć program na rynek wtórny. Strategicznie patrząc, wszelkie programy "pomocowe" na rynku mieszkaniowym (które zawsze pomagają bankom, a najczęściej także deweloperom) są złe i należałoby je z miejsca zlikwidować. Niestety w socjalistycznym państwie, w którym przyszło nam żyć, takie programy będą istniały "zawsze", więc pozostaje się z nimi pogodzić i zobaczyć, jaki tym razem będzie to miało wpływ na rynek. Ba... może nawet warto się zastanowić, czy by tego Mdm nie wykorzystać "we własnym interesie"? :)

Na początek kilka podstawowych faktów na temat planowanych zmian, okraszonych naszym komentarzem:

1. Zwiększenie "wsparcia" dla rodzin z dwójką dzieci do 20% oraz dla tych z trójką+ do 30%. Dodatkowo, w przypadku rodzin z 3+ dzieci dofinansowywana powierzchnia wzrośnie z 50 do 65m2 oraz zostanie wprowadzona możliwość zakupu mieszkania w Mdm mimo posiadania już innego mieszkania (co w "normalnych" warunkach Mdm jest zakazane). Rodzin biorących udział do tej pory w programie z co najmniej 2 dzieci było ledwie kilka procent, więc te zmiany nie wpłyną najpewniej na nagły wzrost popularności programu, jednak w przypadku większych rodzin tego rodzaju dofinansowanie wydaje się być już całkiem łakomym kąskiem (zwłaszcza, jak ktoś wierzy, że mieszkanie to najlepsza inwestycja ;) 30% dopłaty do 65-metrowego mieszkania w Warszawie, to będzie prawie 120 tys. złotych... na taki prezent od podatników ciężko narzekać. Jeśli ktoś ma więc 3 dzieci, to proponujemy deal życia - kupić mieszkanie w Mdm, zgarnąć 120 tys. dopłaty, a swoje stare mieszkanie wynająć (nowego wynająć nie można, ale o starym nic się nie mówi). To znaczy proponowalibyśmy... gdyby nie to, że kupi się przepłacony towar na kredyt, którego nie można od razu spłacić (o czym za chwilę) i którego rata wkrótce wzrośnie.

2. Rozszerzenie katalogu osób, które mogą przystąpić do kredytu Mdm. Do tej pory było tak, że, jeśli delikwent chciał skorzystać z programu, a nie miał wystarczającej zdolności kredytowej, mógł "zaprosić" do kredytu mamę, siostrę, albo innego, niezbyt ogarniętego członka bliskiej rodziny, żeby w razie czego za niego spłacał, gdyby mu się spłacanie odwidziało. Już sama ta idea jest absurdem - jeśli ktoś nie ma zdolności kredytowej w czasach, w których banki do jej wyznaczania biorą stawki czasem nawet niższe niż minimum socjalne, to tego rodzaju "kupowanie mieszkania na kredyt" jest czynnością z pogranicza zapędów samobójczych. Ustawodawca jednak niczego w tym złego nie widzi, a dodatkowo postanowił, że rezygnuje z zamkniętego katalogu osób, które mogą przystąpić do kredytu - teraz można wziąć kredyt Mdm z kimkolwiek. Z sąsiadem, z listonoszem, albo z kochanką. Najpewniej uzasadnienie jest takie, żeby wspierać w ten sposób modne ostatnio "związki partnerskie", których zasadniczo nie łączą żadne więzi rodzinne. A, jak powszechnie wiadomo, kredyt na 30 lat jest silniejszą więzią niż odchodzące do lamusa (wraz z postępującym upadkiem cywilizacji) małżeństwo.

3. Sankcje za wcześniejszą spłatę/nadpłatę kredytu. Jak wiadomo, aktualnie wspiera się różne rzeczy, które jakiś czas temu (przed postępującym upadkiem cywilizacji ;) były nie do pomyślenia. Mamy więc gender, wspomniane już "związki partnerskie", aborcję, zamrażanie ludzi w probówkach, a z takich bardziej przyziemnych kwestii silne wspieranie konsumpcjonizmu, zwłaszcza tego na kredyt (pamiętajmy, że teraz o "sukcesie" gospodarki decyduje to, ile wydają mieszkańcy danego kraju - im więcej, tym gospodarka ma się lepiej... a każdy chyba wie, jak ma się jego budżet domowy, jeśli wydaje więcej zamiast mniej i do czego prowadzi wydawanie pieniędzy, których się nie posiada). Rząd programem Mdm zawsze wspierał życie na kredyt - aby dostać dopłatę, należy zaciągnąć kredyt na minimum 15 lat, z minimalnym LTV w wysokości 50%. W nowej propozycji doszła tu dodatkowa kwestia - w ciągu 5 lat od daty udzielenia kredytu nie można go nadpłacić kwotą wyższą niż przyznane wsparcie - jeśli się to zrobi, trzeba będzie zwrócić część dopłaty (najpewniej proporcjonalną do dokonanej nadpłaty). Oczywiście oficjalnym celem jest zapewnienie, że po kredyt nie będą sięgać ci, którzy mogliby mieszkanie kupić bez niego, tylko nie bardzo rozumiemy, dlaczego miałoby to czemukolwiek przeciwdziałać, skoro po 5 latach można już kredyt spokojnie spłacić. Prędzej chodzi o to, żeby bankom "zabezpieczyć" klientów na lata.

4. Rozszerzenie programu na rynek wtórny. Ten punkt jest najważniejszy, dlatego zostawiliśmy go na koniec ;) Wg najnowszej propozycji, której losy są już praktycznie przesądzone, w ramach Mdm będzie można "kupować" mieszkania nie tylko od dewelopera. Jeśli jednak sprzedawcy na rynku wtórnym mieliby nadzieję, że to pozwoli uratować ich bardzo często "chore" ceny, to w niektórych miejscach, zwłaszcza tych najbardziej przeszacowanych (Warszawa, Kraków), będzie o to dosyć trudno, bo rząd, w swej trosce o deweloperów (trudno wskazać jakikolwiek inny, sensowny powód), ustanowił dla rynku wtórnego mnożnik 0.9 kosztu odtworzeniowego (pamiętamy, że na pierwotnym mnożnik ten wynosi 1.1). Pierwotną propozycją było nawet 0.8, ale widocznie deweloperzy nie wykazali się wystarczają siłą przebicia ;)
Chłopaki z rynekpierwotny.pl popełnili od razu taką ładną tabelkę, która pokazuje, co i jak będzie:



Widać tu, że planowane limity na rynku wtórnym będą najczęściej sporo niższe niż średnia cena transakcyjna (Kraków, Rzeszów, Warszawa, Gdańsk, Wrocław), ale zdarzają się też sytuacje zupełnie przeciwne (Łódź, Olsztyn, Katowice, Zielona Góra). Wszystko to ma szansę wejść w życie już od września - jak są wybory, to każdą sprawę da się, jak widać, załatwić od ręki. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że rząd od początku istnienia programu zapewniał, że rynek wtórny nie może być do niego włączony, bo w Mdm chodzi przecież o rozwój mieszkalnictwa, VAT płacony do budżetu, miejsca pracy i o milion innych rzeczy, które wykluczają mieszkania używane. Tymczasem nagle wszystkie te powody przestały mieć znaczenie. Najwyraźniej ewentualna możliwość utraty stołka jest dużo ważniejsza niż problemy, które były wcześniej nie do przeskoczenia.

Powyższa tabelka po raz kolejny pokazuje absurd ustalania limitów w Mdm. Jeśli wziąć pod uwagę stosunek wysokości limitu do średniej ceny transakcyjnej, to się okaże, że limit w Zielonej Górze jest większy od tego w Krakowie prawie 2 razy. Jak widać, programy rządowe trzymają poziom i absurd wciąż goni absurd (a możliwość wzięcia kredytu z kimkolwiek, przy braku zdolności kredytowej, to już zupełne mistrzostwo świata).

No i wszystko fajnie... tylko jaki to właściwie ma związek z tytułowym pytaniem tego wpisu? :) Ano związek jest taki, że z pewnego punktu widzenia zmiany w Mdm mogą okazać się korzystne. A przynajmniej tam, gdzie limit jest (najlepiej znacząco) niższy niż średnia transakcyjna. Pamiętajmy, że w końcówce działania Rns mieliśmy obniżony przelicznik dla rynku wtórnego, co spowodowało (mniej lub bardziej statystyczny, ale jednak) spadek cen w końcówce 2012 roku (nawet chłopaki z HB/OF to odnotowali ;)



Na rynku wtórnym będzie tak, jak było na pierwotnym po wprowadzeniu Mdm - tam, gdzie limit jest powyżej ceny transakcyjnej, tam sprzedaż przyspieszy i ceny nie spadną. Tam, gdzie limit jest niższy, tam wciąż będzie stagnacja, a w miarę łatwo będzie można sprzedać tylko to, co się zmieści w limicie. Ponieważ na największych rynkach limit jest dużo niższy niż średnia cena, to należy się z tego cieszyć - sprzedawcy dostaną wyraźną wskazówkę, co trzeba zrobić z cenami, żeby cokolwiek zaczęło się sprzedawać (pamiętajmy, że udział Mdm na rynku pierwotnym to już około 25%... do tego jeszcze dochodzi sprzedaż tych mieszkań, na które co prawda nie wzięto kredytu w Mdm, ale które kupiono/pożyczono właśnie dlatego, że cena mieściła się w limicie, czyli była "niższa niż wyższa"). Rząd, poprzez limity Mdm, wyznacza swego rodzaju urzędową cenę mieszkania - dopóki ona jest niższa niż aktualna cena, dopóty wpływ programu na rynek jest w pewnym sensie pozytywny (pomijamy oczywiście marnotrawstwo finansowe całej idei oraz fakt, że zupełnie bez Mdm ceny musiałyby być niższe niż z nim).

Skoro Mdm będzie działał chwilowo "orzeźwiająco" na rynek, to... właśnie... może za rok "przytulimy" jakieś mieszkanko? ;)
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, przeprowadzimy proste obliczenia na "naszym przykładzie", przeanalizujemy korzyści i zagrożenia, a na koniec na pewno stwierdzimy, że z tego i tak nie ma żadnego konkretnego wniosku ;)

A więc do dzieła!

Założymy, że zmiany zostaną wprowadzone w proponowanym kształcie (przelicznik 0.9 dla rynku wtórnego). Limit w Warszawie wynosił więc będzie około 5.400 . Mieszkanie, w którym aktualnie mieszkamy, ma (ofertową) wartość około 450 tys. zł (Białołęka, rejon CH Targówek, 67m2, garaż podziemny) - oczywiście mamy tu na myśli jako tako realistyczne oferty, bo pomijamy podobne mieszkania, które są wystawiane o 100+ tys. drożej (z powodu kredytu we frankach?). Obserwujemy podobne mieszkanie, kawałek dalej, w cenie 410 tys. (bez garażu) - przyjmiemy, że ono jest podobne (powierzchnia ta sama, standard samego bloku oraz mieszkania zbliżony). Aktualna cena oznacza więc nieco ponad 6.100 zł/m2. Aby zmieścić się w limicie, cena transakcyjna musiałaby wynieść 360 tys., czyli 12% mniej. Patrząc na aktualną rozbieżność pomiędzy średnimi cenami ofertowymi a transakcyjnymi wydaje się to być do osiągnięcia... chociaż z drugiej strony przyjęliśmy do rozważań jako tako realistyczną ofertę, a średnią ofertową tworzą przecież także i te oferty, w sprawie których przez lata nikt nawet nie dzwoni. Może być więc trudno... jednak trzeba być dobrej myśli ;) Poza tym, jest to pewien argument negocjacyjny - ciężko wytłumaczyć sprzedawcy, że powinien opuścić cenę, bo demografia, stopy procentowe itd. ;) Za to dużo łatwiej jest powiedzieć, że powinien opuścić, bo inaczej klient nie dostanie kredytu. 

Załóżmy więc, że uda się uzyskać 12% zniżki od aktualnej ceny ofertowej. Załóżmy też, że z racji faktu, iż nie lubimy kredytów, weźmiemy kredyt na najkrótszy możliwy okres oraz na najniższe możliwie LTV (50%). Załóżmy dalej, że mamy 1 dziecko, więc przysługuje nam 15% dopłaty - efekt będzie taki, że "ostateczna" cena mieszkania wyniesie trochę ponad 315 tys. zł (z uwzględnieniem dopłaty). Mamy więc cenę 4.700 zł/m2 za nieźle wykończone, 3-pokojowe mieszkanie w Warszawie (o ile ten rejon można jeszcze uznać za Warszawę... ale znamy gorsze ;) Cena już nie tak bardzo odległa od uczciwej (koszt budowy czegoś takiego to aktualnie około 2.500 zł/m2 + cena działki).

No dobrze... czyli kupujemy ;) LTV50%, czyli potrzebujemy 180 tys. zł. Tu się sprawa nieco komplikuje - wymagany wkład własny to 135 tys. zł (+ 45 tys. od podatników), ale do tego chcemy od razu dorzucić kolejne 45 tys., które wg nowego projektu możemy nadpłacić bez konsekwencji (założymy, że nie generuje to dodatkowych kosztów w postaci prowizji za wcześniejszą spłatę itd.). Ostatecznie wpłacamy więc 180 tys. zł z własnej kieszeni oraz 45 tys. zł z kieszeni podatników - zostaje nam kredyt z LTV35%, czyli 135 tys. zł, na 15 lat, który musimy spłacać co najmniej przez 5. Pierwsza rata to 980 zł (przyjęliśmy marżę 1.5% oraz aktualny WIBOR + 0.5 p.p. z racji możliwej podwyżki stóp procentowych do tego czasu), z czego odsetki to minimalnie powyżej 400 zł (część kapitałowa raty nie ma oczywiście znaczenia, bo to nią "płacimy za mieszkanie"). Do kosztów odsetkowych kredytu dodajemy czynsz za mieszkanie (600 zł) i otrzymujemy łączne miesięczne koszty w wysokości 1000 zł. Aktualnie za mieszkanie płacimy 2.000, ale musimy z tego odjąć koszt wynajęcia garażu, którego w kupowanym mieszkaniu nie ma (200 zł). Ostatecznie więc na kupnie w ramach Mdm oszczędzamy (na pierwszy rzut oka) 800 zł miesięcznie. No właśnie... na pierwszy rzut oka, bo nie uwzględniliśmy jednej ważnej rzeczy - kosztu kapitału wpłaconego jako wkład własny/nadpłatę kredytu. Wykorzystaliśmy do tego 180 tys. zł, co powoduje, że tracimy miesięcznie 500 zł, które moglibyśmy uzyskać na lokacie bankowej (też zakładamy tu wzrost stóp procentowych o 0.5 p.p.). 

Ostatecznie, nasz zysk na mieszkaniu "kupionym" w ramach Mdm względem tego, które teraz wynajmujemy, wynosi 300 zł miesięcznie. Kwota może nie poraża, ale to zawsze do przodu ;) No... i jesteśmy na swoim ;)

Teoretycznie więc wygląda, że kupno mieszkania z rynku wtórnego w ramach Mdm nie jest takim głupim pomysłem. Jest jednak kilka zagrożeń (o których za chwilę) oraz kilka problemów, co do których założyliśmy, że są do przeskoczenia:

1. Znaleźliśmy stosunkowo tanie mieszkanie (bo okolica jest "tania"), które nam się podoba. Znalezienie czegoś, co miałoby szansę spełniać warunki Mdm, na największych rynkach w Polsce będzie (przynajmniej na razie) możliwe jedynie w miejscach, które nie uchodzą za zbytnio atrakcyjne (czyli w skrócie... na zadupiu ;) Na szczęście, my akurat takiego miejsca szukamy :)

2. Założyliśmy, że uda się nam "wytargować" 12% ceny mieszkania - ponieważ cena i tak jest jedną z niższych w okolicy, to tak duży upust może być niemożliwy do uzyskania. Chociaż jeszcze trudniejszy byłby najpewniej do uzyskania 20-procentowy upust od droższego mieszkania.

3. Przyjęliśmy, że dysponujemy kwotą 180 tys. zł, którą możemy przeznaczyć na zakup mieszkania - to może być największy problem, bo to 50% ceny, tymczasem nadal ponad połowa kredytów ma LTV większe niż 80% (pewnie najczęściej jest to górna aktualnie dopuszczalna granica, czyli 90%). W każdym przypadku, w którym wkład własny będzie niższy, rachunek wyjdzie mniej korzystnie dla kredytu w Mdm. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że nasz kapitał, jeśli nie zostałby wpłacony na mieszkanie, leżałby w banku na lokacie (oprocentowanie lokaty będzie zawsze niższe niż kredytu). Jeśli nasz kapitał bylibyśmy w stanie zainwestować lepiej niż na procent, na który oprocentowany jest kredyt w Mdm, to lepiej byłoby oczywiście zwiększyć LTV.

Podsumowując problemy... jeśli uda nam się znaleźć stosunkowo tanie mieszkanie i jeszcze obniżyć jego cenę (bo limity z racji mnożnika są jednak dosyć niskie jak na aktualne standardy cen ofertowych), to przy dużym wkładzie własnym uda nam się uzyskać sytuację korzystniejszą finansowo od wynajmu. To wszystko nie jest takie niemożliwe, więc całość wygląda kusząco... dlatego teraz możemy przejść do zagrożeń.

Zagrożeń jest kilka:
1. Kredytu w Mdm nie można się tak łatwo pozbyć - jak już pisaliśmy, rząd zamierza wprowadzić sankcje za wcześniejszą spłatę kredytu (o ile spłata kredytu po terminie wydaje się czymś, co powinno wywoływać sankcje, o tyle spłata przed terminem powinna być raczej popierana niż penalizowana - ale cóż... widocznie takie mamy czasy, że wszystko musi stać na głowie). Musimy więc spłacać nasz kredyt co najmniej przez 5 lat. W tym czasie nie możemy mieszkania sprzedać, ani wynająć... czyli nie dość, że jesteśmy "właścicielami mieszkania na kredyt" (czyli prawdziwym właścicielem jest bank), to jeszcze mamy mniejsze prawa niż typowy "właściciel na kredyt", który zawsze może mieszkanie wynająć, a nawet, przy spełnieniu określonych warunków, sprzedać. Jak widać, coś za coś - czy takie ograniczenia są warte 45 tys.? To zależy - jeśli ktoś nie planuje żadnych życiowych zmian przez kolejne 5 lat, to pewnie nie ma to znaczenia.
2. Stopy procentowe - skoro nie możemy spłacić kredytu wcześniej, to narażamy się na ryzyko wzrostu stóp procentowych nawet wtedy, gdy będziemy mieli kwotę wystarczającą do spłaty kredytu. Nasze obliczenia, w których kredyt Mdm okazał się być korzystniejszy niż wynajem, bazowały na określonej wysokości raty (aktualny WIBOR + 0.5 p.p. + marża). Ponieważ w perspektywie dalszych 5 lat stopy procentowe mogą wzrosnąć dużo bardziej (wg FED nawet o 4 p. p.), to wtedy kredyt Mdm zrówna się cenowo z wynajmem (wzrost stóp procentowych o 1 p. p. spowoduje wzrost naszej raty o około 70 zł). Oczywiście można się niejako "zahedge'ować" na wzrost stóp - wystarczy mieć oszczędności zbliżone do kwoty kredytu - wtedy wzrost raty kredytu będzie niwelowany przez wzrost "zysku" na lokacie.
3. Cena mieszkania - tu jest największy kłopot. Początkowa cena omawianego przez nas mieszkania jest dzięki dopłacie Mdm całkiem niezła (jak na obecne warunki), co oczywiście nie znaczy, że nie spadnie. Mieszkanie w momencie kupna będzie miało dokładnie wartość rynkową (mimo że wydaje się być stosunkowo "tanie", to właśnie dokonywana transakcja pokaże jego realną wartość rynkową). W momencie, w którym Mdm się zakończy (rok 2018), cena mieszkania niejako z automatu spadnie (co jest oczywiście skrótem myślowym). Pozostaje pytanie, czy cena będzie spadać szybciej niż wynosi nasz "zysk" względem wynajmu. Ponieważ na starcie wyniesie on 300 zł miesięcznie, to spadek ceny mieszkania w ciągu roku już o 1% zniweluje wszystkie nasze korzyści.
4. Mobilność itd. - jak już wspominaliśmy, "posiadanie" mieszkania w kredycie Mdm niesie za sobą pewne ograniczenia w dysponowaniu nim. Jeśli ktoś zechce się przeprowadzić, to będzie to trudne w ciągu kolejnych 5 lat. Pozostają oczywiście wszystkie zalety "posiadania" mieszkania, od tych najbardziej przyziemnych (można sobie wbijać w ścianę dowolną liczbę mitycznych gwoździ ;) po te nieco bardziej strategiczne (użycie oszczędności w charakterze wysokiego wkładu własnego uniemożliwia ich "cypryzację") aż po panujące w Polsce przekonanie, że posiadacz mieszkania jest człowiekiem "wolnym" (kiedy jest pewnie raczej odwrotnie). Pozostają także wszystkie wady, które wielokrotnie były na tym blogu omawiane (remonty, ubezpieczenia, mniejsza elastyczność, przywiązanie do miejsca itd.)

Zgodnie z zapowiedzią, na koniec wnioski, których właściwie nie ma. Na pewno w Mdm zajdą rewolucyjne zmiany, które z pewnością sprawią, że liczba zaciąganych w programie kredytów wzrośnie. O ile zwiększenie dopłat dla rodzin z większą liczbą dzieci nie będzie miało wielkiego znaczenia (przynajmniej, jeśli chodzi o liczbę tych rodzin, bo 120 tys. dopłaty dla rodziny z trójką dzieci będzie miało dla tej konkretnej rodziny spore znaczenie ;) o tyle wprowadzenie rynku wtórnego spowoduje zwiększenie (pewnie nawet znaczne) zainteresowania programem. Deweloperzy w końcu napotkają na realną konkurencję, bo szanse zostaną (prawie) wyrównane. Najpewniej przeszkodą nie będzie mniejszy mnożnik na rynku wtórnym (0.9 względem 1.1), bo nawet w końcówce Rns, gdzie było podobnie, rynek wtórny i tak był w przewadze:


Ze względu na fakt, że w największych miastach limity dość znacznie odbiegają od średnich cen transakcyjnych, wprowadzenie Mdm będzie działało w kierunku spadków cen. Być może najważniejszym aspektem będzie po prostu pokazanie sprzedawcom, jakie ceny uznaje się aktualnie za "preferowane" - może to sprawi, że ci, którzy wystawiają oferty rodem z 2008 roku, wreszcie zejdą na ziemię.

A patrząc na wszystko z praktycznego punktu widzenia... dzięki wprowadzeniu Mdm na rynku wtórnym pojawia się pokusa, żeby zastanowić się na poważnie nad "zakupem mieszkania na kredyt". Jeśli posiada się wysoki wkład własny i znajdzie się w miarę "tanie" mieszkanie, to można nawet "zaoszczędzić" względem wynajmu. Pozostaje się jedynie pogodzić z ograniczeniami w rozporządzaniu takim mieszkaniem (brak możliwości sprzedaży, czy wynajmu) oraz z faktem, że spadek ceny takiego mieszkania o 1% rocznie sprawi, że cała korzyść weźmie w łeb ;)

A w następnym wpisie o tym, że niektórzy zamiast pchać się w ramiona rządowych programów "pomocowych", starają się z nich wypisać...

48 komentarzy:

  1. Artykuł, na który czekałem (mailowaliśmy o MDM dwa tygodnie temu).
    O ile w miastach z dużą różnicą w kwotach wszystko może wziąć w łeb przy negocjowaniu ceny, o tyle na przykład w Poznaniu liczę na spadek cen dobrych lokalizacji z okolic 5500 do wysokości limitu czyli 4850, co daje możliwość nabycia tego samego mieszkania za 4300 zł/m2. i to zaczyna wyglądać naprawdę ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekaw jestem, jak to wpłynie na rynek mieszkań używanych 70-100 mkw, bo tylko takie mnie interesują...

    rynek krakowski jest dość beznadziejny pod tym względem, zniszczone do remontu, w ruderowatej kamienicy, może kosztować nawet powyżej 6000, a właściciel na "pokazie" licytuje się ile to już potencjalnych, zachwyconych klientów dzisiaj nie przyjął..

    OdpowiedzUsuń
  3. Artykuł dobry, ale w jednym miejscu widzę lekką stronniczość a raczej spojrzenie tylko z jednej perspektywy - a to błąd. Jeżeli chodzi o zagrożenia i penalizowanie szybszej spłaty oraz inne obostrzenia co do kredytu, z punktu widzenia jaki przedstawiłeś wydają się rzeczywiście kuriozalne, ale jak już spojrzysz z punktu widzenia interesu Państwa i nadużyć z jakich kombinatorski "Polaczek/Cebulak" jest znany, to już wydają się rozsądne. Wałki na rynku wtórnym przy mieszkaniach kupowanych przez słupy można sobie spokojnie wyobrazić, spłata kredytu po 2 miesiąca i kilkadziesiąt tys. w kieszeni.
    O ile cały program bezsensowny z punktu widzenia "pomocy dla młodych", to jak już go wprowadzają to takie blockery muszą się pojawiać w kraju zwanym Cebulandią...

    OdpowiedzUsuń
  4. powiedzcie mi tylko, po co w ogole ten program skoro mamy historyczne minimalne stopy procentowe?

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywistym efektem będzie płacenie części ceny pod stołem, aby zmieścić się w limicie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak myslicie czy US lub inna instytucja nie przyczepi sie jesli ktos zrobi taki numer?
      Np. kupi mieszkanie w lokalizacji gdzie ceny sa ~7-8k/m2 w cenie ~5.5k/m2

      Usuń
  6. US kontroluje wysokość transakcji i porównuje z cenami w okolicy. Jeśli różnica w cenie jest zbyt duża (US ma swoje wskaźniki), wzywa się podatnika do wyjaśnień. Ten może złożyć korektę, w której zapłaci podatek od rzeczywistej (rynkowej) ceny mieszkania i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyludzenie doplaty ktore w takiej sytuacji mialoby miejsce to troche drozsza sprawa moze byc ;)
      Podatek jeszcze mozna przebolec ale juz np. 45k to szkoda oddac cwianiaczkom z PO (pozniej ta kase moga uzyc na swoje plakaty lub lansowanie dziwnych ludzi z wsi),

      Usuń
    2. Pytanie jest, czy US będzie chciało się zawiadamiać odpowiednią instytucję o ew. wyłudzeniu... Jak wiemy, Pastwo działa tylko teoretycznie ;)

      Usuń
  7. A ja zastanawiam sie czy za jakiś czas limity MDM nie wzrosną? Wtedy moje pobożne życzenia co do spadków cen mogą wziąć w leb

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tego co się dowiadywałem jest jeszcze jeden haczyk w tym programie - przez cały okres kredytowania nie możemy być właścicielami, ani współwłaścicielami innej nieruchomości. Jeśli tak się stanie - dofinansowanie nalezy oddac. Czyli w przypadku, gdy po paru latach np. odziedziczymy mieszkanie po rodzicach, lub nabędziemy inną nieruchomosc - nalezy kaske oddac. Jak dla mnie to definitywnie przekreśla MDM

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe po ile teraz mieszkania w Grecji ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. No to teraz wszystkie te osoby, które śpieszą kupić mieszkanie przed zwiększeniem się obowiązkowego wkładu władnego będą miały zagwozdkę - kupować czy czekać na MDM i na to, że mieszkania na dzielnicach potanieją? :) Nie zazdroszczę wyboru :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno można w takim razie oczekiwać obniżek na rynku pierwotnym, ponieważ rynek pierwotny nie ma możliwości trzymania pustostanów na kredyt ... a wtórny co do zasady może czekać do następnej hossy czyli za jakieś 15 lat? ;-). Ale to tylko oznacza, że wartości odtworzeniowe będą z kwartału na kwartał niższe automatycznie obniżając ceny MdMowe na rynku wtórnym. Stąd warto poczekać kilka kwartałów na pewno.

    off topic: ostatnio słyszałem ciekawą koncepcję uprawianą przez frankowiczów (to dla bankierów którzy czytają ten blog).
    A mianowicie, frankowcy którzy mają:
    a) kredyt na długi okres czasu,
    b) nie mieli dużego wjazdu albo wcale albo 110%
    c) póki co nie mają rodziny,
    ->
    d) zwalniają się z pracy
    e) pracują dalej na czarno i........
    f) ogłaszają bankructwo. ;-)..
    g) a następnie po 3 (słownie: trzech) latach karencji i bujania się u rodziców (za granicą?) uwalniają się od kredytu w CHF........ na całe życie
    h) zostawiając bank ze słabo wycenianym aktywem w portfelu.

    Stąd taki wzrost upadłości konsumenckich ostatnio i... lekka trwoga bankowców.
    Podobnież banki są w stanie się układać z każdym frankowiczem i spłacał przez lata byle .......nie obrał ścieżki upadłości konsumenckiej i zostawił bank z pozycją w CHF i coraz mniej wartym mieszkaniem.
    Czyli jak w żydowskim dowcipie, z chwilą oświadczenia dłużnika „nie spłacam” to wierzyciel ma problem i nie pomoże żaden BTE, 3 siekiery itd.

    Powiedzmy że upada 100.000 konsumentów hipotecznych w Polsce (z 700k) komu robi się ciepło w pantalonach?

    Może to jest temat na następny wpis jak to jest z tą upadłością konsumencką?


    OdpowiedzUsuń
  12. "Oznacza to, że nie uzyska ogłoszenia upadłości, ani oddłużenia ten, kto doprowadził do swojej niewypłacalności
    umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa, podejmował działania na szkodę swoich wierzycieli,
    w toku postępowania ukrywał majątek lub nie wykonywał innych obowiązków wynikających z ustawy."

    http://ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/broszury-i-publikacje/upadlosc-konsumencka/download,2835,0.html

    Tyle teoria... zauważ też, że bankrut nie "powinien" także posiadać: drogiej elektroniki, samochodu, gotówki, itd. Nie może prowadzić DG, jak zauważyłeś - rodzina nie ułatwia sprawy (a weźmy pod uwagę to, że kredyt jest spłacany już przez co najmniej 7 lat, więc klient jest w okolicach 30-stki)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rata przekracza dochód netto. W pierwszej kolejności pozbywam się gotówki. (BTW uważam że ten kto zdecydował się na kredyt to właśnie nie miał i nie ma gotówki), sprzedaję auto (rodzinie po cenie rynkowej) elektronikę, aby mieć na raty.
      Praca, raz się ją ma raz nie. Likwidacja stanowiska pracy jest rozwiązaniem dosyć często używanym w Polsce. myk na 3 lata do rodziców z meldunkiem.

      Przecież Polacy to najsprytniejszy naród w UE. Czyż nie?

      Jeżeli ten trend będzie potęgował się, uważam że banki będą pod presją. Nie twierdzę, że jest łatwo (i nigdy nie interesowałem się ustawą), stwierdzam jedynie trend zasłyszany i praktykowany. Szczególnie wśród klientów drogich mieszkań w stosunku do zarobków.

      Jak tu kiedyś wskazywanym jako przykład na forum. 100m2 na Żoliborzu przemysłowym za ponad 2 balony. To nawet z rodziną lepiej jest przygotować się na 3 lata tułaczki w 2 pok 35m2, ale pozbyć się 2 balonów długów, kazus Grecji. Dług jest niespłacalny (ponad 200mld EUR i 11 mln obywateli...), reset dla dłużników jest czasami najlepszym wyjściem, dla wierzycieli nie. Ot sprawiedliwość dziejowa. Czy jak kto woli nosił wilk razy kilka …

      Usuń
  14. http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1211925-Sprzedaz-nowych-lokali-oslabnie.html

    Grażynka znowu zebrała gremium naganiaczy i wodza PZFD ...ale tym razem tak jakby odkryli, że coś się dzieje z rynkiem nieruchomości trochę nie tak... :)

    A jeżeli zaogniana sytuacja Grecji wpłynie jakoś, w trybie przyspieszonym, na poziom stóp % (czytaj: wzrost), to rynek bardzo szybko pozdrowi w/w gremium środkowym palcem :D

    OdpowiedzUsuń
  15. hmmm, w Gdańsku limit MdM spadł, niedużo, ale zawsze.
    I chociaż sam w to raczej nie wierzę, to może to jakiś prognostyk na 1 października i zmiany w MdM dla reszty kraju...

    http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/w-gdansku-moga-spasc-ceny-mieszkan/1j8mv4

    OdpowiedzUsuń
  16. Z tego artykułu http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1211925-Sprzedaz-nowych-lokali-oslabnie.html

    "Tymczasem przez pierwsze pięć miesięcy roku firmy rozpoczęły budowę tak dużej liczby mieszkań jak jeszcze nigdy. Ścigają się z sobą, bo nie chcą zostać z niesprzedanymi osiedlami."

    Może ja jestem mało przytomny po weekendzie, ale jak "rozpoczynanie tak dużej liczby budów jak jeszcze nigdy (w sytuacji, gdy i tak jest mnóstwo nie sprzedanego)" miało by pomóc, aby "nie zostać z niesprzedanymi osiedlami."

    Ja wiem, że deweloperzy od jakiegoś czasu trochę sobie strzelają w stopę tymi budowami i ja wiem, że w takich artykułach nie ma związku przyczynowo-skutkowego... ale mimo wszystko...

    P.S. Czy tylko ja mam jakiś problem z umieszczaniem komentarzy? Główne okienko "Dodaj komentarz" na dole działa. Przyciski "Odpowiedz" pod innymi komentarzami nie. W poprzednim wpisie wszystko jest ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko Ty tak masz, choć teraz ten post udało mi się umieścić jako odpowiedź to przed chwilą nie mogłem tego zrobić pod wpisem k-dek, klikałem Odpowiedz i nic się nie działo, nawet wielokrotne przeładowanie strony nie pomagało.

      Usuń
    2. Już nawet Bartek obawia się czy budowane dziś mieszkania łatwo znajdą nabywców. Znając jego przeszłe dokonania zaczynam się bać wzrostów cen. On zawsze pisze na odwrót.

      "Bartosz Turek, analityk Lion's Banku, podkreśla, że takiej aktywności spółek deweloperskich jak dziś jeszcze nie było.

      – Firmy te przez pierwsze pięć miesięcy roku rozpoczęły budowę tak dużej liczby mieszkań, jak nigdy w historii. Nadmierny optymizm deweloperów powinien budzić obawy o to, czy budowane dziś mieszkania łatwo znajdą nabywców – uważa Bartosz Turek."

      Usuń
    3. Deweloperzy musza tyle budować bo przez ostatnie lata cały czas rozkręcali swoją infrastrukturę, gdyby teraz mieli przestać to zainwestowane pieniądze przepadną, sprzęt maszyny, ludzie, to nie może stać duzi wykonawcy wolą zrobić jakąś inwestycję nawet na zerowej marży bo to nie pogorsza ich wyniku po prostu sa na zero, sprzet i ludzie się spłacają a tak trzeba by wszystko opłacić i pomnijszyć zysk który wypracowały inne inwestycje. Ludzi można wprawdzie zwolnić, ale tylko co wykonują proste prace, doświadczonych inżynierów budowy, czy kierowników nie zatrudni się z dnia na dzień jak będzie potrzeba.
      To jest głównym powodem czemu tyle budują- tempo ostatnie lata rosło lawionowo i nie można tego tak po prostu zatrzymać, ale to lepiej dla kupujących :]

      Usuń
  17. @k-dek: Nie liczyłbym na szybsze podniesienie stóp procentowych z uwagi na sytuację w Europie - bardziej prawdopodobne jest że przez Grecję stopy zostaną obniżone albo pozostaną dłużej na niskich poziomach. FED zmienił taktykę i patrzy teraz na to co się dzieje na całym świecie, a nie tylko na USA jak to było wcześniej. Stąd już pojawiły się głosy, że przez Grecję podwyżka stóp w USA zostanie opóźniona co opóźni również podniesienie stóp na naszym kontynencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę poszedłem myślami na skróty.
      Dla mnie oczywistą rzeczą jest fakt, że przy niskich stopach % Grecja zadłużona jest niewyobrażalnie, a jak je podniesiemy to będzie ...bardziej niż niewyobrażalnie, czyli jak można liczyć na podniesienie stóp % w takiej sytuacji?
      Ano można :), dlatego, że mam już trochę lat i widziałem już niejedno i nauczyłem się, że świat wielkich finansów nie jest zero-jedynkowy.
      Nie chodzi mi o to też, że jeszcze podczas negocjacji Grecji z UE, stopy % zaczną iść w górę, powiedzmy już od przyszłego tygodnia...co to, to nie, ale...
      Ze względu na to właśnie, że dług Grecji jest niewyobrażalny - czyli: niespłacalny (kosmiczny stosunek długu do PKB), konieczne będzie dogadanie się na zasadzie lekkiego (a może i grubego) RESETu - z częściowym umorzeniem, w zamian za daleko idące reformy <- w zasadzie to jedna z opcji...mogą być też inne, z wyjściem Grecji z UE włącznie.
      Nikt nie wie, którą drogą pójdziemy, a więc stopniowe podnoszenie stóp %, jak już opadnie kurz i nastąpi nowe rozdanie, jest tak samo prawdopodobne jak to, że przez dłuższy czas będą one niezmienione.

      Nie ukrywam, że jest to ogromne gdybanie i trochę myślenie życzeniowe :), ale niech już dzisiaj polskiej obrośniętej w sadło deweloperce wyskoczą krople potu na czole i z tego powodu :D

      Oczekuję, że Józek z JWC, na łamach Bankier.pl/Bankier.tv oświeci nas wkrótce swoją kolejną prelekcją na temat rynku i wszystko się wyjaśni :D

      Usuń
    2. Sytuacja Grecji spowoduje spowolnienie gospodarki strefy euro i w związku z tym również Polski. To spowoduje spadek inflacji i utrzymanie lub obniżkę stóp procentowych. Grexit / bankructwo Grecji czy jak to tam zwał nie spowoduje więc wzrostu stóp procentowych w Polsce, wręcz przeciwnie.
      Dla Grecji nie ma innego rozwiązania jak ogłoszenie niewypłacalności i wprowadzenie nowej waluty, gdyż dotychczasowa polityka "pomocy" powoduje jedynie wzrost wysokości długu, mimo częściowych umorzeń, a więc to żadna pomoc.

      Usuń
  18. Bardzo ciekawy artykul, ciekawa jednak jestem co na to biura nieruchomości.Wrocław jest miastem gdzie mieszkania sa raczej drogie i korzystanie z mdm jest teraz troche za drogie, bo 20% wklad wlasny to na prawde powazna suma, wiec z jednej strony niosa nam pomoc a z drugiej jest to opcja dla bogatych ?

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wierzę, że Turek napisał coś takiego

    Nie można też zapomnieć o fakcie, że program "Mieszkanie dla młodych" wpływa na rynek nieruchomości. Do tej pory częściowo dzięki niemu, a częściowo dzięki niskim stopom procentowym deweloperzy nie mieli problemów ze sprzedaniem mieszkań. W związku z tym ich optymizm był tak wielki, że przez pierwsze 5 miesięcy br. zaczęli budowy tak dużej liczby mieszkań jak jeszcze nigdy w historii. Z punktu widzenia firm budujących mieszkania, problem w tym, że zbliżające się podwyżki stóp procentowych w ogóle mogą obniżyć popyt na mieszkania, a rozszerzenie programu "Mieszkanie dla młodych" z dużym prawdopodobieństwem spowoduje, przesunięcie części popytu z rynku pierwotnego na wtórny. W efekcie spodziewane zmiany mogą utrudnić sprzedaż w tak lawinowo rozpoczynanych nowych inwestycjach. Zyskać może za to rynek wtórny, na który bez wątpienia trafi spora część dofinansowania.

    Bartosz Turek, Lion's Bank

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jeszcze-447-mln-zlotych-do-wydania-na-Mieszkanie-dla-mlodych-3371670.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turek od lat kłamie, mąci i kreuje rzeczywistość na modłę naganiaczy, a jak staje przed faktami dokonanymi, z krzywym uśmieszkiem triumfalnie ogłasza: "A nie mówiłem"
      Jakim cudem taki wielokrotnie zdyskredytowany szkodnik wciąż trzyma się stołka? ...może ma jakieś korzenie greckie :D

      Usuń
  20. kapitalna mapka - pokazuje skale suburbanizacji
    http://interaktiv.morgenpost.de/europakarte/#10/49.9331/20.9647/en

    OdpowiedzUsuń
  21. No właśnie. Widać jak na dłoni

    1. Praca jest tylko w dużych miastach
    2. W centrach dużych miast masz getta starszych ludzi (którzy się nie rozmnażają)
    3. Młodzi wyprowadzają się na przedmieścia bo ich nie stać na normalne lokalizacje. Tam się rozmnażają.

    Nie jest to bardzo odkrywcze, ale chyba to że żadne inne europejskie państwo tak nie wygląda o czymś swiadczy? 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Racja
      2. Starszych ludzi i studentów, lokalizacje w centrach wcale nie są takie horrendalnie drogie (sam wynajmuję w ścisłym centrum Rzeszowa, wielu znajomych mieszka w Krakowie, Warszawie);
      3. Na przedmieścia wyprowadzają się ludzie zakładający rodziny, którzy nie chcą mieszkać w pudełku po butach. Mieszkanie w centrum jest idealne dla starszych ludzi (blisko wszędzie) i studentów (uczelnia, rozrywka). Rodzina potrzebuje przestrzeni...

      W Polsce zachodzi podobny proces jak w krajach zachodnich kilka dekad temu, obecnie w centrach mieszka biedota, studenci. Klasa średnia ucieka z centrum na przedmieścia. Pamiętasz może taką piosenkę Westlife "Uptown Girl" :) ? Biedny "downtown boy" (chłopak z centrum, prawdopodobnie z robotniczje rodziny) zakochany w "uptown girl" (dziewczynie z przedmieścia, tj. z bogatej klasy średniej.

      Poza tym mapa wskazuje wyraźnie, że co najmniej kilka krajów Europy jest w gorszej sytuacji niż PL. Niemcy, Rumunia, Bułgaria, kraje bałtyckie, właściwie całe Bałkany.

      Usuń
    2. Portugalia, płd. Włochy, zach. Hiszpania... W całej Europie mamy do czynienia ze starzeniem się społeczeństw, uciekaniem młodych z prowincji do dużych miast i generalnie ubożeniem klasy średniej. Emigracja szczególnie dotyka Europy Wschodniej i Centralnej, krajów skolonizowanych po zmianie systemowej To nie tylko problem Polski.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  22. Idzie nowe...
    http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/podpisana-ustawa-gus-powinien-publikowac-wskazniki-cen-nieruchomosci/l9zx2x

    Ciekawe na ile dane GUS będą w 100% wiarygodne, bo GUS też potrafi publikować wyniki z sufitu.
    A tak w ogóle, to nieczuli ustawodawcy zabierają chleb całej rodzinie naganiaczy z Turkiem na czele, którzy to co miesiąc/kwartał raczą nas tabelkami, mapkami, wykresami, grafami, gdzie dobitnie i ponad wszelką wątpliwość wykazują: raz spadki, zaraz wzrosty, tudzież stabilizację, do tego ciągły mętlik z cenami ofertowymi i z transakcyjnymi, gdzie wiadomo, że średnio mają się one do siebie ...średnio :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Mimo wszystko trochę smutne info...

    "J.W. Construction sprzedało w II kwartale 2015 r. 352 lokale brutto wobec 248 lokali w analogicznym okresie roku poprzedniego - poinformowała spółka w komunikacie przesłanym PAP." - prawie 42% wzrost - Józek będzie miał się czym chwalić :D

    "Ronson Development sprzedał rekordową liczbę 224 lokali netto (z uwzględnieniem rezygnacji) w II kwartale 2015 r. wobec 210 lokali sprzedanych w analogicznym okresie roku ubiegłego, który do tej pory był najlepszym w historii kwartałem dla dewelopera, podała spółka."

    Ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, to zależy w jakich cenach. jeżeli relatywnie -10% do cen sprzed roku, to dlaczego ma to być smutne.
      Niech jeszcze wejdzie ten rynek wtórny w mdm, to na pewno będzie jeszcze lepsza presja -10% w 2016.
      I niech sobie ludzie kupują (jeżeli jest w rozsądnych cenach) i co do zasady każdy z Was kupuje (jakikowliek potrzebny mu produkt) jeżli jest w rozsądnej/przystępnej cenie. BTW moje oczekiwania z czasem wzrastają teraz już uważam, że w dobrej lokalizacji to nowe lokum powinno kosztować 6,5k max
      a w dzielnicach peryferyjnych max 5k.
      I taka weselsza wiadomość umówiłem się z dev w sobotę, wszystkie godziny wolne do wyboru, więc tylu jest chętnych na te mieszkania (a developer powiedzmy sieciowy). Spokojnie...

      Usuń
    2. Też uważam że spokojnie. Znam jednego z tych kupców JW Construction. Oczywiście pośpiech bo wkład rośnie :)

      Usuń
    3. Jeszcze niedawno były bardzo złe komunikaty giełdowe odnośnie JWC i Ronson, więc również przychylam się od opinii - spokojnie.
      Autor już wcześniej pisał, że mimo wszystko wykazywana niezła sprzedaż deweloperki to efekt przede wszystkim ogromnej skali rozpoczynanych budów / zabetonowaniu rynku wtórnego. Ja dorzucam jeszcze fakt, że w indywidualnych negocjacjach po cichu dewelperka ...po prostu schodzi z cen.

      Naganiacze nawet przyznają, że średnio ceny transakcyjne odbiegają o 10% od ofertowych.

      Dodatkowo, czy sformułowanie "sprzedało" to faktycznie mieszkania sprzedane, bo wielokrotnie do raportów spółek giełdowych do sprzedaży podciągano również płatne rezerwacje, gdzie wiele transakcji nie dochodziło do skutku (bo ktoś chciał kupić, ale go po prostu nie stać i kredytu nikt dać nie chce)

      Sytuację na rynku dobrze opisuje tekst (już był ale warto przytaczać wielokrotnie, bo i tak jest ich mało)

      http://forsal.pl/artykuly/876933,rynek-mieszkaniowy-w-tarapatach-gdyby-nie-bankowe-ryzyko-bylaby-zapasc.html

      I wszyscy doskonale o tym wiedzą, kilka postów wyżej wrzuciłem linka od Grażynki z RP.pl - całe gremium z Turkiem na czele mówi, że te "rekordy" sprzedaży to już koniec i że idą chudsze czasy...

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Idą chude lata dla deweloperki i oni dobrze o tym wiedzą. Dobrze obrazuje to ta grafika http://bi.gazeta.pl/im/8a/92/c4/z12882570Q,Jak-dlugo-mieszkania-beda-towarem-deficytowym.jpg

      Dodatkowo tuż przed załamaniem popytu mają do sprzedania około 50 000 mieszkań.
      Do tej pory czynnikiem sprzyjającym dla deweloperki były stabilne ceny najmu co pozwoliło niektórym uwierzyć jak to teraz opłaca się kupić mieszkanie przy niskich stopach.

      Z moich osobistych obserwacji budów we Wrocławiu
      http://forum.investmap.pl/dolnoslaskie-mieszkania-domy-f67/

      widać, że bardzo dużo inwestycji jest na ukończeniu, nawet Turek o tym mówi, że liczba mieszkań oddanych przez deweloperów w najbliższych kwartałach będzie rosnąć.Oczywiście wiele z tych mieszkań już jest kupionych bo ostatnio modne były ponownie dziury w ziemi, ale tak duża podaż gotowych mieszkań spowoduje ruch cen na rynku najmu w dół, co w połączeniu ze wzrostem kosztu zakupu (stopy %) może ładnie namieszać deweloperom.
      Dodatkowo pewnie wzrośnie liczba gotowych nie sprzedanych mieszkań co wymusi dodatkową presję na obniżki.

      Sądzę, że do tej pory duża sprzedaż deweloperski niespecjalnie zaspokajała potrzeby mieszkaniowe (w końcu w dziurze w ziemi nie da się zamieszkać i tak trzeba wynajmować). Ale najbliższe kwartały przyniosą nam korektę zarówno na rynku najmu jak i zakupu.

      Usuń
  24. A trochę z innej beczki...
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,18298951,Poslowie_boja_sie_bankow.html?biznes=local#BoxBizLink

    hmmm KNF...nie jawi się tu jako instytucja nadzoru w interesie Państwa, czyli Obywateli, dziwne...

    OdpowiedzUsuń
  25. teraz to jestem załamany, mam 23,5% wkładu własnego, brakuje 1,5% - nie mam jak tego pożyczyć, a czas leci... Kur**** co ja teraz zrobię ? Jak żyć ?
    http://finanse.wp.pl/kat,1033715,title,Kredyt-na-mieszkanie-Bierz-teraz-taniej-juz-nie-bedzie,wid,17690572,wiadomosc.html?ticaid=1152e0&_ticrsn=3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko ;-) Ale przecież ceny spadają: http://finanse.wp.pl/kat,1033695,title,Ceny-ofertowe-mieszkan-w-Polsce-spadly,wid,17690536,wiadomosc.html,
      także jakoś Ci się zbilansuje...
      Byłem w sobotę w biurze developera - twardo stoją na swoim ...-) co prawda nie mogą znaleźć dobrych kontrargumentów dlaczego chcą 9-10k m2 (100m2) w budynku, który ma powstać w 2016 skoro bez ryzyka można kupić w tym samym/podobnym standarcie vis a vis za 7k do wyboru do koloru w inwestycji już zrealizowanej.
      Ich prawo ;-) Jak tak dalej pójdzie to rzeczywiście zacznę szukać tej działki pod segement/ lub segment....-)

      BTW deweloperzy którzy czytacie ten blog, jeżeli już chcecie sprzedawać mieszkania za okrągłą bańkę, to trochę popracujcie nad wyszkoleniem swoich .....kadr. Pan którego miałem okazję spotkać miesjcami ocierał się o czerstwą arogancję. W salonie kupując wózek z 150-170k jest znaczenie lepsza obsługa.

      Usuń
  26. W wielu rejonach Polski będzie jak w byłym NRD i to wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
  27. Od ilu lat tak ludzie piszą? Wkrótce = min 10-15 lat...jak dla mnie to za późno.

    OdpowiedzUsuń
  28. W moim rodzinnym mieście (Ełk) już tak jest. Mieszkania stoją latami na sprzedaż, ludzie wyjechali za granicę. Sporo jest ogłoszeń sprzedaży mieszkań z całą zawartością.

    OdpowiedzUsuń